czwartek, 15 stycznia 2015

"Roses" rodział I

Tytuł: "Roses"
Paring: HunHan,(pobocznie KaiSoo, BaekYeol i KrisHo)
Gatunek: fluff, angst, dramat
Opis: Sehun boi się upadków i złych wspomnień. Czy testament zmarłej ciotki uratuje jego przyszłość i uchroni przed nieprzemyślanymi decyzjami? Czy to co zaczęło się 18 lipca nadal może trwać?
Uwagi: AU, zmiana wieku u głównych bohaterów (Sehun jest rok młodszy od Luhana)

Tak oto na szybko publikuję pierwszy rozdział. Nie miałam czasu dokładnie sprawdzić wszystkich błędów i dokonać korekty, więc przepraszam za ewentualne pomyłki. 
Mam nadzieję, że nie jest taki zły.

"Roses"



  Dla Sehuna życie było wspinaczką. Każdy dzień wymagał od niego kolejnego kroku, a każda wątpliwość sprawiała, że staczał się w dół. Życie Sehuna było ułożone. Każdy element miał swoje miejsce, a każde uczucie znajdowało się w odpowiedniej szufladce. Nie pozwalał, aby do jego życia wkradło się coś, co zupełnie nie pasowałoby do reszty, a z chwilą, kiedy powoli uświadamiał sobie, że coraz więcej rzeczy wkradało się nieproszone, staczał się.
  Śmierć. Dotychczas dla Sehuna był to temat tabu. Nie rozmawiał o śmierci. Nie myślał. Nie wyobrażał sobie, jak to jest umrzeć i nigdy nie sądził, że śmierć bliskiej osoby potrafi być tak bolesna, a wraz z nią mogą odejść kolejne, zostawiając po sobie jedynie słodkie wspomnienia, ulotne jak chwile wczorajszego poranka.
  Ludzie dla Sehuna byli codziennością. Widywał ich codziennie: w pracy, w domu, w mieście. Otaczali go nawet, kiedy nie zdawał sobie z tego sprawy. Ludzie byli tym, dzięki czemu nie mógł nazwać siebie "samotnikiem".
  Miłość. Również i ona miała konkretne miejsce w życiu Sehuna. Była konkretną osobą. Konkretną dziewczyną z konkretnego domu, pracującą w konkretnej pracy. Miała być dla niego idealną żoną, a w przyszłość również przykładną matką, lecz ta przyszłość nigdy nie nadeszła, sprawiając, że Sehun staczał się, tkwiąc w przeszłości.
  Jego życie było monotonne. Dnie były takie same. Uczucia nie były prawdziwymi uczuciami. Okłamywał sam siebie. Był kłamcą. Życie przelatywało mu przez palce. Tracił je, staczając się coraz niżej i choć większość ludzi powiedziałaby, że Sehun był człowiekiem, który miał wszystko, on sam wiedział, że wszystko co ma to złudzenie. Tak naprawdę jedyną cenną rzeczą było wspomnienie pewnej nocy 18 lipca. Wtedy Sehun spróbował prawdziwej miłość, zapraszając do swojego życia nowe rzeczy i nowych ludzi, którzy kompletnie nie pasowali do reszty.

  20 grudnia. Seul. 
  Większość dni była dla Sehuna dniami pracy. Pracował nawet w weekendy i święta, więc z góry mógł uprzedzić swoich rodziców, że nie pojawi się na rodzinnym obiedzie. Chwytając za telefon, powstrzymał się jednak na chwilę, zauważając smukłą osobę, stojącą w drzwiach. Odwrócił się, zupełnie zapominając o rozmowie, którą miał odbyć.
  - Jessica? - jego głos poniósł się echem po biurze. - Co ty tu robisz?
  - Przyszłam sprawdzić co u ciebie. Nie pokazujesz się nigdzie z wyjątkiem pracy - powiedziała, nadal stojąc oparta o framugę drzwi. Sehun poczuł dreszcz. To ta kobieta sprawiła, że wrócił smak złamanego serca i pragnienie prawdziwego uczucia. Innego, niż to wymuszone.
  - Nie musisz się o mnie martwić. Radzę sobie - powiedział, odwracając się do niej plecami i udając, że szuka czegoś pośród stosu dokumentów.
  - Wiem - odpowiedziała krótko. - Ale nadal żywisz do mnie urazę, prawda? Za to co zrobiłam...
  - Nie rozmawiajmy o tym - uciął Sehun, nieco agresywniejszym tonem. Jessica podeszła go chłopaka, stając kilka kroków za nim.
  - Jesteś jeszcze młody, Sehun. To nie koniec świata - jej głos przypominał mu głos starszej, przemądrzałej siostry i jeszcze bardziej irytował.
  - Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że... - urwał w połowie zdania, patrząc na nią. Włosy w kolorze ciemnego blondu opadały kaskadą na jej chude ramiona okryte czarnymi rękawami żakietu. I pomyśleć, że kiedyś wydawała mu się najpiękniejszą kobietą, jaka kiedykolwiek chodziła po tym świecie.
  - Wiem, że to dla ciebie trudne, ale wolałam to zakończyć szybko.
  - W dniu, w którym zamierzałem ci się oświadczyć? - głos Sehuna był pozbawiony emocji i pusty. - Cóż, muszę przyznać, że masz niezłe wyczucie czasu, a teraz wyjdź z mojego gabinetu. Nie płacą mi za obijanie się.
  Jessica drgnęła. Nigdy nie znała Sehuna od tej strony. To jej rodzice podsunęli jej, aby się z nim związała, lecz ta zdążyła go uprzedzić, że tak naprawdę tego nie chce. Kochała kogoś innego.
  - Wyjdź - powtórzył Oh, mierząc ją swoim zabójczym wzrokiem. Kobieta skrzyżowała ręce na piersi, po czym posłusznie ruszyła do wyjścia, nie zaszczycając Sehuna ani jednym spojrzeniem.
  Chłopak oparł się o biurko, wsłuchując w oddalające się kroki byłej.
  Owszem, to rodzice pragnęli, aby byli razem, a Sehun zawsze wypełniał wole rodziców. Był ich jedynym synem. To właśnie dzięki nim mając zaledwie dwadzieścia lat pracował w olbrzymiej korporacji zajmującej się importem towarów z Zachodu. Sam nigdy by sobie nie poradził. To rodzice układali jego życie tak, jak ich zdaniem powinno wyglądać.

