czwartek, 12 marca 2015

"Roses" rozdział V

Tytuł: "Roses" <rozdział 5>
Paring: HunHan (pobocznie KaiSoo, BaekYeol, KrisHo, KaiLu)

Chciałbym tylko podziękować wszystkim za pozytywne komentarze. To naprawdę wspaniała motywacja do tworzenia i to dzięki Wam kolejny rozdział pojawia się tak szybko.
Dziękuję






"Roses"
rozdział V

25 stycznia. Seul. 
  Dym wirował po całym pokoju, napełniając Sehuna spokojem, razem z zapachem piwa. Słońce chowało się za horyzont, pogrążając miasto w cieniu rozpraszanym przez uliczne światła.
  Oh lubił patrzeć na panoramę miasta nocą, lecz dzisiaj wydawała mu się ona wyjątkowo nudna. Wszystko o czym myślał było przyćmiewane obrazem Luhana w białej koszuli stwarzającej piekielnie perfekcyjny kontrast z jego ciemnymi włosami, siedzącego w restauracji. Razem z Jonginem.
  Dlaczego świadomość tego, że Lu nie był tam sam tak bardzo raniła wypraną z emocji duszę Sehuna?
  Kolejny łyk piwa uciszył jego myśli na kilka milisekund, w trakcie których chłopak usłyszał pukanie do drzwi. Odstawił puszkę na szklany stolik i niechętnie podniósł się z sofy, zastanawiając się kim może być jego gość. W drodze dopalił papierosa i rozgniótł go o powierzchnię blaszanej popielniczki. Palił zdecydowanie zbyt dużo. Jego płuca musiały być naprawdę silne, skoro wytrzymywały tyle dymu w sobie.
  Minęło sporo czasu, nim chłopak w końcu otworzył drzwi, wodząc wzrokiem po pustej klatce schodowej.
  Za drzwiami nie było nikogo.
  Zaintrygowany Sehun przeklął pod nosem i rozejrzał się wokół, dostrzegając znajomą sylwetkę idącą bezszelestnie w stronę windy.
  - Luhan?
  Chłopak odwrócił się zaskoczony. Ciemne włosy rozwiane były przez wiatr, policzki rozgrzane rumieńcami, a zwilgotniałe oczy wyrażały tęsknotę, którą ten starał się ukryć w obojętnym uśmiechu.
  - Hej - rzekł, wpatrując się w Sehuna.
  - Co ty tu robisz? - spytał Oh, zupełnie zapominając o manierach.
  - Byłem w mieście i pomyślałem, że... mógłbym cię odwiedzić - wyjaśnił Lu, czując nieprzyjemny stres ściskający jego gardło. - Nie przeszkadzam?
  Sehun uniósł brwi do góry, analizując w myślach słowa chłopaka. Sytuacja była tak nierealna, a jednocześnie tak boleśnie rzeczywista i beznamiętna.
  - Nie, nie - odpowiedział po dłuższej chwili milczenia Sehun. - Wejdź - rzekł, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając Luhana do środka.
  Chińczyk nigdy nie gościł w mieszkaniu młodszego, jednak spodziewał się w nim czegoś innego. Nie sądził, że będzie to duży apartament zapchany dymem i duszącą wonią alkoholu. Nie tego spodziewał się po Sehunie.
  Nigdy nie widział, aby chłopak pił jakikolwiek napój alkoholowy, więc puszki piwa w salonie boleśnie go zaskoczyły.
  W jego oczach, Sehun zmienił się nie do poznania. To nie był już ten sam dzieciak.
  - Przepraszam za bałagan - wydukał Oh, pomagając Luhanowi zdjąć kurtkę w przedpokoju. Mimo tylu zmian dłonie Sehuna nadal były delikatne i miłe w dotyku, co Lu zauważył, gdy młodszy przypadkiem musnął jego okryty koszulą kark. Ta chwila sprawiła, że chłopak jeszcze bardziej zatęsknił za tamtym Sehunem.
  Za Sehunem, który dał mu skrawek nieba 18 lipca.
  Za Sehunem, który potrafił rozbawić go jednym słowem.
  Za Sehunem, którego pokochał bez powodu silną, młodocianą miłością.
  - Napijesz się czegoś? - spytał Oh, odwieszając kurtkę Luhana na wieszak i idąc w stronę kuchni, przy okazji zabierając puszkę niedopitego piwa ze stolika w salonie.
  - Nie, dziękuję - odparł Lu. Nie przyszedł do mieszkania Sehuna by pić herbatę. Chciał go po prostu zobaczyć.
  - Widziałem cię dzisiaj w mieście - zaczął rozmowę Oh, bojąc się niewygodnej ciszy, kiedy obaj zajęli miejsca na przesiąkniętej dymem i zapachem perfum kanapie.
  - Ach, tak. Też cię widziałem - pokiwał głową Luhan, wspominając jak cudowne uczucie ogarnęło go, gdy zobaczył Sehuna idącego ulicą najzwyczajniej w świecie paląc papierosa wśród ulotnych okruchów śniegu.
  Sehun spojrzał na Luhana, czując dziwny ból przebijający mu serce.
  Dlaczego tak bardzo się od siebie oddalili?
  - Na długo przyjechałeś? - spytał Sehun, starając się nie wyczerpać tematów do rozmowy.
  - Jutro rano wracam - odpowiedział Luhan, wlepiając wzrok w swoje kolana.
  - Od kiedy tu jesteś?
  - Od piątku wieczorem.
  Sehun przełknął ślinę, czując, że między nich wkrada się cisza.
  - Przyjechałeś z Jonginem?
  Sehun nawet nie wiedział, kiedy wypowiadał to pytanie. Słowa same wydostały się z jego ust.
  Luhan zwrócił się w jego stronę. Wyglądał na zdziwionego nagłym zainteresowaniem młodszego, lecz mimo wszystko szybko odpowiedział, nie namyślając się długo.
  - Tak, zaprosił mnie na weekend.
  Jeżeli Lu chciał sprawić, by Sehun czuł się zazdrosny, to idealnie mu to wychodziło.
  - Miło z jego strony - westchnął Oh, bawiąc się zegarkiem zapiętym na lewym nadgarstku.
  Tym samym zegarkiem, który miał na sobie 18 lipca.
  Luhan dobrze pamiętał czarnego Rolexa, którego Sehun ciągle nosił na ręce. Drogi zegarek był wizytówką wszystkich wysoko postawionych biznesmenów. Również tych młodych.
  - A co u ciebie? - spytał Lu, starając się nawiązać jakąkolwiek rozmowę. On również obawiał się nudnej, przytłaczającej ciszy, która lada chwila mogła zalec pomiędzy nimi.
  - Wszystko w porządku - oparł Sehun, wzruszając ramionami. Luhan oczekiwał ciekawszej odpowiedzi, ale mimo wszystko uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
  - Nie byłeś dziś w pracy? - spytał patrząc na młodszego i zatapiając się w każdym szczególe jego twarzy. Był po prostu zbyt piękny.
  - Nie. Miałem wolne - rzekł Sehun, nie do końca zgodnie z prawdą. Gdyby nie wczorajszy wybryk w barze, z pewnością pojawiłby się dzisiaj w biurze, gdzie odsiedziałby swoje godziny pracy, aby następnie spokojnie wrócić do domu. Tak się jednak nie stało.
  - To dobrze. Przyda ci się odpoczynek - słowa Luhana wydawały się być lekkie i beztroskie, choć wewnątrz niego panował kompletny bałagan. Nic już nie było takie, jakie powinno być.




