niedziela, 19 października 2014

"I am the best" rodział 3

 Tytuł: "I am the best" <rozdział III>
Paring: KaiXing (ponad to elementy BaekYeola, HunHana i pseudo-KaiSoo)
Uwagi: AU







"I am the best" 
Rozdział III 

    "Przepraszam za dzisiaj. Trochę przesadziłem..." 
  Przeczytałem wiadomość trzy razy i sam nie mogłem uwierzyć, że napisał ją Kyungsoo. Wydawało mi się, że ktoś taki jak on nie umie przepraszać. Chciałem coś odpisać, ale ostatecznie stwierdziłem, że zostawię tę wiadomość bez odpowiedzi. Jeżeli Kyung myśli, że złapię się na jedno głupie "przepraszam", to się myli. 
  
 ***
  Następny dzień zapowiadał się naprawdę pogodnie. Słońce świeciło wysoko na niebie w otoczeniu małych, puchatych chmurek przypominających mi watę cukrową. Niestety, jednak pogoda ta uległa zmianie, kiedy tylko przekroczyłem próg domu, zmierzając w kierunku szkoły. Urocze obłoczki waty cukrowej zostały zastąpione przez ciężkie burzowe chmury przysłaniające słońce, a z nieba zaczął powoli kapać deszcz, który szybko przemienił się w ostrą ulewę, a ja oczywiście nie wziąłem ze sobą parasolki. Szedłem więc w deszczu możliwie jak najszybciej, aby tylko uratować mój mundurek od całkowitego przemoknięcia. Wiedziałem, że to tylko dałoby Jonginowi i Kyungsoo nowy powód do poniżania i wyśmiewania. 
  Na całe szczęście, kiedy byłem już przy bramie szkoły, a ulewa stawała się coraz silniejsza, poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Spojrzałem w górę i dostrzegłem parasolkę rozłożoną nad moją głową. Sądziłem, że to Chanyeol wraz z Baekhyunem chcieli zrobić mi małą niespodziankę, lecz kiedy odwróciłem głowę ujrzałem ostatnią osobę, jaką teraz chciałem zobaczyć. Tą osobą był Jongin. 
  Spojrzałem na niego z wyrzutem, a ten uśmiechnął się figlarnie. Jego prawa dłoń cały czas spoczywała na moim ramieniu, a lewą trzymał czarną parasolkę chroniącą nas przed deszczem. 
  - Wypadałoby chyba podziękować, hm? - parsknął, wyrywając mnie z zamyślenia. 
  - Niby za co? - odrzekłem moim opryskliwym tonem. Jongin wywrócił oczami. 
  - Jeżeli chcesz mogę sobie pójść i zabrać parasolkę, skoro jej nie potrzebujesz - mruknął, a jego dłoń zsunęła się z mojego ramienia. 
  - Nikt cię tu nie trzyma - wtrąciłem. Kai zaśmiał się w swój wyjątkowo irytujący sposób.
  - Kyungsoo przeprosił cię za wczoraj? - spytał, gwałtownie zmieniając temat
  - Um... co cię to obchodzi? - prychnąłem, rzucając mu groźne spojrzenie. 
  - Chciałbym wiedzieć. 
  - Po co? - moje pytanie zawisło w powietrzu. Jongin wbił wzrok w płytki chodnikowe, a ja poczułem, że trochę przesadzam. Mógłbym w sumie chociaż spróbować ocieplić nasze stosunki, nieważne jak bardzo go nie lubiłem i jak bardzo irytowała mnie jego osoba. 
  - Przeprosił mnie - rzekłem w końcu, obserwując jak na twarz Kaia wpływa delikatny uśmiech. 
  - To dobrze - powiedział spokojnym głosem. - Kyung ostatnio inaczej się zachowuje. Rozumiem, jeżeli wczoraj cię uraził, ale on naprawdę nie chciał tego powiedzieć. 
  - Powtarzasz się, Jongin - westchnąłem przewracając oczami. 
  - Wiem, ale...
  - Kyungsoo zrobi wszystko, by zwrócić na siebie twoją uwagę. Widząc, że się ze mną zadajesz i mnie poniżasz, również wybrał sobie mnie za cel - powiedziałem obojętnym głosem. - Walczy o twoje względy moim kosztem. 
  - Co? - mruknął tylko Jongin unosząc brwi w górę. 
  - Nie zauważyłeś tego? - spytałem. 
  - Chodzi ci o to, że... 
  - Poniżasz mnie, więc Kyungsoo myśli, że jeżeli on też zacznie, to... 
  - Nie poniżam cię! - przerwał mi, stając w miejscu i mrożąc mnie swoim poważnym spojrzeniem. Wywróciłem oczami. 