  - Halo? Mamo?
  - Sehunnie? Co się stało? Dlaczego dzwonisz tak późno? - po drugiej stronie odezwał się zaspany głos pani Oh. Nic dziwnego. Było już grubo po pierwszej w nocy.
  - Dzwonię tylko, żeby uprzedzić, że nie będzie mnie w święta. Pracuję - wyjaśnił krótko, chcąc już zakończyć tą rozmowę. Zawsze lepiej dogadywał się z ojcem. To ojciec uczył go pisać i czytać, bawił się z nim, zabierał na wycieczki, a później jako pierwszy uczył go jak robić interesy. Można powiedzieć, że podczas, gdy jego matka zajmowała się swoją karierą, wychowanie syna spadło na ojca.
  - W tym roku też nie będziesz na święta? - głos kobiety zdawał się drżeć, lecz Sehun wysilił się, aby nie zwracać na to uwagi i dalej kontynuować rozmowę.
  - Tak - odpowiedział krótko. - Może uda mi się wyrwać z pracy w Nowy Rok. Wtedy was odwiedzę.
  - Dobrze. Wszystko u ciebie w porządku?
  - Tak. W jak najlepszym porządku - odparł, wlepiając wzrok w biurko zawalone papierami. - Muszę już kończyć. Czeka mnie jeszcze trochę papierkowej roboty - pożegnał się i rozłączył szybko, wsuwając komórkę do kieszeni.
  - Zapowiada się długa noc - mruknął sam do siebie, siadając w skórzanym fotelu i przeglądając nieodebrane e-maile oraz dokumenty porozkładane byle jak na biurku. - Bardzo długa...


  Sehun nie wiedział jakimi uczuciami darzył Jessicę, ale był pewny, że nie była to miłość. Wiążąc się z nią zwyczajnie chciał zadowolić rodziców, a przynajmniej tak sobie wmawiał. "Nie da się nikogo pokochać na siłę" - mawiała jego stara ciotka. Sehun podziwiał ją. Była niezwykle inteligentną i ciepłą osobą, gotową pomóc każdemu. Zupełne przeciwieństwo jego matki. 