  - Dobrze się bawiłeś? - spytał Jongin, kiedy Luhan przekroczył próg pokoju hotelowego.
  Starszy podniósł wzrok na bruneta siedzącego w fotelu z laptopem na kolanach, mierzącego go zimnym, bezlitosnym spojrzeniem. Wyglądał na złego.
  - Dlaczego pytasz? - odburknął Lu, wchodząc w głąb pokoju. Nie podobał mu się wzrok, którym mierzył go Kim. 
  - Chcę wiedzieć jak przebiegło spotkanie z Sehunem - wymruczał melodyjnie Jongin, a Luhan zamarł z dłonią zaciśniętą na klamce szafy. Nie mówił Jonginowi gdzie idzie.
  Skąd chłopak mógł wiedzieć, że Han poszedł właśnie do Sehuna?
  - Skąd wiesz, że... - starszy nie zdołał dokończyć pytania, bo Kim w sekundzie podniósł się z fotela, pokonując dzielącą ich odległość i stając stanowczo zbyt blisko Luhana.
  - Mam swoich informatorów, Lu - wysyczał mu prosto w twarz. - Poza tym, to było do przewidzenia. Nie jestem głupi.
  Luhan chciał powiedzieć cokolwiek na swoją obronę, lub zwyczajnie go wyminąć, lecz wtedy Jongin niespodziewanie złapał jego przedramię, zaciskając na nim dłoń.
  - Nie zabrałem cię tutaj, żebyś się z nim spotykał, rozumiesz? - głos bruneta był szorstki i sprawiał, że na ciele Luhana pojawiła się gęsia skórka. Nie znał tej strony Jongina. Nie wiedział jak poradzić sobie w takiej sytuacji.
  - Nie jestem twoją własnością - powiedział dobitnie chłopak, starając się wyrwać rękę z bolesnego uścisku młodszego, lecz to tylko pogorszyło sprawę.
  - Właśnie, że tak, Lu. Jesteś moją własnością. Jesteś mój i nie zamierzam się tobą dzielić - prychnął Kim, zbliżając twarz niebezpiecznie blisko twarzy Luhana.
  Zachowanie Jongina wykraczało poza zwykłą zazdrość.
  W takich chwilach Lu zaczynał się bać. Nie wiedział co powinien zrobić. Chciał odepchnąć bruneta, jednak wiedział, że to jedynie pogorszy sytuację. Nie był pewny, do czego chłopak jest w stanie się posunąć.
  Bał się.
  - Mam nadzieję, że zrozumiałeś to co powiedziałem - wymruczał Kim prosto do ucha Luhana, sprawiając, że po plecach starszego przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
  - Puść mnie - powiedział Chińczyk, starając się uwolnić z uścisku.
  - Mogę zrobić z tobą co chcę, a uwierz, że naprawdę nie mam ochoty cię teraz puszczać - zaśmiał się Jongin, cichym, sadystycznym chichotem. Jakby znęcanie się nad starszym było dla niego zabawą, podczas kiedy Luhan miał ochotę krzyczeć.
  - Puść mnie - powtórzył Lu, z uporem starając się uwolnić, jednak w chwili, kiedy był już blisko upragnionej wolności, silne ramiona Jongina brutalnie przygwoździły go do ściany.
  - Czasami zachowujesz się jak rozpuszczona dziwka - wysyczał Kim, marszcząc groźnie brwi. W tej chwili Luhan naprawdę zaczął się go bać. Bał się, co chłopak może z nim zrobić. Bał się tego, co się z nim stanie.
  Ból rozchodził się od karku poprzez kręgosłup, kończąc na kości ogonowej i Luhan wiedział z góry, że następnego dnia będzie równie obolały jak teraz. Spojrzał w zimne i przerażająco ciemne oczy Jongina, zastanawiając się jak mógł mu uwierzyć. Był taki naiwny.
  - Jesteś jak najzwyklejsza dziwka - prychnął Kim, nim ostatecznie puścił drżące ciało Lu, odchodząc.
  Starszy rozmasował bolące ramiona, obserwując bruneta, który narzucał na siebie bluzę i buty, rzucając mu ukradkiem spojrzenia, w których Luhan wyczuł nieme groźby.
  Chciał, żeby Jongin zostawił go w spokoju.
  Chciał wrócić do domu.
  Chciał zasnąć we własnym łóżku.
  Chciał czuć się bezpiecznie.
  - Nie zrób niczego głupiego. Wrócę szybciej niż oczekujesz - rzucił na pożegnanie Kim, nim zatrzasnął za sobą drzwi, pozostawiając Luhana samego.
  Nie o takiej miłości chłopak marzył. Był głupi i rzucił się w otwarte ramiona Jongina, pragnąc, aby zastąpił on Sehuna, a tymczasem Kim sam to wykorzystał.
  Luhan ukrył twarz w dłoniach, osuwając się po zimnej podłodze. Nic nie było takie jak powinno.
  Chciał tylko być kochany.

