Tytuł: "Best Friends Forever"
Paring: TaeKai
Opis: Przyjaźń Taemina i Jongina w ciągu wielu lat zdążyła się przemienić w o wiele mocniejszą więź, tak przynajmniej czuje Kai, który darzy swego przyjaciela uczuciem głębszym niż zwykła przyjaźń.
Ayo! Trzeba przyznać to pierwszy TaeKai, którego napisałam, i mam nadzieję, że nie wyszedł tragicznie xD. Przyjemnie mi się go pisało i jakoś nie narzekałam na brak weny w trakcie realizowania mojego "jakże ambitnego" pomysłu. Jest nieco krótki w porównaniu do moich innych ff, ale mimo to...
...mam nadzieję, że się wam spodoba ♥
"Best Friends Forever"
Oparłem się plecami o zimną ścianę obserwując Cię. Uwielbiałem na Ciebie patrzeć. Było to dla mnie takie rozluźniające. Po całym męczącym dniu treningów warto było znaleźć wolną chwilę, żeby przyjść do sali od praktyk SHINee i popatrzeć na Ciebie. Na was. Wy wszyscy byliście moimi przyjaciółmi. Moimi aniołami. Bez was nie osiągnąłbym tego, co już osiągnąłem. Nie osiągnął bym tego wszystkiego bez Ciebie. Zawsze mnie pocieszałeś, podnosiłeś na duchu i zawsze powtarzałeś, że bez wysiłku nie ma nagrody. Nie wiem czy to karierę nazwać nagrodą, czy naszą wspaniałą znajomość? Znamy się od dziecka. Jako płaczliwy siedmiolatek przychodziłem do ciebie, bo zawsze miałeś najlepsze zabawki. Zawsze mogłem u Ciebie zostać tak długo jak tylko chciałem. Ty nigdy mnie nie wygoniłeś. Byłeś szczęśliwy kiedy przychodziłem, a ja byłem szczęśliwy, że uszczęśliwiłem Ciebie. Uśmiech na twojej twarzy był moją największą nagrodą. Ciężko trenowałem, żeby być najlepszy i żeby zobaczyć wyraz dumy na twojej twarzy. Muszę się teraz przyznać, że na tym drugim chyba bardziej mi zależało. Uwielbiałem, kiedy mówiłeś: "Jestem z ciebie taki dumny Jongin!", a potem mnie przytulałeś. Mógłbym wspominać te chwile w nieskończoność. One nigdy nie opuszczą mojego umysłu. Zawsze pozostaną taką małą słodką częścią w mojej pamięci. Zawsze kiedy będę przypominał sobie nasze wspólnie spędzone chwile, będę się uśmiechał.
Jako trainee często przychodziłem do waszego dormu, a wy mimo, że byliście bardzo zmęczeni zawsze byliście dla mnie mili i uprzejmi. Pomagaliście mi, nawet kiedy ja sam traciłem wiarę w siebie. Ty zawsze we mnie wierzyłeś. Nie raz wolałeś poświęcić swój wolny czas, żeby trenować ze mną, a ja trenowałem jak najciężej, abyś potem powiedział mi: "Jesteś w tym naprawdę dobry Jonggie!". Twoja pochwała znaczyła dla mnie więcej niż pochwała ze strony menadżera. Czasami mówiłeś, że za bardzo się przepracowuję. Owszem, byłem zmęczony, mięśnie paliły mnie żywym ogniem a głowa pękała od nadmiaru ćwiczeń, ale ja tańczyłem dalej. Tańczyłem dla Ciebie. Żebyś widział, jak bardzo pragnę, abyś był ze mnie dumny. Nie zależało mi szczególnie na sukcesie. Ja chciałem go odnieść tylko po to, aby być bliżej Ciebie.
Pamiętasz, jak poszliśmy na casting do SM?
Pamiętasz, jak bardzo byłem zdenerwowany? Bałem się. Bałem się, że wybiorą tylko Ciebie, albo tylko mnie i zostaniemy rozdzieleni. Ty oczywiście obiecałeś, że beze mnie nigdzie nie jedziesz, ale ja wiedziałem, że jeżeli odmówiłbyś zostania trainee, ja żyłbym do końca życia z poczuciem winy, że pozbawiłem Cię takiej szansy. Szansy na spełnienie twoich marzeń, które były też moimi marzeniami.
Pamiętasz czasy szkoły? Zawsze po udanym dniu kupowałeś nam mleko bananowe i siadaliśmy w parku rozmawiając. Nie ważne o czym. Ważne, że rozmawialiśmy razem. Co z tego, że nie lubiłem mleka bananowego? Ważne, że ty je lubiłeś.