  31 grudnia. Seul.
  Tego dnia Seul był wyjątkowo zatłoczony i głośny, a przejeżdżając przez ulice stolicy Sehun uświadomił sobie jak bardzo męczy go jego rodzinne miasto. Potrzebował ciszy, spokoju i świeżego powietrza, które oczyściłoby jego zatrute dymem papierosowym i spalinami płuca. 
  Jego matka wraz z ojcem mieszkali w apartamentowcu po drugiej stronie miasta, a dojazd tam zajął mu więcej czasu niż zwykle, przez korki i tłok na ulicach, doprowadzając młodego chłopaka do szału. Parkując w podziemnym parkingu pod budynkiem, Sehun usiłował przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz widział się z rodzicami. Zwykle zajęty był pracą tak bardzo, nie miał czasu nawet zrobić zakupów, a co dopiero odwiedzać krewnych i miał żal do siebie, że zaniedbał tak nawet swoich rodziców. Wjeżdżając windą na ósme piętro wielkiego apartamentowca czuł stres przed spotkaniem z ojcem i matką, a jednocześnie starał się przygotować na pytania, które z pewnością mu zadają. Zwykle pytali głównie o pracę, pieniądze, czasami wspomnieli coś o Jessice. Dla Sehuna były to płytkie, pozbawione sensu rozmowy. 
  - Sehunnie! W końcu! - już od progu powitała go matka i ojciec stojący dalej. Sehun dzielnie zniósł uściski i całusy w policzek, fundowane mu przez stęsknioną matkę, a następnie wraz z rodzicami przeszedł do jadalni, w której na dużym stole przygotowana była kolacja dla trzech osób.
  - Usiądź, Sehun - polecił ojciec, zajmując miejsce u szczytu stołu. - Mamy ci coś do powiedzenia.
  - Co się stało? - spytał chłopak, z obojętnym wyrazem twarzy zajmując miejsce obok. Po zerwaniu z Jessicą nie oczekiwał już zbyt wielu dobrych wiadomości. Widział jak ojciec na chwilę pogrąża się w myślach, a matka siedząca obok, powstrzymuje łzy, napływające do oczu. Sehun jeszcze nigdy nie wiedział, żeby płakała. Był silną kobietą, mającą olbrzymi majątek i własny interes, który nie istniałby, gdyby nie była wystarczająco twarda i zdecydowana. Sehun nie mógł pojąć o co chodzi.
  - Co się stało? - ponowił pytanie chłopak, tym razem bardziej przejęty. Matka i ojciec zwlekali z odpowiedzią, jakby nie mogli się zdecydować, które z nich powinno przekazać Sehunowi niemiłą informację.
  - Sehunnie... pamiętasz ciocię Jiyoon? - spytała w końcu matka, patrząc na syna zbolałym wzrokiem, jakby samo mówienie o tym sprawiało jej ból.
  - Tak - odezwał się Sehun. - To twoja starsza siostra. Przyjeżdżałem do niej w wakacje. Miała pensjonat niedaleko Chuncheon.
  - Tak - przytaknął ojciec. - Była wspaniałą osobą, lecz nie odwiedzaliśmy jej zbyt często. Gdyby nie ty może wcale nie utrzymywalibyśmy kontaktu.
  - Ale... co się z nią stało? - spytał Sehun po chwili milczenia, czując palącą ciekawość.
  - Przykro nam, że informujemy cię o tym dzisiaj... W Sylwestra - westchnęła matka. - Ale również my dowiedzieliśmy się o tym niedawno.
  Sehun miał ochotę krzyknąć: "O co do cholery chodzi?", ale powstrzymał się, widząc, że ojciec zamierza udzielić mu odpowiedzi.
  - Ciocia Jiyoon nie żyje. Tak jak pewnie pamiętasz, była chora.
  - Jej pogrzeb odbył się tydzień temu - dodała matka, z ponurym wyrazem twarzy.
  - Dlaczego nie powiedzieliście mi wcześniej? - spytał Sehun, wpatrując się w rodziców z pretensją w oczach.
  - To jeszcze nie wszystko, Sehunnie - wyjaśniła matka, znów przybierając maskę silnej i niezależnej kobiety. - Jak wiesz byliśmy jedną rodziną ciotki. Jej mąż zmarł, a ona nie miała dzieci.
  - Przecież po śmierci wujka wzięła pod opiekę dzieci z sierocińca - przypomniał sobie Sehun.
  - Owszem. Ale byliśmy jej jedyną prawdziwą rodziną - wyjaśnił ojciec z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
  - Co w związku z tym? - spytał chłopak.
  - Napisała testament - odpowiedziała nagle matka, niespodziewanie. - Nie czytaliśmy go, ale wiemy, że zapisała coś tobie. Chcę, żebyś ty go przeczytał.
  Sehun drgnął. Pamiętał ciotkę Jiyoon, lecz nie był do niej jakoś specjalnie przywiązany, a jej śmierci sprawiła, że przypomniał sobie o nie zamkniętym rozdziale swojego życia. Rozdziale, który zaczął się 18 lipca w upalną letnią noc. Przypomniał sobie też o osobie, która towarzyszyła mu tamtej nocy. Starszy o rok chińczyk o uroczym uśmiechu i sercu anioła, którego imienia nie mógł sobie przypomnieć.
  - Przeczytaj to - rzekł kobieta, podając Sehunowi testament, który ten ledwo utrzymał drżącymi rękoma. Wszystkie litery zlewały się w jedno, przez co chłopak nie mógł nic odczytać. Nic nie rozumiał. Przed oczami miał tylko tajemniczego chińczyka o ciemnych włosach, śnieżnobiałej cerze i głębokich niczym toń morska oczach. Oczach, które Sehun kochał.
  - Nie, nie mogę - wyznał, podając matce testament. - Ty to zrób.
  - Jesteś pewny? - kobieta zręcznie przejęła dokument, nasuwając na nos okulary do czytania. Czytała na głos, lecz Sehun nic nie słyszał. Zbyt bardzo pochłonęły go wspomnienia letnich dni spędzonych w pensjonacie ciotki w towarzystwie tajemniczego chłopaka. Chińczyka, którego ciotka wzięła pod opiekę z jednego z sierocińców, w którym udzielała się charytatywnie. Pamiętał smak pomarańczowego soku z kartonika, musujących lizaków i... ust tajemniczego chińczyka, których posmakował dwa lata temu 18 lipca. Wszystko było takie skomplikowane i zagmatwane, a Sehun nie rozumiał już nic.
  Co było prawdą, a co tylko snem?
  - Sehun, zrozumiałeś? - spytała matka, odkładając dokument.
  - C-co?
  - Ciotka zwariowała! - westchnął ojciec. - To szaleństwo.
  - Uspokój się, kochanie - zbeształa go matka, nadal uważnie przyglądając się testamentowi. - Zgodnie z tym co tu pisze Sehun ma prawo do połowy majątku, w tym także pensjonatu, ale...
  - Ale co? - zapytał ojciec. - Czytaj jeszcze raz - poprosił. Sehun wstrzymał oddech. Matka zaczęła czytać.
  - "Przepisuje Sehunowi prawo do pensjonatu, Chantelle, Robina, Jacka, Harriet i Daniela..." - przeczytała. - Kim jest Chantelle, Robin, Jack, Harriet i Daniel? - zapytała sama siebie.
  - Harriet i Jack to koty... domyślam się, że reszta też jest kotami - mruknął ojciec. - Czytaj dalej.
  - "Ma również prawo do połowy majątku, pod warunkiem, że... na stałe przeniesie się do pensjonatu i zwiąże z Luhanem"? - głos matki drżał. - Nic z tego nie rozumiem.
  - Luhan - powtórzył cicho Sehun, doznając olśnienia.
  - Czy to nie ten dzieciak, którego adoptowała? - mruknął ojciec.
  - Tak, chyba chodzi o niego - przytaknęła matka, analizując dokument. - Ale... "...zwiąże z Luhanem..."? Nasz syn ma się z nim... agh... wyjść za niego?
  - Stara Jiyoon zwariowała - mruknął ojciec, przecierając oczy dłońmi. Sehun spuścił głowę, zerkając na zegarek na ręce. Dochodziła północ.
  - Szczęśliwego Nowego Roku...