1 marca. Pensjonat.
  Od fatalnego wyjazdu z Jonginem minął ponad miesiąc, przez który wydarzyło się tak dużo rzeczy. Od tamtego czasu Luhan starał się ograniczyć kontakty z brunetem, ciągle nosząc w sobie urazę po tamtym wieczorze. Mimo, iż Jongin przepraszał, Lu czuł, że jego przeprosiny są nieszczere, a to dodatkowo sprawiało, że czuł się zagubiony.
  Nie powiedział o tej sytuacji Chenowi i Xiuminowi. Nie powiedział nikomu. Uznał, że nikt nie musi wiedzieć o tak prywatnych rzeczach z jego życia. Było mu też wstyd przyznać się, że pozwolił się tak traktować młodszemu chłopakowi. Był taki naiwny.
  Od tamtego czasu nie miał też kontaktu z Sehunem, choć widmo ich spotkania w jego apartamencie nawiedzało go nocami przynosząc wraz ze sobą nowe powody do płaczu.
  Luhan porównywał Jongina z Sehunem, z bólem stwierdzając, że są zupełnie różni. Zastanawiał się, czy Oh kiedykolwiek by go uderzył.
  Czy złapałby go za przedramię, brutalnie popychając?
  Czy nazwałby go dziwką, a następnie wyszedł? 
   
  - Luhan. Masz gościa - głos Chena wyrwał Chińczyka ze słodkiego półsnu, wypychając go gdzieś na granice rzeczywistości i snu.
  Chłopak przetarł oczy, podnosząc się do siadu. Zastanawiał się kto mógłby go odwiedzać o tak wczesnej godzinie. Zaczesał grzywkę do tyłu, słysząc wychodzącego z pokoju Chena i czując jak materac jego łóżka ugina się od jakiegoś ciężaru.
  Kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, spostrzegł Jongina, ubranego w luźną bluzę i czarne jeansy, uśmiechającego się delikatnie.
  - Dzień dobry, Lu.
  Jego obecność sprawiła, że Luhan bardziej naciągnął na siebie kołdrę i odsunął się w najdalszy róg swojego małego łóżka.
  - Co tu robisz? - spytał, starając się brzmieć stanowczo. - Powiedziałem ci, żebyś nie przychodził.
  Kim odpowiedział cichym śmiechem, jakby zachowanie Luhana naprawdę go bawiło. Młodemu Chińczykowi za to nie było do śmiechu. Nie, kiedy bolesny strach gnieździł się gdzieś głęboko w jego gardle, odbierając mu zdolność mowy.
  - Przyszedłem cię odwiedzić. To źle? - spytał Jongin, uśmiechając się niewinnie.
  Luhan wiedział, że w taki sposób chciał tylko uśpić jego czujność.
  - Nie chcę żebyś mnie odwiedzał.
  - Dlaczego?
  - Już zapomniałeś? - zaśmiał się gorzko Luhan.
  - O czym?
  - O tym co zrobiłeś w hotelu. O tym jak mnie nazwałeś.
  Jongin przejechał dłonią po ciemnych, gęstych włosach.
  - Byłem wyprowadzony z równowagi. Wybacz mi - westchnął zmęczonym głosem.
  - Nie, Jongin - sprzeciwił się Lu. - Powoli tracę do ciebie zaufanie.
  - Wiem, jak to musiało wyglądać - powiedział Kim, delikatnie wypowiadając każde słowo. - Wiem też, że źle wtedy zrobiłem i żałuję tego, ale... nie chciałem. To się więcej nie powtórzy. Obiecuję - wypowiadając ostatnią kwestię, chłopak uniósł dłoń Luhana, składając na niej delikatny pocałunek.
  Starszy wiedział, że nie powinien mu wierzyć. Bronił się przed tym, wspominając na nowo uczucie zniewolenia, bólu i upokorzenia.
  - Nie wiem, czy mogę ci na nowo zaufać.
  - Ech... - westchnął poetycko Jongin. - Rozumiem. Oh Sehun jest wyżej ode mnie w twoim rankingu, tak?
  - Jongin, to nie tak jak mówisz...
  - Tak właśnie jest, Luhan. Myślisz, że to tym nie wiem? - głos Jongina przybierał na sile. - Nie zamierzam tak łatwo oddać cię temu dupkowi.
  Luhan odwrócił wzrok, czując jak Jongin oplata jego dłoń swoimi smukłymi palcami. Nie wiedział co powinien zrobić. Chciał kochać bruneta tak bardzo, jak kochał Sehuna.
  - Nie zależy mi na nim. Nie masz powodów do zazdrości - skłamał Lu zimnym głosem, po czym pozwolił by pełne usta Jongina zostawiły słodki pocałunek na jego.