  - Nie okłamuj się, Kai. Rywalizujemy ze sobą od przedszkola. Walczymy ze sobą. Poniżamy się nawzajem - odparowałem chłodnym tonem. Sam się dziwiłem, że nagle zdecydowałem się powiedzieć Kaiowi wszystko, co do tej pory leżało mi na sercu.
  - Rywalizacja to co innego - westchnął Jongin. - Najbardziej zastanawia mnie zachowanie Kyungsoo. Coś musi być nie tak.
  - Mówię ci, że zależy mu, na tym, abyś zwrócił na niego uwagę! - rzekłem głośniej niż zamierzałem odnajdując w sobie dawno skrywany gniew. W mig poczułem się tak, jakby los Kyungsoo zależał ode mnie.
  - Nie rozumiem dlaczego tak uważasz, Yixing.
  - Nie zauważyłeś jak bardzo zależało mu, aby pójść z tobą na bal? - zagadnąłem. Jongin ścisnął mocniej rączkę parasola i wyglądał jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.
  - To o niczym nie świadczy - westchnął.
  - Wmawiaj sobie - prychnąłem pod nosem. Kai wbił we mnie zaintrygowane spojrzenie.
  - Jesteś zazdrosny? - spytał z lekkim uśmiechem, a ja poczułem jak na mojej twarzy pojawiają się niekontrolowane rumieńce. Jak ten dupek mógł sobie coś takiego wymyślić?
  - Ja? O ciebie? - prychnąłem znów udając rozbawionego. - Już ci to mówiłem! Nie poszedłbym z tobą na bal nawet, gdyś był ostatnim człowiekiem na tej cholernej planecie! - rzekłem głośnej niż zamierzałem. Jongin zaśmiał się cicho.
  - Szkoda - rzekł nagle.
  - Co? - mruknąłem marszcząc brwi. Kai przybrał nieodgadniony wyraz twarzy.
  - Szkoda, bo chciałem cię zaprosić, ale skoro nie... - mruknął i zaczął się oddalać w kierunku szkoły wraz z parasolką, która dotychczas chroniła nas obojga przed deszczem.
  - Czekaj! - zawołałem po chwili, czując jak moje ubranie przesiąka kroplami wody. Jongin odwrócił się stając w miejscu, a ja korzystając z mojej świetnej kondycji, szybko do niego podbiegłem i schroniłem się pod koroną czarnego parasola.
  - Przecież Kyungsoo cię zaprosił - rzekłem kompletnie nic nie rozumiejąc. Dlaczego egoista Kim Jongin tak uwielbiał wszystko komplikować?
  - Kto powiedział, że chcę z nim iść? - odpowiedział pytaniem brunet. Westchnąłem, czując motyle w brzuchu. Kai wolał iść na bal ze mną, niż ze swoim najlepszym przyjacielem? Poczułem się jak nastolatka, która po raz pierwszy miała iść na randkę. Zaraz! To nie miała być randka!
  - Wolisz iść ze mną niż z Kyungsoo? - spytałem, marszcząc brwi.
  - Wolę iść z kimkolwiek niż z Kyungsoo - odparł obojętnym tonem. Kompletnie nie wiedziałem o co mu chodzi, ale jednocześnie nie chciałem się w to zgłębiać. Jongin od zawsze był dla mnie tajemniczą i skomplikowaną osobą. Staliśmy przy murku ogradzającym teren naszej szkoły i w milczeniu patrzyliśmy na siebie, do czasu, gdy cisza między nami zaczęła być uciążliwa.
  - No cóż, jeżeli nie chcesz iść ze mną, znajdę kogoś innego - westchnął i przesunął dłonią po swoich gęstych czarnych włosach.
  - To raczej nie będzie trudne - skomentowałem pod nosem. - Większość dziewczyn dałoby wszystko, aby iść na bal z tobą.
  - Znów mam wrażenie, że jesteś zazdrosny - rzekł przyciszonym głosem Jongin, a na jego twarzy znów wykwitł irytujący uśmieszek. Zacisnąłem dłonie w pięści i uderzyłem go w ramię.
  - Nie jestem zazdrosny! - krzyknąłem, głośniej niż zamierzałem. - Nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę! Możesz iść na bal z kim chcesz, a mnie to nie ruszy, rozumiesz? Nie obchodzi mnie z kim i gdzie pójdziesz! - powiedziałem, choć miałem niemiłe wrażenie, że kłamię.
  - Okay - odparł obojętnie Kai i uśmiechnął się delikatnie, widząc, że wyprowadził mnie z równowagi. Nawet nie wiedział jak bardzo nienawidziłem tego uśmiechu.