  Chłód i dźwięk wybuchających fajerwerków, barwiących ciemnie niebo na wszystkie kolory tęczy otulały Sehuna jak gruby koc. Dym przyjemnie drażnił jego podniebienie i przełyk, za każdym razem, kiedy chłopak głęboko zaciągał się papierosem. Siedząc na zimnym parapecie w pokoju gościnnym jego rodziców, dryfował pomiędzy wspomnieniami, co i raz wracając myślami do chińczyka, którego poznał u ciotki. Luhan. Tak, to musiał być on.
  Wybuchy fajerwerków i szum wiatru tworzyły razem idealną melodię. Taką, której Sehun mógłby słuchać wiecznie wspominając wakacje w pensjonacie ciotki. Praca sprawiała, że się wyłączał. Zapominał o rzeczach i ludziach, których spotykał. Których kochał. Zapominał co to znaczy szczęście. Tonął w papierach, ustawiając pracę na pierwszym miejscu w rankingu "Najważniejszych rzeczy w życiu", zapominając o chwilach, które już nie wrócą.
  Pogubił się.
  - Sehun...
  Odwrócił się, słysząc za sobą głos ojca.
  - Coś się stało? - spytał mężczyzna, podchodząc do niego. Sehun zgasił papierosa, rozgniatając go paczkę.
  - Nie - odparł. - Musiałem po prostu pobyć chwilę sam.
  - Wyglądasz na zmartwionego. To przez śmierć Jiyoon, prawda?
  - Nie tylko.
  - Nie tylko? - powtórzył ojciec. Sehun westchnął i oblizał spierzchnięte wargi.
  - W poniedziałek wyjeżdżam z miasta - powiedział głosem pozbawionym emocji.
  - Dlaczego?
  - Chcę jechać do Chuncheon. Do pensjonatu ciotki - wyznał. "Jeżeli tylko on tam będzie" - dodał w myślach.
  - Sehun, nie bierz testamentu ciotki na poważnie - głos ojca był cichy, ale zdecydowany. - Dostaniesz swoją część majątku, choćbym miał wynająć całą armię prawników.
  - Nie chodzi o majątek - prychnął Sehun.
  - Więc o co?
  - Sam nie wiem. Po prostu chcę tam wrócić.
  - Sehun...
  - Tylko na moment. Na chwilę. Kilka dni i wrócę do domu. Obiecuję.
  - Pamiętaj, aby nie zaniedbywać pracy.
  - Dobrze. Wyjadę tylko na kilka dni. Szybko wrócę. To nie będzie długa podróż.


  5 stycznia. Seul. 
  Na dworcu panował tłok. Ludzie chodzili wokół, trzymając w rękach swoje bagaże, a Sehun widząc ich, czuł się wyjątkowo samotny. Miał jechać gdzieś, gdzie nikt się go nie spodziewał. Gdzieś, gdzie ostatni raz gościł dwa lata temu. Gdzieś, gdzie być może jest to, czego szuka.
  Szum wydawany przez jadące pociągi mieszał się z rozmowami tworząc niemiły dla ucha harmider. Dzień był wyjątkowo pochmurny i mroźny, a lodowaty wiatr bezczelnie rozwiewał ułożone wcześniej włosy Sehuna. Czując wibracje telefonu w kieszeni, młody Koreańczyk wziął do ręki aparat i odebrał przychodzące połączenie, nawet nie patrząc kto do niego dzwoni.
  - Halo?
  - Sehun, gdzie do licha jesteś?! - spanikowany głos Tao odezwał się po drugiej stronie. Sehuna przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
  - Wziąłem urlop. Wyjeżdżam.
  - Akurat teraz! Wiesz przecież jaki mamy nawał roboty!
  - Wiem.
  - Ładuj dupę w samochód i przyjeżdżaj!
  - Nie. Mam coś do załatwienia.
  - Sehun! - głos Tao zmienił się w błagalny jęk. - Proszę, nie zostawiaj mnie z tym samego!
  - Wrócę za kilka dni.
  - Sehun, proszę!
  - Dasz radę sam, Zitao - powiedział tylko cichym, nieznoszącym sprzeciwu głosem i rozłączył się widząc nadjeżdżający pociąg. Pociąg, który miał go zawieść do utraconych wspomnień i osób, które znalazły się w jego życiu przypadkiem.

  Obserwujc przez okno przesuwający się krajobraz, chłopak znów wrócił myślami do dnia 18 lipca. Usiłował przypomnieć sobie każdy szczegół tamtej nocy, lecz jego pamięć płatała mu figle. Czyżby naprawdę pamiętał tak mało szczegółów?
  Podróż była długa, lecz Sehunowi to nie przeszkadzało, gdyż zatopiony w myślach, liczył płatki śniegu spadające za oknem, nie czując minut dłużących się wiekami. Jego umysł się wyłączył, pozwalając mu odpłynąć. Odpłynąć od codzienności, od pracy, od ludzi otaczających go codziennie. Teraz Sehun miał inny cel - chciał wrócić tam, gdzie przeżył najpiękniejsze chwile swojego życia.

  5 stycznia. Pensjonat. 
  Zima w tej części Korei była mroźna i nieprzyjemna. Drzewa pozbawione liści kołysały się w rytm silnego wiatru, a płatki śniegu tańczyły wśród zaśnieżonych pagórków, osiadając na dachach nielicznych zabudowań. Mróz malował na szybach rozmaite wzory tworząc swoją własną sztukę, a powietrze wypełnione było zapachem spokoju i wilgotnego śniegu. Tylko nieliczni potrafili wyczuć w tej mieszance zapach prawdziwej zimy.
  Pensjonat o wdzięcznej nazwie "Różany Zakątek'' słynął z tego, że w okresie wiosny i lata cały ogród, jakim otoczony był budynek porastały bujne krzewy róż w słodkim odcieniu czerwieni. O tej porze roku jednak ogród nie rumienił się słodką czerwienią.
  Bez róż pensjonat wyglądał na zwykły duży budynek o ścianach w kolorze bieli i czerwonym dachem. Do drzwi prowadziły szerokie schody na werandę, którą niegdyś również oplatały kwiaty. W zimę wszystko wyglądało inaczej.
  Dla większości ludzi zima w tej części kraju była wyjątkowo ponura i przygnębiająca. Zwłaszcza po odejściu właścicielki pensjonatu, wokół zapanowała smutna atmosfera, choć pracownicy starali się, by lokal nadal utrzymywał swoją nienaganną reputację.
  Najgorzej przeżywał to Luhan.

  - Chcesz iść się położyć? Wyglądasz blado - rzekł Chen, przechodząc obok Luhana, przygotowującego obiadokolację dla gości pensjonatu. Po śmierci Jiyoon to właśnie Lu, Chen i Xiumin musieli wziąć na siebie wszystkie obowiązki.
  - Nie, nie. Wszystko okay - powiedział Luhan, uśmiechając się lekko, lecz Chen łatwo wyłapał, że coś jest nie tak. Luhan nie potrafił udawać.
  - Idź odpocząć. Ja zajmę się kolacją - westchnął i przejął od Luhana łyżkę, którą ten dotychczas mieszał zupę w wielkim garnku stojącym na kuchence gazowej.
  - Dzięki - odparł tylko Luhan i zdjął z siebie fartuszek, wieszając go na drzwiach. Wyszedł z kuchni, przeszedł przez salonik, gdzie nieliczni goście siedzieli popijając herbatę i rozmawiając, po czym poszedł do recepcji, gdzie zastał Xiumina, siedzącego przy ladzie i czytającego książkę.
  - Och, Xiao Lu - mruknął chłopak, zauważając obecność starszego i z rozmachem zamykając książkę. - Coś się stało?
  - Nie, tylko... trochę źle się czuję. Dacie sobie radę beze mnie? - głos chłopaka był słabszy niż zazwyczaj, a Xiumin łatwo wyłapał, że jest osłabiony.
  - Jasne. Nie mamy zbyt dużo gości. Idź odpocząć - powiedział z uśmiechem i obserwował, jak Luhan podążał na górne piętro, gdzie znajdowały się pokoje gości, a także i ich.
  Luhan był dla Xiumina jak brat. On, Chen i Lu byli wychowankami miejscowego sierocińca, których wzięła pod opiekę pani Park Jiyoon. Od tego czasu zaangażowali się w sprawy pensjonatu, traktując go jako rodzinny interes. Wkładali spory wysiłek w to, aby utrzymać obiekt w czystości i nie tracić stałych klientów, a także zadbali o to, aby "Różany Zakątek" nadal słynął z ciepła i domowej atmosfery, choć to właśnie pani Jiyoon sprawiała, że każdy gość czuł się w tym pensjonacie jak u siebie w domu.

  Nim kroki Luhana ucichły na schodach, drzwi wejściowe otworzyły się, wpuszczając do recepcji zimne powietrze. Xiumin powtórnie zamknął książkę, dostrzegając wysokiego blondyna przekraczającego próg. Kojarzył go, lecz wiedział, że nie jest to żaden z ich stałych klientów.
  - Dzień dobry - przywitał się przybysz, a jego silny głos sprawił, że Xiumin zmarszczył brwi.
  - Dzień dobry - odparł Xiumin. - W czym mogę służyć.
  - Nazywam się Oh Sehun - zaczął chłopak, mierząc Xiumina zimnym spojrzeniem. - Czy zastałem... Luhana?
  Zdezorientowany Xiu spojrzał w stronę schodów, chcąc się upewnić, czy Lu już zniknął w swoim pokoju, po czym znów zwrócił głowę w kierunku nieznajomego.
  - Przykro mi. Luhan ma teraz przerwę i na pewno nie chciałby, aby mu pan teraz przeszkadzał - powiedział grzecznym tonem. - W jakiej sprawie go pan szuka?
  W odpowiedzi Oh Sehun wyciągnął zza kurtki złożoną wpół kartkę papieru i niedbale położył ją na blacie lady. Xiumin zmarszczył brwi, ostrożnie przyjmując dokument i czytając.
  - Testament? - szepnął cicho, a wraz z czytaniem kolejnych linijek tekstu, wszystko stało się dla niego jasne.