1 marca. Seul. 
  - Poproszę to co zawsze - wyrecytował Yifan, wręczając młodej kelnerce dwa banknoty. Kobieta skłoniła się lekko i odeszła w stronę pomieszczenia dla personelu po chwili wracając z butelką Tequili i dwoma kieliszkami.
  - Jesteś pewny, że nie chcesz z nami wypić? - spytał Tao, rozsiadając się w fotelu.
  - Nie, nie jestem stworzony do alkoholu - pokręcił głową Sehun.
  - Masz rację, młody. Alkohol to straszne gówno - zaśmiał się Wu, nalewając sobie i Zitao trunek o interesującej złotej barwie.
  - Nie musimy ci chyba przypominać co się stało, kiedy przesadziłeś - rzekł Tao, nim jednym duszkiem wypił zawartość swojego kieliszka. Sehun skrzywił się na to wspomnienie.
  - Fakt. Nie było zbyt ciekawie.
  - Racja, nie było - zaśmiał się Huang.
  - A zaczęło się od tego, że zwyczajnie chcieliśmy się czegoś o tobie dowiedzieć - westchnął Wufan przełykając piekący łyk alkoholu.
  - Ostatecznie nie dowiedzieliście się niczego - zaśmiał się Sehun, popijając sok pomarańczowy.
  - Nie do końca - uśmiechnął się tajemniczo Tao.
  - Jak kto?
  - Kim jest Luhan? - zapytał z tym samym przebiegłym uśmiechem Huang.
  - Co? - Sehun poczuł wypieki na policzkach, zastanawiając się skąd przyjaciel wie o Luhanie. Czyżby będąc pijanym powiedział zbyt dużo o niektórych sprawach?
  - Wiemy jedynie, że był twoją pierwszą miłością - zachichotał Tao.
  - I że się z nim przespałeś - wciął Wu, dołączając do rozbawionego Chińczyka. Sehun uchylił usta, wsłuchując się w słowa przyjaciół przeplatane ich głośnym śmiechem, przenikającym ogólny gwar rozmów w barze. Jedno było pewne - kiedy był pijany powiedział im zbyt dużo.
  - Cóż, wydaje mi się, że Hunnie powinien nam to wyjaśnić - zaśmiał się Tao, opierając brodę na splecionych dłoniach.
  - To będzie długa opowieść - uprzedził Oh, nim zaczął swoją historię, tym razem sam z siebie, bez pomocy alkoholu i na poważnie, a Tao i Wu jedynie słuchali go popijając drażniący gardło trunek.

  Był już późny wieczór, kiedy Wufan i Sehun wracali razem z baru, przedtem odprowadziwszy do domu Tao. Mieszkali całkiem blisko siebie, a poza tym ciepłe wieczorne powietrze zachęcało do spacerów po skąpanym w ulicznych światłach Seulu, który dla nich obojga wyglądał magicznie i wyjątkowo.
  - Zmieniłeś się, Sehun - rzekł nagle Wu, kiedy stali na przejściu dla pieszych, czekając na zielone światło. Sehun zerknął na niego spod blond grzywki i zaśmiał się. Znał Yifana jeszcze z czasów liceum. Był kapitanem drużyny koszykarskiej. Ich kontakt urwał się, kiedy Wu wyjechał na zagraniczne studia do Kanady, pozostawiając przyjaciela w ojczystej Korei. Spotkali się dopiero kilka lat później, kiedy odkryli, że pracują w tej samej firmie, co dla nich obojga było dużym zaskoczeniem.
  - Mówię poważnie, Sehun. Dorosłeś - powiedział Yifan, sprawiając, że na policzkach młodszego pojawiły się ledwo widoczne rumieńce. Czuł się doceniony przez starszego kolegę.
  - Dzięki - uśmiechnął się, a kiedy pojawiło się zielone światło, wraz z przyjacielem ruszył przed siebie.
  - Jesteś już prawdziwym mężczyzną - powiedział Yifan, rzucając młodszemu rozbawione spojrzenie, jednak po chwili stanowczo spoważniał. - Wiesz... po tym co powiedziałeś, czuję, że muszę dać ci jedną życiową radę.
  - Życiową radę? - powtórzył Sehun z rozbawieniem, jednak widząc powagę w oczach Wufana, również spoważniał. - O co chodzi?
  - Cóż... - zaczął Wu. - W swoim życiu popełniłem mnóstwo błędów i jeden szczególny cholernie beznadziejny błąd. Nie chciałbym, żebyś w przyszłości również zrobił podobną głupotę.
  - W sensie co? - Sehun wydawał się być kompletnie zbity z tropu, lecz Yifan jedynie cicho się zaśmiał, wiedząc reakcję młodszego.
  - Sehunnie... jesteś jeszcze tak głupi.
  - Za dużo wypiłeś? - spytał z rozbawieniem Sehun.
  - Ech... gdy byłem w twoim wieku zrobiłem tą jedną głupią rzecz. Dlatego chcę ci powiedzieć, żebyś nigdy nie popełniał moich błędów. Nie przeceniaj pracy ponad bliskich. Nie pozwalaj odejść osobą, które sprawiają, że twoje serce więdnie z miłości. Nie zostawiaj ich. Nie pozwól im opuścić twojego życia. Inaczej skończysz tak jak ja - uśmiechnął się smutno Wu.
  Sehun zamrugał szybko, nie do końca rozumiejąc dlaczego Yifan mu to mówi. Co chciał mu przekazać?
  - Ach... chodzi ci o Luhana? - spytał Oh, markotniejąc nagle.
  - Cóż... w sumie tak - wymruczał Wu. - Sądzę, że skoro naprawdę coś do niego czujesz to...
  - Przestań - przerwał mu Sehun. - On kogoś ma. Nie chcę niszczyć jego związku na rzecz swojego uczucia, którego i tak nie jestem do końca pewny.
  - Kochasz go?
  - Nie wiem.
  - Tak albo nie - uściślił Wu.
  - Pół na pół.
  - Tak albo nie.
  - Tak. Cholera, tak!
  Sehun i Yifan zatrzymali się przed mieszkaniem młodszego, milcząc. Wu domyślał się jak teraz czuje się Oh. On sam czuł się tak samo pijany z miłość i gotów zrobić wszystko, by przełamać zabójczą niepewność.
  Niepewność zabija uczucia.