Nawet nie wiem kiedy zacząłem do Ciebie czuć coś więcej niż przyjaźń. Coraz częściej rumieniłem się kiedy mnie przytulałeś, a przecież wcześniej byłeś dla mnie jak brat. W co więc zmieniła się więź, która wcześniej tak pięknie nas łączyła? Chciałem Ci powiedzieć, że dla mnie nie jesteś już tylko przyjacielem, ale bałem się. Bałem się, że Cię stracę. Nie chciałem, żebyś mnie opuścił. Na myśl, o tym chciało mi się płakać. Nic bym bez Ciebie nie zrobił. Moje życie straciłoby najmniejszy sens, bo po co żyć, skoro nie ma się dla kogo? Po się starać, skoro nikt tego nie doceni? Ty jesteś dla mnie najważniejszy, i choć wiem, że raczej nie czujesz do mnie tego co ja do Ciebie, to zawsze będziemy razem jako... przyjaciele. Mając Ciebie mogę śmiało powiedzieć, że przyjaźń to coś, co wyjątkowo mocno łączy ze sobą ludzi. Znamy się przecież tyle lat. Mamy tyle wspólnych wspomnień. Tyle albumów wypchanych wspólnymi zdjęciami. Często je przeglądam i przypominam sobie ile razem przeszliśmy. Ty i ja. Jesteśmy jednością.
Pamiętasz, jak kiedyś dałeś mi na urodziny bransoletkę z napisem: "Best Friends Forever"?
To było w styczniu, w moje dziesiąte urodziny. Mimo, iż było to tak dawno, ja nadal to pamiętam... Pamiętam i nigdy nie zapomnę. Stałem wtedy przed domem wypatrując Ciebie. Moje przyjęcie urodzinowe już się zaczęło, ale Ciebie na nim nie było. Zwykle się nie spóźniałeś, więc postanowiłem, że ustanę na schodach przed domem i będę patrzeć kiedy przyjdziesz. Stałem tak więc ubrany tylko w luźny sweterek, spodnie i puchate skarpetki w mrozie wypatrując Ciebie i wtedy przyszedłeś, a raczej przybiegłeś. Biegłeś bardzo szybko trzymając w ręku małe pudełeczko zapakowane w kolorowy papier, choć wielokrotnie powtarzałem Ci, że nie musisz kupować mi prezentów. Ustałeś wtedy na przeciwko mnie i od razu zacząłeś przepraszać, za to, że nie zdążyłeś na czas. Słuchałem Cię wytrwale, aż w końcu skończyłeś swoje tłumaczenia i przytuliłeś mnie na powitanie, mówiąc, że powinniśmy iść do domu, bo się przeziębię, jednak kiedy już chciałem pociągnąć za klamkę drzwi, aby wejść do środka. Ty zatrzymałeś mnie i powiedziałeś: "Zaczekaj Jonggie! Najpierw prezent!". Nie śmiałem ci się sprzeciwiać, bo przecież byłeś starszy i mądrzejszy ode mnie. Wtedy ty wręczyłeś mi zapakowane w kolorowy papier pudełeczko i zaśpiewałeś "Sto lat". Uwielbiałem kiedy śpiewałeś. Nadal uwielbiam. Bóg obdarzył Cię wyjątkowo piękną barwą głosu. Kiedy odpakowałem mój prezent szczęka mi opadła. W pudełeczku wyściełanym czerwonym pluszem spoczywała srebrna bransoletka z napisem "Best Friends Forever". Jako, że byłem słaby z angielskiego, ty przetłumaczyłeś mi ten napis. "Będziemy najlepszymi przyjaciółmi na zawsze!" -szepnąłeś mi na ucho przytulając mnie i pokazałeś, że masz taką samą. Nasze bransoletki były zupełnie identyczne. To był najwspanialszy prezent jaki dostałem. Noszę tą bransoletkę zawsze. Codziennie to właśnie ona towarzyszy mi w trakcie treningu. Zakładam ją na koncerty, żeby przynosiła mi szczęście, i na spotkania z fanami, żeby jak najbardziej umiliła mi te chwile. Nawet bez niej ciągle o Tobie pamiętałem.