***

  Rozstaliśmy od razu po wejściu do budynku szkoły, kiedy to ja szybkim krokiem ruszyłem w stronę szafek, chcąc uniknąć dalszej rozmowy z Jonginem, choć jakaś cząstka mnie podpowiadała, że powinienem rozważyć jego zaproszenie na bal. Zignorowałem ją jednak i szukając w swojej szafce szkolnej odpowiednich książek na dzisiejsze zajęcia, skupiony byłem jedynie na moich dzisiejszych planach.
  - Yixing! - usłyszałem za sobą głęboki głos Chanyeola. Odwróciłem się ilustrując wzrokiem jego i Baekhyuna, który wyglądał dziś dosyć blado.
  - Cześć - przywitałem się, powracając do układania książek w szafce.
  - Co tam? - spytał Baekhyun zachrypniętym głosem opierając się jedną ręką o powierzchnię sąsiednich szafek.
  - W porządku - odparłem marszcząc brwi. - Dlaczego twój głos jest...
  - Karaoke - odpowiedział natychmiast Chanyeol, przerywając mi. Baekhyun potwierdził jego słowa skinieniem głowy.
  - Znowu przesadziłeś? - mruknąłem zerkając na szatyna. Byun był wielkim wielbicielem karaoke i śpiewał lepiej niż większość członków szkolnego chóru, lecz często przeceniał swoje możliwości i w efekcie, po zbyt długim śpiewaniu łapała go chrypka utrzymująca się nawet do kilku dni.
  - Wczoraj, po tym jak wróciliśmy z pizzeri zaszliśmy do klubu karaoke niedaleko mojego domu i... - mówił Baekhyun, lecz Chan umiejętnie mu przerwał.
  - Mieliśmy wstąpić tam jedynie na kilka minut, ale kiedy tylko Baek dorwał się do mikrofonu, wiadome było, że nie wyjdziemy stamtąd szybko - rzekł rudy zerkając na zarumienionego szatyna.
  - Gdybym cię posłuchał pewnie nie brzmiałbym teraz jak rozjechana żaba - westchnął Byun przeczesując palcami swoje pofarbowane na kasztanowy kolor włosy.
  - Nie masz parasolki? - spytał nagle Chanyeol zaglądając do mojej szafki.
  - Nie - odparłem krótko. Wyczerpujące odpowiadanie na pytanie nigdy nie było moją mocną stroną.
  - W taki razie jak doszedłeś do szkoły w taką ulewę? - spytał Baek marszcząc brwi. Widać było, że mówienie sprawia mu wiele trudności.
  - Spotkałem Jongina. On miał parasolkę - powiedziałem, czując jak te słowa z trudnością wydobywają się z mojego gardła. Usta Chanyeola ułożyły się w kształt literki "o", a Baekhyun jedynie uśmiechnął się przebiegle.
  - Szliście pod jednym parasolem? - spytał Byun, a ja zamknąłem cicho szafkę i przekręciłem w zamku kluczyk, zerkając na szatyna podejrzliwie. Wiedziałem do czego zmierzał.
  - Tak. Czy to coś złego? - mruknąłem zarzucając torbę na ramię. Baekhyun zachichotał.
  - Nie sądzisz, że takie chodzenie we dwójkę pod jednym parasolem jest... romantyczne? - spytał, a ja słysząc jego słowa potknąłem się wchodząc na schody i gdyby nie poręcz, upadłbym na ziemię.
  - CO?! - prawie wykrzyknąłem stając prosto i poprawiając koszulę. Baek i Chanyeola zaśmieli się widząc moją reakcję, a ja poczułem, że się rumienię. Bez słowa ruszyliśmy po schodach na górę, kierując się w stronę sali od geografii położonej na drugim piętrze.
  - Lubisz go? - spytał znów przyciszonym głosem Baekhyun, kiedy szliśmy korytarzem.
  - Nie - odpowiedziałem urażony. Jak Byun mógł sobie w ogóle coś takie pomyśleć? - Baekhyun, nie wnikam w to ile romantycznych mang yaoi przeczytałeś, ale wiedz, że w normalnym świecie nie każda para dwóch nieprzepadających za sobą chłopaków musi od razu być w sobie skrycie zakochana! - wypaliłem. Byun wywrócił oczami ściskając dłoń Chanyeola.
  - Mangi yaoi nigdy nie kłamią, Yixing - rzekł klepiąc mnie po ramieniu.
  - Akurat - prychnąłem i pewnie rozwinąłbym swoją myśl, gdyby nie Jongin, który ni stąd ni zowąd podszedł do nas z diabelskim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
  - O czym rozmawiacie? - spytał.
  - Nie twój interes - bąknąłem mrożąc go wzrokiem. Jongin skrzywił się słysząc mój niemiły ton.
  - Coś się stało? - mruknął Kai, jak zwykle udając niewiniątko.
  - Nie, nie - zaprzeczył Chanyeol kręcąc przecząco głową. - Yixing jedynie rozmawiał z Baekiem na temat yaoi.
  - Yaoi? - powtórzył Jongin zerkając na mnie, a ja spuściłem wzrok nie mogę wytrzymać kontaktu wzrokowego z nim.