15 marca. Dom Byun Baekhyuna.
  Grypa była tym, czego młody Byun nienawidził najbardziej. Choroba odbierała mu możliwość wychodzenia z domu, pracy, nauki, a jedynym urozmaiceniem nudnych dni były wizyty Chanyeola, który odwiedzał go każdego popołudnia, kiedy skończył pracę w kawiarni. W taki sposób zarabiał, by w przyszłości studiować w większym mieście i spełnić swoje życiowe marzenie - zawód lekarza.
  - Hej, Baek. Jak się czujesz? - spytał Park, wchodząc do pokoju Baekhyuna z wymalowanym na twarzy uśmiechem. Uśmiech Yeola był zaraźliwy, więc Byun, mimo męczącej go gorączki, również się uśmiechnął, wygodniej siadając na łóżku, okryty kołdrą i dodatkowym kocem.
  - Nie najlepiej - przyznał szczerze. - A co u ciebie?
  - Wszystko w porządku - Chanyeol usiadł na rogu łóżka Baekhyuna i postawił na jego szafce nocnej mały kartonik z logo cukierni, w której pracował.
  - Co to jest? - zainteresował się Baek, biorąc opakowanie do rąk.
  - Niespodzianka - zaśmiał się Park, dając przyjacielowi znak, by otworzył pudełko.
  - Dzięki, Yeol - podziękował, kiedy po otwarciu zobaczył w kartoniku swoje ulubione ciastka, na które tak bardzo miał ochotę.
  - Nie ma za co. Pomyślałem, że skoro nie wychodzisz z domu, to pewnie masz ochotę coś dobrego zjeść.
  - Zawsze wiesz na co mam ochotę - zaśmiał się Baek, a jego śmiech był muzyką dla uszu Chanyeola.
  Minuty słodko tonęły w uzależniającym smaku orzechowych ciasteczek z posypką i opowieści Parka, a gdzieś pomiędzy ostatnim ciasteczkiem a śmiechem Baekhyuna, między nimi dwoma zapanowała cisza, zwiastująca coś poważnego. Byun był w stanie jedynie obserwować, jak z twarzy wiecznie uśmiechniętego Chanyeola znika radość, zastępowana wyrazem głębokiego namysłu. Jakby chciał o czymś powiedzieć, ale nie mógł.
  - Coś się stało? - spytał tylko Baekhyun.
  - Cóż... - głos Chana przepełniony był niepewnością, jakby on sam nie wiedział, jak dużo może powiedzieć i na ile sobie pozwolić. - Myślę, że to odpowiedni czas, żeby cię uświadomić, że niedługo wyjeżdżam.
  Baekhyun przechylił głowę, obserwując zmieniający się wyraz twarzy przyjaciela. Wiedział, że Parkowi zależało na karierze lekarza i był świadomy tego, że lada dzień wyjedzie na długie studia, zostawiając go samego.
  - Chanyeol... ile to będzie trwało? - spytał delikatnie Byun.
  - Ile co będzie trwało?
  Baekhyun wywrócił teatralnie oczami, mając wrażenie, że przyjaciel w ogóle go nie słucha.
  - Studia, debilu.
  - Sześć lat - odparł Chanyeol. - Do tego dochodzi około pół roku stażu. Przez cały ten czas będę mieszkać w Seulu. Kupiłem już sobie mieszkanie. Będę miał blisko na uczelnię - powiedział z widoczną radością.
  Baekhyun starał się cieszyć ze szczęścia Yeola, ale jego egoistyczna strona nie potrafiła zaakceptować tego, że Park najzwyczajniej w świecie go zostawia. Świadomość tego, że jego najbliższy przyjaciel odjedzie, napawała go lękiem i tęsknotą.
  - Sześć lat to dużo - mruknął Baekhyun, analizując na nowo słowa przyjaciela, które sprawiły, że poczuł się jeszcze gorzej, niż czuł się na początku.



20 marca. Pensjonat.
  Luhan zajęty był ostatnimi dniami pracą w ogrodzie. Nadchodziła wczesna wiosna i należało zadbać o róże, z których słynął pensjonat. Tego dnia również spędzał popołudnie na doglądaniu nierozwiniętych jeszcze kwiatów, kiedy nagle usłyszał skrzypienie żwiru pod kołami samochodu. Wiedział, że albo jest to samochód nowych gości pensjonatu, albo Jongina.
  Uśmiechnął się na samą myśl o ramionach chłopaka i jego przyjemnie ciepłych wargach, które z taką czułością składały pocałunki na jego skórze.
  Incydent w hotelowym pokoju zupełnie odszedł w zapomnienie i Luhan uznał, że tak będzie lepiej. Nie chciał tego wspominać. Chciał na nowo nabrać zaufania do Jongina, wierząc, że podobna sytuacja już nigdy nie będzie miała miejsca w ich związku.
  - Cześć, Lu - wyszeptał Kim, przytulając starszego od tyłu i składając lekki pocałunek za jego uchem. Luhan uśmiechnął się, lecz uśmiech zbladł na jego twarzy, gdy wyobraźnia podsunęła mu obraz Sehuna na miejscu Jongina.
  Mimo takiej ilości czasu, Kim nadal był dla starszego obcy.
  - Hej, Jongin - Luhan wymusił w sobie uśmiech, odwracając się twarzą do chłopaka, choć nadal wolał stać tyłem, by wyobrażać sobie, że to Sehun obejmuje go z czułością muskając ustami jego kark.

  Chińczyk próbował czasami wymusić w sobie miłość, aby kochać Jongina tak, jak kochał Sehuna, jednak za każdym razem uświadamiał sobie, że to niemożliwe. Był niewolnikiem swoich pragnień, a jego jedynym pragnieniem był właśnie Oh - młody biznesmen, palacz i człowiek, który podbił serce Luhana.
  Lu nie wiedział za co kochał Sehuna. Nie umiał nawet określić kiedy dokładnie jego myśli zaczęły dotyczyć tylko jego, ale Luhan dokładnie wiedział, że na nikogo nie może spojrzeć tak samo jak na blondyna. Nawet Jongin traktujący go jak księcia nie mógł wyleczyć jego serca z nieszczęsnej choroby.

  - Może chciałbyś dzisiaj przyjść do mnie na noc? - spytał Jongin, obserwując jak Lu dogląda rozwijających się powoli roślin.
  - Dzisiaj? - Luhan zastanowił się. Od feralnego zdarzenia w hotelu starał się unikać sytuacji, gdy był z Jonginem sam na sam, ale postanowił, że nie warto dłużej wracać do tamtego incydentu. Życie toczyło się dalej, a on powinien wraz z nim iść do przodu i wybaczyć brunetowi jego złe zachowanie.
  - Tak, masz jakieś inne plany?
  - Nie mam - uśmiechnął się Luhan, obserwując promienie słońca, padające ukośnie na czarne włosy chłopaka.
  - Więc się zgadzasz? - dociekał Jongin, nim wziął dłonie Luhana w swoje własne, mierząc go karcącym spojrzeniem. Lu przełknął ślinę nie namyślając się długo. Wiedział, że Kim nie lubił czekać.
  - Jasne.