Zakradłem się wzdłuż ściany dormu SHINee. Wiedziałem, że wszyscy jesteście pewnie teraz na treningu, ale nie przeszkadzało mi to. Chciałem tam tylko coś zostawić. Coś dla Ciebie. Wiedziałem, że Onew nigdy nie zamyka drzwi na klucz, więc wślizgnąłem się po cichu do środka kurczowo trzymając w dłoniach śnieżno białą kopertę. W waszym dormie jak zawsze panował bałagan, który Minho nazywał "Artystycznym nieporządkiem, którego w najbliższym czasie trzeba się pozbyć". Zaśmiałem się. Ten "artystyczny nieporządek" tak bardzo przypominał mi Ciebie. Wszedłem na palcach do twojego pokoju. Pachniało tu twoimi kwiatowymi perfumami. To był mój ulubiony zapach. Wciągnąłem go w nozdrza zostawiając białą kopertę na twojej szafce nocnej. Zdążyłem jeszcze dopisać na niej "Dla Taemina", abyś nie miał wątpliwości, że ten list jest dla Ciebie. Spojrzałem jeszcze na zdjęcia wiszące na ścianach. Byłem prawie na każdym. Uśmiechnąłem się. Jakie to miłe uczucie patrzeć na zdjęcia w pokoju osoby, której właśnie podłożyłeś list miłosny. Obok leżącej koperty położyłem także mały kartonik mleka bananowego. Wiedziałem, że zwróci on twoją uwagę.
Zawsze byłeś taki roztrzepany...
Taki pozytywny...
Taki radosny...
...Może właśnie dlatego Cię kochałem?
Jako trainee często przychodziłem do waszego dormu, a wy mimo, że byliście bardzo zmęczeni zawsze byliście dla mnie mili i uprzejmi. Pomagaliście mi, nawet kiedy ja sam traciłem wiarę w siebie. Ty zawsze we mnie wierzyłeś. Nie raz wolałeś poświęcić swój wolny czas, żeby trenować ze mną, a ja trenowałem jak najciężej, abyś potem powiedział mi: "Jesteś w tym naprawdę dobry Jonggie!". Twoja pochwała znaczyła dla mnie więcej niż pochwała ze strony menadżera. Czasami mówiłeś, że za bardzo się przepracowuję. Owszem, byłem zmęczony, mięśnie paliły mnie żywym ogniem a głowa pękała od nadmiaru ćwiczeń, ale ja tańczyłem dalej. Tańczyłem dla Ciebie. Żebyś widział, jak bardzo pragnę, abyś był ze mnie dumny. Nie zależało mi szczególnie na sukcesie. Ja chciałem go odnieść tylko po to, aby być bliżej Ciebie.
Pamiętasz, jak poszliśmy na casting do SM?
Pamiętasz, jak bardzo byłem zdenerwowany? Bałem się. Bałem się, że wybiorą tylko Ciebie, albo tylko mnie i zostaniemy rozdzieleni. Ty oczywiście obiecałeś, że beze mnie nigdzie nie jedziesz, ale ja wiedziałem, że jeżeli odmówiłbyś zostania trainee, ja żyłbym do końca życia z poczuciem winy, że pozbawiłem Cię takiej szansy. Szansy na spełnienie twoich marzeń, które były też moimi marzeniami.
Pamiętasz czasy szkoły? Zawsze po udanym dniu kupowałeś nam mleko bananowe i siadaliśmy w parku rozmawiając. Nie ważne o czym. Ważne, że rozmawialiśmy razem. Co z tego, że nie lubiłem mleka bananowego? Ważne, że ty je lubiłeś.
Nawet nie wiem kiedy zacząłem do Ciebie czuć coś więcej niż przyjaźń. Coraz częściej rumieniłem się kiedy mnie przytulałeś, a przecież wcześniej byłeś dla mnie jak brat. W co więc zmieniła się więź, która wcześniej tak pięknie nas łączyła? Chciałem Ci powiedzieć, że dla mnie nie jesteś już tylko przyjacielem, ale bałem się. Bałem się, że Cię stracę. Nie chciałem, żebyś mnie opuścił. Na myśl, o tym chciało mi się płakać. Nic bym bez Ciebie nie zrobił. Moje życie straciłoby najmniejszy sens, bo po co żyć, skoro nie ma się dla kogo? Po się starać, skoro nikt tego nie doceni? Ty jesteś dla mnie najważniejszy, i choć wiem, że raczej nie czujesz do mnie tego co ja do Ciebie, to zawsze będziemy razem jako... przyjaciele. Mając Ciebie mogę śmiało powiedzieć, że przyjaźń to coś, co wyjątkowo mocno łączy ze sobą ludzi. Znamy się przecież tyle lat. Mamy tyle wspólnych wspomnień. Tyle albumów wypchanych wspólnymi zdjęciami. Często je przeglądam i przypominam sobie ile razem przeszliśmy. Ty i ja. Jesteśmy jednością.