  - Tak, yaoi - potwierdził Baekhyun uśmiechając się przebiegle.
  - Yaoi? - powtórzył znów Kai, patrząc na mnie tak, jakby oczekiwał wyjaśnień. - Nie wiedziałem, że lubisz... takie rzeczy, Yixing - dodał z kpiącym uśmiechem.
  - Eh... zamknij się - prychnąłem cicho. - Po co w ogóle do nas przyszedłeś? - spytałem siadając na parapecie obok Baekhyuna obracającego w dłoniach butelkę wody smakowej.
  - Chciałem pogadać - odparł beztrosko Jongin.
  - Taaa... a tak serio?
  - Mam do was prośbę - zaczął poważniejszym głosem brunet i rozejrzał się wokoło, jakby chciał się upewnić, że nikt nie podsłuchuje naszej rozmowy.
  - O co chodzi? - spytał od razu Chanyeol oparty plecami o ścianę.
  - Jeżeli spotkacie Kyungsoo, powiedzcie mu, że nie ma mnie dziś w szkole, okay? - poprosił przyciszonym głosem. Baekhyun i Chan wymienili zdumione spojrzenia.
  - Czemu? - spytał Byun.
  - To już moja sprawa - syknął cicho Jongin. - Na razie wolę go unikać.
  - Nadal nie rozumiemy czemu - wciął Chan. Kai westchnął i spojrzał na twarz każdego z nas z pewną ulgą w oczach.
  - Ostatnio stał się... nieznośny - odpowiedział, lekko marszcząc nos.
  - Nieznośny? - powtórzył Baekhyun i zaśmiał się cicho. - Czy nadal rozmawiamy o tym Kyungsoo, z którym spędzałeś każdy weekend i nazywałeś go "najlepszym przyjacielem pod Słońcem"?
  - To on nazywał tak mnie - pokręcił głową Jongin. - W każdym razie, jeżeli go spotkacie, powiedzcie mu wprost, że nie ma mnie w szkole, okay? Niczego więcej nie oczekuję.
  - Jak długo zamierzasz go tak zbywać? - spytał Chanyeol.
  - To czasu balu - odpowiedział Jongin, a Baekhyun zaśmiał się głośno, upuszczając na ziemię butelkę wody.
  - Teraz już rozumiem! - wykrzyknął. - Unikasz go, bo nie chcesz z nim iść na bal?!
  - Ciszej, Baek - zmroził go spojrzeniem Jongin.
  - Mam rację? - szatyn dalej drążył temat, podczas, gdy jego rozmówca wywrócił teatralnie oczami.
  - Szczerze mówiąc trafiłeś w sedno - odparł chłodno brunet i wsunął ręce do kieszeni spodni.
  - Ha, wiedziałem! - klasnął w dłonie szatyn, zarabiając kolejne mordercze spojrzenie, rzucone mu przez Jongina, który naburmuszony stał z wzrokiem wbitym w czubki swoich czarnych converse'ów. Kyungsoo był w starszej klasie, więc unikanie go było bułką z masłem, biorąc pod uwagę, że zwykle miał zajęcia w innych salach niż my. Istniało jedynie ryzyko, że wypatrzy Kaia na przerwach.
  - Dlaczego nie chcesz iść na bal z Kyungsoo? - spytał Chanyeol, wpatrując się w bruneta niczym dziennikarz prowadzący wywiad. Jongin zwlekał z odpowiedzią.
  - Po pierwsze: tak jak mówiłem, Kyungsoo zachowuje się ostatnio jak rozkapryszona, nieznośna księżniczka - rzekł brunet jeszcze bardziej ściszając głos. - Po drugie: pójście na bal z przyjacielem jest...
  -  Dziś rano sam mnie zapraszałeś, Kai! - wciąłem się gwałtownie, przerywając chłopakowi jego wywód. Oczy Baekhyuna zrobiły się wielkie jak spodki, a ja wiedziałem, co to oznacza.
  - ZAPROSIŁEŚ YIXINGA NA BAL?! - wykrzyknął Baekhyun zeskakując z parapetu. Oczy wszystkich uczniów przechodzących korytarzem zwróciły się na nas, a ja poczułem rumieńce na policzkach.
  - Baek, ciszej! - syknął Kai.
  - Czemu nam o tym nie powiedziałeś, nieśmiały-uke-Yixing? - spytał szatyn zwracając się w moją stronę.
  - Nieśmiały uke? - powtórzyłem z wyraźnym zażenowaniem.
  - Nieważne - rzekł w końcu Jongin. - Yixing i tak mi odmówił - wyjaśnił spokojnym głosem, a ja byłem mu wdzięczy, że to on wyjaśnił Baekhyunowi zaistniałą sytuację. Szatyn jednak nie zniechęcał się, gotowy zadawać kolejne pytania.
  - Dlaczego mu odmówiłeś? - spytał mnie marszcząc złowrogo czoło.
  - Bo nie wybieram się na żaden cholerny bal! - wypaliłem, a Jongin zaśmiał się. Zwróciłem głowę w jego kierunku rzucając mu śmiałe spojrzenie. - Z czego się śmiejesz?
  - Przez chwilę wydawało mi się, że rozważałeś moją propozycję - parsknął cicho Kai i odwrócił się na pięcie, odchodząc w stronę klasy. Poczułem, jak moje policzki zaczynają być czerwone.
  Dupek.
  Idiota.
  Bachor.