  W powietrzu unosiła się nieprzyjemna cisza. Gabinet oświetlała mała lampka, stojąca w rogu pomieszczenia, a Sehun czuł jak z każdą kolejną sekundą wracają wspomnienia. Wspomnienia wakacji, rodzinnej atmosfery, zapach pieczonych na ognisku kiełbasek.
  Zaśmiał się cicho, kiedy o jego nogi otarła się biała kotka, ilustrując go swymi ciemnymi, kocimi oczami. Pogłaskał ją, czując na sobie uważne spojrzenie Xiumina.
  - Nadal mieszka tu sześć kotów? - spytał, patrząc jak jego towarzysz po raz kolejny przegląda testament. Słysząc jego głos, Xiumin podniósł wzrok.
  - Teraz tylko pięć - odpowiedział, powracając wzrokiem do kartki. Sehun pokiwał głową, zauważając, że jego próba nawiązania rozmowy nie przyniosła najlepszego skutku.
  - Och, Xiumin. Dlaczego nie powiedziałeś, że mamy gościa? - spytał Chen, wchodząc do gabinetu w kucharskim fartuszku. Sehun poznał go od razu. Podczas wakacji spędzanych u ciotki często bawił się z Chenem.
  - Chen? - mruknął, a na jego twarz wpłynął uśmiech. Czas wrócić do starych przyjaciół.
  - S-Sehun? - Chen podszedł bliżej. - Matko boska! Sehun, co ty tu u licha robisz?
  - Przyjechał w sprawie testamentu - wciął się Xiumin, machając złożonym na pół dokumentem.
  - Testamentu? - spytał Chen.
  - Tak. Wbrew pozorom też ma prawo do majątku i pensjonatu - powiedział najstarszy.
  - Ale... - głos Chena, został zagłuszony, przez dźwięk otwieranych drzwi. Do gabinetu wkroczył chłopak o ciemnych włosach splątanych w nieładzie, ubrany w szary sweter. Sehun poznał go od razu.
  - Luhan...

  Po krótkiej rozmowie wszyscy zgodnie stwierdzili, że Sehun powinien zostać w ich pensjonacie jak najdłużej. Spotkanie po latach było dla nich czymś tak wspaniałym, że na chwilę zapomnieli o testamencie i śmierci dotychczasowej właścicielki pensjonatu. Każdy wydawał się być szczęśliwy z odwiedzin Sehuna, a młody Oh w końcu miał chwilę, by zapomnieć o pracy.
  Ciepło buchające z kominka ogrzewało nie małych rozmiarów salonik, gdzie zebrała się czwórka przyjaciół, po godzinie, w której wszyscy goście pensjonatu zniknęli w swoich pokojach. Ciszę wypełniały śmiechy, przyciszone głosy i dźwięk kubków kakao, stawianych na szklanym stoliku. Sehun miał wrażenie, że czas się cofnął.
  - Nie było was... więcej? - spytał Sehun. - Mam wrażenie, że kogoś brakuje.
  - Taemin - rzekł Chen. - Jakiś czas mieszkał w pensjonacie. Również był pod opieką ciotki, ale po skończeniu szkoły wyjechał. Przyjeżdża do nas na święta i wakacje.
  - Ostatni raz widzieliśmy się na pogrzebie - wciął Xiumin. Sehun pokiwał głową ze zrozumieniem.
  - Naprawdę żałuje, że przyjechałem dopiero teraz. Miałem nawał roboty w pracy, a poza tym zbyt późno dowiedziałem się o pogrzebie - powiedział chłopak, spuszczając wzrok na kubek kakao, który kurczowo trzymał w dłoniach.
  - Daj spokój. Rozumiemy, że nie mogłeś przyjechać - rzekł Xiumin, klepiąc przyjaciela po ramieniu. Sehun uśmiechnął się dostrzegając Luhana skulonego w rogu i uświadomił sobie, że chińczyk nie odezwał się do niego ani razu. Nawet się nie przywitał.

  To Luhan był tym, który zaprowadził Sehuna do pokoju, kiedy zbliżała się pierwsza w nocy, a wszyscy zgodnie stwierdzili, że każdemu przyda się odpoczynek. Górne piętro nie zmieniło się prawie wcale. Drzwi do pokoi ponumerowane były od jednego do piętnastu i zajmowały dwa piętra. Złote numerki na białych powierzchniach drzwi lśniły w świetle księżyca wpadającym przez duże okno na końcu korytarza, okryte śnieżnobiałą firanką.
  - Ironia losu - rzekł Sehun, kiedy Luhan bez słowa zaprowadził go do pokoju. - Mam ten sam pokój co ostatnio.
  - Wszystkie inne są zajęte - powiedział Lu, a Sehun drgnął, słysząc jego cichy głos. To normalne, że szeptał, nie chciał budzić innych gości.
  Sehun wpatrywał się w niego, walcząc z chęcią wzięcia go w ramiona. Po zerwaniu z Jessicą to właśnie Luhan pozwolił mu się podnieść. To Luhan był przy nim i się nim interesował. Byli przyjaciółmi.
  - Dobranoc, Sehun-ah - rzekł Lu, obojętnie wciskając w dłoń Sehuna kluczyk do pokoju. Oh wybudził się z zamyślenia, łapiąc Luhana za rękaw swetra.
  - Zaczekaj, tylko tyle masz mi do powiedzenia? - spytał. Lu wyrwał rękach w uścisku Sehuna, zagryzając wargę. Wyraźnie zwlekał z odpowiedzią.
  - Jest już późno. Idź spać - rzekł tylko zimnym, obojętnym głosem i zniknął na schodach, prowadzących na niższe piętra.
  Sehun stał przez chwilę, miętosząc w ręku breloczek przyczepiony do klucza i przeklinając się w myślach. Dopiero po dłuższym zamyśleniu, zmusił się, by wejść do pokoju. Zapalił światło, patrząc na pokój, który zajmował dwa lata temu. Pokój, w którym wydarzyło się coś wielkiego. Zamknął za sobą drzwi, rzucając niedbale klucz na komodę stojącą obok. Komodę, na której dwa lata temu dnia 18 lipca spoczywały szklaneczki Whiskey, które pił z Luhanem. Spojrzał przelotnie na okno, przez które widać było pobliskie pagórki, skąpane w blasku gwiazd i księżyca. Okno, przez które dwa lata temu obserwował Luhana wieszającego pranie na podwórku.
  Kiedy ułożył się na łóżku zalała go nowa fala wspomnień. Smak ust Luhana. Ciepło jego ciała. Delikatny dotyk jego dłoni.
  Wszystkie wspomnienia po prostu go przytłaczały, a jedynym co mógł teraz zrobić, to otworzyć okno na całą szerokość i zapalić papierosa, wydychając świeże, wiejskie powietrze.

  Dla Luhana Sehun zmienił się bardziej niż ktokolwiek. Dwa lata sprawiły, że młody Oh Sehun z otwartego, pogodnego chłopaka stał się mężczyzną, kryjącym w sobie tajemnice i sekrety, skryte głęboko w jego sercu.
  Może to dlatego Luhan czuł się w jego towarzystwie tak onieśmielony?
  A może powodem tego było wspomnienie nocy 18 lipca, które do dziś prześladowało Luhana i uczucie, którym straszy darzył Sehuna od niepamiętnych czasów?
  Wszystko zaczęło się, gdy obaj byli dziećmi, a rodzina Sehuna przyjeżdżała do pensjonatu ciotki, by spędzić wspólne wakacje. To wtedy młody Oh i Luhan spotkali się po raz pierwszy. Później zaczęli rozmawiać ze sobą, wspólnie się bawić, kąpać się w jeziorze, zwiedzać las, kupować słodycze w pobliskim sklepie.
  Dla Luhana wspomnienia te były na wagę złota.
  Kiedy obaj zaczęli dorastać, Sehun przyjeżdżał coraz rzadziej, a na horyzoncie pojawił się Kim Jongin - zwyczajny chłopak z sąsiedztwa. Z nim nie wiązało się żadne piękne wspomnienie.
  Z początku Sehun był dla Luhana tylko kolegą, znajomym, przyszywanym kuzynem, lecz z czasem zaczął mu imponować. Lu zakochiwał się z oczach Sehuna, w jego gestach, głosie, tym jak trzeźwo patrzył na świat i jak bardzo wytrwały był. Zauroczył się nim bez pamięci.
  Czas płynął dalej, przynosząc nowe zmiany, których nie dało się odwrócić. Wspomnienia powoli przestawały istnieć, a wszystko wokół zmieniało się, tworząc coś zupełnie nowego.
  Sehun poznał Jessicę. Opowiadał o niej Luhanowi, podczas jednych z ferii zimowych, a Lu słuchał, powstrzymując łzy bezsilności. Nie chciał, żeby Sehun odchodził.
  Szukając ratunku przed samotnością, młody chińczyk szukał pocieszenia w ramionach Kim Jongina. Wstydził się teraz tego, że kiedyś pragnął, aby to Jongin zajął w jego życiu miejsce Sehuna.
  Kiedy Oh zerwał z Jessicą, oboje mieli złamane serca. Luhan przechodził wtedy kryzys. Choroba ciotki była okropną wieścią dla całej rodziny, lecz to właśnie on, Xiumin i Chen przeżywali to najbardziej, licząc w pamięci dni, które mogą spędzić z Jiyoon, zanim ta odejdzie. Odeszła zdecydowanie zbyt szybko.
  Dwa lata temu Luhan pocieszał Sehuna, a Sehun pocieszał Luhana. Sehun, którego zostawiła "kobieta jego życia" i Lu, który tracił chęć do czegokolwiek, widząc jak jego przyszywana matka gaśnie w oczach, a Kim Jongin wykorzystuje go na wszelkie możliwe sposoby. Czuł się oszukany przez życie.
  Był to dzień 18 lipca, kiedy siedząc w pokoju Sehuna, obaj wylewali łzy przy szklaneczce Whiskey, pocieszając się nawzajem i wspominając najlepsze chwile ich znajomości. Wtedy też Luhan pod wpływem wypitego alkoholu, wyznał Sehunowi swoje uczucia. Oh nie odpowiedział nic, a w zamian oboje zrobili coś, czego zdaniem Lu nie powinni byli robić.
  Od tamtego wieczoru minęły dwa lata, a Luhan nadal czuł się upokorzony i oszukany. Nie chciał o tym rozmawiać. Chował to wspomnienie głęboko od odmętach umysłu, nie chcąc kiedykolwiek doznać czegoś podobnego kolejny raz.
  Żył nadzieją, że zapomni o Sehunie, 18 lipca i wszystkim, co do dzisiaj nie dawało mu spokojnie zasnąć.

  Rankiem, kiedy Sehun zszedł do kuchni ubrany w luźny t-shirt i wytarte dżinsy, przywitał go zapach sadzonych jajek, bekonu i tostów, przygotowywanych przez Chena.
  - Siemasz, Sehun - rzucił radośnie chłopak, kończąc nakładać porcje jedzenia na talerze. - Na razie przygotowuje śniadanie dla gości, ale jeżeli chcesz zaraz zrobię jedną dodatkową porcję dla ciebie.
  Sehun w milczeniu pokiwał głową, uśmiechając się lekko i podchodząc do okna. Wilgotne powietrze przeplatało się z poranną mgłą, która gościła w miasteczku każdego poranka, nawiedzając je jak duch. Dalej widać było zabudowania miasteczka, matowy blask słońca, skrytego mglistymi chmurami i nagie drzewa o czarnych szkieletach. Dla Sehuna w tym krajobrazie było coś wyjątkowego.

  Podczas, gdy goście pensjonatu kończyli jeść śniadanie w jadali, Sehun pił kawę w towarzystwie Jongdae, siedzącego na blacie, wsłuchując się w jego historie. Chłopak opowiadał mu o tym, co wydarzyło się w miasteczku przez te wszystkie lata jego nieobecności. O letnich burzach, wiosennych powodziach, jesiennych wichurach i zimowych mrozach. Jego opowieści były dla Sehuna niezwykle interesujące, choć z pozoru wydawały się nudne i nawet Chen wyglądał na znudzonego opowiadając mu o tym, jak wiosną tamtego roku cała piwnica została zalana.

  Sehun obiecał Chenowi, że przez kilka dni ich pobytu będzie starał się pomóc im w prowadzeniu pensjonatu. Roboty stale przybywało i Oh widział, że opieka nad "Różanym Zakątkiem" wymaga od przyjaciół wielkiego wysiłku. Gości stale przybywało. Na miejsce tych, którzy się wymeldowywali natychmiast wstępowali nowi i tak bez końca. Sprawiało to, że Xiumin zajmujący się sprawami w recepcji musiał jednego dnia wykonać wiele telefonów i wpisać wiele nowych nazwisk to komputera. Dla Sehuna wydawało się to naprawdę męczące. Podobnie było z pracą, którą wykonywali Chen i Luhan, którzy zajmowali się porządkami, gotowaniem, a w okresie wiosenno-letnim także pielęgnacją ogrodu.

  - Mogę wam w czymś pomóc? - spytał Sehun, kiedy w saloniku dla gości natknął się na Luhana. Młody chińczyk wyglądał na naprawdę speszonego, przez co Oh poczuł się nieswojo. Miał ochotę powiedzieć: "Hej, to ja Oh Sehun. Znamy się przecież od dziecka".
  - Sam nie wiem - odparł Lu, wzruszając ramionami. - Zapytaj Jongdae.
  Nim Sehun zdążył coś powiedzieć, starszy odszedł z obojętnym wyrazem twarzy, niosąc w rękach czyste prześcieradła.
  Jongdae jak zwykle siedział w kuchni, tym razem pakując naczynia do dwóch olbrzymich zmywarek. Sehunowi nie chciało się wierzyć, że goście potrafią zabrudzić aż tyle talerzy, sztućców i półmisków. W sumie nie wiedział nic o pracy w pensjonacie.
  - Nudzisz się? - spytał Chen, uśmiechając się lekko.
  - Owszem - przytaknął Sehun, obserwując jak przyjaciel zamyka obie zmywarki.
  - Jeżeli chcesz możesz wybrać się do miasta.
  - Po co?
  - Zrobisz małe zakupy i wypożyczysz mi książkę z biblioteki - powiedział Chen, notując na kartce listę zakupów. - Przeczytałem ostatnio pierwszą część trylogii i umrę, jeżeli w ciągu następnych dni nie przeczytam drugiej.
  - Jasne, rozumiem - powiedział Sehun, uśmiechając się.
  - Pożyczę ci samochód jeżeli chcesz. Nikomu nie uśmiecha się spacerować w taką pogodę.
  - Racja, dzięki - odparł Sehun i zgarniając listę zakupów, samoprzylepną karteczkę z tytułem książki i klucze do samochodu Chena, skierował się do wyjścia.

 

 

1 komentarz:

  1. es3xrdc5s6t, boziu, pisz to, proszę. Dalej. Masz taki genialny styl pisania, że normalnie chcę to czytać dalej, co w moim przypadku jest dziwne, bo ja rzadko mam taką chęć jeśli chodzi o ff. Fabuła jest genialna, poza tym hunhan i OMG. Co Ty ze mną zrobiłaś. I dziwię się, że nie ma tu komentarzy, bo to opowiadanie tak świetnie się zaczyna, że na to zasługuje. Wyślę je komu popadie, serio. W każdym razie życzę weny i pisz!

    OdpowiedzUsuń