  Luhan obserwował przesuwający się krajobraz za oknem samochodu Jongina. Cisza pomiędzy nimi przesycona była łagodnymi dźwiękami melodii płynącej z radia.
  - Twojej mamy nie ma w domu? - spytał Luhan, kiedy byli w połowie drogi.
  - Nie ma. Ma nocną zmianę, więc wróci jutro po południu - odpowiedział chłopak, uśmiechając się lekko. - Będziemy mogli robić wszystko, na co będziemy mieli ochotę - dodał po chwili i choć zabrzmiało to dość dwuznacznie, Lu zignorował to, tuszując niepokój uśmiechem.

  To był pierwszy raz, kiedy chłopak widział dom Jongina. Kim mieszkał w dwupiętrowym budynku na obrzeżach miasteczka, a jego mama miała imponujący, choć o tej porze roku uśpiony, ogród po drugiej stronie podwórka.
  - Jesteśmy na miejscu - rzekł Jongin, parkując przed garażem i wysiadając, by po chwili otworzyć drzwi Luhanowi. Starszy zarzucił na ramię torbę ze swoimi rzeczami, patrząc z podziwem na imponującą posesję państwa Kim.
  - Podoba ci się? - spytał brunet, widząc zainteresowanie na twarzy Luhana.
  - Masz ładny dom - powiedział chłopak, kiedy młodszy chwycił go za rękę, prowadząc w stronę wejścia.
  - Poczekaj, aż zobaczysz wnętrze - uśmiechnął się. - Mój ojciec włożył sporo pieniędzy w ten dom. Może nawet mieszkam lepiej niż bogaty chłoptaś Sehun - parsknął Kim, otwierając drzwi.
  Luhan poczuł ukłucie w sercu, kiedy Jongin porównywał się do Sehuna i w jego świadomości natychmiast pojawił się obraz mieszkania młodego mężczyzny. Przypomniał sobie duszący zapach dymu papierosowego, puszki piwa i ten zmęczony wzrok blondyna, świadczący o wielu nieprzespanych nocach. Przypominając sobie ten obraz Luhanowi było żal Sehuna i zaczynał czuć się winny, że próbował zastąpić jego miejsce Jonginem.
  Wszystkie myśli jednak zniknęły, kiedy przekroczył próg domu państwa Kim. Istotnie duży salon z kominkiem i kanapą obitą skórą budził podziw, podobnie jak kuchnia czy choćby przedpokój urządzony prosto i zarazem bardzo przytulnie, lecz Luhan czuł, że o wiele lepiej byłoby mu w apartamencie Sehuna.
  Byłoby mu o wiele lepiej wszędzie, gdzie tylko byłby Sehun.
  Luhan był zaskoczony, że potrafił tak bardzo za nim tęsknić.
  - I jak? - spytał Jongin, pomagając starszemu zdjąć kurtkę.
  - Przytulnie - oznajmił Lu, uśmiechając się lekko.
  - Napijesz się czegoś? - zadał pytanie Kim, przechodząc do kuchni pachnącej ziołami i miodem. Luhanowi podobał się ten zapach, lecz zdecydowanie wolał aromat perfum Sehuna, prześladujący go każdej nocy.
  Jak Luhan mógł tak bardzo za kimś tęsknić?


20 marca. Seul.
  Sehun oparł się o zagłówek fotela, przecierając zmęczone pracą oczy. Było wczesne popołudnie a on już czuł się jakby ktoś wyssał z niego wszystkie siły. Był słaby i cholernie potrzebował odpoczynku. Wiedział jednak, że nie mógł iść teraz do domu, a jedynym wyjściem, żeby zapomnieć o złym samopoczuciu było wkręcenie się w zabójczy wir pracy.
  Oh spojrzał na panoramę miasta za oknem i westchnął, w myślach licząc ile dni minęło do jego ostatniego spotkania z Luhanem. Liczył jak wiele rzeczy powinien mu powiedzieć i starał się notować każdą z nich głęboko w swoim umyśle, aby nie zapomnieć o nich przy następnym spotkaniu.
  Z burzliwych rozmyśleń wyrwało go dyskretne pukanie do drzwi. Odwrócił się zaciekawiony, kim też może być jego gość, po czym poprawił się na krześle i zacisnął mocniej krawat na szyi, by wyglądać jak prawdziwy mężczyzna, a nie chłopiec, którym ciągle był w środku.
  - Wejść.
  Jego oczy otworzyły się szeroko, gdy spostrzegł Jessicę przekraczającą próg jego gabinetu. Ubrana była w kremową sukienkę z czarnym paskiem, a jej włosy opadały kaskadą na drobne ramiona, które niegdyś obejmowały szyję Sehuna.
  Patrząc na nią teraz Oh nie czuł nic. Zupełnie jakby była mu zupełnie obca. Wtedy też zrozumiał, że uczucie, którym rzekomo ją darzył nigdy nie istniało. Prawdziwego uczucia zaznał dopiero później, krótko po zerwaniu z nią, szukając pocieszenia w ramionach kruchego mężczyzny imieniem Luhan.
  - Masz chwilkę? - spytała, wchodząc w głąb gabinetu blondyna. Sehun nie miał ochoty na rozmowę, jednak nie chciał być niegrzeczny i w odpowiedzi skinął delikatnie głową.
  - O co chodzi?
  - Chciałam porozmawiać - powiedziała kobieta, siadając naprzeciw biurka Sehuna.
  - Słucham.
  - Ja i Jungho się pobieramy.
  Sehun zamrugał gwałtownie oczami, kiedy słowa jego niedoszłej narzeczonej dotarły do jego zmęczonej świadomości. Był zaskoczony, że Jessica i jej nowy partner tak szybko zdecydowali się na ślub. Równocześnie nie wiedział co odpowiedzieć. Czuł się zaszokowany tą informacją, a jednocześnie chciał się cieszyć ze szczęścia byłej dziewczyny.
  - Gratuluję - rzekł, uciekając wzrokiem od zmieszanej Jessici.
  - Ty i twoja rodzina jesteście oczywiście zaproszeni na ślub. Nasi rodzice są dobrymi znajomymi, więc nawet jeżeli ty się nie zjawisz, zaproszenie na pewno się nie zmarnuje - rzekła, kładąc kopertę na blacie biurka Sehuna. - Mam jednak nadzieję, że się zjawisz. Wiesz, mimo wszystko nadal chcę utrzymywać z tobą dobre stosunki.
  - Rozumiem - Sehun z kamiennym wyrazem twarzy przyjął kopertę z zaproszeniem. - To wszystko? Jestem trochę zajęty.
  - Oczywiście. Do zobaczenia - pożegnała się kobieta i wyszła tak szybko, jak się pojawiła, zostawiając Sehuna z zaproszeniem w rękach.
  Oh ostrożnie z wrodzoną delikatnością otworzył kopertę, wyjmując ze środka ozdobną kartę. Otworzył ją, zaczynając czytać. Zatrzymał się przy zdaniu, które mówiło mu o możliwości zaproszenia osoby towarzyszącej. Sehun zaśmiał się suchym, pozbawionym entuzjazmu śmiechem, uświadamiając sobie, że dałby naprawdę dużo, by Luhan pojawił się na tej uroczystości razem z nim.

31 marca. Dom Jongina.
  Oglądanie filmów w pokoju Jongina było dla Luhana całkiem przyjemne, do czasu, kiedy nie poczuł się senny i ilustrując półprzytomnymi oczami akcję filmu, zaczął przysypiać z głową opartą na ramieniu chłopaka.
  - Jesteś już zmęczony? - spytał Kim, śmiejąc się cicho i zatrzymując oglądany właśnie dramat.
  - Tak - odparł Lu, zamykając znużone snem oczy.
  - Och, Luhannie - zaśmiał się Jongin, obejmując go ramieniem. Starszy uśmiechnął się pod nosem, mając nadzieję, że brunet uszanuje jego decyzję o pójściu już spać, lecz zamiast tego poczuł na swojej szyi nachalne pocałunki oraz dłoń chłopaka bezkarnie wkradającą się pod jego koszulkę.
  Lu otworzył szeroko oczy, odsuwając się instynktownie od uśmiechającego się przebiegle chłopaka.
  - Jongin... co robisz? - spytał, nim brunet znów zbliżył się do niego, uziemiając jego nadgarstek w swoim żelaznym uścisku.
  - Jesteśmy ze sobą na tyle długo, abym w końcu mógł cię posmakować. Nie sądzisz, Lu? - spytał, oblizując znacząco wargi. Luhan zadrżał słysząc w jak obleśny sposób chłopak wypowiedział jego imię.
  - Nie jestem gotowy, Kai. Pozwól mi iść spać - powiedział, wpatrując się w błyszczące w świetle telewizora oczy młodszego.
  - Nie bądź taki zaborczy, Lu. Zadbam, aby było ci dobrze - zaśmiał się cicho Kim, wymuszając na ustach Luhana namiętny pocałunek. Starszy starał się go odepchnąć, lecz Jongin był szybszy i przyparł go do łóżka całym swoim ciężarem, pozwalając sobie bezkarnie zdjąć z blondyna koszulkę. Starszy drgnął czując język bruneta na swojej szyi. Nic co robił nie wydawało mu się przyjemne. Było obleśne.
  - Jongin, przestań! - pisnął, starając się odepchnąć nachalnego chłopaka.
  - Pragniesz mnie - wyszeptał Jongin, przygryzając płatek jego ucha odrobinę zbyt mocno.
  - Jongin, mówię poważnie - głos Luhana zaczął się łamać. Nie chciał pozwolić Jonginowi zajść tak daleko. Nie chciał mu się oddać. Jongin nie był tym, na którego Lu czekał.
  - Ja też mówię poważnie - słowa Kaia przybrały na sile, kiedy chłopak mocniej zacisnął dłonie na ramionach Luhana, przyciskając go do materaca. - Jesteś mój.
  - Nie traktuj mnie jak własność - wyszeptał płaczliwie Luhan, czując jak Jongin wymusza kolejny pocałunek na jego spieczonych wargach. Nie chciał tego. Nie chciał tych wszystkich pocałunków. Nie chciał oddawać się Jonginowi. Nie chciał tu teraz być.
  - Wolałbyś, żebym był Sehunem, huh? - mruknął Jongin, brutalnie zaciskając dłoń na ramieniu chłopaka.
  Luhan wstrzymał oddech. Pamiętał noc spędzoną z Sehunem. Wtedy wszystko było idealne, a Oh był taki delikatny i czuły w każdym dotyku. Zupełnie różnił się od Jongina, starającego się wymusić wszystko na zmęczonym ciele Lu.
  - Tak - rzekł dobitnie Luhan, wbijając w bruneta gniewny wzrok. - Zostaw mnie.
  Jego słowa widocznie podziałały, bo uścisk Jongina zelżał, ale tylko na chwilę.
  - Przykro mi, ale to mój dom i moje zasady - Kim pochylił się nad jego twarzą, wypowiadając każde słowo powoli i coraz mocniej zaciskając dłonie na kruchych ramionach blondyna. Luhan nie wiedział do czego Jongin jest zdolny, ale zaczynał się bać.
  - Proszę, Jongin... Nie chcę...
  W oczach Lu pojawiły się łzy, kiedy poczuł kolejny wymuszony pocałunek i dłonie Kaia zostawiające siniaki na jego ciele. Tak bardzo tego nie chciał.
  - Jongin, błagam...
  Kolejny wymuszony pocałunek. Kolejny siniak i kolejne łzy, spływające po policzkach Luhana. Wszystko stało się takie złe i wymuszone. Lu czuł się, jakby Jongin pozbawił go własnej woli. Nie chciał być jego niewolnikiem.
  - Zostaw mnie - wydyszał Luhan zmęczony odpieraniem ataków bruneta, kiedy ten próbował siłą zdjąć jego spodnie. Korzystając z elementu zaskoczenia, odepchnął Jongina, uwalniając się od jego nachalnych pocałunków i dłoni, boleśnie znaczących jego skórę siniakami.
  Wyskoczył z łóżka, łapiąc po drodze swoją koszulkę i nakładając ją na siebie szybko. Czuł się brudny od odcisków palców Jongina i jedynym czego pragnął był szybki powrót do domu.
  - Wracaj tu - warknął Kim, lecz zanim podniósł się, by dopaść Luhana, chłopak zarzucił na plecy swoją torbę i wybiegł z jego pokoju, ocierając łzy wierzchem dłoni. W przedpokoju nakładał swoje buty tak szybko jak się dało, odpuszczając sobie zawiązywanie sznurowadeł. Następnie w pośpiechu zabrał kurtkę z wieszaka i wybiegł z domu Jongina, pragnąc jak najszybciej opuścić do miejsce.
  Biegł przed siebie, szlochając i czując naglące bicie serca.
  Jongin chciał go zranić.
  Znów był taki naiwny.
  Biegł pośród ciemnej nocy, słysząc jak gumowe podeszwy jego trampek uderzają rytmicznie o szosę, która była jego drogą do domu.
  To była najgorsza noc jego życia.
 


31 marca. Seul.
  Cisza nocna była tym, czego Sehun najbardziej potrzebował. Cisza pozwalała mu myśleć i analizować w głowie wszystko, co stało się dzisiejszego dnia. Cisza była jego wybawieniem.
  Siedząc na kanapie w swoim apartamencie Sehun myślał o Luhanie, pensjonacie i zmarłej ciotce, a wszystko to sprawiło, że dopadła go okrutna tęsknota, wżynająca się boleśnie w jego styrane serce. Mimo późnej godziny postanowił zadzwonić do Chena, by usłyszeć głos chociaż jednego ze starych przyjaciół.
  Wbrew pozorom chłopak odebrał telefon już po drugim sygnale.
  - Halo?
  - Cześć, Jongdae. Nie przeszkadzam?
  - Nie, nie. I tak nie mogłem spać. Co u ciebie? - głos Chena jak zwykle był przyjazny i pełen entuzjazmu.
  - W porządku. Stęskniłem się, więc postanowiłem zadzwonić - wyznał Sehun.
  - Biedny, mały Sehunnie. Skoro tak tęsknisz może warto byłoby nas odwiedzić? 
  - Przykro mi Chen. Nie mam teraz czasu.
  - Bylibyśmy bardzo zadowoleni, gdybyś przyjechał. Luhan byłby chyba szczególnie zadowolony. 
  - Co?
  - Nie, nic. Odnoszę wrażenie, że ostatnio jest jakiś dziwny. 
  - Co z nim? - spytał Sehun, poważnie martwiąc się o starszego.
  - Spotyka się z Jonginem. Dziś pojechał do niego na noc - powiedział Chen, jakby nie był zadowolony z decyzji Luhana. - Nie ufam Kaiowi, więc trochę martwię się o Lu. Można powiedzieć, że nawet bardzo się martwię. 
  - Tak, ja również - przyznał Sehun, czując w sercu nieznany ból i tęsknotę.
  - Och, czekaj Sehun. Chyba ktoś puka do drzwi. 
  - Macie gości o tej porze?
  - Zdarzają się i tacy. 
  - Mhm...
  - Boże... Luhan co ty tu robisz?! - Sehun usłyszał tylko zaskoczony głos Chena i dźwięk zamykanych drzwi. - Oddzwonię później, Sehun. 


 

4 komentarze:

  1. Żeby w takim momencie przerywać, o matko.
    Nienawidzę Kaia. Co za desperat, już sama nie wiem czy czuł coś do Luhana i chciał wyładować frustrację czy był chory psychicznie i chciał go tylko dla seksu. Frajer. Mam nadzieję, że po tej niepokojącej rozmowie z Chenem Sehun pojedzie do pensjonatu i jakoś sprawi, że Luhan poczuje się lepiej, bo po ten nocy z Kai'em pewnie czuje się jak gówno, jak mi go szkoda ;c
    I Baekhyuna też mi bardzo szkoda, biedy, Chanyeol go zostawia, popełnia ten sam błąd, co Kris i Sehun.
    Dziękuję za rozdział, jak zwykle cudowny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Geniusz, geniusz, geniusz!!! Czekam na kolejne ^^ To na prawdę cudowne. Normalnie brak mi słów. Przeczytałam już wszystko na tym blogu i jestem pod wrażeniem. GENIALNE!!!
    pisz szybko
    <3 <3 <3
    <3 <3
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz, jak bardzo przeżywam każdy rozdział, ponieważ totalnie wciągnęłam się w tą fabułę. Coraz bardziej ubolewam nad losem Luhana. Ciągle ciągnie go do Sehuna, który nie widzi tego, choć jest w nim zakochany. Przyznał się do tego przez Krisem. Myślałam, że ich spotkanie będzie milsze, a nie takie sztywne, ale czego mogę się po nich spodziewać. Nadal są tacy zdystansowani do siebie. To przykre! I na dodatek ich spotkanie przyniosło niemiłe skutki. Nie spodziewałam się po Jonginie takiego zachowania. Przeraził mnie! Luhan powinien z niego zrezygnować a nie znów pchać się mu w ramiona. Ten człowiek mógł go poważnie skrzywdzić! Ale Lulu szuka miłości, która zastąpi, choć w połowie, tą do Sehuna. Mam nadzieję, że Oh przyjedzie do pensjonatu i w końcu ich relacje ulegną zmianie. Smutno mi z powodu Baekyeola! To dobrze, że Chanyeol chce się rozwijać, by pomagać ludziom, ale Baekkie zostanie sam. Biedaczysko! Czekam na kolejny z niecierpliwością.
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak siedzę od kilku minut i zastanawiam się jak Ci to skomentować.

    Lubię każdego HunHana - powiedzmy sobie szczerze.
    Ale sądzę, że tego powoli zaczynam kochać. Chyba ze względu na opisy, bo taki są idealne, a fabuła - nie jest może jakaś "z górnej półki", ale mnie się podoba. Podoba mi się też Sehun w tym ff. Nawet bardzo. Czekam jak to się rozwinie, bo chcę już jakiegoś smuta może, albo coś. : D

    W każdym razie Hwaiting! ♥

    OdpowiedzUsuń