*** 

  Przez tydzień starałem się unikać Jongina. Nie miałem ochoty znów patrzeć na jego irytujący, głupi uśmiech, który doprowadzał mnie do białej gorączki. Starałem się jeszcze bardziej skupić na nauce i kiedy każdy przygotowywał się do balu szkolnego, ja ostro zakuwałem, zakopany w książkach, mimo iż Baekhyun codziennie namawiał mnie, abym przystał na propozycję Jongina. Oczywiście, za każdym razem, kiedy mi o tym wspomniał, wyśmiewałem go, twierdząc, że czyta za dużo romansideł, lecz już po jakimś czasu zauważyłem w sobie coś dziwnego. Coraz częściej myślałem o Kaiu. Nie chodzi o to, że wyobrażałem sobie siebie i jego w jakiś zboczonych sytuacjach, tylko po prostu o nim myślałem. Zastanawiałem się co robi w danym czasie, co o mnie myśli, czym się zajmuje po lekcjach. Z dnia na dzień myślałem o nim coraz więcej, co mnie przerażało. Zauważyłem też, że podczas zajęć tanecznych, na które wspólnie uczęszczaliśmy coraz częściej mu się przyglądam. Zaczął mnie na swój sposób fascynować jego styl tańca, jego ruchy i to z jakim zamiłowaniem prezentował każdą choreografię. Powoli przestawałem go unikać. Czasami nawet udało nam się ze sobą zamienić kilka słów, a ja przestawałem widzieć w nim jedynie rozpuszczonego bachora. Nadal jednak nie pałałem do niego sympatią. 
  Wszystko zmieniło się jednak pewnego czwartku, na zajęciach tanecznych, kiedy wraz z Jonginem zostaliśmy dłużej, aby przećwiczyć nową choreografię. W wakacje czekał nas obóz taneczny, a chcieliśmy przed nim poćwiczyć, aby później móc zadziwić innych uczestników obozu naszymi umiejętnościami. 
  - Jestem zmęczony - rzekłem, kiedy choreografia dobiegła końca, a muzyka płynąca z głośników ucichła. 
  - Odpocznij - mruknął pod nosem Jongin, rzucając w moją stronę butelkę z wodą, którą złapałem w połowie drogi do mojej twarzy i usiadłem pod ścianą. 
  - A ty? - zapytałem, odkręcając butelkę. Kai spojrzał na mnie zagadkowo. - Nie jesteś zmęczony? - spytałem dokładniej. Brunet w odpowiedzi jedynie pokręcił głową i na nowo włączył muzykę, zaczynając tańczyć. Wszystkie jego ruchy były perfekcyjne. Jego mimika twarzy. Spojrzenie ciemnych oczu wbite w powierzchnię wielkiego lustra, zdobiącego ścianę. Jongin działał na mnie jak magnes. Przyglądałem mu się w skupieniu, ilustrując każdy jego ruch. Odwróciłem wzrok dopiero, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, a ja poczułem rumieńce, wpływające na moją twarz. Muzyka płynąca z głośników zamilkła, a Kai usiadł naprzeciw mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Co dziwne, ten uśmiech już mnie nie irytował tak bardzo jak wcześniej. Owszem, wiązały się z nim niemiłe wspomnienia, ale byłem gotowy uznać, że Jonginowi do twarzy było z lekkim, niegrzecznym uśmieszkiem. 
  - Niedługo bal - zaczął Jongin, a ja miałem ochotę uciec. Nienawidziłem rozmawiać o balu z kimkolwiek, a szczególnie z Kaiem. 
  - Racja - przytaknąłem cicho, zerkając w lustro, w którym widniało odbicie mnie i Jongina, siedzących naprzeciw siebie. Byliśmy kompletnymi przeciwieństwami, a jedynym co nas łączyło, była wieczna rywalizacja. 
  - Z kim idziesz? - spytał brunet. 
  - Już o tym rozmawialiśmy, Kai! - powiedziałem, nieco zbyt ostrym głosem. - Nie pójdę z tobą! Nie pójdę z nikim, bo NIE IDĘ! - dokończyłem, dobitnie akcentując ostatnie dwa słowa. Jongin przewrócił oczami, poprawiając włosy opadające mu na czoło. 
  - Dobra, jak wolisz. Liczyłem jednak na to, że zmieniłeś zdanie - powiedział obojętnym tonem. 
  - Nie, nie zmieniłem - odparłem, tym razem łagodniej. 
  - Jak chcesz - mruknął Jongin i wstał, lecz zatrzymałem go łapiąc za róg jego koszulki. Spojrzał na mnie zagadkowo, a ja zdusiłem w sobie chęć ucieczki i pójścia do domu. 
  - Czemu tak bardzo ci zależy, żebym z tobą poszedł? - spytałem. - Przez każda dziewczyna w szkole marzy, aby przeżyć ten wieczór właśnie z tobą! Nie chciałbyś spełnić marzenia którejś z nich? 
  - Nie - odpowiedział Jongin, jakby odpowiedź na to pytanie, była z góry wiadoma. 
  - Czemu? - zapytałem, po chwili oczekiwania. Moje pytanie zawisło w powietrzu. Jongin zamyślił się i w chwili, kiedy już zaczynałem wątpić w to, że w ogóle odpowie, on spojrzał na mnie w ten swój hipnotyzujący sposób. 
  - Chcę przeżyć ten wieczór z tobą - rzekł przyciszonym głosem, jakby sam nie wierzył w to, co powiedział. Moje usta utworzyły kształt literki "o", a oczy z pewnością wyglądały tak, jakby miały zaraz wypaść z orbit. Czułem się zbity z tropu. Nie wiedziałem co myśleć. Moje myśli jednak zostały zagłuszone przez szalone bicie serca i szwadron motyli w brzuchu, który obudziły się, kiedy Jongin niespodziewanie zbliżył twarz do mojej twarzy i nim zdążyłem się odsunąć, delikatnie musnął moje usta swoimi. Smakował truskawkową gumą do żucia. Wszystko, co dotychczas myślałem o Kaiu, runęło. Byłem pewny, że już nigdy nie będę w stanie spojrzeć na niego tak, jak wcześniej. Nie dałem się jednak ponieść emocjom i z całej siły odepchnąłem Jongina. Nieważne, jak bardzo pragnąłem by był blisko. Wstałem i chwyciłem swoją torbę, kierując się do wyjścia. Kai zagroził mi jednak drogę, wpatrując się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
  - Przepuść mnie! - krzyknąłem. Gdybym miał choć odrobinę silnej woli, odepchnąłbym go i uciekł, jednak w starciu z nim nie miałem najmniejszych szans. Dziwne, że zauważyłem to dopiero teraz. 
  - Jeszcze nie skończyliśmy treningu - powiedział, lekko marszcząc brwi. 
  - Ja już skończyłem! Przepuść mnie! - mój głos odbił się echem od ścian pomieszczenia, a Jongin usunął mi się z drogi, pozwalając, abym wybiegł z sali. 

***

  Już w połowie drogi do domu, poczułem łzy zbierające się w kącikach oczu i nim się obejrzałem rozpłakałem się jak małe dziecko. Byłem idiotą! Pozwoliłem Jonginowi na zbyt wiele. Zauważył, że ma nade mną całkowitą kontrolę i nie wahał się tego wykorzystać. Pocałował mnie. Ukradł mój pierwszy pocałunek. Byłem taki naiwny. Czemu od razu go nie odepchnąłem? Czemu zareagowałem dopiero, kiedy było już za późno?
   Moich rodziców nie było w domu, mimo iż był już późny wieczór. Ociężale wszedłem do mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi i rzuciłem się na łóżko, płacząc i wyzywając samego siebie do najgorszych. Nie tak miało być. Czułem się okropnie.
   Podniosłem się i zerknąłem na moje odbicie w lustrze wiszącym na drzwiach. Wyglądałem źle. Zapuchnięte oczy, włosy w nieładzie, pognieciona koszulka, która wyglądała tak, jakby przeżuł ją pies i łzy ciągle sączące się spod powiek. Byłem beznadziejny.

***

  Następnego dnia zupełnie nie miałem ochoty iść do szkoły. Wszelki zapał do nauki uleciał ze mnie jak powietrze z przebitego balonika. Czułem się jak wymiętoszony kawałek papieru, rzucony prosto do wielkiej niszczarki. Jednak chcąc, nie chcąc musiałem się w końcu zwlec z łóżka i ogarnąć, aby już za godzinę być w drodze do szkoły. Tym razem pogoda zlitowała się nade mną i zamiast deszczu, na dworze zastałem słońce i delikatny wiaterek, łaskoczący moje policzki. Bałem się spotkania z Kaiem. Nie mogłem mu teraz spojrzeć w oczy. 
  Niestety, kiedy tylko wszedłem do szkoły i z roztargnieniem otworzyłem swoją szafkę szkolną, poczułem na sobie czyjś wzrok. Powoli odwróciłem się, modląc się w duchu, aby osobą stojącą za mną nie był Jongin. Wszystko moje modlitwy poszły na marne.
  - Hej - rzekł nieśmiało brunet, uśmiechając się lekko, a ja poczułem jak moje serce gubi rytm. Dlaczego to właśnie on tak na mnie działał? Zignorowałem go i znów powróciłem do grzebania w szafce szkolnej, w poszukiwaniu podręcznika od chemii.
  - Wszystko w porządku? - spytał po dłuższej chwili ciszy. Zacisnąłem wargi. Nie chciałem okazywać tego, co do niego czułem. Nie chciałem pokazywać mu, jakie emocje wywołuje we mnie sam dźwięk jego głosu.
  - Tak. Wszystko jest jak zwykle - odpowiedziałem tylko wymijająco i zamknąłem szafkę, zwinnie przekręcając kluczyk w zamku, po czym wyminąłem Kaia i odszedłem. Powinienem się tak zachowywać od samego początku. Powinienem być zimny i niedostępny, aby ten bachor nie próbował nawet mną pomiatać. Byłem z siebie dumny, że tak łatwo udało mi się go zignorować, jednak uczucie dumny przeminęło z chwilą, kiedy palce Jongina zacisnęły się na moim nadgarstku. Nim się obejrzałem, brunet pchnął mnie na ścianę, a z chwilą, kiedy zadzwonił szkolny dzwonek, ten przygwoździł moje nadgarstki do gładkiej powierzchni, zbliżając twarz tak blisko mojej, że czułem jego oddech na swoich policzkach. Znów się poddałem.
  - Nie kłam - wysyczał mi prosto w twarz, zimnym, niemal bezbarwnym głosem. Jeszcze nigdy nie słyszałem, aby mówił z taką powagą. - Przecież widzę, że nic nie jest w porządku. To moja wina, tak? - jego pytanie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Spuściłem wzrok, pragnąc uciec od jego hipnotyzujących, ciemnych oczu.
  - Dlaczego uważasz, że to twoja wina? - spytałem z trudem wypowiadając każde słowo. Kai nie odpowiedział, a jedynie jeszcze bardziej przycisnął moje nadgarstki do ściany.
   - Posłuchaj, Yixing - zaczął powolnym, przyciszonym głosem. - Wiem, że zachowałem się źle, ale nie żałuję tego. Nawet nie zamierzam cię za to przepraszać, bo wiem, że oboje tego chcieliśmy. Nie ważne co teraz powiesz, ja...
   - Przemyślałem to - przerwałem mu szybko. Na jego twarzy zagościło zaskoczenie, a ja poczułem jak stres powoli mnie opuszcza. Zapomniałem na chwilę o wszystkim wokół i skupiłem się na Jonginie. Co się stanie jeśli pozwolę mu na więcej? Przecież mnie przejrzał. Wiedział, że pragnę go tak samo, jak prawdopodobnie on pragnie mnie. Moglibyśmy spróbować razem wielu nowych rzeczy.
     - Pójdę z tobą na bal - oznajmiłem, odważnie łapiąc z nim kontakt wzrokowy. Przez chwilę wyglądał tak, jakby moje słowa w ogóle do niego nie docierały, lecz już po chwili uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zmieniły się w małe, urocze półksiężyce. Uścisk na moich nadgarstkach zmalał, a ja poczułem, że zrzuciłem z siebie ogromny ciężar.
   - Cieszę się, że się zgodziłeś, Yixing - powiedział Jongin, a jego głos wydawał mi się inny, niż dotychczas. - Do zobaczenia później! 

2 komentarze:

  1. nawet nie wiesz, jak bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie. Lay niby nie lubi Kaia, ale gdy przychodzi, co do czego to rumieni się, reaguje emocjonalnie i myśli o nim. na bank jest zakochany! tylko trudno jest mu się do tego przyznać. tym bardziej, że Jongin czasem dziwnie się zachowuje. i jest jeszcze Kyungsoo, który egoistycznie podchodzi do przyjaźni z Kaiem. broni go lepiej niż pies pasterski owce. jego podejście jest na serio męczące i nic dziwnego, że Jongin ma już go dość. szkoda mi troszkę Laya, bo stracił swój pierwszy pocałunek, ale pewnie gdzieś tam głęboko w sercu cieszył się z tego. kurcze! jednak idzie z nim na bal! ciekawe, jak zareaguje na to Kyungsoo. na pewno tego nie przemilczy!
    pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne *.* Lay taki niedostępny ale już z góry wiadomo , że czuje coś więcej do Kaia .Kyungsoo na pewno się zdenerwuje i tak łatwo nie odpuści . Chce więcej ! mam nadzieję , że je dokończysz :c Hwaiting !

    OdpowiedzUsuń