Pamiętasz, jak kiedyś dałeś mi na urodziny bransoletkę z napisem: "Best Friends Forever"?
To było w styczniu, w moje dziesiąte urodziny. Mimo, iż było to tak dawno, ja nadal to pamiętam... Pamiętam i nigdy nie zapomnę. Stałem wtedy przed domem wypatrując Ciebie. Moje przyjęcie urodzinowe już się zaczęło, ale Ciebie na nim nie było. Zwykle się nie spóźniałeś, więc postanowiłem, że ustanę na schodach przed domem i będę patrzeć kiedy przyjdziesz. Stałem tak więc ubrany tylko w luźny sweterek, spodnie i puchate skarpetki w mrozie wypatrując Ciebie i wtedy przyszedłeś, a raczej przybiegłeś. Biegłeś bardzo szybko trzymając w ręku małe pudełeczko zapakowane w kolorowy papier, choć wielokrotnie powtarzałem Ci, że nie musisz kupować mi prezentów. Ustałeś wtedy na przeciwko mnie i od razu zacząłeś przepraszać, za to, że nie zdążyłeś na czas. Słuchałem Cię wytrwale, aż w końcu skończyłeś swoje tłumaczenia i przytuliłeś mnie na powitanie, mówiąc, że powinniśmy iść do domu, bo się przeziębię, jednak kiedy już chciałem pociągnąć za klamkę drzwi, aby wejść do środka. Ty zatrzymałeś mnie i powiedziałeś: "Zaczekaj Jonggie! Najpierw prezent!". Nie śmiałem ci się sprzeciwiać, bo przecież byłeś starszy i mądrzejszy ode mnie. Wtedy ty wręczyłeś mi zapakowane w kolorowy papier pudełeczko i zaśpiewałeś "Sto lat". Uwielbiałem kiedy śpiewałeś. Nadal uwielbiam. Bóg obdarzył Cię wyjątkowo piękną barwą głosu. Kiedy odpakowałem mój prezent szczęka mi opadła. W pudełeczku wyściełanym czerwonym pluszem spoczywała srebrna bransoletka z napisem "Best Friends Forever". Jako, że byłem słaby z angielskiego, ty przetłumaczyłeś mi ten napis. "Będziemy najlepszymi przyjaciółmi na zawsze!" -szepnąłeś mi na ucho przytulając mnie i pokazałeś, że masz taką samą. Nasze bransoletki były zupełnie identyczne. To był najwspanialszy prezent jaki dostałem. Noszę tą bransoletkę zawsze. Codziennie to właśnie ona towarzyszy mi w trakcie treningu. Zakładam ją na koncerty, żeby przynosiła mi szczęście, i na spotkania z fanami, żeby jak najbardziej umiliła mi te chwile. Nawet bez niej ciągle o Tobie pamiętałem.
Zakradłem się wzdłuż ściany dormu SHINee. Wiedziałem, że wszyscy jesteście pewnie teraz na treningu, ale nie przeszkadzało mi to. Chciałem tam tylko coś zostawić. Coś dla Ciebie. Wiedziałem, że Onew nigdy nie zamyka drzwi na klucz, więc wślizgnąłem się po cichu do środka kurczowo trzymając w dłoniach śnieżno białą kopertę. W waszym dormie jak zawsze panował bałagan, który Minho nazywał "Artystycznym nieporządkiem, którego w najbliższym czasie trzeba się pozbyć". Zaśmiałem się. Ten "artystyczny nieporządek" tak bardzo przypominał mi Ciebie. Wszedłem na palcach do twojego pokoju. Pachniało tu twoimi kwiatowymi perfumami. To był mój ulubiony zapach. Wciągnąłem go w nozdrza zostawiając białą kopertę na twojej szafce nocnej. Zdążyłem jeszcze dopisać na niej "Dla Taemina", abyś nie miał wątpliwości, że ten list jest dla Ciebie. Spojrzałem jeszcze na zdjęcia wiszące na ścianach. Byłem prawie na każdym. Uśmiechnąłem się. Jakie to miłe uczucie patrzeć na zdjęcia w pokoju osoby, której właśnie podłożyłeś list miłosny. Obok leżącej koperty położyłem także mały kartonik mleka bananowego. Wiedziałem, że zwróci on twoją uwagę.
Zawsze byłeś taki roztrzepany...
Taki pozytywny...
Taki radosny...
...Może właśnie dlatego Cię kochałem?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz