Paring: SeBaek, KaiBaek
Uwagi: przekleństwa, delikatne sceny erotyczne,
Opis: Byun Baekhyun przypadkiem budzi się w łóżku syna wpływowego miliardera. Na ich drodze pojawia się także kuzyn, który stara się wyciągnąć Byuna z bagna, w które się wpakował.Czy przelotna znajomość z rozpuszczonym Sehunem zmieni się w coś więcej? Jak zareaguje na to zazdrosny Kai? Czy Baekhyunowi uda się zemścić na zdradliwym chłopaku?
Obudził mnie snop światła, padający bezpośrednio na moją twarz i dziwny ból głowy. Poruszyłem się, chcąc ukryć się przed rażącymi promieniami, lecz wtedy mój umysł zaalarmował, że coś jest nie tak, a ja gwałtownie poderwałem się z miękkiego łóżka, na którym dotąd spałem.
Przetarłem wierzchem dłoni zaspane oczy i rozejrzałem się, z przestrachem zauważając, że znajduję się w zupełnie obcym, ale za to niezwykle luksusowo urządzonym, pokoju. Pomieszczenie było zdecydowanie większe od całego mojego mieszkania, a ściany były w świeżym kolorze czystej bieli. Dojrzałem również białe szafki ze złotymi uchwytami, obrazy w drogich ramach, kominek wykuty w ścianie i wiele innych elementów wystroju, które musiały kosztować fortunę. Przełknąłem ślinę, wynurzając się z puszystej równie białej kołdry i z przykrością zdałem sobie sprawę, że jestem całkowicie nagi.
Zastygłem w bezruchu, na powrót się przykrywając, by ukryć swoją nagość przed kimś, kto właśnie wszedł bez pukania do pokoju. Z trwogą odwróciłem głowę, dostrzegając wysokiego chłopaka w garniturze, niosącego w dłoni szklankę wody. Jego blond włosy ułożone były starannie i zaczesane do tyłu, a ja odniosłem wrażenie, że mam zaszczyt spotkać jakiegoś cholernego księcia.
- Jak się czujesz, Baekhyun? - spytał, klękając przy łóżku, na którym spałem i podając mi szklankę wody.
Niepewnie przyjąłem napój, nie będąc do końca pewnym co powinienem powiedzieć. Zupełnie nie znałem tego chłopaka, a wszystko, co znajdowało się wokół było dla mnie obce. Nie wiedziałem nawet gdzie jestem.
- Skąd wiesz jak się nazywam?
Przez chwilę pomyślałem, że to jeden z moich chorych, cholernie realnym snów i za chwilę obudzę się w swoim łóżku, czując mokry język mojego psa na policzku, jednak nic takiego się nie stało.
- Nic nie pamiętasz? - spytał nieznajomy, a ja poczułem dreszcz, kiedy zauważyłem, że jego wyraz twarzy ani odrobinę się nie zmienił.
- Nie - odpowiedziałem, w myślach analizując wszystkie możliwości ucieczki.
- Zabawne - przyznał blondyn, a na jego ustach przez chwilę zagrało coś na wzór uśmiechu.
Zacisnąłem usta w wąską kreskę, nie będąc pewnym, co powinienem zrobić. Napiąłem wszystkie mięśnie, wpatrując się w odległe drzwi po drugiej stronie pokoju, którymi wszedł chłopak. Były moją jedyną drogą ucieczki, więc nie zastanawiałem się dłużej i korzystając z nieuwagi blondyna rzuciłem się do biegu, zostawiając za sobą przyjemnie ciepłą pościel. Szklanka z wodą, którą dotąd trzymałem, upadła na podłogę, a nieznajomy ruszył w pogoń za mną. Przez chwilę naprawdę miałem nadzieję, że uda mi się mu uciec, jednak w chwili, kiedy otworzyłem drzwi, poczułem jak jego okryte garniturem ramiona zaciskają się na mojej nagiej talii. Zdążyłem jedynie zobaczyć długi korytarz wyłożony dywanem i rzędy kolejnych drzwi, a nieznajomy znów wciągnął mnie do pokoju.
- Co ty robisz? - spytał, marszcząc groźnie brwi, a ja starałem się przypomnieć sobie jakiekolwiek chwyty samoobrony.
- Puść mnie - zasyczałem, starając się bezradnie uwolnić spod rąk mojego, całkiem przystojnego, oprawcy.
- Nigdzie nie pójdziesz - rzekł, kiedy ja nadal starałem się wyrwać. - Jesteś całkowicie nagi.
Słysząc jego słowa, na chwilę przestałem się szarpać, po czym wbiłem w niego zdziwione spojrzenie. Musiałem przyznać, że miał naprawdę ładną barwę głosu, od którego dostawałem gęsiej skórki, jednak to nie to sprawiło, że ustałem w bezruchu nieufnie patrząc mu w oczy.
- Nawet nie wiem kim jesteś? - powiedziałem, starając się ukryć drżenie głosu.
- Nazywam się Oh Sehun - rzekł niemal automatycznie chłopak.
- Kurwa! Nie o to mi chodzi - wybuchnąłem. - Nie znam cię! Nie znam żadnego Oh Sehuna!
- Teraz już znasz - blondyn dumnie uniósł głowę, a ja poczułem narastającą we mnie złość.
- Kim do cholery jesteś i co ja tu robię?! - wykrzyczałem, wyrywając ręce z jego uścisku i popychając bruneta na ścianę.
- Uspokój się. Jesteś za głośno - rzekł spokojnie Oh Sehun, jakby moje słowa nie robiły na nim wrażenia.
- Odpowiedz, albo zacznę krzyczeć! - zagroziłem.
- Baekhyun, to nie będzie...
Przerwałem mu głośnym, niezbyt męskim piskiem, który miał zwabić kogokolwiek, kto wyciągnąłby mnie z tej niewygodniej sytuacji, lecz zamiast tego poczułem jego dłoń na moich ustach. Zbliżył się niebezpiecznie blisko mnie, a ja zaciągnąłem się zapachem jego cholernie mocnych, lecz równocześnie przyjemnych dla nosa, perfum.
- Cicho - wyszeptał, zbliżając swoją twarz do mojej.
Chciałem coś powiedzieć, jednak jego dłoń nadal znajdowała się na moich ustach. Dodatkowo dokuczał mi fakt, że nadal stałem przed nim nagi. Wszystko było tak cholernie zawiłe i skomplikowane. Kim był ten młody, lecz nieziemsko przystojny mężczyzna?
- Teraz zabiorę dłoń z twoich ust, a ty będziesz cicho, okay? - poinstruował mnie przyciszonym głosem. - W zamian odpowiem na każde twoje pytanie.
Skuszony jego propozycją powoli skinąłem głową. Zgodnie z umową Oh Sehun zabrał swoją smukłą dłoń z moich ust, a ja powstrzymałem krzyk, który jeszcze chwilę temu zamierzałem z siebie wydać.
- Dobrze, a więc co chcesz wiedzieć?
- Gdzie są moje ubrania? - to było pierwsze pytanie, jakie przyszło mi do głowy. - Gdzie jest mój telefon i portfel? Gdzie ja jestem?
- Spokojnie - położył mi dłoń na ramieniu, a ja poczułem nieprzyjemny dreszcz.
Ten człowiek napawał mnie lękiem.
- Powiedz jak się tu znalazłem! - nakazałem, podnosząc głos.
- Zapewne niewiele pamiętasz z wczoraj, więc pozwól, że wszystko ci wyjaśnię - zaczął brunet. - Wczorajszego wieczora znalazłem cię wraz z kilkoma twoimi kumplami na mojej posesji. Włamaliście się na przyjęcie mojego ojca, więc kiedy tylko powiadomił o tym ochronę, twoi przyjaciele zmyli się zostawiając ciebie samego.
W mojej głowie zaświtały obrazy wczorajszego wieczora, kiedy wraz z Chanyeolem i Kyungsoo siedziałem w mieszkaniu grając na konsoli. Spokój panował do chwili, kiedy Chan nie rzucił głupiego pomysłu, abyśmy wkręcili się na przyjęcie najbogatszego szychy w mieście, a my wszyscy zgodziliśmy się na to. Ostatnim co pamiętałem z wczoraj był rozmazujący się widok biegnących za nami ochroniarzy i dźwięk mojego telefonu.
Spojrzałem nieufnie na Oh Sehuna i poczułem przyśpieszone bicie serca.
- Dlaczego nic nie pamiętam? - spytałem, odruchowo się cofając.
- Byłeś kompletnie pijany, kiedy znalazłem cię na schodach - rzekł, podając mi puchowy szlafrok, którym natychmiast się opatuliłem, chcąc ukryć przed nim swoją nagość.
Miałem w głowie mnóstwo pytań, które bałem się zadać. Chciałem już wrócić do domu, by oznajmić przyjaciołom, że poza nieprzyjemną rozmową z nijakim Oh Sehunem nic mi się nie stało. Nie chciałem, żeby się o mnie martwili, ani co gorsza próbowali mnie szukać.
- Co się stało z Chanyeolem i Kyungsoo? - spytałem, ciaśniej zawiązując pasek szlafroka.
- Tak jak mówiłem zostawili cię - rzekł z tym samym obojętnym wyrazem twarzy.
- A czemu ty zabrałeś mnie tu?
Brunet uśmiechnął się pod nosem i był to pierwszy raz, kiedy zobaczyłem na jego twarzy coś innego już wyraz obojętności i niechęci.
- Można powiedzieć, że mi się spodobałeś. Nie chciałem cię tak szybko oddawać.
W moim wnętrzu zawrzała złość.
- Czyli wykorzystałeś fakt, że byłem napity i zabrałeś mnie do siebie, aby mnie...
- Nie zrobiłem nic złego - Oh uniósł dłonie w obronnym geście. - Obroniłem cię za to przed ochroną i policją. Z pewnością nie uszłoby ci to na sucho. Włamanie na przyjęcie to spore wykroczenie, Byun.
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- Miałeś przy sobie dokumenty. Byun Baekhyun, lat dwadzieścia dwa, student weterynarii, grupa krwi 0, urodzony dnia szóstego maja, roku...
- Dobra! - przerwałem mu. - Naprawdę studiowałeś wszystkie moje dokumenty?
- Miałeś przy sobie dowód, legitymację studencką i prawo jazdy. Nie było tego dużo.
- Okay, ale pewnej rzeczy nie rozumiem - mój głos zadrżał. - Czemu, do cholery, obudziłem się w twoim łóżku nagi?
Na jego ustach znów pojawiło się coś na kształt uśmiechu, jednak widząc mój zabójczy wzrok, szybko spoważniał, krzyżując ręce na piersi.
- Twoje ubrania nie nadawały się do spania.
- To wcale cię nie usprawiedliwia - powiedziałem chłodno.
- Wiem - odpowiedział tylko. - Ale mam wielką nadzieję, że mi wybaczysz, Byun Baekhyunie.
○ ○ ○
Naprawdę nie chciałem mu wtedy wybaczyć, jednak nie miałem ochoty na dalszą rozmowę. Wiedziałem, że im prędzej opuszczę to miejsce, tym lepiej dla mnie.
- Śniadanie odbędzie się za kwadrans. Zjesz ze mną? - spytał, oddając mi moje ciuchy, telefon i portfel wraz z dokumentami.
Z początku chciałem odmówić i jak najszybciej opuścić to chore miejsce, jednak w porę stwierdziłem, że nie warto rezygnować z darmowego śniadania i z lekką obawą przyjąłem jego propozycję.
Słysząc moją odpowiedzi Sehun skinął głową i zaprowadził mnie do łazienki, której drzwi znajdowały się na końcu pokoju. Było to dość duże pomieszczenie z ogromną narożną wanną, prysznicem i ogromnym lustrem. W rogu znajdował się sedes i umywalka, a całość pokryta była marmurowymi płytami. Kryształowe lampki wiszące na ścianach oblewały pomieszczenie delikatnym blaskiem, sprawiając, że łazienka wyglądała jak wciągnięta z bajki.
Miałem wielką ochotę wypróbować wielką wannę, jednak w porę przypomniałem sobie o czekającym na mnie Sehunie i zamiast kąpieli, zdecydowałem się na szybki prysznic. Postanowiłem wykorzystać fakt, że najprawdopodobniej znajduję się w domu jakiegoś młodego milionera i myjąc się zużyłem prawie pół butelki najdroższego żelu pod prysznic, jaki udało mi się znaleźć.
Kiedy wyszedłem z łazienki ubrany w moją kraciastą koszulę i czarne jeansy, pachnąc jak milion dolarów, Sehun czekał na mnie oparty o ścianę.
- Ładnie wyglądasz - rzekł obojętnie, wyciągając rękę w stronę moich lekko wilgotnych włosów.
Prychnąłem cicho, odpychając jego dłoń. Nie miałem zamiaru dać się uwieść.
Wyszliśmy z białego pokoju i udaliśmy się długim korytarzem do dwuskrzydłowych, białych drzwi, które Oh otworzył, wpuszczając mnie do środka. Pomieszczenie był duże i półokrągłe. Ściany pokrywały kwiatowe wzory w odcieniach błękitu i fioletu a podłoga wyłożona była jasnymi panelami. Całą ścianę naprzeciwko pokrywało wielkie okno, z którego widać było największy, najbardziej skomplikowany, a jednocześnie najpiękniejszy ogród jaki widziałem.Teraz byłem już niemal pewny, że Oh Sehun musi być milionerem.
Na środku pomieszczenia stał okrągły stolik zastawiony koszykami z pieczywem, spodkami z wędlinami i warzywami, małymi rogalikami i innymi smakołykami, których widok potęgował mój głód.
Sehun okazał się być nie tylko przystojnym milionerem, ale też dżentelmenem, kiedy odsunął mi krzesło, pozwalając usiąść, podczas, gdy sam zajął miejsce, po drugiej stronie stołu.
- Smacznego - rzekł, nalewając nam obu herbaty.
- Dziękuję - odparłem, nie będąc pewnym od czego zacząć.
Mimo rosnącego apetytu, nie wiedziałem czego spróbować najpierw i jak się zachować, by nie wyjść na wieśniaka w oczach Sehuna. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na rogalika wypełnionego dżemem brzoskwiniowym i kilka zbożowych ciasteczek.
Jedliśmy w ciszy, która po kilku dłużących się minutach stała się uciążliwa. Jedzenie było nad wyraz smaczne, lecz mimo to ograniczyłem się tylko to ciasteczek i rogalików, podczas, gdy Sehun miał na swoim talerzu jajka na twardo i kanapkę z serem i warzywami. Zastanawiałem się jak może wyglądać tak atrakcyjnie i seksownie nawet przy jedzeniu.
- Coś nie tak? - spytał, kiedy zauważył, że mu się przyglądam.
Spuściłem szybko wzrok, nie mogąc powstrzymać malujących się ma moich policzkach rumieńców. Sehun onieśmielał mnie aż za bardzo, choć przypuszczałem, że działa tak na każdego. Był typową osobą, która budziła wokół innych respekt i szacunek samym swoim wyglądem.
- Nie, nie - pokręciłem energicznie głową. - Po prostu już późno, a ja powinienem wracać do domu.
- Odwiozę cię, kiedy skończymy śniadanie - powiedział, nie odrywając wzrok od swojego talerza.
Prychnąłem cicho pod nosem, sięgając po kolejnego słodkiego rogalika. Gdyby nie fakt, że znajdowałem się w domu egoistycznego, młodego milionera, z pewnością zabrał bym ich kilka do domu. Były wręcz uzależniające.
Nagle spokojną ciszę przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Moje spojrzenie, wraz ze spojrzeniem Sehuna przeniosło się na wysokiego mężczyznę stojącego w drzwiach w czarnych spodniach, kamizelce, białej koszuli i schludnie zawiązanym wokół szyi czarnym krawacie. Miał na oko około pięćdziesiąt lat i głowę porośniętą nielicznymi siwymi włosami, oraz śmieszne okrągłe okulary.
- Paniczu Oh - zaczął, a jego głos przypominał mi głos śpiewaka operowego z wyraźnie brytyjskim akcentem. - Przyjechał pański ojciec. Chce się z panem natychmiast spotkać.
Sehun zmarszczył groźnie brwi.
- Przekaż mu, że mam gościa i nie prędko znajdę wolną chwilę - odpowiedział, powracając do przerwanego posiłku.
- Pan Oh oczekuje natychmiastowego spotkania - nalegał staruszek z rękoma założonymi za plecami.
- Nie mam teraz czasu - uciął Sehun, zirytowany zachowaniem mężczyzny.
Cóż, szczerze mówiąc mnie też ten facet zaczynał irytować.
- Co mam przekazać?
- Że mam do cholery gościa - rzekł agresywnie Sehun, sztyletując wzrokiem niewzruszonego tym mężczyznę, który jedynie skłonił się nisko i zniknął za drzwiami.
- Kto to był? - spytałem, zaraz po tym jak staruszek wyszedł.
- Sebastian - westchnął Sehun, upijając łyk herbaty. - Pracuje w naszej rodzinie od lat.
- Prywatny lokaj? - zdumiałem się. Dotychczas miałem styczność z takimi klimatami tylko na filmach.
Sehun jedynie skinął głową, jakby nie miał już siły, by odpowiedzieć, a ja uśmiechnąłem się delikatnie.
Otaczający mnie luksus zaczynał mi się podobać.
○ ○ ○
- Gdzie mieszkasz? - spytał, kiedy prowadził mnie w kierunku wyjścia z budynku, a ja miałem okazję obejrzeć nieznane mi długie korytarze z rzędami obrazów na ścianach i pięknymi rzeźbami stojącymi w rogach.
- Nie wiem, czy mogę ci powierzyć taką informację - zawahałem się, kiedy ustaliśmy w hallu otoczeni większą ilością pięknych rzeźb.
- Dobra, nieważne - westchnął, po czym pociągnął mnie w stronę drzwi z witrażowymi okienkami.
Wyszliśmy na podwórko, stojąc na wysokich, białych schodach, skąd widać było wielki ogród z fontannami i innymi bajerami, projektowany na kształt labiryntu. Kiedy prowadził mnie w stronę ukrytego na tyłach garażu, byłem pewny, że nic mnie już nie zaskoczy. Oh Sehun miał dosłownie wszystko!
Prawdziwe zaskoczenie czekało mnie jednak, kiedy wewnątrz garażu ujrzałem rząd lśniących aut, wyglądających, jakby dopiero co wyjechały z salonu.
- Którym wolisz jechać? - spytał Sehun, beznamiętnie przechodzą pomiędzy krwistoczerwonym sportowym kabrioletem, a czarnym Lexusem.
Zaniemówiłem, a widząc moją reakcję chłopak postanowił wybrać sam i nim się obejrzałem, w jego ręku znalazły się kluczyki to srebrnego Porsche, stojącego na samym końcu. Oniemiały poszedłem w jego kierunku, aby po chwili zająć miejsce od strony pasażera. Szczerze mówiąc, nigdy nie jechałem czymś droższym od zwykłej Toyoty mojej mamy.
- Zapnij pasy - mruknął Sehun z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy, nakładając na nos ciemne okulary.
Uruchomił auto, napawając się dźwiękiem pracującego silnika, po czym naciskając kilka przycisków na swoim iPhonie otworzył wielkie drzwi garażu, a następnie wyjechał na podjazd i skręcił w stronę czarnej bramy, otaczającej posiadłość.
Prawdziwa jazda zaczęła się z chwilą, kiedy samochód wyjechał na pustą asfaltową drogę, a tam Sehun ignorując zupełnie ograniczenia prędkości zaczął ścigać się sam ze sobą, sprawiając, że dostawałem mdłości. Nie byłem przyzwyczajony do tak szybkiej jazdy.
- Zwolnij! - rozkazałem mu, chwytając go za nadgarstek.
- Przepraszam - uśmiechnął się niewinnie, zwalniając, kiedy wjeżdżaliśmy do miasta. - Lubię szybkości.
- To dlatego masz tak sporą kolekcję sportowych samochodów w garażu? - spytałem.
- Część z nich należy do mojego ojca.
- Kim on do cholery jest, że macie tyle szmalu, by topić go w takich luksusach? - spytałem, czując nieodpartą ciekawość.
- Tajemnica - zaśmiał się Oh, parkując pod domem, w którym mieszkałem wraz z moimi szurniętymi znajomymi z uczelni.
Srebrne Porsche Sehuna zdecydowanie wyróżniało się na tle tamtejszych samochodów i domów. Nie pasowało to klimatów, w których żyłem. Cały Sehun nie pasował do mnie i mojego ubogiego życia.
- Skąd wiedziałeś gdzie jechać? - zdziwiłem się. - Przecież ci nie mówiłem.
- Masz swój adres w dokumentach - odpowiedział, jakby była to najbardziej oczywista rzecz.
- Racja - przytaknąłem i mentalnie uderzyłem się w twarz.
- Do zobaczenia w sobotę, Baekhyun - pożegnał się chłopak, a ja zatrzymałem się w bezruchu.
- W jaką sobotę? - zdumiałem się.
- Mój ojciec znów robi jakiś bankiet lub coś w tym rodzaju. Pojawisz się, prawda?
- Zwariowałeś? - prychnąłem.
Sehun zdjął ciemne okulary, widocznie nie usatysfakcjonowany moją odpowiedzią.
- Więc sobota ci nie odpowiada? Co powiesz na piątek?
- Nie, Sehun.
- Niedziela?
- Nie! - wybuchnąłem. - Nie spotkam się z tobą!
- Czemu? - spytał.
- Bo ja... - zaciąłem się w połowie zdania, nie wiedząc czemu w zasadzie nie chciałem się spotkać z Sehunem. Szczerze mówiąc nic nie stało na przeszkodzie, a jednak jakaś cząstka mnie podpowiadała, że to spotkanie do zły pomysł.
- Więc? - dociekał Sehun.
- Dobra. W sumie możemy się spotkać - odparłem zrezygnowany.
- Świetnie - Oh uśmiechnął się i założył na nos swoje ciemne Ray Ban'y. - Do zobaczenia w piątek, Baekhyun.
Machnąłem mu tylko ręką na pożegnanie, odchodząc w stronę domu, gdzie już czekali na mnie stęsknieni Chanyeol, Kyungsoo i nasz pies Boo, który rzucił się na mnie, liżąc mnie po twarzy krótko po tym, jak przekroczyłem próg domu.
○ ○ ○
Przez następny tydzień byłem tak zajęty studiami i nauką, że o spotkaniu z Sehunem przypomniałem sobie dopiero kiedy rankiem w słoneczny piątek zobaczyłem pod swoim domem srebrne Porsche, którym odwoził mnie ostatnim razem. Samochód lśnił w blasku słońca, a ja uświadomiłem sobie jak wielkim szczęściarzem jestem. Bo przecież nie każdy umawia się z młodym, przystojnym milionerem, posiadającym bez wątpienia największą willę w kraju.
- Baek - usłyszałem za sobą głos Kyungsoo i odwróciłem się, ciągle mając przed oczami auto Sehuna.
- O co chodzi?
- Przed naszym domem stoi jakiś nieznajomy facet i pyta o ciebie. Mam się martwić? - Kyungsoo zmarszczył brwi, a ja jedynie się zaśmiałem.
- Nie, nie - odparłem. - Przekażcie mu, że zaraz zejdę.
- Skąd go znasz? - spytał chłopak, nadal stojąc w progu pokoju.
- To długa historia. Opowiem ci, kiedy wrócę, okay? - powiedziałem tylko i zniknąłem w łazience, gdzie przez kolejne kilka minut szorowałem swoje ciało pod prysznicem.
Jako, iż dzień zapowiadał się naprawdę upalnie, zdecydowałem się założyć luźną białą koszulkę, jeansy i moje nieodłączne czarne Converse, które były idealnym dopełnieniem każdego zestawu. Wychodząc z domu w pośpiechu wpakowałem do kieszeni telefon, klucze i portfel, po czym niemal biegiem ruszyłem w stronę drogiego auta.
Sehun czekał na mnie oparty o maskę samochodu, przeglądając coś w telefonie, a na mój widok uśmiechnął się promiennie. Ubrany był tym razem w brązową marynarkę, koszulę ze spiczastym kołnierzykiem i dopasowane spodnie. Na jego nosie znów znajdowały się ciemne okulary, a jego włosy zaczesane były do tyłu.
- Cześć, Sehun - uśmiechnąłem się, kiedy chłopak podszedł w moją stronę i spłonąłem rumieńcem w chwili, kiedy poczułem jak delikatnie mnie obejmuje.
- Cześć, Baekhyun - rzekł, odrywając się ode mnie niechętnie. - Wsiadaj.
Zająłem miejsce pasażera obok Sehuna, który zaraz po odpaleniu silnika kulturalnie włączył klimatyzację. Zacząłem powoli przyzwyczajać się do tego wszechobecnego luksusu i wygód.
Zacząłem też przyzwyczajać się do Sehuna.
○ ○ ○
Tego dnia w posiadłości Sehuna odbywały się przygotowania do jutrzejszego bankietu, organizowanego przez jego ojca, toteż obaj woleliśmy nie wchodzić w drogę pracującej służbie i zaszyliśmy się w pokoju chłopaka. Był to ten, w którym obudziłem się tamtego dnia, lecz nie zauważyłem w nim wielu szczegółów, jak na przykład wielki telewizor wiszący na ścianie, czy schowek na wino ukryty w tajnej półce pod warstwą tapety. Tego dnia wszystko wyglądało jeszcze bardziej perfekcyjnie i jeszcze drożej, przez co jeszcze bardziej bałem się czegokolwiek dotknąć.
- Gdzie idziesz? - spytałem, kiedy chłopak skierował się w stronę wyjścia z pokoju.
- Zaraz wrócę - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Muszę uprzedzić ojca, że wrócimy później.
- Że co? Skąd wrócimy?
Sehun jedynie uśmiechnął się tajemniczo i puścił mi oczko, znikając za drzwiami i pozostawiając mnie samego z moimi chorym myślami. Ten rozpuszczony bachor nie przestawał mnie zaskakiwać.
○ ○ ○
- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?
- To ma być niespodzianka - uparł się Sehun, znów wsuwając na nos ciemne okulary.
- A powiesz mi chociaż czemu za każdym razem jedziemy innym samochodem? - spytałem, zerkając na krajobraz przesuwający się za oknem.
- Lubię zmiany.
- Ta odpowiedź mi nie wystarcza - prychnąłem. Zachowanie Sehuna, podobnie jak jego krótkie odpowiedzi zaczynały mnie irytować. Cały on zaczynał mnie irytować.
- Jesteś bardzo wymagający, Baekhyun - uśmiechnął się, skręcając i wjeżdżając w wąską uliczkę na obrzeżach miasta.
Nie wiedziałem po co przyjechaliśmy do takiego miejsca, ale jednocześnie nie chciałem pytać, bo wiedziałem, że pewnie otrzymałbym jedynie irytującą zdawkową odpowiedź, która rozwścieczyłaby mnie do granic możliwości.
Kiedy czarne Maserati Sehuna zaparkowało pod podejrzanie wyglądającym domem w otoczeniu podobnych drogich samochodów, byłem już niemal pewny, że to co tam zastaniemy z pewnością mi się nie spodoba. Nie pasowałem go luksusów i tego całe przepychu. Wszystko było dla mnie obce i zdecydowanie nie czułem się w tym wszystkim dobrze.
- Wysiadaj - rzucił tylko Sehun, znów przybierając swój obojętny wyraz twarzy.
Skinąłem głową. Wiedziałem, że nie mogę się już wycofać. Nie ważne gdzie chciał mnie zabrać, ja postanowiłem sobie, że nie spytam go o to. Pójdę tam, gdzie mnie zaprowadzi.
Już po kilku krokach do moich uszu dotarła głośna muzyka i dźwięk ludzkich głosów. Wzdrygnąłem się lekko, czując jak moje wnętrzności przekręcają się o sto osiemdziesiąt stopni, jednak cały stres minął, kiedy Sehun złapał moją dłoń i poprowadził mnie w stronę dużej posiadłości, skąd dobiegał hałas.
- Uspokój się. Chcę cię tylko przedstawić moim znajomym - powiedział, a na jego twarzy cały czas tkwił kamienny wyraz.
- Nie mogłeś powiedzieć mi o tym od razu? - westchnąłem. - Ubrałbym się jakoś lepiej i w ogóle.
- Wyglądasz dobrze - rzekł, jakby naprawdę myślał, że jego słowa sprawią, że poczuję się lepiej.
W rzeczywistości z każdą chwilą było coraz gorzej, a ja panicznie zastanawiałem się dlaczego właśnie ja wpadłem w ręce tego bogatego dupka, zmieniającego auta jak skarpetki.
○ ○ ○
We wnętrzu domostwa jednak wcale nie było tak źle. Większość tańczących ludzi było zbyt zajętych sobą, by nawet na mnie spojrzeć, co bardzo mi odpowiadało. Głośna muzyka dudniła z głośników stojących pod ścianą olbrzymiego salonu, a wykładana jasnymi kaflami podłoga drżała pod ciężarem setek ludzi, poruszających się w szaleńczym tańcu.
- Jak można imprezować o tak wczesnej godzinie? - zapytałem na głos, jednak Sehun nie był w stanie mnie usłyszeć, przez hałas panujący wokół.
Zamiast tego ścisnął mocniej moją pocącą się dłoń i swobodnie poprowadził mnie w stronę chłopaka stojącego przy wyjściu do ogrodu.
- Witaj, Sehun! - uśmiechnął się chłopak.
Był być może w wieku mojego towarzysza. Czarne włosy sterczały mu na wszystkie strony, a twarz o przyjemnych rysach rozjaśniona była perlistym uśmiechem, w którym chłopak eksponował swoje równe uzębienie. Ubrany był w marynarkę z podwiniętymi rękawami, zwykły biały t-shirt i spodnie idealnie opinające jego szczupłe nogi. W dłoni trzymał krwistoczerwonego drinka, w którym co chwila maczał swoje pełne, lekko zaróżowione usta. Miał ciemną karnację, kontrastującą z bielą koszulki i biła od niego nieprzyjemna woń alkoholu i potu, która zupełnie mi się nie podobała.
Był być może w wieku mojego towarzysza. Czarne włosy sterczały mu na wszystkie strony, a twarz o przyjemnych rysach rozjaśniona była perlistym uśmiechem, w którym chłopak eksponował swoje równe uzębienie. Ubrany był w marynarkę z podwiniętymi rękawami, zwykły biały t-shirt i spodnie idealnie opinające jego szczupłe nogi. W dłoni trzymał krwistoczerwonego drinka, w którym co chwila maczał swoje pełne, lekko zaróżowione usta. Miał ciemną karnację, kontrastującą z bielą koszulki i biła od niego nieprzyjemna woń alkoholu i potu, która zupełnie mi się nie podobała.
- Cześć, Kai - Sehun podał mu dłoń, jednak nadal nie zdejmował z twarzy pokerowego wyrazu.
Czy tylko ja byłem osobą, która widziała jego uśmiech?
- Kogo tym razem ze sobą przyprowadziłeś? - brunet zmierzył mnie wzrokiem, uśmiechając się lekko.
- To Baekhyun - Oh wskazał na nasze złączone dłonie. - Poznałem go jakiś czas temu.
- Miło cię poznać, Baekhyun - Kai posłał mi serdeczny uśmiech, który odwzajemniłem. Wbrew bijącej od niego woni alkoholu, wcale nie wyglądał na pijanego.
- Może pójdziemy się napić? - zaproponował Sehun. - Baekhyunowi przyda się coś na rozruszanie.
Szturchnąłem go lekko łokciem, na co Kai zaśmiał się dźwięcznie.
- Jasne. Bar jest po lewej.
- Jak zawsze - odparował Sehun, prowadząc mnie w stronę wskazanego przez chłopaka miejsca.
Wkrótce przekonałem się, że mówiąc "chodźmy się napić", Sehun miał na myśli jedynie wlewanie we mnie różnorakich trunków, samemu nawet nie próbując alkoholu. Cały czas trzymał się z boku, pozwalając mi rozmawiać z innymi ludźmi przy barze, żartować i pić coraz to więcej. Od różnokolorowych drinków zaczęło mi się kręcić w głowie, a głosy nowo poznanych osób zlepiać w jedną całość, jednak czułem się naprawdę dobrze. Być może nawet zbyt dobrze, by przejmować się swoim stanem.
- Dlaczego nie pijesz? - spytałem Sehuna, kiedy sam byłem już dość wstawiony.
- Chyba nie zapomniałeś o tym, że przyjechałem samochodem? - chłopak puknął się w czoło, jednak jego twarz nadal pozostała bez wyrazu.
- Nie sądziłem, że jesteś tak... odpowiedzialny - stwierdziłem. - Na pierwszy rzut oka wyglądałeś na rozpuszczonego bachora, Oh.
- Taki właśnie jest. Nie znasz jego złej strony - rzekł Kai, pojawiając się przy nas znikąd.
- Nie psuj mi opinii - Sehun zmierzył go łagodnym spojrzeniem i żartobliwie szturchnął w ramię.
- Rozerwij się trochę, sztywniaku! - brunet zaśmiał się, ukazując w uśmiechu uzębienie. Musiałem przyznać, że kiedy się uśmiechał był naprawdę czarujący.
- Zostawmy go, Kai. Jest nudny - rzekłem, dokańczając mojego drinka i ciągnąc bruneta za rękaw marynarki.
- Racja - uśmiechnął się w odpowiedzi, a ja odwzajemniłem uśmiech, lekko chwiejąc się na boki.
Pozostawiliśmy Sehuna podpierającego ściany, a sami ustaliśmy w rogu rozmawiając. Można powiedzieć, że po paru zdaniach Kai usiłował ze mną flirtować, a ja z uśmiechem odpowiadałem na każdą próbę uwodzenia mnie. Być może byłem już wtedy zbyt pijany, by pomyśleć o konsekwencjach, ale Kai naprawdę zaczynał mi się podobać.
- Chodźmy zatańczyć - rzekł w końcu.
- Dawno nikt mi tego nie proponował - uśmiechnąłem się idąc wraz z nim w stronę zapełnionego parkietu. Alkohol dodał mi nieznanej dotąd odwagi i obudził drzemiące we mnie pragnienie.
- Naprawdę? - zdziwił się Kai. - Byłem przekonany, że na imprezach jesteś otaczany przez wianuszek wielbicieli, Baekhyunnie.
- Skąd ta myśl?
- Już po spojrzeniu na ciebie, można się domyślić, że dobrze się ruszasz - uśmiechnął się przebiegle, kiedy falowaliśmy na parkiecie.
Muzyka zanikała w moim umyśle, pozwalając obudzić się dzikości, która zawładnęła zarówno sercem, jak i rozumem, kiedy zatopieni w tańcu wraz z Kaiem posuwaliśmy się coraz dalej, dając ponieść się nieznanej sile namiętności. Czułem jego dłonie na moim ciele i wiedziałem, że powinniśmy przestać, jednak chęć poznania bruneta i zatracenia się całkowicie była silniejsza.
- Miałem rację, Baekhyun - wymruczał tuż przy moim uchu, kiedy erotycznie otarłem się o niego, pozwalając Kaiowi objąć dłońmi moje pośladki. - Naprawdę dobrze się poruszasz.
- Nie musisz mi tego mówić - zaśmiałem się, ledwo kontaktując. Woń alkoholu i przyciągające spojrzenie chłopaka sprawiły, że mój rozum wyparował, pozostawiając wewnątrz mnie jedynie dziką namiętność i pragnienie Kaia.
- Zamierzasz mnie pocałować? - spytałem, kiedy brunet zbliżył swoją twarz do mojej, a ja powstrzymałem chęć skosztowania jego pełnych ust.
- Tak - odpowiedział bez skrępowania. - Bardzo chcę cię teraz pocałować, Baekhyunnie.
Zamknąłem oczy, czując ciepły, przesiąknięty zapachem alkoholu oddech chłopaka na mojej twarzy i spłonąłem rumieńcem, kiedy jego miękkie usta zderzyły się z moimi. Owinąłem ramiona wokół jego szyi, pragnąc go bardziej, a on w odpowiedzi pogłębił pocałunek. Całe moje ciało płonęło, a ja pragnąłem, by Kai ugasił ten palący żar.
Już chciałem po raz kolejny zatracić się w smaku ciepłych warg bruneta, jednak przeszkodziła mi w tym czyjaś ręka, boleśnie zaciskająca się na moim ramieniu.
- Sehun?! - pisnąłem, widząc chłopaka, który siłą wyciągał mnie z tłumu.
- Pora się zbierać - rzekł, a ja ledwo go słyszałem przez ogłuszającą muzykę.
Zdążyłem tylko rzucić Kaiowi przepraszające spojrzenie i obserwować jak zaczyna tańczyć z kimś innym, nim Sehun wypchnął mnie za drzwi posiadłości i poprowadził w stronę parkingu. Film urwał mi się w momencie, kiedy poczułem pod sobą skórzaną tapicerkę i zamknąłem powieki, znużony głębokim snem.
Tak jak się spodziewałem, rankiem obudziłem się w łóżku Sehuna, lecz tym razem nie byłem w nim sam. Po krótkiej chwili, zauważyłem, że Oh również spał, ułożony obok mnie i odwrócony w moją stronę plecami. Z początku miałem ochotę udusić go poduszką i po raz kolejny wygarnąć mu, że nie ma prawa bez mojej zgody przywozić mnie do swojego domu i pakować do łóżka, jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że sytuacja w jakiej się znajdowałem nie była taka zła. W końcu leżenie w obok przystojnego, młodego milionera nie było czymś nie do zniesienia. Wręcz przeciwnie. Sehun zaczynał mi się coraz bardziej podobać.
- Już nie śpisz? - mruknął, odwracając się do mnie i uśmiechając sennie.
- Jak widać nie - odparłem chłodno, lecz po chwili zupełnie zmieniłem moje nastawienie i wtuliłem się w ramię Sehuna, obejmując jego szyję. - Mógłbym się do tego przyzwyczaić, Sehun.
- Do czego?
- Do tego jak mnie traktujesz - uśmiechnąłem się lekko. - Jesteś jak książę zajmujący się swoją księżniczką.
Sehun parsknął śmiechem, a jego dłoń pogładziła lekko moje nagie plecy.
- Rola księcia bardzo mi się podoba - stwierdził. - I mógłbym się do niej łatwo przyzwyczaić.
Spłonąłem soczystym rumieńcem, czując usta chłopaka na swojej szyi, lecz wszystko co robił zaczynało mi się bardzo podobać.
- Dlaczego wczoraj tak szybko wyciągnąłeś mnie z imprezy?
- Szybko? - powtórzył Sehun, marszcząc brwi. - Była trzecia nad ranem, a ty ledwo kontaktowałeś. Masz naprawdę słabą głowę, Byun Baek.
- Kai by się mną zajął - uśmiechnąłem się perwersyjnie, chcąc podroczyć się z młodszym.
- Nie, Baekhyun. Kai by się tobą nie zajął.
- Dlaczego nie?
- Jest moim kuzynem, ale mamy zupełnie różne charaktery - wyjaśnił Oh. - Nie jest takim dżentelmenem jak ja.
Parsknąłem cichym śmiechem, słysząc słowa chłopaka.
- Nie schlebiaj sobie - odparłem, starając się brzmieć poważnie, jednak po chwili znów się roześmiałem, chowając twarz w zagłębieniu szyi bruneta.
Wbrew moim przekonaniom nasza znajomość nie skończyła się po kilku wspólnych wypadach i imprezach u jego znajomych. Mijał drugi miesiąc naszej "przyjaźni", a ja z bólem odkrywałem, że zaczynam się do niego przywiązywać.
- To rozpuszczony dupek, Baek - rzekł pewnego dnia mój przyjaciel Kyungsoo. - Nie pozwalaj mu się tobą bawić.
- Gdybyś go poznał, miałbyś o nim inne zdanie - wywróciłem wtedy oczami, zupełnie ignorując jego uwagi.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem co mnie spotka i jakie niespodzianki niesie ze sobą Sehun.
Przełom w naszej znajomości nastąpił jakoś pod koniec maja. Był to weekend, który spędzaliśmy na prywatnej plaży jego ojca pijąc i śmiejąc się.
- To zabawne, Sehun - zacząłem nagle, zupełnie zmieniając temat. - Nie wiem o tobie kompletnie niczego poza tym, że jesteś narwanym milionerem i synem najbogatszego człowieka w Seulu, podczas gdy ty wiesz o mnie wszystko, bo już na samym początku prześledziłeś moje dokumenty.
Oh posłał mi rozbawione spojrzenie, pijąc przez słomkę piwo z puszki.
- Co chciałbyś o mnie wiedzieć, Byun?
- Wszystko - odparłem bez zastanowienia.
- Okay - zaśmiał się Sehun. - Pobawmy się tak: ty pytasz, ja odpowiadam.
- Dobra - uśmiechnąłem się lekko. - Kim jest twój ojciec i dlaczego jesteś tak cholernie bogaty?
- Od początku chciałeś o to zapytać, prawda? - roześmiał się chłopak, nim w końcu zdecydował się odpowiedzieć. - Moja rodzina ma bliskie powiązania z brytyjską rodziną królewską.
- Bliskie powiązania? - powtórzyłem, wytrzeszczając oczy.
- Interesy - odparł Sehun. - Łączą nas interesy.
- Rozumiem - przytaknąłem.
- Następne pytanie.
- Ile dokładnie masz lat? - spytałem.
- Na ile wyglądam? - uśmiechnął się delikatnie brunet, zsuwając z nosa ciemne okulary.
- Dwadzieścia - odparłem. - Zgadłem?
- Owszem, niedawno skończyłem dwadzieścia - skinął głową Sehun.
- Ty i Kai jesteście bliską rodziną? - podzieliłem się z nim kolejnym nurtującym mnie pytaniem.
- Kai jest moim kuzynem, ale utrzymujemy bliskie stosunki. Mieszkamy w końcu w jednym mieście i głupio byłoby udawać, że się nie znamy - odpowiedział. - Ale miałeś pytać o mnie, nie o Kaia.
- Ech, jesteś zazdrosny, prawda?
Sehun uniósł brwi ku górze, mierząc mnie uważnym spojrzeniem.
- To jedno z pytań?
- Tak - odpowiedziałem. - Zawsze kiedy mówię o Kaiu jesteś zazdrosny, tak?
Oh westchnął głęboko, poprawiając swoją opadającą na oczy grzywkę i wlepił wzrok w fale rozbijające się o brzeg naprzeciw nas.
- Tak, jestem zazdrosny - odpowiedział bezwstydnie.
- Wiedziałem.
- Chorobliwa zazdrość to moja największa wada. Masz jeszcze jakieś pytania?
- Chyba nie - pokręciłem głową, choć było jeszcze jedno pytanie, które męczyło mnie od samego początku. - Mogę zapytać o coś bardziej osobistego?
- Osobistego? - powtórzył Sehun.
- Coś bardzo osobistego - uściśliłem, czując dziwną gulę w gardle.
- Jeżeli nie podzielisz się tymi informacjami z paparazzi to jestem gotowy ci zaufać. Pytaj.
Wziąłem głęboki oddech i ułożyłem sobie w myślach idealną kolejność słów, które zamierzałem wypowiedzieć. Zadawanie Sehunowi osobistych pytań było jeszcze bardziej męczące, niż samodzielne doszukiwanie się odpowiedzi.
- Sehun... czy masz jakieś rodzeństwo? - spytałem.
- Nie - pokręcił głową chłopak. - Czemu o to pytasz?
Zmieszałem się lekko, nie wiedząc jak wybrnąć z niewygodnej sytuacji, w jakiej niewątpliwie się znalazłem.
- Twoja rodzina ogranicza się jedynie do ojca?
Tym razem Sehun się zmieszał, wbijając wzrok w puszkę smakowego piwa.
- Tak. W sumie to tak - odparł.
- Co się stało z twoją... mamą? - spytałem, choć wiedziałem, że w tamtej chwili powinienem ugryźć się w język i nie drążyć dalej tematu.
Sehun uśmiechnął się lekko, lecz ja łatwo zauważyłem, że był to smutny uśmiech.
- Umarła, gdy miałem trzy lata. Nie jestem w stanie jej pamiętać.
Poczułem jak po plecach przechodzi mi dreszcz, a serce zaczyna mi wprost więdnąć ze współczucia.
- Tak bardzo mi przykro - powiedziałem cicho.
- Niepotrzebnie - wzruszył ramionami chłopak. - Tak jak mówiłem nie pamiętam mojej mamy, więc nie mam w sumie za czym tęsknić. Niczego mi nie brakuje.
W tamtym momencie miałem ochotę się śmiać, widząc jak bardzo Sehun jest głupi, myśląc, że nie zauważam tego jak przybity jest mówiąc o swojej zmarłej rodzicielce. Zacząłem czuć, że jest on bardziej wrażliwy, niż mi się wydaje, a co za tym idzie starałem się odkryć każdą jego część, by poznać lepiej tą skomplikowaną osobę, jaką był Oh Sehun.
- Przyjedź do mnie na weekend - zaproponował mi pewnego upalnego popołudnia, kiedy po męczącym dniu na uczelni relaksowałem się w uroczej kawiarni na przedmieściach w towarzystwie Sehuna.
- Nie wiem czy znajdę wolną chwilę - mruknąłem. - Mam dużo nauki.
- Nauka może poczekać - wywrócił oczami Oh, zatapiając usta w swojej pienistej, mrożonej kawie.
- Tak bardzo ci zależy? - spytałem, śmiejąc się cicho.
Chwilami Sehun przypominał mi małego chłopca.
- Mojego ojca nie będzie przez cały weekend - odparł. - A co za tym idzie nie będzie też jego nachalnych znajomych kręcących się po domu.
- Będzie tam ktoś oprócz mnie? - spytałem zaciekawiony wizją spędzenia weekendu w posiadłości Sehuna.
- Nie. Tylko ty i ja - uśmiechnął się zalotnie.
- Interesująco - mruknąłem, rozsmakowując się w moim orzeźwiającym sorbecie wieloowocowym.
- Powiedziałbym raczej, że romantycznie - uśmiechnął się zalotnie, po raz kolejny próbując ze mną nieudolnie flirtować.
- Już nie mogę się doczekać - odparłem, uświadamiając sobie, że uroki Sehuna coraz bardziej na mnie działają.
Z początku byłem odporny na jego próby uwodzenia, jednak wtedy wszystko się zmieniło, a Oh zaczynał mnie coraz bardziej pociągać, przez co można było uznać, że byłem nim kompletnie zaślepiony.
Po powrocie do mojego mieszkania, dzielonego z dwójką idiotów i nadpobudliwym psem od razu wpadłem do salonu, rozkładając się na kanapie, która nawet nie mogła się równać z wielką, skórzaną kanapą w posiadłości Sehuna.
- Widzę, że spotkanie z twoim księciem się udało, księżniczko Byun - zaświergotał Yeol, zajęty w kuchni smażeniem boczku.
Smażony bekon był jedynym daniem, które umiał samodzielnie przygotować, toteż kiedy Kyungsoo nie było w domu Chanyeol był zmuszony posilić się swoim popisowym posiłkiem.
- Jadę do niego na weekend - westchnąłem rozmarzonym głosem.
- Jesteś pewien, że to bezpieczne? - spytał rudy, siadając obok mnie z talerzem pełnym plasterków przysmażonego, a raczej spalonego, bekonu.
- Znam go wystarczająco długo, by mu ufać - odparłem.
- Co jest w nim takiego specjalnego, że spotykasz się z nim tak często? - spytał nagle Kyungsoo, wynurzając się z łazienki w różowym szlafroku w panterkę.
- Dużo - odpowiedziałem. - Choćby to, że jest milionerem, a sama jego sypialnia jest czterokrotnie większa od całego naszego domu.
- Zachowujesz się jak zakochana nastolatka - parsknął śmiechem Chanyeol, niemal krztusząc się zwęglonymi kawałkami mięsa.
- Nie jestem w nim zakochany, okay? To zwykła znajomość - rzekłem wtedy, oblewając się soczystym rumieńcem, choć moi przyjaciele mieli zupełną rację.
Już wtedy powoli zakochiwałem się w Sehunie, popełniając jeden z najgłupszych błędów w moim krótkim życiu, będącym pasmem rozczarowań i niepowodzeń.
W piątek po skończonych zajęciach na uczelni doznałem szoku, widząc na parkingu przed budynkiem czarne Lamborghini, niewątpliwie należące go Sehuna, który z delikatnym uśmiechem opierał się o maskę, przeglądając coś w swoim kurewsko drogim iPhone'nie.
- Cześć, Baek - przywitał się, zsuwając z nosa swoje ciemne okulary.
- Hej - odparłem, a chłopak uraczył mnie delikatnym, w stu procentach przyjacielskim przytuleniem na powitanie, które mimo tego, że było tylko przyjacielskie, sprawiło, że na moich policzkach pojawiły się irytujące rumieńce, które Oh musiał zauważyć.
Widziałem, jakie zainteresowanie wśród innych studentów wzbudził samochód Sehuna i sama jego obecność, a ja poczułem się dumny z tego, że mam tak bliskie kontakty z kimś, kto wzbudza takie zainteresowanie, zwłaszcza wśród żeńskiej części uczelni.
- Napijesz się? - spytał Sehun, nalewając do małej szklaneczki odrobinę jakiegoś trunku i zalewając to wszystko sokiem.
- Skuszę się, jeżeli przygotujesz mi dobrego drinka - odparłem, uśmiechając się uwodzicielsko, a Oh od razu wyczuł, że usiłuję z nim flirtować i z chytrym uśmieszkiem na twarz zajął się przygotowywaniem mojego trunku.
W myślach już słyszałem co powiedzieliby moi przyjaciele, gdyby byli ze mną w tej sytuacji, a zwłaszcza Kyungsoo, który wielokrotnie ostrzegał mnie przed groźnymi typami, którzy dorzucają groźne pigułki gwałtu naiwnym, uroczym chłopcom, takim jak ja.
- Gotowe - odparł Sehun, stawiając przede mną gotowego drinka o kolorze ciemnego fioletu.
Wziąłem szklankę do rąk i powoli obserwowałem zawartość, doszukując się owej groźnej pigułki gwałtu.
- Niczego tam nie dosypałeś? - spytałem pół żartem, pół serio, lecz Sehun odebrał to w zupełności jako żart.
- Spokojnie. Gdybym chciał cię w moim łóżku najpierw sprawiłbym, że oszalałbyś na moim punkcie i sam chciał się ze mną kochać - uśmiechnął się niegrzecznie.
Zamarłem w bezruchu, słysząc jak bezwstydnie wypowiada te słowa, sprawiając, że moje policzki oblały się czerwienią. Nikt nie działał na mnie tak jak on.
- Czasami jesteś zbyt pewny siebie - zaśmiałem się pod nosem, upijając łyk smakującego czereśniami drinka, a po chwili znów kontynuowałem naszą "niewinną" rozmowę. - Więc z twojej wypowiedzi mam wnioskować, że skoro jeszcze nie sprawiłeś, że oszalałem, to nie jestem w twoim typie?
Sehun analizował moje słowa przez dłuższą chwilę, opierając się plecami o drewniany barek, gdzie znajdowały się wszystkie trunki i soki. Szybko zauważyłem, że wprawiłem go w zakłopotanie.
- Więc jeszcze nie oszalałeś na moim punkcie? - na jego ustach zagrał ten niegrzeczny uśmiech, który coraz bardziej lubiłem.
Zmieszałem się lekko, wyszukując w głowie jakiejś sensownej odpowiedzi. Równie dobrze mógłbym rzucić głupie: "Kocham cię, Sehun. Bierz mnie tu i teraz", ale nie chciałem. Nasza gra rozwijała się bardzo powoli, rozbudzając pożądanie w nas obojgu.
- A powinienem?
Moja odpowiedź wyraźnie zdziwiła Sehuna, który uniósł brwi ku górze i zamrugał szybko powiekami.
Jeden-zero, rozpuszczony bachorze.
- Chcesz powiedzieć, że to całe odwożenie cię, zapraszanie do mnie i stawianie ci drinków nie podziałało? - powiedział Oh, udając zdziwionego. - Inni zawsze się na to łapali.
Poczułem zimny dreszcz przechodzący mi po plecach.
- Inni?
Sehun uśmiechnął się pod nosem, patrząc na mnie rozbawiony.
- Żartowałem - wyjaśnił.
- Nieśmieszne.
- Chciałem zobaczyć, czy będziesz zazdrosny.
Jeden-jeden, narwany idioto.
- Niby o co miałbym być zazdrosny? - rzekłem, znów przybierając obojętny wyraz twarzy. - Przecież to normalne, że ktoś taki jak ty szybko się znudzi jedną osobą.
Sehun zaniemówił, wyglądając na urażonego, a ja od razu poczułem, że trafiłem w jego czuły punkt, który skrywał pod maską zimnego i bezwzględnego pana miliardera.
Dwa-jeden, Hunnie.
- Nie znudziłeś mi się przez te trzy miesiące, więc raczej wytrzymam z tobą kolejne - wywrócił oczami, nalewając do swojej szklaneczki Whiskey i wypijając ją jednym duszkiem.
- To raczej ja wytrzymam z tobą - parsknąłem, czując, że tym razem to Sehun mnie uraził.
Dwa-dwa, mięczaku.
- Spokojnie, Baek. Tylko żartowałem - uśmiechnął się delikatnie. - Wytrzymam z tobą o wiele więcej miesięcy.
- Pocieszające - parsknąłem, udając obrażonego.
- Nie gniewaj się na mnie, Baekhyunnie.
Spojrzałem na niego spod mojej ciut przydługiej grzywki i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Będę się gniewał, dopóki mnie nie przeprosisz. Tak kulturalny człowiek jak ty powinien wiedzieć, które słowa mogą kogoś urazić.
- Zamiast cię przepraszać, może zwyczajnie poprawię ci humor czymś innym, huh?
Podniosłem na niego wzrok, dostrzegając jak poluzowuje krawat na swojej szyi, seksownie przygryzając przy tym wargę. Jego oczy błyszczały w ten niezwykle magiczny sposób, a ja poczułem jak oblewa mnie fala gorąca, któremu nie byłem w stanie się oprzeć.
- Kusząca propozycja - mruknąłem, czując, że widok Sehuna powoli rozpinającego koszulę zapiera mi dech w piersiach.
- Wiedziałem, że ci się spodoba.
Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, Oh dokończył rozpinanie swojej koszuli, w której wyglądał jak prawdziwy bóg seksu i pochylił się nade mną, złączając nasze usta w drapieżnym pocałunku, który na zawsze pozostał w mojej pamięci.
Oplotłem ramionami jego szyję, pragnąc go jeszcze bliżej siebie, a on w odpowiedzi, przycisnął mnie do kanapy, zawisając nade mną. Namiętnym pocałunkom i dotykowi nie było końca, a wkrótce potem poczułem dłoń Sehuna wkradającą się pod moją koszulkę i zupełnie oddałem się przyjemności, czując jego dłonie na mojej nagiej skórze.
Zdejmował ze mnie wszystko po kolei, a ja oddawałem mu się, cichymi jękami prosząc o jeszcze więcej. Byłem wtedy naiwny jak dzieciak, ale mimo to cieszyłem się, spełniając jedno z moich największych pragnień - pragnienie Sehuna.
- Sehun... - szepnąłem, kiedy leżałem przed nim jedynie w samych bokserkach, a ten patrzył na mnie z góry wygłodniałym wzrokiem, jednocześnie siłując się z paskiem swoich spodni. - Chyba się w tobie zakochałem - wyznałem cicho, zamykając oczy z zażenowania.
Nigdy nie wyznawałem nikomu miłości i bałem się reakcji młodszego na moje słowa, jednak ten jedynie złożył mokry pocałunek w zagłębieniu pomiędzy moimi obojczykami i dalej zajął się zdejmowaniem swoich spodni, podczas, gdy ja nieśmiało badałem dłońmi jego mięśnie brzucha, które były tak cudowne, że wprost nie mogłem przestać ich dotykać, upewniając się, czy aby na pewno są prawdziwe.
- Nie wstydź się, Baekhyunnie - szepnąłem Sehun, zaraz przy moim uchu, a ja wzdrygnąłem się, czując dreszcz przyjemności, rozchodzący się po moim nagim ciele.
Kanapa w pokoju chłopaka była mała, ale idealnie nadawała się do tego, co zamierzaliśmy na niej zrobić.
- Nie wstydzę się - odparłem, starając się ukryć drżenie głosu.
- Dotknij mnie, skarbie - mruknął głębokim głosem, łapiąc mnie delikatnie z nadgarstek i zsuwając moją dłoń z jego mięśni brzucha na wybrzuszenie w jego szarych bokserkach Calvina Kleina.
Poczułem parzące rumieńce na policzkach, lecz mimo to dalej oddawałem się przyjemności, całując Sehuna i dotykając każdą część jego ciała, okłamując samego siebie, że Oh na zawsze będzie mój.
Ze słodkiego zapomnienia wyrwałem się dopiero, kiedy chłopak wszedł we mnie, a ja poczułem paraliżujący ból, pomieszany z nutką szaleńczej przyjemności, która z sekundy na sekundę zaczęła ogarniać moje zmęczone już ciało. Oh robił wszystko wyjątkowo delikatnie i czule, a ja rozpływałem się od jego dotyku, drżąc i jęcząc, a moje jęki zagłuszone były ustami Sehuna, który całował mnie na miliony możliwych sposobów.
Kiedy obaj osiągnęliśmy szczyt, poczułem, że nigdy nie byłem tak spełniony, jak w tamtej chwili i wtuliłem się w młodszego, zasypiając w jego ramionach, podczas, gdy ten ostrożnie zaniósł mnie do swojego łóżka, okrywając kołdrą i przytulając, a ja zacząłem śnić o tym, aby już każdy nasz wspólnie spędzony wieczór tak wyglądał. Byłem wtedy taki naiwny.
Od tamtego czasu ja i Sehuna staliśmy się dla siebie o wiele bliżsi. Można nawet powiedzieć, że byliśmy parą, jednak utrzymywaliśmy to w ścisłej tajemnicy, aby tak poufna informacja nie przeciekła do pana Oh i mediów, które wyjątkowo często śledziły rodzinę mojego chłopaka. Musiałem przyznać, że bycie w związku z przystojnym synem miliardera, który notorycznie nękany jest przez paparazzi bardzo mi się podobało.
O mnie i Sehunie wiedział jedynie Kai, u którego często gościliśmy. Obiecał jednak, że zatrzyma nasz sekret dla siebie, a my zaufaliśmy mu. Był jedną z niewielu osób w otoczeniu Sehuna, którym warto było ufać.
Odkąd zaczęliśmy być razem spotykaliśmy się nieco rzadziej, aby nasze częste spotkanie nie stały się zbyt podejrzane. Był to akurat okres, kiedy ojciec Sehuna wyprawiał dużo bankietów i wystawnych przyjęć, na których wręcz piętrzyły się tłumy ważnych osobistości i pięknych kobiet, które śmiało zagadywały do mojego chłopaka, o którego byłem kurewsko zazdrosny.
- Nie martw się, Baekhyunnie - rzekł pewnego wieczora Oh, kiedy nocowałem u niego. - Te wszystkie dziewczyny to tylko córki znajomych mojego ojca. Nie jestem nimi zainteresowany, mimo, iż cała rodzina chciałaby, abym wybrał już sobie przyszłą małżonkę.
Podniosłem głowę z jego ramienia, wpatrując się w niego z wyrzutem.
- Więc po co z tobą jestem, skoro nasz związek i tak nie ma sensu? - zapytałem nieco agresywnie. - Twój ojciec nigdy mnie nie zaakceptuje, tak samo jak reszta twojej rodziny.
- Nie mów tak - Oh uraczył mnie motylim pocałunkiem.
- Mówię poważnie, Sehun - rzekłem.
Chłopak potarł dłonią czoło, zastanawiając się nad czymś, po czym znów się uśmiechnął.
- Nie chcę cię zostawiać, Baekhyunnie.
- Może tak byłoby lepiej?
- Brzmisz, jakbyś to ty chciał mnie zostawić - obruszył się, marszcząc brwi.
- Nie chcę dłużej się ukrywać, Sehun.
- Po prostu poczekaj, dobrze? - mruknął chłopak, obejmując mnie mocniej. - Nie możemy się ujawnić teraz, ale obiecuję ci, że nigdy z ciebie nie zrezygnuję, okay?
Zawahałem się, jednak nie umiałem mu niczego odmówić.
- Okay.
Uśmiechnął się słodko, po czym wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi i szeptem obiecał mi, że nigdy nie spojrzy na nikogo tak, jak spojrzał na mnie, a ja mu wierzyłem.
Chanyeol i Kyungsoo również wiedzieli o moim związku z Sehunem, jednak oni nie byli dla nas zagrożeniem. Byli dla mnie jak bracia i ufałem im tak samo mocno jak Oh ufał Jonginowi. Obaj niestety nie popierali tego, że jesteśmy razem, cały czas wypominając mi to, że przyjdzie dzień, kiedy Sehun mnie wystawi i znajdzie sobie kogoś, kogo jego ojciec od razu zaakceptuje. Ja jednak nie przejmowałem się nimi, do pewnego feralnego dnia, kiedy pod moimi drzwiami wylądowała jedna z gazet o celebrytach, gdzie na samym początku powitał mnie wielki tytuł: "Młody dziedzic fortuny rodziny Oh i jego przyszła narzeczona".
- Co to ma, do cholery, być? - syknąłem pod nosem, czytając artykuł, który w dziewięćdziesięciu procentach składał się z zdjęć Sehuna i jakiejś tajemniczej ciemnowłosej dziewczyny, której w tamtym momencie szczerze nienawidziłem.
- Wiedziałem, że tak będzie - westchnął Kyungsoo, siedzący obok mnie. - Lepiej zadzwoń do Sehuna.
Powstrzymałem buzującą we mnie złość i chwyciłem za telefon, wybierając numer, zapisany jako Hunnie♥.
Tak jak podejrzewałem nie odebrał. Nie obierał również kolejnych telefonów, przy czym nie odpisywał na wszelkie wiadomości, doprowadzając mnie tym samym to płaczu.
Z dnia na dzień nasz kontakt się urwał, pozostawiając mnie z wielką dziurą w sercu.
- Jak się czujesz? - spytał Chanyeol, siadający razem z Kyungsoo na moim łóżku.
Wygrzebałem się spod kołdry, rzucając im zmęczone spojrzenie.
- Czuję się źle.
- Och, no weź. Od tygodnia nie wychodzisz z domu - westchnął Kyungsoo. - On zwyczajnie nie był ciebie wart. Ostrzegałem cię, że tak to się skończy. Poza tym prawie go nie znałeś.
- Znałem go pół roku, a pół roku do wystarczający okres czasu, żeby kogoś dobrze poznać - odparłem, marszcząc gniewnie brwi.
- Gdybyś dobrze go znał, nie uwierzyłbyś we wszystkie jego kłamstwa - zaśmiał się cicho Yeol.
- Zostawcie mnie w spokoju.
- Naprawdę chcesz to tak zostawić, Baekhyun? - spytał Kyungsoo, delikatnie uderzając mnie w ramię.
Jego słowa sprawiły, że w moim wnętrzu obudziła się jakaś dziwna siła, która nie pozwalała mi zwyczajnie zapomnieć o Sehunie. Nic przecież nie było jeszcze przesądzone, a w mojej głowie już tworzył się nowy plan.
- Nie, nie zostawię tego tak - rzekłem, bardziej do siebie, niż do moich przyjaciół.
- I o to nam chodzi - powiedział energicznie Chanyeol. - Zapomnij o nim.
- Nie - zaprzeczyłem. - Zrobię coś zupełnie innego.
Wieczór był chłodny, a ja stałem przed moim domem w samej koszulce i jeansach, czekając na Jongina, który miał po mnie przyjechać. Stwierdziłem, że Kai jest moją jedyną drogą ratunku, skoro Sehun przez cały tydzień nie raczył się do mnie odezwać i z pewnością już dawno wykreślił mnie ze swojego życia.
Uśmiechnąłem się smutno, widząc srebrnego Mercedesa, przypominającego mi o Sehunie i jego kolekcji drogich aut, zalegających w obszernym garażu.
- Cześć, Baek - przywitał się z uśmiechem Jongin, wysiadając z samochodu i otwierając mi drzwi od strony pasażera.
- Hej - odparłem i zająłem miejsce, czekając aż auto ruszy.
Jongin bardzo przypominał mi Sehuna, mimo, iż obaj byli zupełnie różni. Zauważyłem jednak, że tak samo się uśmiechają, mimo, że Kai robił to częściej i są tak samo skupieni w trakcie prowadzenia auta, przez co kuzyn Oh coraz bardziej przypominał mi mojego, byłego już, chłopaka.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Jongin nie był głupi i łatwo wyczuł, że nie jestem w zbyt dobrym humorze, a ja byłem mu wdzięczny, że rozpoczął rozmowę dopiero, kiedy zasiedliśmy w jego salonie utrzymanym w ciepłych barwach brązu i czerni. Lubiłem dom Kaia, mimo, iż nie mógł się równać z posiadłością Sehuna, która była od niego o co najmniej dwa razy większa.
- Co się stało? - spytał Jongin, siadając w fotelu naprzeciwko mnie i podając mi szklankę soku pomarańczowego.
- Naprawdę jeszcze się nie domyśliłeś? - prychnąłem, upijając mały łyk.
- Och... Chodzi o Sehuna i Eunjung?
- Jeśli tak się nazywa jego "przyszła narzeczona" to tak - odparłem chłodno, wbijając wzrok w blat stolika wykonanego z ciemnego drewna, który stał pomiędzy nami.
- Tak, rozumiem cię - przytaknął Jongin. - Musisz się czuć okropnie.
- Nienawidzę go - syknąłem cicho, obracając szklankę w dłoniach.
- Sehun bardzo się zmienił, ale to wina jego ojca - rzekł Jongin.
- To on kazał mu zadawać się z Eunjung? - spytałem, czując ogarniającą mnie złość.
- Nie jestem pewien, ale to całkiem możliwe, zważając na to, że to on zaaranżował ich spotkanie - wyjaśnił Kai. - Także jestem zdziwiony tym, jak przyjął to Sehun. Zwykle wszystkie panny, które wysyłał do niego ojciec zostawały odesłane z kwitkiem, jednak tym razem postąpił zupełnie inaczej.
- Może zwyczajnie miał już mnie dość? - spytałem, czując irytujące łzy, zalegające w kącikach moich oczu. - I dość tego całego ukrywania się.
- Nie mów tak - Jongin podał mi chusteczkę higieniczną, uśmiechając się pocieszająco.
- Nie zdziwiłbym się, gdybym miał rację. Ja na jego miejscu też bym tak postąpił - powiedziałem, aż w końcu zupełnie się rozkleiłem i zacząłem cicho szlochać, ocierając łzy darowaną chusteczką.
Kai, widząc w jakim stanie się znajduję, usiadł obok mnie i troskliwie objął mnie ramionami, pozwalając mi wtulić się w niego. Pachniał mocnymi męskimi perfumami i czekoladą, jednak ten zapach nie mógł się równać z wonią perfum Sehuna, za którą tak bardzo tęskniłem.
- Nie płacz przez niego, Baekhyun - mruknął brunet, uspokajająco głaszcząc mnie do głowie.
- Kai... czy poza mną Sehun miał kogoś wcześniej? - spytałem nagle, podnosząc na niego wzrok.
Brunet zamyślił się chwilę, po czym uśmiechnął smutno.
- Niestety tak - powiedział. - Nie jesteś pierwszą osobą, którą bez wyraźnego powodu porzucił, choć muszę przyznać, że był tobą bardziej niż zainteresowany. Mógłbym nawet powiedzieć, że był w tobie zakochany, dlatego tak bardzo dziwi mnie to, że nagle cię zostawił, choć byliście razem dobre cztery miesiące.
- Nie chcę tego tak zostawić, Kai - rzekłem, ocierając łzy.
- Co chcesz zrobić?
- Potrzebuję zemsty - powiedziałem, patrząc na bruneta uważnie. - Chcę się na nim zemścić za to, jak mnie skrzywdził. Pomożesz mi?
Jongin zawahał się, przygryzając przy tym wargę.
- Jestem po twojej stronie, Baek.
- To dobrze - uśmiechnąłem się.
- Więc co zamierzasz zrobić? - spytał, siadając wygodniej na sofie.
- Najpierw chcę się wkręcić na jakieś z przyjęć, na którym będzie z Eunjung. Chcę zobaczyć ich razem.
- Po co?
- Nie pytaj - machnąłem ręką. - Po prostu chcę. Muszę się upewnić, czy jest tak, jak sądzę.
Jongin nie pytał dalej, a jedynie pozwolił mi kontynuować.
- Później wymyślę tak idealny plan zemsty, że Oh Sehun popamięta mnie na zawsze - zacisnąłem dłoń na szklance soku, uśmiechając się przy tym jak szaleniec.
- Pojutrze rodzice Eunjung organizują przyjęcie z okazji jej ukończenia szkoły - rzekł Kai.
- Jest dość młoda, prawda?
- Dziewiętnaście lat.
- Sądzisz, że mógłbym się tam... dostać?
- Sądzę, że tak - Jongin uśmiechnął się przebiegle. - Ale do tego celu potrzebny ci będę ja i moje zaproszenie.
- Co masz na myśli? - zawahałem się.
- Mam zaproszenie z osobą towarzyszącą i mogę cię zabrać, rozumiesz?
- Rozumiem, ale nie wejdę tam. Sehun od razu mnie rozpozna - ukryłem twarz w dłoniach, wątpiąc w to, czy warto wprowadzać nasz chory plan w życie.
- Nie rozpozna, jeżeli przebierzesz się za moją dziewczynę - odparł z przebiegłym uśmiechem Kai, a ja prawie oplułem się sokiem.
- Przebierzesz mnie za dziewczynę? - niemal pisnąłem, wyobrażając sobie mnie w sukience, makijażu i tych innych dziewczęcych dodatkach.
- Będziesz musiał się poświęcić, skoro chcesz wejść razem ze mną na przyjęcie rodziców Eunjung - wzruszył ramionami Kai.
Zagryzłem wargi, wiedząc, że nie mam innego wyjścia, jeżeli chcę zemścić się na Sehunie. Nie chciałem zwyczajnie usunąć się w cień. Oh musiał widzieć, że za potraktowanie mnie jak gówno czeka go kara.
- Dobra, zgadzam się - odparłem i już w tamtej chwili wiedziałem, że pakuję się w niezłe bagno.
- Nie ruszaj się - poleciła Sohee, przyjaciółka Kaia, która obiecała, że pomoże nam w wystylizowaniu mnie na elegancką, piękną panią Byun.
Zamarłem w bezruchu, starając się nie poruszyć, kiedy dziewczyna starannie doklejała mi sztuczne rzęsy, po chwili przejeżdżając po nich maskarą i uśmiechnęła się.
- Wyglądasz pięknie - powiedziała. - Z pewnością będziesz prezentować się o wiele lepiej niż tamte puste lale - dodała, nakładając na moje policzki odrobinę różu.
Jongin stał w progu pokoju, obserwując przebieg pracy i jedynie od czasu do czasu rzucając jakąś kąśliwą uwagę, dotyczącą mojej dziewczęcej urody.
- Ten kolor będzie idealnie pasował do twojej sukienki - rzekła Sohee, obrysowując moje usta konturówką, a następnie malując krwistoczerwoną szminką. Stylizowanie mnie widocznie było dla niej niezłą frajdą.
- Nawet nie przypominaj mi o tej sukience - westchnąłem. Nie wyobrażałem sobie siebie w długiej do ziemi rozkloszowanej sukni, koronkowych rękawiczkach i czarnych szpilkach, w których cztery godziny uczyłem się chodzić.
- Makijaż gotowy - rzekła radośnie Sohee, dokańczając malowanie moich ust i uśmiechnęła się szeroko.
- Wow - westchnął Jongin. - Twoje usta wyglądają seksownie, Baek.
Pokazałem mu język, zmierzając w kierunku szafy, w której znajdowała się sukienka pożyczona od Sohee, którą miałem założyć. Była dość obcisła, jednak dobrze w niej wyglądałem, co obaj moi towarzysze od razu potwierdzili.
- Wyglądasz naprawdę pięknie, Baek - rzekła Sohee, zapinając zamek kreacji, podczas, gdy ja nakładałem na dłonie czerwone, koronkowe rękawiczki.
- Jesteś trochę zbyt płaski jak na dziewczynę - zaśmiał się Jongin, oglądając mnie z każdej strony.
- Nie myśl, że będę sobie wypychał cycki kokosami, Kai - zmroziłem go wzrokiem, nakładając na nogi zdecydowanie zbyt wysokie, czarne szpilki.
Nasz pomysł był absurdalny i zwyczajnie szalony, jednak nie mogłem się teraz wycofać. Do przyjęcia zostało pół godziny, a ja musiałem pogodzić się z tym, że spędzę ten wieczór nie jako pan Byun, ale jako pani Byun.
- Wyglądasz idealnie - uśmiechnęła się Sohee, poprawiając kasztanowe doczepy, przeczepione do moich naturalnych włosów. Były dość gęste i barwą pasowały do mojego naturalnego odcienia, więc w ogóle nie było ich widać, a ja czułem się coraz bardziej kobieco.
- Jedźmy już - rzekł Jongin, zerkając na tarczę swojego czarnego Rolexa.
- Jesteś gotowy, Baekhyun? - spytała Sohee, poprawiając ułożenie moich doczepianych, kasztanowych loków i pryskając mnie jakimiś tandetnymi perfumami, których zapach w ogóle do mnie nie pasował.
- Chyba tak - westchnąłem.
Na samą myśl o przyjęciu robiło mi się słabo. Miałem ochotę porzucić mój szalony plan zemsty i wrócić do domu, by spędzić ten wieczór płacząc i jedząc lody w towarzystwie moich irytujących przyjaciół, którym oczywiście nie powiedziałem o tym, co zamierzam zrobić.
- Muszę przyznać, że wygląda pani naprawdę pięknie, pani Byun - uśmiechnął się Jongin, podając mi dłoń.
- Spierdalaj - prychnąłem pod nosem, pozwalając chłopakowi objąć moją talię.
- Pięknie razem wyglądacie - pochwaliła Sohee, kiedy wraz z Jonginem ustaliśmy przed wielkim lustrem.
Czerwony krawat Kaia pasował kolorystycznie do odcienia mojej sukienki, a ja sam powoli stwierdzałem, że wyglądamy naprawdę oszałamiająco.
Kim pożegnał się prędko z Sohee, dziękując jej za pomoc, po czym sprowadził mnie ostrożnie po schodkach na podjazd, gdzie stał zaparkowany czarny Aston Martin. Jongin podobnie jak i Sehun zamieniał samochody w zależności od tego, gdzie się wybierał, co chwilami wydawało mi się śmieszne. Oczywiście kolekcja aut Kaia nie mogła się równać z tą Sehuna.
Światła uliczne odbijały się w ciemnych okularach Jongina, kiedy mknęliśmy ulicami Seulu, obawiając się spóźnienia na przyjęcie, a ja w myślach modliłem się, abym nie zaliczył żadnej wpadki.
- Pamiętaj, nazywasz się Byun Baekjae. Twoja rodzina prowadzi interesy w Europie. Masz dwadzieścia dwa lata i na co dzień mieszkasz w Moskwie - poinstruował mnie Kai, a ja skinąłem w odpowiedzi głową, zbyt zestresowany, aby odpowiedzieć.
Nie mogłem przedstawić się swoim prawdziwym nazwiskiem, ani podać prawdziwych danych. Tego wieczora musiałem stać się kimś innym, co napawało mnie jeszcze większym lękiem i stresem.
- Myślisz, że to się uda? - spytałem, bawiąc się w międzyczasie zapięciem czarnej, pikowanej torebki od Chanel, którą również pożyczyłem z szafy Sohee.
- Mam taką nadzieję - zaśmiał się Jongin. - Pamiętaj, że włamanie się na przyjęcie do twój pomysł, a ja jedynie ci w tym pomagam.
- Ale przebranie mnie za kobietę było twoim pomysłem - wywróciłem oczami, czując nieprzyjemny ucisk w żołądku. Stres z każdą sekundą był coraz większy.
- Spokojnie - uśmiechnął się kojąco brunet. - Wyglądasz bardzo dobrze. Wystarczy, że nie będziemy się zbytnio wychylać i nikt się nawet nie zorientuje, że na co dzień jesteś facetem.
- Wpadnę tam tylko na parę chwil, a potem mnie odwieziesz. Chcę jedynie zobaczyć Sehuna i tą sukę. Później mogę spadać.
- Przebrałeś się w sukienkę tylko po to, żeby zobaczyć swojego chłopaka w towarzystwie obcej panny i zwiać?
- Teraz już byłego chłopaka - uściśliłem, wyjmując puderniczkę i poprawiając czerwoną szminką swoje usta. Musiałem przyznać, że naprawdę wyglądałem kobieco.
- Okay - przytaknął Kai. - Wpadniemy tam na pół godziny, zobaczysz ich, wypijesz trochę szampana i wracamy, tak?
- Dokładnie - kiwnąłem głową, obserwując przesuwające się za oknem wysokie wieżowce i świetliste bilbordy, które zaczęły się przerzedzać, gdy samochód Kaia zaparkował pod wystawną restauracją, nad wejściem której wisiał olbrzymi szyld z napisem Sapori Italiani, dzięki któremu łatwo poznałem, że jest to włoska restauracja. Niezbyt przepadałem za włoską kuchnią, jednak postanowiłem nie mówić o tym Jonginowi i pozwoliłem mu się prowadzić do wejścia, gdzie lokaj w czarnym smokingu odebrał od niego zaproszenie i wpuścił nas do pachnącej pomieszaniem perfum i jedzenia sali.
Pomieszczenie było utrzymane w złocistych barwach brązu, pomarańczy i żółci. Podłoga pokryta była jasnymi kaflami, a ściany pomalowano na przygaszony odcień kawy z mlekiem, poprzetykanego białymi kolumienkami, które widocznie miały nadać restauracji włoskiego klimatu. Stoliki były rzadko ustawione, najczęściej pod ścianami i mieściły przy sobie około sześciu krzeseł, wykonanych z jasnego drewna, które idealnie pasowało do wystroju. Pomieszczenie oświetlał jeden z tych słynnych, wielkich żyrandoli, składających się z tysiąca małych kryształków, które w piękny sposób odbijały światło, a goście wokół ubrani byli w garnitury i wystawne suknie. Cieszyłem się, że ani ja, ani Jongin się wyróżniamy się z tłumu.
- Wyglądam jak pierdolony transwestyta - szepnąłem brunetowi na ucho, kiedy powoli kroczyliśmy przez salę, a chłopak witał się z każdym, lekkim skinieniem głowy.
- Nieprawda. Po prostu dużo się uśmiechaj i będzie dobrze - polecił.
Gości było dość mało, toteż od razu pomyślałem, że rodzina Eunjung zaprosiła tylko najbliższe osoby, przez co znów poczułem się obco. Co ja tam do cholery robiłem?
- Och, Jonginnie - zatrzymała nas jakaś kobieta w średnim wieku o krótkich, sięgających ramion, czarnych włosach, czerwonych ustach i perłowych koralach na szyi. - Tak dawno cię nie widziałam, misiu.
- Witaj, ciociu Rin - uśmiechnął się z zakłopotaniem Jongin i pozwolił kobiecie się lekko uścisnąć.
- Widzę, że przybyłeś w towarzystwie pięknej panny - bruneta przyjrzała mi się dokładnie, ściskając w dłoniach małą, kopertową torebeczkę z kolekcji Prady. - Jak ci na imię, ślicznotko?
Speszyłem się lekko, widząc, że mówi do mnie, lecz wiedziałem, że nie mogę nawalić.
- Byun Baekjae - uśmiechnąłem się lekko, starając się brzmieć dziewczęco.
- Śliczne imię! - kobieta klasnęła w dłonie. - Imię Baekjae będzie świetnie pasowało do twojego nazwiska, Jonginnie - zaświergotała, po czym wyminęła nas i odeszła w stronę grupki wysokich dam w długich sukniach.
- Nie przejmuj się - uśmiechnął się przepraszająco Kai. - Ciocia Rin mówi mi to za każdym razem, kiedy pojawiam się z jakąś dziewczyną.
- Mam nadzieję, że nie spotkamy więcej członków twojej rodziny - westchnąłem, spuszczając lekko głowę.
Niestety moje prośby na nic się nie zdały i już po kilku chwilach otoczyła nas grupka mężczyzn, mniej więcej w wieku Jongina, ubranych w równie eleganckie garnitury. Niektórym z nich towarzyszyły wystrojone w wieczorowe suknie kobiety, jednak większa część była samotna.
- Kim jest twoja urocza partnerka, Kai? - zagadnął jeden z nich. Miał na sobie matowoczarny garnitur i jasny krawat, który kolorystycznie pasował do sukni jego towarzyszki. Obaj byli wysocy i szczupli. Ona była farbowaną blondynką o dużych, ciemnych oczach, a on szatynem z włosami zaczesanymi do tyłu i szelmowskim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Byun Baekjae - przedstawił mnie chłopak. - Moja nowa dziewczyna.
Spojrzałem na niego z pretensją w oczach, lecz ten jedynie mrugnął do mnie porozumiewawczo, kontynuując rozmowę z przyjaciółmi.
- Jestem Choi Woosung - przedstawił się szatyn i schylił lekko, by ucałować moją odzianą w koronkową rękawiczkę dłoń. - To moja partnerka Lee Haneul i moi kuzyni - zaczął, przedstawiając mi każdego po kolei. - To Kim Dongbin - wskazał gestem dłoni niskiego chłopaka o burzy kręconych, czarnych włosów na głowie. - To Jung Jaehyun i jego narzeczona Kate Bolton - wskazał wysokiego blondyna i amerykankę o ciemnych włosach upiętych w wymyślny kok i zachodniej urodzie. - To Lee Joowon, jego bracia Joohyun i Jooyoung - zwrócił głowę w stronę trójki młodych mężczyzn, z których każdy miał tę samą fryzurę i włosy pofarbowane na ten sam odcień blondu. - A to Park Minsoo i jego żona Park Yeonrin.
Zakończył wywód, wskazując niską kobietę o jasnych lokach, wystroją w seledynową sukienkę, sięgającą ziemi, oraz wyższego od niej mężczyznę o bujnych, kasztanowych włosach, zaczesanych do tyłu i starannie ułożonych.
- Miło mi was wszystkich poznać - uśmiechnąłem się lekko.
- Napijemy się szampana? - spytał jeden z kuzynów Woosunga, którego imienia oczywiście nie zapamiętałem.
W myślach błagałem Kaia o to, aby jak najszybciej im odmówił, lecz brunet widocznie był skuszony propozycją towarzyszy i skinął głową, po chwili ruszając razem z nimi w kierunku najbliższego wolnego stolika.
- Co ty odpierdalasz? - szepnąłem mu dyskretnie do ucha, kiedy odsuwał mi krzesło przy zasłanym czerwonym obrusem stole.
- Spokojnie - uśmiechnął się kojąco. - Tylko jedna lampka szampana i się zmywamy.
Prychnąłem cicho, lecz nie chcąc wyglądać podejrzanie przy naszym nowym towarzystwie, znów przykleiłem na twarz sztuczny uśmiech i zająłem moje miejsce, obserwując jak Jongin z gracją siada na krześle obok.
Kelnerka w schludnym, czarnym uniformie podała nam schłodzonego szampana i kilka przystawek, których nie miałem zamiaru nawet tknąć. Włoska kuchnia figurowała na pierwszym miejscu w moim rankingu "Najbardziej znienawidzonych kuchni świata".
- Jak się ma biznes twojego ojca, Jongin? - spytał blondyn, siedzący z nami przy stole. Jego imię oczywiście wypadło mi z głowy już kilka minut po tym, jak Woosung go przedstawił.
- Firma dobrze prosperuje, więc mogę stwierdzić, że wszystko idzie w dobrym kierunku - odparł z uśmiechem Kai i podniósł do ust wysoki kieliszek, upijając z niego odrobinę szampana.
Rozmowa rozkręcała się i wkrótce wszyscy mężczyźni znajdujący się przy stole pochłonięci byli opowiadaniem o swoich interesach, prowadzeniu firm i dochodach, podczas, gdy kobiety w najlepsze dzieliły się między sobą pikantnymi plotkami i nowinkami ze świata mody. Ja oczywiście nie odnajdywałem się ani w jednej, ani w drugiej grupie, więc jedynie siedziałem cicho, popijając małymi łyczkami szampana i obserwowałem zbierających się wokół gości, wciąż mając nadzieję, że jeszcze tego wieczora uda mi się zobaczyć Sehuna i jego domniemaną narzeczoną. Na samą myśl o nich czułem złość, rodzącą się w moim sercu wraz z gorącą rządzą zemsty.
- Co sądzicie o nowym chłopaku Eunjung? - zagadnęła nagle jedna z kobiet, a ja zwróciłem głowę w ich stronę, słysząc imię dziewczyny, która odebrała mi Sehuna.
- Oh Sehunie? Niezłe ciacho - zaśmiała się cicho siedząca naprzeciw niej brunetka, a ja poczułem rumieńce malujące się na moich policzkach. Czułem się naprawdę głupio, myśląc o tym, że właśnie siedzę na przejęciu dziewczyny mojego byłego kochanka przebrany za kobietę i piję szampana z ludźmi, którzy właśnie go obgadują. Tak, sytuacja naprawdę była posrana.
- Muszę iść do łazienki - rzekłem nagle, wstając z krzesła i uważając na to, aby nie stracić równowagi na moich wysokich szpilkach. - Zaraz wrócę.
Jongin rzucił mi zdezorientowane spojrzenie, lecz zbyłem go delikatnym przesłodzonym uśmiechem, mającym go zapewnić, że wszystko w porządku i udałem się w stronę toalet. Nie byłem pewny, do której powinienem wejść, lecz stwierdziłem w końcu, że niestety jestem skazany na skorzystanie z damskiej łazienki. Nie mogłem przecież przebrany w kobiece ciuszki wparować do męskiego kibla, narażając się złośliwe uwagi i krzywe spojrzenia.
Pomieszczenie było urządzone podobnie jak wielka sala, a wokół czułem zapach perfum i odświeżacza powietrza. Kilka kobiet stało przy lustrach poprawiając makijaż i wymieniając się między sobą drobnymi uwagami, dotyczącymi wyglądu, podczas, gdy ja zaszyłem się w jednej z kabin, z przerażeniem stwierdzając, że to pierwszy raz, kiedy znajduję się w damskiej toalecie.
Miałem ochotę się rozpłakać, jednak wiedziałem, że muszę doprowadzić sprawę do końca. Jeszcze tego wieczoru musiałem zobaczyć Sehuna i jego narzeczoną, której w tamtej chwili z całego serca nienawidziłem i najchętniej uciekłbym stad, uprzednio niszcząc jej przyjęcie i podpalając wielki napis "Gratulacje Son Eunjung", wiszący nad wejściem do budynku. Tak, taka zemsta w pewnością by wystarczyła.
Poczekałem, aż wszystkie kobiety opuszczą łazienkę i powoli wyszedłem z mojego ukrycia, stając przed lustrami. Wyglądałem jak typowa dama z dobrego domu, której rodzice zbijają porządny szmal, a nie jak spłukany student weterynarii, mieszkający w małym mieszkaniu z dwoma nieznośnymi współlokatorami, który przebrał się za kobietę, by wejść na przyjęcie.
Miałem ochotę ochlapać twarz zimną wodą, by chłód choć trochę ocucił mój zamglony umysł, jednak z obawy przed zniszczeniem makijażu, który tak starannie wykonała Sohee, odrzuciłem tą myśl i z ciężkim sercem skierowałem się ku drzwiom. Wiedziałem, że szanse zobaczenia dziś Sehuna maleją i postanowiłem, że kiedy dotrę do stolika, od razu poproszę Kaia, by odwiózł mnie do domu. Niestety plan, który snułem wieczorami nie miał szans się spełnić.
Wychodząc z toalety, szybkim krokiem zmierzyłem w kierunku sali. Wokół panował duży tłok, a ja szybko straciłem równowagę na moich wysokich szpilkach i runąłem w dół. Od bolesnego upadku ochroniła mnie para silnych, zaskakująco znajomych ramion, która sprawnie owinęły się wokół mojego pasa. Nie miałem jednak czasu, by dłużej pławić się w cieple męskich dłoni, które ułożyły się po moich bokach, bo kiedy otworzyłem oczy, dostrzegłem przed sobą osobę, której najbardziej się obawiałem.
Oh Sehun.
- Wszystko w porządku? - spytał troskliwie, pomagając mi wstać.
Pokiwałem głową, obserwując jego zimny wyraz twarzy i oddaliłem się pośpiesznie, plącząc przy tym o moją długą sukienkę, której starałem się za wszelką cenę nie zniszczyć.
Ukryłem się za filarem, obserwując z daleka Sehuna i tajemniczą towarzyszkę, którą niewątpliwie musiała być Eunjung. Szyty na miarę czarny garnitur świetnie leżał na wysportowanym ciele bruneta, a wieczorowa sukienka jego partnerki w kolorze fiołkowego fioletu dobrze współgrała z bielą jej cery. Bez dwóch zdań byli idealną parą: młodzi, piękni, zadbani i cholernie bogaci. Widząc ich poczułem się mały i nic nie znaczący. Byłem tylko zwyczajnym biedakiem, który pozwolił sobie marzyć o wielkiej miłości z dziedzicem, jak mniemam, największej fortuny w Korei Południowej. Podczas, gdy ja będę zjadał na śniadanie moją codzienną miskę musli, oni będę się raczyć homarami, kawiorem i innymi drogimi daniami, o których ja nawet nie miałem pojęcia. Byłem tak mały i nic nie znaczący, że Oh nie miał nawet wyrzutów sumienia, po tym jak wykorzystał mnie i zostawił. Byłem naiwny i kurewsko zakochany.
- Tu jesteś - usłyszałem za sobą głos Jongina. - Szukałem cię.
Odwróciłem się do niego, starając się ukryć moje zaszklone oczy i drżące dłonie, jednak brunet był szybszy ode mnie i łatwo wywnioskował, że coś nie nie tak.
- Co się stało? - spytał od razu, rozglądając się wokół.
- Sehun się stał.
- Widziałeś go?
Pokiwałem wolno głową, pozwalając łzom spłynąć po moich policzkach. Jongin westchnął ze współczuciem i opiekuńczo pogładził moje ramiona.
- Chcę wrócić do domu - wymruczałem, czując, że zaraz wybuchnę jeszcze głośniejszym płaczem.
- Chodź. Zbierajmy się stąd - odparł Kai, łapiąc mnie za dłoń i idąc w kierunku tylnego wyjścia, którego wcześniej nie zauważyłem.
Wyszliśmy na niewielki parking, gdzie omijając powoli rzędy drogich aut, dotarliśmy do samochodu Jongina.
- Kiedy go widziałeś? - spytał, narzucając na moje ramiona swoją marynarkę i otwierając drzwi.
- Kiedy poszedłem do cholernego damskiego kibla - odburknąłem, zajmując miejsce pasażera i poprawiając pachnącą perfumami Kaia narzutę. Mimo, iż był środek lata, wieczory były bardzo chłodne. - Na całe szczęście mnie nie poznał.
- Był z Eunjung? - spytał Jongin, włączając się do ruchu drogowego.
- Tak.
Brunet uśmiechnął się smutno, zerkając na mnie.
- Bardzo mi przykro, że to zobaczyłeś - powiedział, podając mu chusteczkę higieniczną, którą szybko otarłem spływające łzy. - Nikt nie chciałby być świadkiem takiej sytuacji.
- Błagam odwieź mnie szybko do domu - poprosiłem, ścierając rozmyty makijaż w mojej twarzy.
Wyglądałem prawie tak okropnie jak się czułem.
Kiedy samochód Kaia zaparkował pod domem, w którym mieszkałem z moimi przyjaciółmi, wysiadłem, trzęsąc się z zimna i złości.
- Do jutra, Baek - pożegnał mnie brunet. - Marynarkę i resztę możesz oddać mi jutro.
Zmusiłem się do lekkiego uśmiechu, po czym na wysokich szpilkach ruszyłem w stronę mieszkania, potykając się na każdym kroku.
W salonie i kuchni panowała ciemność, co oznaczało, że Kyungsoo i Chanyeol już śpią. Ucieszyło mnie to, bo mogłem chociaż przemknąć niezauważony do mojego pokoju, nie narażając się na kąśliwe uwagi i wyśmiewanie z ich strony. Wiedziałem, że byliby do tego zdolni, zwłaszcza, że nie powiedziałem im o moim planie.
Otarłem resztki rozmazanego tuszu do rzęs z policzków i powoli ruszyłem schodami na górę, w stronę mojego pokoju. Na nieszczęście w połowie drogi moje nogi odmówiły posłuszeństwa, a ja i moje wysokie obcasy stoczyliśmy się po schodach, robiąc przy tym dużo hałasu. Podniosłem się obolały z podłogi, słysząc kroki moich współlokatorów i przekląłem pod nosem. Gorzej być nie mogło.
- Kim jesteś? - spytał Kyungsoo, zapalając światło, a przy jego nogach od razu pojawił się Boo, szczekając groźnie.
- Nic ci nie jest? - podbiegł do mnie Chanyeol, pomagając mi wstać, owijając swoje długie ramiona wokół mojej talii. - Jak się tu dostałaś? - spytał uśmiechając się uwodzicielsko, a ja z agresją wywróciłem oczami.
- Naprawdę jesteś aż tak upośledzony, że nie jesteś w stanie mnie rozpoznać?! - wykrzyczałem mu prosto w twarz, wyrywając się spod jego rąk.
- Baekhyun? - wymruczał pod nosem Yeol, mrużąc oczy, by dostrzec moją twarz pod warstwą rozmazanego make-upu.
- Tak - wychrypiałem, znów mając ochotę się rozpłakać. - I nie dotykaj mnie tak więcej!
- Co się stało? - do rozmowy przyłączył się Kyungsoo. - Wyglądasz jak tysiąc nieszczęść.
- I tak się też czuję - przyznałem.
- Czemu masz na sobie sukienkę? - zainteresował się Chanyeol.
- To długa historia - westchnąłem. - Pozwólcie mi się najpierw doprowadzić do porządku, okay?
Kiedy Kyungsoo i Yeol skinęli głowami, zniknąłem w łazience, biorąc długi prysznic i zdejmując z siebie te cholerne kobiece ubrania, włącznie z gorsetem od Victoria's Secret, który przez cały wieczór niesamowicie mi zawadzał.
Wróciłem do salonu przebrany w spodnie od piżamy i luźny t-shirt, wcześniej narzucając też na siebie puchaty szlafrok, pożyczony od Kyungsoo. Moi przyjaciele siedzieli już na kanapie, czekając na mnie i pijąc w międzyczasie gorącą czekoladę, której smakowity zapach wypełniał całe pomieszczenie.
- Więc co się stało? - spytał Kyungsoo, podając mi kubek z gorącym napojem.
Przełknąłem łyk czekolady i westchnąłem głęboko, nim w końcu zdecydowałem się podzielić z nimi moją smutną historią. Wiedziałem, że czeka mnie wyśmianie i krzywe spojrzenia, jednak byłem tak zmęczony, że było mi wszystko jedno. Streściłem im cały wieczór, w kilku zdaniach opowiadając o tym, jak spotkałem Sehuna i Eunjung, oraz jak Jongin i Sohee przebrali mnie za dziewczynę i zamilkłem, czekając na wybuchy śmiechu.
- Przebrałeś się za kobietę, aby wejść na przyjęcie rodziców Eunjung? - oczy Kyungsoo stały się większe niż zwykle, a ja niemal czułem jak przewierca mnie wzrokiem.
- Tak, wiem. Jestem cholernym desperatem - spuściłem głowę. - Nie musicie mi tego mówić.
- Zrobiłeś największą głupotę, jaką mogłeś zrobić - zaśmiał się Chanyeol, a ja z całej siły uderzyłem go w ramię.
- Mam dość - oznajmiłem wstając z niewygodnej kanapy. - Idę spać.
Zabierając ze sobą kubek z gorącą czekoladą skierowałem się ku mojemu pokoju i przeklinałem w myślach dzień, w którym poznałem Oh Sehuna.
Przez następny tydzień czułem się jak wrak człowieka, zwłaszcza rankami, kiedy Kyungsoo przeglądał gazety o gwiazdach showbiznesu, w których zwykle był przynajmniej jeden artykuł o Sehunie i Eunjung. Niesamowicie mnie to drażniło, jednak stwierdziłem, że nie chcę się mścić. Mój wcześniejszy plan był dziecinny i głupi, a ja niepotrzebnie zawracałem głowę Kaiowi i Sohee, którzy tamtego wieczora włożyli naprawdę dużo pracy w spełnienie moich poleceń.
- Nadal smutny? - spytał Chanyeol, kiedy rano leżałem na kanapie w salonie, pochłonięty oglądaniem dramy.
- Nie. Czuję się w chuj dobrze - odpyskowałem, głosem ociekającym wręcz sarkazmem.
- Spokojnie, tylko pytam - wywrócił oczami Yeol, kierując się w stronę kuchni.
Westchnąłem głęboko i ułożyłem się wygodniej, znów skupiając się na akcji dramy i przeżywając każdy moment razem z jej bohaterami, w międzyczasie leniwie jedząc ciasteczka zbożowe upieczone przez Kyungsoo, który z dnia na dzień stwierdził, że musimy zacząć zdrowo się odżywiać i wyrzucił z naszej lodówki wszystkie pyszne, nasączone tuczącymi kaloriami śmieciowe przekąski, zastępując je jedzeniem z pobliskiego sklepu ze zdrową żywnością.
Nagle moje przemyślenia przerwał dźwięk mojej komórki, leżącej na stoliku obok, a ja przeciągnąłem się, ziewając przy tym głęboko i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Byłem pewny, że osobą dzwoniącą jest Kyungsoo, który będzie próbował wyciągnąć mnie z domu na spacer czy też poranne bieganie po parku razem z naszym psem Boo i niesamowicie zdziwiłem się, widząc, że dzwoni do mnie Kai.
- Halo?
- Baekhyun? Mam do ciebie pilną sprawę!
- Coś się stało? - zmarszczyłem brwi, słysząc jego poważny ton głosu.
- Nie. Zwyczajnie mam do ciebie prośbę - zaśmiał się cicho.
- Jaką?
- Cóż... to dość... delikatna sprawa.
- Delikatna sprawa? - powtórzyłem.
- Ech - Kai westchnął głęboko, robiąc przy tym długą pauzę. - Zbliża się bankiet organizowany przez siostrę mojego ojca. Będzie na nim prawie cała moja rodzina i... ciocia Rin oraz reszta kuzynów, których poznałeś.
- Do czego zmierzasz? - spytałem, zagryzając lekko wargę.
- Wiesz, oni nadal utrzymują, że jesteś moją dziewczyną, a ja nie chcę ich wprowadzać w błąd. Bardzo cię polubili... to znaczy polubili Baekjae.
Zamarłem, słysząc jego słowa, a w mojej głowie zaświeciła się czerwona dioda, sygnalizująca niebezpieczeństwo. Nie, nie chciałem powtarzać wieczoru sprzed tygodnia.
- Jongin, jeżeli chcesz, żebym znów pojawił się tam jako Baekjae, to odpuść.
- Błagam - po drugiej stronie odezwał się proszący ton głosu Kaia. - Tylko godzinka. Nie będzie tam Sehuna.
- Nie.
- Chodzi mi tylko o to, aby rodzina przestała myśleć o mnie jak o samotnym, potrzebującym miłości, opuszczonym przez rodziców chłopcu. Tak długo, jak będę utrzymywać, że jesteś moją dziewczyną, tak długo zatroskane ciotki przestaną przysyłać pod moje drzwi nowe kandydatki na żony - wyjaśnił. - Tylko o to mi chodzi. Błagam, ostatni wieczór.
Westchnąłem, starając się znów odmówić, jednak błagalny ton głosu chłopaka nie pozwalał mi zignorować jego prośby.
- Ech... kiedy?
- Czy to znaczy, że się zgadzasz?
- Kiedy? - powtórzyłem uparcie.
- W sobotę wieczorem. Podjadę po ciebie o osiemnastej i pojedziemy do Sohee. Chętnie po raz kolejny zrobi cię na bóstwo.
- Okay, ale pamiętaj, że to ostatni raz. Nie mam zamiaru dłużej być Baekjae i udawać twojej dziewczyny - wywróciłem oczami, widząc przechodzącego obok Yeola, który obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem.
- Jasne - odparł zadowolony Kai. - Nie zapomnij oddać Sohee sukienki.
- Tak, pamiętam.
- Do zobaczenia w sobotę, Baekjae!
- Nie nazywaj mnie tak - prychnąłem i rozłączyłem się, po czym cisnąłem telefonem w róg kanapy, ukrywając się pod kocem.
- Wszystko w porządku? - spytał Chanyeol, siadając w fotelu obok.
Wyłoniłem się spod koca, mierząc go zmęczonym spojrzeniem i zaśmiałem się cicho z własnej głupoty.
- Wychodzi na to, że w sobotę znów będę musiał założyć sukienkę, Yeol.
Tak jak ostatnim razem Sohee dokładnie nałożyła makijaż na moją twarz. Tym razem pożyczyła mi długą, tiulową suknię wieczorową bez ramiączek w kolorze pudrowego różu, bolerko z koronki i białe, nieco niższe szpilki. Moje włosy zostały starannie ułożone wraz z dopiętymi doczepami, które upięła w wysoki kok. Makijaż jaki mi wykonała był tym razem delikatniejszy i na całe szczęście obyło się bez krwistoczerwonej szminki, którą Sohee zastąpiła brzoskwiniowym błyszczykiem.
- Gotowy? - spytał Jongin, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.
- Denerwuję się bardziej niż za pierwszym razem - odparłem szczerze.
- Spokojnie. Tylko kilka ciotek, babć i kuzynostwo - uśmiechnął się łagodnie. - Będzie dobrze.
Zdusiłem w sobie głębokie westchnienie i powoli obserwowałem migający za oknem krajobraz, licząc w myślach do stu, z nadzieją, że to mnie uspokoi.
Posiadłość cioci Jongina leżała w bardziej odludnej części miasta i była otoczona najpiękniejszym ogrodem jaki widziałem, ciągnącym się przez kilka najbliższych kilometrów. Wokół pełno było żywopłotów przystrzyżonych tak, aby przypominały kształtem konie, ludzi, czy nawet słynne budowle, a przy wielkim basenie ogrodowym pyszniły się wszystkimi barwami egzotyczne kwiaty, które pierwszy raz widziałem na oczy.
Jongin postawił samochód w podziemnym parkingu, po czym obaj ruszyliśmy w stronę tłumu gości. Ludzi było być może mniej niż na przyjęciu Eunjung, jednak dla mnie ciągle tłok był za duży. Sala balowa, w której się znaleźliśmy była mniej więcej wielkości trzech moich mieszkań, a podawane tam dania były z pewnością tak drogie, że nie stać mnie by było nawet na jeden, mały okruszek. Tak jak przewidział Kai, wśród gości dominowały starsze kobiety, wystrojone w długie suknie i klasyczną biżuterię.
- Jonginnie! - zatrzymaliśmy się w połowie drogi, słysząc zaskakująco znajomy głos.
- Kto to? - spytałem, widząc grupkę kobiet w średnim wieku, zmierzających w naszym kierunku.
- Moje ciotki - westchnął Kai, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Wkrótce potem otoczyły nas wysokie, dzięki butom na obcasie kobiety, pachnące mieszankami najrozmaitszych perfum.
- Och, wydaje mi, że nie poznałam jeszcze twojej wybranki - uśmiechnęła się jedna z nich z wyraźnie krzywo zoperowanym nosem. - Jestem Son Sooyoung.
- Byun Baekjae - uścisnąłem lekko jej dłoń, zmuszając się do uśmiechu.
- Jakie z ciebie słodkie dziewczę - starsza pani o krótkich, platynowych włosach uszczypnęła mnie w policzek.
- Dziękuję - skrzywiłem się lekko.
- Czy Jongin już ci się oświadczył, skarbie? - zaświergotała Son, a Kai wywrócił oczami.
- Ciociu, nie mam zamiaru w najbliższym czasie się oświadczać - westchnął.
- Miłość do dar, Jonginnie. Trzeba go bardzo pielęgnować - rzekła jakąś inna kobieta.
Jeszcze przez długi czas stałem i wysłuchiwałem pochwał na swój temat, a w duszy śmiałem się z naiwnych kobiet, które jeszcze nie zorientowały się, że jestem stuprocentowym mężczyzną, tylko, że w sukience. Kiedy grupka nachalnych ciotek nas opuściła wraz z Jonginem skierowaliśmy się w stronę szwedzkiego stołu, gdzie zjedliśmy odrobinę owoców morza i napiliśmy się szampana, który coraz bardziej zaczynał mi smakować.
- Cześć, Hyo! - przywitał się nagle Kai z długowłosą dziewczyną przechodzącą obok.
Tajemnicza piękność o rudych włosach zatrzymała się i zmierzyła nas wzrokiem.
- Siemasz, Kai - odpowiedziała z uśmiechem, a następnie przeniosła wzrok na mnie. - Jak ci na imię? - spytała.
- To Byun Baekjae - odparł Jongin, wskazując na nasze złączone dłonie. - Moja dziewczyna.
- Dziewczyna - powtórzyła rudowłosa ze znaczącym uśmiechem, malującym się na jej bladej twarzy. - Od kiedy znów jesteś hetero, Kim?
Jongin parsknął cichym śmiechem, obracając w palcach kieliszek szampana.
- Jeśli mam być szczery Baekjae jest tylko przykrywką - mruknął przyciszonym głosem, a muzyka klasyczna grająca wokół stłumiła cichy śmiech jego znajomej.
- Rozumiem - skinęła głową.
- Nikomu nie mów, Hyo - Kai spojrzał na nią z zabawnym oburzeniem.
- Spokojnie. Nie wydam waszego słodkiego sekretu - uśmiechnęła się, zarzucając rudymi lokami, które spływały kaskadą na jej chude ramiona.
Była naprawdę urodziwą dziewczyną o farbowanych, lecz zaskakująco pięknych włosach, dużych oczach, otoczonych czarnymi rzęsami, smukłej twarzy i małych dłoniach, w których ściskała małą torebkę. Ubrana była w rozkloszowaną sukienkę, sięgającą kolan w odcieniu morskiej zieleni i klasyczne, czarne szpilki, dzięki którym wydawała się wyższa. W uszach błyszczały długie, złote kolczyki, a na nadgarstku nosiła delikatny, pozłacany łańcuszek.
- Chodźcie. Napijmy się razem szampana - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Z kim przyszłaś? - spytał Jongin, kiedy szliśmy w stronę stolika, do którego prowadziła nas Hyo.
- Z siostrami - zaśmiała się dziewczyna. - W życiu nie pokazałabym się na przyjęciu z facetem, tylko po to, żeby uniknąć plotek na temat tego, jak zostanę starą panną - zaśmiała się.
Przy stoliku, do którego nas zaprowadziła było pięć wolnych miejsc. Reszta zajęta była przez trzy dziewczęta i dwóch mężczyzn, mniej więcej w naszym wieku.
- Baekjae, oto moje siostry: Eunji, Naeun i Daeun - wskazała najprawdopodobniej najstarszą, siostrę o krótko przyciętych włosach i dwie następne, wyglądające na bliźniaczki o kasztanowych loczkach i dziecięcych twarzyczkach. - Oraz narzeczony Eunji, Park Kwangmin i jego bliski przyjaciel Choi Sangho - wskazała na dwóch mężczyzn o podobnych fryzurach.
- Miło mi was poznać - wydukałem, w miarę dziewczęcym głosem.
Przez następną godzinę raczyliśmy się przekąskami i szampanem w towarzystwie nowych przyjaciół, opowiadając sobie nawzajem zabawne anegdoty i różne tym podobne rzeczy, dopóki do naszego stolika ktoś się przysiadł.
Podniosłem wzrok znad mojego talerza z nietkniętą prawie potrawką z kurczaka na wysoką dziewczynę o falowanych czarnych włosach, która wyglądała zaskakująco znajomo. Rękawy koronkowej sukienki w kolorze kości słoniowej opinały jej zgrabne ramiona, a usta pomalowane bordową szminką układały się w przyjazny uśmiech.
- W końcu jesteś, Eunjung - prychnęła jedna z bliźniaczek, a moje serce zamarło.
Eunjung.
- Tak, przepraszam - uśmiechnęła się brunetka. - Miałam ważny telefon.
- Sehun? - zagadnęła druga, a po rozmarzonym wyrazie twarzy Eunjung, można było łatwo wywnioskować, że dziewczyna trafiła w dziesiątkę.
Jongin spojrzał na mnie współczująco, jednak dałem mu znak, że wszystko jest w porządku.
- Kazał was pozdrowić i przeprosić, że nie mógł się dzisiaj pojawić - rzekła Eunjung. - Podobno ma sporo pracy. Niedługo zacznie studia na uniwersytecie Seulskim.
- Taa... on i praca - parsknąłem pod nosem.
Eunjung spojrzała na mnie spod wachlarza rzęs.
- Och, chyba się nie znamy - zagadnęła. - Jestem Son Eunjung.
- Byun Baekjae - odparłem chłodno.
- Znasz Sehuna? - zapytała, uśmiechając się przyjaźnie, jednak wiedziałem, że uśmiech ten jest wymuszony, mimo, iż prawdopodobnie wyćwiczyła go do perfekcji.
- Lepiej niż ci się wydaje - prychnąłem, nagły czując przypływ odwagi.
Na twarzy Eunjung i jej sióstr zagościł wyraz zdziwienia, a ja poczułem satysfakcję, że udało mi się wprowadzić ją w zakłopotanie. Taki rodzaj zemsty też był niezły.
- Baekjae - odezwał się Jongin, łapiąc mnie za dłoń. - Może lepiej będzie jak pójdziemy się przewietrzyć.
- Nigdzie się nie wybieram - odparłem, czując na sobie naglące spojrzenie chłopaka. - Dokończmy naszą rozmowę, Eunjung.
- Skoro chcesz - brunetka zamoczyła swoje pełne wargi w pienistym szampanie. - Wydajesz się bardzo interesującą osobą, Baekjae.
- Ty również - odparłem. - Związek z Sehunem przyniósł ci sporo punktów popularności, prawda?
Poczułem jak wszyscy przy stoliku zerkają na mnie, lecz nie zamierzałem przestawać obrzucać Eunjung gównem. Zasługiwała na to.
- Powinnam chyba spytać skąd tak dobrze znasz Sehuna. Przyjaźnicie się? - uśmiechnęła się lekko, by ukryć zakłopotanie.
- Jeżeli seks bez zobowiązań można nazwać przyjaźnią, to owszem. Przyjaźniliśmy się.
Przez chwilę nawet sam nie wierzyłem w to, co powiedziałem, ale widząc zaszokowaną Eunjung byłem pewny, że odwaliłem kawał dobrej roboty.
- Wystarczy, Baek - Jongin szarpnął mnie za rękę. - Wychodzimy.
Być może to szampan dodał mi odwagi, ale czułem się jak wojownik po wygranej bitwie, kiedy opuszczałem towarzystwo sióstr Eunjung, czując na sobie jej przeszywające spojrzenie. Karmiłem się każdą chwilą słodkiego zwycięstwa.
- Co ty do cholery odpierdoliłeś? - spytał Jongin, kiedy siedzieliśmy w samochodzie.
- Należało jej się - prychnąłem.
- Ja rozumiem, że zżera cię zazdrość i Sehun złamał ci serce, ale błagam. Pomyśl nieraz zanim cokolwiek powiesz, okay?
- Daj spokój - machnąłem ręką. - Sam chciałeś mnie zabrać na to dupne przyjęcie. Mogłeś uprzedzić, że ta suka tam będzie.
- Ta suka jest siostrą mojej przyjaciółki Eunhyo.
- Hyo jest spoko, ale Eunjung na zawsze pozostanie na mojej czarnej liście - odparowałem.
- Zrobiłeś wstyd nie tylko sobie, ale też mi, wiesz Baek? - Jongin wbił we mnie świdrujące spojrzenie.
- To kara za zabranie mnie tutaj - wystawiłem w jego stronę język. - Poza tym, naprawdę nie zgadzasz się z tym co powiedziałem?
- Nie ważne, czy się z tym zgadzam, czy nie. Zachowałeś się jak szczeniak - prychnął.
- Odwieź mnie do domu, Kai - powiedziałem lodowatym tonem.
- Wtorek wieczór u mnie.
- Co?
Jongin westchnął cicho.
- Wtorek wieczór. Przyjadę po ciebie i pojedziemy do mnie.
- Po co? - zmarszczyłem brwi.
- Znów staniesz się Baekjae i pojedziemy na bankiet organizowany przez mojego wujka. Tam będzie więcej osób niż gdziekolwiek. Cała rodzina i śmietanka towarzyska. Będzie tam też Eunjung.
- Na pewno tam z tobą nie pójdę - wywróciłem oczami.
- Pójdziesz i dodatkowo przeprosisz Eunjung za zaistniałą sytuację - odparł beztrosko Jongin, a ja poczułem jak oblewa mnie zimny pot.
- Żartujesz, prawda?
Jongin zaśmiał się perliście, jakby wystawianie mojej cierpliwości na próbę było dla niego niezłą zabawą.
- A czy wyglądam jakbym żartował? - spojrzał na mnie, unosząc brwi w górę. - W tym świecie istnieją zasady, Baek. Źle się zachowałeś, więc będziesz musiał za to przeprosić, inaczej zniszczysz reputację na salonach i sobie i mnie.
Spuściłem głowę, wpatrując się w czubki białych szpilek i w milczeniu przyznałem Kaiowi rację. Zachowałem się dość dziko, jednak nadal byłem cholernie zadowolony, mimo, iż nie mogłem sobie wyobrazić siebie, przepraszającego Eunjung.
Wtorek był deszczowy i wietrzny. Ulewa zraszała ulice Seulu już od wczesnych godzin i nie ustała nawet wieczorem, kiedy jechałem samochodem Kaia w drodze na przyjęcie. Tym razem Sohee postarała się wybrać dla mnie wyjątkowo elegancką kreację, mimo, iż ja rzygałem już tym całym przebieraniem się w sukienki. Moja stylizacja składała się tym razem z czarnej, rozkloszowanej sukienki sięgającej ziemi, z koronkowymi rękawami i ładnie wyciętym dekoltem, czarnych szpilek, pereł i czarnej torebki od Chanel. Dodatkowo Sohee postarała się o wyjątkowo mocny, ale efektowny makijaż, malując moje usta tą samą czerwoną szminką, pudrując moją twarz i doklejając mi sztuczne rzęsy, zaraz po narysowaniu na moich powiekach wyjątkowo wyrazistych kresek. Była młodą mistrzynią wizażu.
- Co mam niby powiedzieć Eunjung? - spytałem, kiedy byliśmy w drodze.
- Że przepraszasz za ostatnią sytuację i wcale nie chciałeś, aby wasza rozmowa miała taki przebieg.
- A co jeśli chciałem?
Jongin zmroził mnie spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć "nawet o tym nie myśl".
- Jeśli cokolwiek spieprzysz, opowiem Sehunowi o tym, jak bardzo się starałeś oraz, że to ty byłeś Byun Baekjae - uśmiechnął się przebiegle.
- Nie zrobisz tego - pacnąłem go w ramię pikowaną torebką, pożyczoną od Sohee, jednak nie miałem czasu się dalej wściekać, bo na horyzoncie zauważyłem zarys bardzo znajomej posesji. - Jongin... w czyim domu na się odbyć ten bankiet?
Kai uśmiechnął się pod nosem, poprawiając jedną ręką mankiety koszuli.
- W domu mojego wuja.
- Czy ty mówisz o...
- Tak, dokładnie - przerwał mi Jongin, uśmiechając się w przerażający sposób. - Mówię o ojcu Sehuna.
- Nie pójdę tam - zaparłem się rękoma i nogami, nie pozwalając Kaiowi wyciągnąć mnie z wnętrza samochodu.
- Baek, albo wysiądziesz, albo sam cię stąd wyniosę - zagroził Jongin, a kosmyk jego czarnych włosów opadł mu na czoło.
- Nie, Jongin - rzekłem, zdecydowanym głosem. - Oszukałeś mnie.
- Ja? Ciebie?
- Nie powiedziałeś ani słowa o tym, że jedziemy na bankiet ojca Sehuna. Dlatego teraz odwieź mnie do domu.
- Nie ma mowy - parsknął w odpowiedzi brunet. - Gdybym powiedział ci o tym wcześniej na sto procent nie zgodziłbyś się.
- Dziwisz się? - wywróciłem oczami.
- Tak, bo z początku nie wyglądałeś na tak wielkiego tchórza, Baek - wybuchnął Jongin, po czym rozejrzał się dookoła i z powrotem wsiadł do samochodu na miejsce kierowcy. - Tchórzysz.
- Och, więc co jeszcze masz mi do powiedzenia? Wyduś to z siebie - syknąłem, wbijając w niego sztyletujące spojrzenie.
- Nie jesteś pewny tego, czego chcesz. Uwielbiasz robić z siebie ofiarę. Nie umiesz przyznać się do błędów. Zachowujesz się jak pierdolona księżniczka i dążysz do tego, alby każdy bez wyjątku tak właśnie cię traktował, bo w przeciwnym razie obrażasz się, nawet jeśli chodzi o zwyczajnie gównianą sprawę - Jongin zaczerpnął powietrza, po czym kontynuował. - Masz w dupie to, że ktoś chce ci pomóc, a ty tylko dlatego, że nie umiesz tego docenić.
- To wszystko? - spytałem bezbarwnym głosem.
Słowa Jongina zabolały mnie. Nawet jeżeli nie przyjaźniliśmy się zbyt długo, to prawdziwy przyjaciel nie powinien mówić takich rzeczy. Zwyczajnie zmieszał mnie z błotem, sprawiając, że poczułem się jeszcze gorzej.
- Tak - skinął głową.
- Chyba powinienem iść - odparłem markotnie, mając już zupełnie dość tego wieczoru, który dopiero co się zaczynał. - Oddam sukienkę Sohee jutro - mruknąłem tylko, nim nacisnąłem klamkę drzwi auta.
- Stój - Kai raptownie położył mi dłoń na ramieniu, a przez moje ciało przeszły elektryzujące dreszcze. - Zamierzasz o tej porze iść sam do domu?
- Coś wymyślę. Poza tym, co cię to obchodzi, skoro masz dość mojego pierdolonego księżniczkowania, Kai? - spojrzałem na niego z wyrzutem, mając nadzieję, że szybko pojmie, iż jego słowa prawdziwie mnie uraziły.
- Dobra, przepraszam - brunet złagodniał nieco, a jego dłoń zsunęła się z mojego ramienia, by chwilę później znaleźć się na mojej dłoni. - Wiem, że nie powinienem tak ci tego mówić, Baek. Przepraszam. Zwyczajnie jestem zdenerwowany i ty pewnie też. Po prostu doceń to, że próbuję naprawić relację między tobą a Sehunem i to głównie z tego powodu cię tu zabrałem.
- Tej relacji nie da się naprawić - wymruczałem, czując ciepło dłoni Jongina na mojej skórze. - Dążę do zemsty, nie do zgody.
- Do czegokolwiek dążysz, doceń to, że ci pomagam. Ja i Sohee dajemy z siebie wszystko - spojrzał na mnie dużymi, orzechowymi oczami, a ja nie mogłem powstrzymać delikatnego uśmiechu. Wyglądał jak mały chłopiec.
- Zgoda - odparłem. - Pójdę tam i przeproszę Eunjung, ale to będzie ostatnie moje pojawienie się w waszych kręgach. Po tym przyjęciu zrywam wszelkie kontakty z Sehunem i wszystkim innym. Dam sobie radę bez mszczenia się.
- Cieszę się, że w końcu do sobie uświadomiłeś, Baekhyun - uśmiechnął się Jongin, po czym wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do wejścia.
Na dworze wciąż lało, a dźwięk kropli deszczu uderzających o wielkie okna był zagłuszany bez delikatne dźwięki muzyki klasycznej. Salon ojca Sehuna był pokaźnych rozmiarów, urządzony raczej klasycznie i wykwintnie. Jasne ściany, marmurowa posadzka na podłodze, szwedzkie stoły i wielkie okna, a gdzieniegdzie białe filary. Pod ścianami można było zobaczyć kilka dużych rzeźb i obrazy mniej lub bardziej znanych artystów z całego świata. Od razu przypomniał mi się dzień, w którym Sehun opowiadał o zamiłowaniu swojego ojca do sztuki i jego kolekcji drogich dzieł.
Ogrom gości zajmował stoliki, lub pił szampana w niewielkich grupkach, rozmawiając i śmiejąc się. Nad ich głowami wisiał najbardziej imponujący żyrandol, składający się z małych kryształków, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszystko było wyjątkowo drogie i delikatne, a ja bałem się czegokolwiek dotknąć, w obawie, że to zniszczę.
- Jongin? Baekhyun? - za naszymi plecami pojawiła się Eunhyo, oraz jej dwie siostry.
- Cześć, Hyo - uśmiechnął się delikatnie Jongin. - Widziałaś może gdzieś Eunjung? - spytał, a ja poczułem nagłe mdłości, na samą myśl, że zgodziłem się ją przeprosić.
Byłem tak głupi, że zawsze pakowałem się w jakieś gówno.
- Chyba jest przy szwedzkim stole po lewej - wskazała gestem dłoni dziewczyna. - Z całym szacunkiem, ale czemu akurat jej szukacie?
- Baekhyun... eh, to znaczy Baekjae zamierza ją przeprosić - wyjaśnił Kai, a ja skrzywiłem się.
- Oczywiście - skinęła głową dziewczyna. - Życzę ci powodzenia, koleżanko - puściła mi oczko, a następnie zniknęła w tłumie.
- Naprawdę muszę? - spytałem, kiedy Jongin prowadził mnie, w kierunku wskazanym przez Eunhyo.
Brunet zaśmiał się perliście, prowadząc mnie pod ramię i delikatnie gładząc drugą dłonią moją rękę. Jego dotyk był delikatny i subtelny, a ja chyba coraz bardziej go lubiłem.
- Nie tchórz, Baek - szepnął mi na ucho, owiewając je swoim gorącym oddechem.
- Nie tchórzę - rzekłem bardziej do siebie, niż do mojego towarzysza.
Eunjung stała w otoczeniu dziewcząt w kolorowych sukniach, popijając szampana i śmiejąc się. Miała na sobie granatową suknię z czarną koronką i czarne, zamszowe szpilki z paskiem. Swoje ciemne pukle upięła w prosty, ale bardzo elegancki kok, a w uszach nosiła kolczyki z szafirowymi oczkami.
- Przepraszam, Eunjung - wciął się Jongin, przerywając dziewczętom pogawędkę. - Możemy cię prosić na moment?
Eunjung zmierzyła nas wzrokiem od stóp to głów i skinęła delikatnie głową, odkładając kieliszek na tacę jednego z przechodzących kelnerów, po czym ruszyła za nami w bardziej odludną część sali. Ustaliśmy przy wysokim filarze obok rzeźby przedstawiającej jeźdźca na rumaku, a ja postanowiłem zacząć tą trudną rozmowę.
- Chciałabym cię przeprosić za tamtą sytuację, Eunjung - rzekłem, czując olbrzymią gulę w gardle. - Nie chciałam, żeby nasza rozmowa się tak potoczyła. Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Przykro mi.
Kobieta wysłuchiwała moich słów w skupieniu, a ja miałem ochotę uderzyć ją w twarz. Irytowała mnie całą swoją osobą, a najbardziej irytował mnie jej wyraz twarzy wyrażający wyższość nad innymi.
- Przyjmuję twoje przeprosiny, Baekjae - rzekła z pobłażliwym uśmiechem, nim nagle poszedł do nas wysoki mężczyzna w idealnie przylegającym garniturze, z pewnością skrojonym na miarę.
Oh Sehun.
- Wszędzie cię szukałem, Eunjung - rzekł, podchodząc do dziewczyny i obejmując delikatnie jej talię.
Brunetka uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Pyszczku, to jest Byun Baekjae - rzekła wskazując mnie. - Chyba już się znacie.
Poważnie? Pyszczku?
Lepiej niż myślisz, suko - odpowiedziałem w myślach i czując na sobie wzrok Sehuna zbliżyłem się bardziej do Kaia, który widocznie wyczuł moje zdenerwowanie.
- Pierwsze słyszę - mruknął Oh, marszcząc brwi. - Masz nową partnerkę, Jongin?
- Spotykamy się od niedawna - przyznał Kai.
- Jestem Oh Sehun. Miło mi panią poznać, Byun Baekjae - skłonił się lekko Oh i ujął moją dłoń, po czym złożył na niej delikatny pocałunek.
Pieprzony dżentelmen.
Przez krótką chwilę nasze spojrzenia się spotkały, a po tym jak Sehun momentalnie otworzył szerzej oczy i wyprostował się szybko poznałem, że zostałem zdemaskowany.
- Baekhyun - poruszył bezgłośnie ustami, wypowiadając moje imię, a ja cofnąłem się odruchowo, powstrzymując łzy, zamazujące mi obraz.
Jongin od razu pojął co się stało.
- Czy wy...? - nie zdążył zapytać, bo Sehun znów bezgłośnie wymamrotał moje imię, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem, a ja nie mogąc znieść tego uczucia, puściłem się biegiem w kierunku wyjścia.
Błądziłem wśród gości, przepychając się w kierunku jakichkolwiek drzwi, nim w końcu wybiegłem do ogrodu, pędząc w strugach deszczu i drżąc, kiedy słyszałem za sobą stukot pantofli Sehuna i głos Jongina, biegnącego zaraz za nim.
- Baekhyun!
Poczułem czyjąś dłoń, zaciskającą się na moim nadgarstku i przystanąłem, nie będąc w stanie biec dalej. Podniosłem wzrok, dostrzegając zamazany obraz Sehuna, który kurczowo ściskał moją rękę. Nie chciałem, żeby puszczał. Znów chciałem do niego należeć i zwyczajnie mieć go na co dzień. Nieważne jak bardzo mnie skrzywdził, ja nadal go pragnąłem.
- Sehun - wyszeptałem słabo, czując, że przez deszcz i łzy makijaż na mojej twarzy rozmazuje się.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytał Oh, a ja zauważyłem Jongina stojącego parę metrów za nim i przyglądającego się nam z bezpiecznej odległości.
- To długa historia, Sehun - wymruczałem, czując jak krople deszczu przesiąkają przez moją pożyczoną sukienkę. Bałem się go. Bałem się, że znów mnie zostawi.
- Trudno ci zrozumieć, że to koniec?
Jego słowa wbiły się w moje serce jak sztylety. Krzywdził mnie każdym swoim gestem.
- Koniec? - powtórzyłem szeptem. - Jak to koniec?
- Nie chciałem związku, który musiałbym ukrywać - powiedział Sehun.
- Tylko dlatego mnie nie chcesz?
Oh spuścił głowę, jakby poruszanie tego tematu było dla niego wyjątkowo trudne.
- Zmieniłem się, Baekhyun. Dorosłem. Układam sobie zwykłe, dorosłe życie z kobietą, którą chcę poślubić. Relacje między mną a ojcem naprawiają się i naprawdę nie chcę, żeby coś zepsuło się przez ciebie! Nieważne jak długo trwał nasz romans, Baek, to już koniec - dla potwierdzenia swoich słów, puścił mój nadgarstek, odsuwając się o kilka kroków.
- Więc to wszystko nie było dla ciebie na poważnie? - spytałem, dławiąc się własnymi łzami.
- Nie, Baek - pokręcił głową Oh. - To był tylko głupi romans.
- Skrzywdziłeś mnie, Sehun.
- Myślałem, że domyślisz się tego, że zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie stworzeni - prychnął. - Zamierzam ułożyć sobie spokojne życie. Bez ciebie. Nie zbliżaj się do mnie, ani do Eunjung. Zwyczajnie się usuń, dobra?
Jego słowa były jak sól na moje dotychczasowe rany. Skuliłem się w sobie, obserwując jak powoli odchodzi, w stronę Eunjung, stojącej u szczytu schodów. Moje ciało płonęło rządzą zemsty, lecz tak naprawdę byłem zupełnie bezbronny.
- Baekhyun - powiedział Jongin, podchodząc do mnie. - Wszystko w porządku?
Zdjął marynarkę i narzucił ją na moje przemoczone ramiona. Czułem jak wszystkie emocje walczą ze sobą w moim wnętrzu, a ja toczę mantalną walkę ze swoimi myślami. Chciałem iść i zemścić się, chciałem, żeby mnie zapamiętał i żeby żałował tego, co mi zrobił, choć jednocześnie chciałem wrócić do domu i zwyczajnie zapomnieć.
- Ech, biedaku - westchnął Kai, ocierając kciukiem moje zabarwione tuszem do rzęs i eyelinerem łzy. - Chodź, odwiozę cię do domu.
- Nie - zaprotestowałem, kiedy pociągnął mnie za rękę.
Rządza zemsty wygrała.
- Nie? - powtórzył Kai.
Nie odpowiedziałem mu, a jedynie naciągnąłem bardziej na siebie jego marynarkę i puściłem się biegiem przez wielki ogród pana Oh, potykając się o własne nogi. W duchu cieszyłem się, że znałem dokładnie rozkład wszystkich budynków na posesji i mogę to wykorzystać na swoją koszyść, toteż biegnąć przy schowku, wyciągnąłem z niego długi kij do golfa, w którego grywał Sehun wraz z ojcem. Teraz ten kij był moją bronią i to ja decydowałem przeciwko komu go użyję. Skierowałem się prosto do garażu, w którym znajdowały się auta kolekcjonowane przez Sehuna i uśmiechnąłem się pewersyjnie, na myśl o zniszczeniu jego drogich cudeniek, o które tak bardzo dbał.
Wpadłem do pomieszczenia, a jarzeniówki wiszące pod sufitem automatycznie się zapaliły. Chwyciłem pewniej kij i skierowałem się do pierwszego samochodu, wkładając całą siłę w rozbicie jego przedniej szyby. Następnie kopniakiem strąciłem lewe lusterko i zarysowałem kantem kija maskę, po czym zadowolony z siebie wybrałem sobie kolejną ofiarę, którą okazało się luksusowe białe Porsche. Natychmiast znokautowałem przednią szybę i lusterka, podobnie jak w trzech następnych autach, dopóki ktoś mnie nie powstrzymał.
- Baekhyun! Co ty wyprawiasz? - usłyszałem głos Jongina i odwróciłem się.
Stał w progu, razem z Sehunem, który był tak zszokowany, że z pewnością nie był w stanie wydać z siebie głosu.
- Ups - uśmiechnąłem się figlarnie, ignorując łzy i upuściłem kij, który bezwiędnie opadł na podłogę, wydając przy tym głuchy odgłos.
- Ty... jak... jak mogłeś? - Oh Sehun podniósł na mnie swój zimny wzrok. - Zapłacisz mi za to. Dzwonię na policję. Będziesz płacił z własnej kieszeni za każdą pierdoloną rysę, Byun Baek!
- Uspokójcie się - rzekł Jongin, lecz żaden z nas go nie posłuchał, bo już po chwili Sehun dosłownie rzucił się na mnie, przypierając mnie do ściany.
Zaczęliśmy się szarpać i przeklinać tak głośno, że z pewnością usłyszało nas większość gości, a ostatnim co pamiętam była interwencja policji i ochroniarzy, którzy w dość niedelikatny sposób oderwała ode mnie rozjuszonego Sehuna.
Po tym incydencie zupełnie zapomniałem o Oh Sehunie. Oddałem się w całości studiom i relacją z moimi przyjaciółmi, w tym również z Jonginem, z którym cały czas utrzymywałem kontakt. W tym czasie Oh przestał pojawiać się na okładkach gazet, Kai przystał udawać przed troskliwymi ciociami, że ma dziewczynę, a ja skończyłem studia i oficjalnie zostałem weterynarzem.
Z tego co wiedziałem z portali plotkarskich związek Oh Sehuna i Eunjung trwał jedynie cztery miesiące, gdyż po tym czasie Sehun zdradził swoją narzeczoną, kiedy była ona w drugim miesiącu ciąży. To w zupełności oddawało jego naturę narwanego, niewyżytego, rozpuszczonego podrywacza, a ja miałem nadzieję, że żadna osoba nie będzie już jego ofiarą.
Poza sprawą Oh Sehuna była też jedna rzecz, która się zmieniła.
Ja i Kai zostaliśmy parą.
Potrzebowałem dużo czasu, by pozbierać się po tamtej historii, a Jongin towarzyszył mi cały czas, pocieszając i dając pomocne rady. Był przy mnie zawsze, a ja stopniowo się w nim zadurzałem, zapominając o tym, co było wcześniej.
Przeprowadziłem się do małego mieszkania w centrum, gdzie miałem bliżej do pracy w gabinecie weterynaryjnym, choć Jongin cały czas nalegał, bym zamieszkał z nim. Uważałem jednak, że jest jeszcze zbyt wcześniej, jednak on stale o mnie walczył i co dziennie na nowo zdobywał moje serce.
Smak ciepłej kawy ze Starbacksa utulił moje ciało i pozwolił na chwilę zapomnieć o czekających mnie jeszcze godzinach pracy. Oparłem się wygodniej o oparcie fotela i upiłem kolejny łyk, przeglądając karty zdrowia zwierząt domowych, które miałem dzisiaj przyjąć. Lubiłem moją pracę, nieważne jak bardzo męcząca była.
Nim zdążyłem upić kolejny łyk kupionej w biegu kawy, usłyszałem pukanie do drzwi i niechętnie odstawiłem kubeczek na blat biurka, poprawiając się na fotelu.
- Proszę.
Zza drzwi wychyliła się głowa Kaia.
- Nie musisz mnie zapraszać tak formalnie, Baek - uśmiechnął się wchodząc i zamykajac za sobą drzwi.
- Po co przyszedłeś? - spytałem.
Owszem, Jongin odwiedzał mnie czasem w pracy, jednak zwykle mówiłem mu, że nie jest to dobry pomysł, ze względu na moją szefową, która nie tolerowała odwiedzin w godzinach, w których powinienem udzielać pomocy zwierzętom.
- Byłem akurat w okolicy i postanowiłem wpaść - uśmiechnął się czarująco, pochylając się, by złożyć na moich ustach powitalny pocałunek. - Poza tym chcę ci coś pokazać.
Uśmiechnąłem się delikatnie, widząc jak wyciąga coś z plecaka luźno zarzuconego na ramię.
- Co to takiego? - spytałem podejrzliwie.
- Przeczytaj - Jongin podsunął mi pod nos gazetę, w której znajdował się artykuł z naszym zdjęciem.
- Czy to... to... to o nas? - spytałem, unosząc brwi ku górze.
- Najwyraźniej tak - uśmiechnął się Kai. - Przeczytaj cały.
Zaśmiałem się cicho i drżącymi dłońmi przewróciłem strony, by odnaleźć artykul oznaczony tytułem: "Młody miliarder Kim Jongin zdobywa przewagę nad firmą rodziny Oh i serce tajemniczego bruneta".
○ ○ ○
Wkrótce przekonałem się, że mówiąc "chodźmy się napić", Sehun miał na myśli jedynie wlewanie we mnie różnorakich trunków, samemu nawet nie próbując alkoholu. Cały czas trzymał się z boku, pozwalając mi rozmawiać z innymi ludźmi przy barze, żartować i pić coraz to więcej. Od różnokolorowych drinków zaczęło mi się kręcić w głowie, a głosy nowo poznanych osób zlepiać w jedną całość, jednak czułem się naprawdę dobrze. Być może nawet zbyt dobrze, by przejmować się swoim stanem.
- Dlaczego nie pijesz? - spytałem Sehuna, kiedy sam byłem już dość wstawiony.
- Chyba nie zapomniałeś o tym, że przyjechałem samochodem? - chłopak puknął się w czoło, jednak jego twarz nadal pozostała bez wyrazu.
- Nie sądziłem, że jesteś tak... odpowiedzialny - stwierdziłem. - Na pierwszy rzut oka wyglądałeś na rozpuszczonego bachora, Oh.
- Taki właśnie jest. Nie znasz jego złej strony - rzekł Kai, pojawiając się przy nas znikąd.
- Nie psuj mi opinii - Sehun zmierzył go łagodnym spojrzeniem i żartobliwie szturchnął w ramię.
- Rozerwij się trochę, sztywniaku! - brunet zaśmiał się, ukazując w uśmiechu uzębienie. Musiałem przyznać, że kiedy się uśmiechał był naprawdę czarujący.
- Zostawmy go, Kai. Jest nudny - rzekłem, dokańczając mojego drinka i ciągnąc bruneta za rękaw marynarki.
- Racja - uśmiechnął się w odpowiedzi, a ja odwzajemniłem uśmiech, lekko chwiejąc się na boki.
Pozostawiliśmy Sehuna podpierającego ściany, a sami ustaliśmy w rogu rozmawiając. Można powiedzieć, że po paru zdaniach Kai usiłował ze mną flirtować, a ja z uśmiechem odpowiadałem na każdą próbę uwodzenia mnie. Być może byłem już wtedy zbyt pijany, by pomyśleć o konsekwencjach, ale Kai naprawdę zaczynał mi się podobać.
- Chodźmy zatańczyć - rzekł w końcu.
- Dawno nikt mi tego nie proponował - uśmiechnąłem się idąc wraz z nim w stronę zapełnionego parkietu. Alkohol dodał mi nieznanej dotąd odwagi i obudził drzemiące we mnie pragnienie.
- Naprawdę? - zdziwił się Kai. - Byłem przekonany, że na imprezach jesteś otaczany przez wianuszek wielbicieli, Baekhyunnie.
- Skąd ta myśl?
- Już po spojrzeniu na ciebie, można się domyślić, że dobrze się ruszasz - uśmiechnął się przebiegle, kiedy falowaliśmy na parkiecie.
Muzyka zanikała w moim umyśle, pozwalając obudzić się dzikości, która zawładnęła zarówno sercem, jak i rozumem, kiedy zatopieni w tańcu wraz z Kaiem posuwaliśmy się coraz dalej, dając ponieść się nieznanej sile namiętności. Czułem jego dłonie na moim ciele i wiedziałem, że powinniśmy przestać, jednak chęć poznania bruneta i zatracenia się całkowicie była silniejsza.
- Miałem rację, Baekhyun - wymruczał tuż przy moim uchu, kiedy erotycznie otarłem się o niego, pozwalając Kaiowi objąć dłońmi moje pośladki. - Naprawdę dobrze się poruszasz.
- Nie musisz mi tego mówić - zaśmiałem się, ledwo kontaktując. Woń alkoholu i przyciągające spojrzenie chłopaka sprawiły, że mój rozum wyparował, pozostawiając wewnątrz mnie jedynie dziką namiętność i pragnienie Kaia.
- Zamierzasz mnie pocałować? - spytałem, kiedy brunet zbliżył swoją twarz do mojej, a ja powstrzymałem chęć skosztowania jego pełnych ust.
- Tak - odpowiedział bez skrępowania. - Bardzo chcę cię teraz pocałować, Baekhyunnie.
Zamknąłem oczy, czując ciepły, przesiąknięty zapachem alkoholu oddech chłopaka na mojej twarzy i spłonąłem rumieńcem, kiedy jego miękkie usta zderzyły się z moimi. Owinąłem ramiona wokół jego szyi, pragnąc go bardziej, a on w odpowiedzi pogłębił pocałunek. Całe moje ciało płonęło, a ja pragnąłem, by Kai ugasił ten palący żar.
Już chciałem po raz kolejny zatracić się w smaku ciepłych warg bruneta, jednak przeszkodziła mi w tym czyjaś ręka, boleśnie zaciskająca się na moim ramieniu.
- Sehun?! - pisnąłem, widząc chłopaka, który siłą wyciągał mnie z tłumu.
- Pora się zbierać - rzekł, a ja ledwo go słyszałem przez ogłuszającą muzykę.
Zdążyłem tylko rzucić Kaiowi przepraszające spojrzenie i obserwować jak zaczyna tańczyć z kimś innym, nim Sehun wypchnął mnie za drzwi posiadłości i poprowadził w stronę parkingu. Film urwał mi się w momencie, kiedy poczułem pod sobą skórzaną tapicerkę i zamknąłem powieki, znużony głębokim snem.
○ ○ ○
Tak jak się spodziewałem, rankiem obudziłem się w łóżku Sehuna, lecz tym razem nie byłem w nim sam. Po krótkiej chwili, zauważyłem, że Oh również spał, ułożony obok mnie i odwrócony w moją stronę plecami. Z początku miałem ochotę udusić go poduszką i po raz kolejny wygarnąć mu, że nie ma prawa bez mojej zgody przywozić mnie do swojego domu i pakować do łóżka, jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że sytuacja w jakiej się znajdowałem nie była taka zła. W końcu leżenie w obok przystojnego, młodego milionera nie było czymś nie do zniesienia. Wręcz przeciwnie. Sehun zaczynał mi się coraz bardziej podobać.
- Już nie śpisz? - mruknął, odwracając się do mnie i uśmiechając sennie.
- Jak widać nie - odparłem chłodno, lecz po chwili zupełnie zmieniłem moje nastawienie i wtuliłem się w ramię Sehuna, obejmując jego szyję. - Mógłbym się do tego przyzwyczaić, Sehun.
- Do czego?
- Do tego jak mnie traktujesz - uśmiechnąłem się lekko. - Jesteś jak książę zajmujący się swoją księżniczką.
Sehun parsknął śmiechem, a jego dłoń pogładziła lekko moje nagie plecy.
- Rola księcia bardzo mi się podoba - stwierdził. - I mógłbym się do niej łatwo przyzwyczaić.
Spłonąłem soczystym rumieńcem, czując usta chłopaka na swojej szyi, lecz wszystko co robił zaczynało mi się bardzo podobać.
- Dlaczego wczoraj tak szybko wyciągnąłeś mnie z imprezy?
- Szybko? - powtórzył Sehun, marszcząc brwi. - Była trzecia nad ranem, a ty ledwo kontaktowałeś. Masz naprawdę słabą głowę, Byun Baek.
- Kai by się mną zajął - uśmiechnąłem się perwersyjnie, chcąc podroczyć się z młodszym.
- Nie, Baekhyun. Kai by się tobą nie zajął.
- Dlaczego nie?
- Jest moim kuzynem, ale mamy zupełnie różne charaktery - wyjaśnił Oh. - Nie jest takim dżentelmenem jak ja.
Parsknąłem cichym śmiechem, słysząc słowa chłopaka.
- Nie schlebiaj sobie - odparłem, starając się brzmieć poważnie, jednak po chwili znów się roześmiałem, chowając twarz w zagłębieniu szyi bruneta.
○ ○ ○
Wbrew moim przekonaniom nasza znajomość nie skończyła się po kilku wspólnych wypadach i imprezach u jego znajomych. Mijał drugi miesiąc naszej "przyjaźni", a ja z bólem odkrywałem, że zaczynam się do niego przywiązywać.
- To rozpuszczony dupek, Baek - rzekł pewnego dnia mój przyjaciel Kyungsoo. - Nie pozwalaj mu się tobą bawić.
- Gdybyś go poznał, miałbyś o nim inne zdanie - wywróciłem wtedy oczami, zupełnie ignorując jego uwagi.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem co mnie spotka i jakie niespodzianki niesie ze sobą Sehun.
○ ○ ○
Przełom w naszej znajomości nastąpił jakoś pod koniec maja. Był to weekend, który spędzaliśmy na prywatnej plaży jego ojca pijąc i śmiejąc się.
- To zabawne, Sehun - zacząłem nagle, zupełnie zmieniając temat. - Nie wiem o tobie kompletnie niczego poza tym, że jesteś narwanym milionerem i synem najbogatszego człowieka w Seulu, podczas gdy ty wiesz o mnie wszystko, bo już na samym początku prześledziłeś moje dokumenty.
Oh posłał mi rozbawione spojrzenie, pijąc przez słomkę piwo z puszki.
- Co chciałbyś o mnie wiedzieć, Byun?
- Wszystko - odparłem bez zastanowienia.
- Okay - zaśmiał się Sehun. - Pobawmy się tak: ty pytasz, ja odpowiadam.
- Dobra - uśmiechnąłem się lekko. - Kim jest twój ojciec i dlaczego jesteś tak cholernie bogaty?
- Od początku chciałeś o to zapytać, prawda? - roześmiał się chłopak, nim w końcu zdecydował się odpowiedzieć. - Moja rodzina ma bliskie powiązania z brytyjską rodziną królewską.
- Bliskie powiązania? - powtórzyłem, wytrzeszczając oczy.
- Interesy - odparł Sehun. - Łączą nas interesy.
- Rozumiem - przytaknąłem.
- Następne pytanie.
- Ile dokładnie masz lat? - spytałem.
- Na ile wyglądam? - uśmiechnął się delikatnie brunet, zsuwając z nosa ciemne okulary.
- Dwadzieścia - odparłem. - Zgadłem?
- Owszem, niedawno skończyłem dwadzieścia - skinął głową Sehun.
- Ty i Kai jesteście bliską rodziną? - podzieliłem się z nim kolejnym nurtującym mnie pytaniem.
- Kai jest moim kuzynem, ale utrzymujemy bliskie stosunki. Mieszkamy w końcu w jednym mieście i głupio byłoby udawać, że się nie znamy - odpowiedział. - Ale miałeś pytać o mnie, nie o Kaia.
- Ech, jesteś zazdrosny, prawda?
Sehun uniósł brwi ku górze, mierząc mnie uważnym spojrzeniem.
- To jedno z pytań?
- Tak - odpowiedziałem. - Zawsze kiedy mówię o Kaiu jesteś zazdrosny, tak?
Oh westchnął głęboko, poprawiając swoją opadającą na oczy grzywkę i wlepił wzrok w fale rozbijające się o brzeg naprzeciw nas.
- Tak, jestem zazdrosny - odpowiedział bezwstydnie.
- Wiedziałem.
- Chorobliwa zazdrość to moja największa wada. Masz jeszcze jakieś pytania?
- Chyba nie - pokręciłem głową, choć było jeszcze jedno pytanie, które męczyło mnie od samego początku. - Mogę zapytać o coś bardziej osobistego?
- Osobistego? - powtórzył Sehun.
- Coś bardzo osobistego - uściśliłem, czując dziwną gulę w gardle.
- Jeżeli nie podzielisz się tymi informacjami z paparazzi to jestem gotowy ci zaufać. Pytaj.
Wziąłem głęboki oddech i ułożyłem sobie w myślach idealną kolejność słów, które zamierzałem wypowiedzieć. Zadawanie Sehunowi osobistych pytań było jeszcze bardziej męczące, niż samodzielne doszukiwanie się odpowiedzi.
- Sehun... czy masz jakieś rodzeństwo? - spytałem.
- Nie - pokręcił głową chłopak. - Czemu o to pytasz?
Zmieszałem się lekko, nie wiedząc jak wybrnąć z niewygodnej sytuacji, w jakiej niewątpliwie się znalazłem.
- Twoja rodzina ogranicza się jedynie do ojca?
Tym razem Sehun się zmieszał, wbijając wzrok w puszkę smakowego piwa.
- Tak. W sumie to tak - odparł.
- Co się stało z twoją... mamą? - spytałem, choć wiedziałem, że w tamtej chwili powinienem ugryźć się w język i nie drążyć dalej tematu.
Sehun uśmiechnął się lekko, lecz ja łatwo zauważyłem, że był to smutny uśmiech.
- Umarła, gdy miałem trzy lata. Nie jestem w stanie jej pamiętać.
Poczułem jak po plecach przechodzi mi dreszcz, a serce zaczyna mi wprost więdnąć ze współczucia.
- Tak bardzo mi przykro - powiedziałem cicho.
- Niepotrzebnie - wzruszył ramionami chłopak. - Tak jak mówiłem nie pamiętam mojej mamy, więc nie mam w sumie za czym tęsknić. Niczego mi nie brakuje.
W tamtym momencie miałem ochotę się śmiać, widząc jak bardzo Sehun jest głupi, myśląc, że nie zauważam tego jak przybity jest mówiąc o swojej zmarłej rodzicielce. Zacząłem czuć, że jest on bardziej wrażliwy, niż mi się wydaje, a co za tym idzie starałem się odkryć każdą jego część, by poznać lepiej tą skomplikowaną osobę, jaką był Oh Sehun.
○ ○ ○
- Przyjedź do mnie na weekend - zaproponował mi pewnego upalnego popołudnia, kiedy po męczącym dniu na uczelni relaksowałem się w uroczej kawiarni na przedmieściach w towarzystwie Sehuna.
- Nie wiem czy znajdę wolną chwilę - mruknąłem. - Mam dużo nauki.
- Nauka może poczekać - wywrócił oczami Oh, zatapiając usta w swojej pienistej, mrożonej kawie.
- Tak bardzo ci zależy? - spytałem, śmiejąc się cicho.
Chwilami Sehun przypominał mi małego chłopca.
- Mojego ojca nie będzie przez cały weekend - odparł. - A co za tym idzie nie będzie też jego nachalnych znajomych kręcących się po domu.
- Będzie tam ktoś oprócz mnie? - spytałem zaciekawiony wizją spędzenia weekendu w posiadłości Sehuna.
- Nie. Tylko ty i ja - uśmiechnął się zalotnie.
- Interesująco - mruknąłem, rozsmakowując się w moim orzeźwiającym sorbecie wieloowocowym.
- Powiedziałbym raczej, że romantycznie - uśmiechnął się zalotnie, po raz kolejny próbując ze mną nieudolnie flirtować.
- Już nie mogę się doczekać - odparłem, uświadamiając sobie, że uroki Sehuna coraz bardziej na mnie działają.
Z początku byłem odporny na jego próby uwodzenia, jednak wtedy wszystko się zmieniło, a Oh zaczynał mnie coraz bardziej pociągać, przez co można było uznać, że byłem nim kompletnie zaślepiony.
○ ○ ○
Po powrocie do mojego mieszkania, dzielonego z dwójką idiotów i nadpobudliwym psem od razu wpadłem do salonu, rozkładając się na kanapie, która nawet nie mogła się równać z wielką, skórzaną kanapą w posiadłości Sehuna.
- Widzę, że spotkanie z twoim księciem się udało, księżniczko Byun - zaświergotał Yeol, zajęty w kuchni smażeniem boczku.
Smażony bekon był jedynym daniem, które umiał samodzielnie przygotować, toteż kiedy Kyungsoo nie było w domu Chanyeol był zmuszony posilić się swoim popisowym posiłkiem.
- Jadę do niego na weekend - westchnąłem rozmarzonym głosem.
- Jesteś pewien, że to bezpieczne? - spytał rudy, siadając obok mnie z talerzem pełnym plasterków przysmażonego, a raczej spalonego, bekonu.
- Znam go wystarczająco długo, by mu ufać - odparłem.
- Co jest w nim takiego specjalnego, że spotykasz się z nim tak często? - spytał nagle Kyungsoo, wynurzając się z łazienki w różowym szlafroku w panterkę.
- Dużo - odpowiedziałem. - Choćby to, że jest milionerem, a sama jego sypialnia jest czterokrotnie większa od całego naszego domu.
- Zachowujesz się jak zakochana nastolatka - parsknął śmiechem Chanyeol, niemal krztusząc się zwęglonymi kawałkami mięsa.
- Nie jestem w nim zakochany, okay? To zwykła znajomość - rzekłem wtedy, oblewając się soczystym rumieńcem, choć moi przyjaciele mieli zupełną rację.
Już wtedy powoli zakochiwałem się w Sehunie, popełniając jeden z najgłupszych błędów w moim krótkim życiu, będącym pasmem rozczarowań i niepowodzeń.
○ ○ ○
W piątek po skończonych zajęciach na uczelni doznałem szoku, widząc na parkingu przed budynkiem czarne Lamborghini, niewątpliwie należące go Sehuna, który z delikatnym uśmiechem opierał się o maskę, przeglądając coś w swoim kurewsko drogim iPhone'nie.
- Cześć, Baek - przywitał się, zsuwając z nosa swoje ciemne okulary.
- Hej - odparłem, a chłopak uraczył mnie delikatnym, w stu procentach przyjacielskim przytuleniem na powitanie, które mimo tego, że było tylko przyjacielskie, sprawiło, że na moich policzkach pojawiły się irytujące rumieńce, które Oh musiał zauważyć.
Widziałem, jakie zainteresowanie wśród innych studentów wzbudził samochód Sehuna i sama jego obecność, a ja poczułem się dumny z tego, że mam tak bliskie kontakty z kimś, kto wzbudza takie zainteresowanie, zwłaszcza wśród żeńskiej części uczelni.
○ ○ ○
- Napijesz się? - spytał Sehun, nalewając do małej szklaneczki odrobinę jakiegoś trunku i zalewając to wszystko sokiem.
- Skuszę się, jeżeli przygotujesz mi dobrego drinka - odparłem, uśmiechając się uwodzicielsko, a Oh od razu wyczuł, że usiłuję z nim flirtować i z chytrym uśmieszkiem na twarz zajął się przygotowywaniem mojego trunku.
W myślach już słyszałem co powiedzieliby moi przyjaciele, gdyby byli ze mną w tej sytuacji, a zwłaszcza Kyungsoo, który wielokrotnie ostrzegał mnie przed groźnymi typami, którzy dorzucają groźne pigułki gwałtu naiwnym, uroczym chłopcom, takim jak ja.
- Gotowe - odparł Sehun, stawiając przede mną gotowego drinka o kolorze ciemnego fioletu.
Wziąłem szklankę do rąk i powoli obserwowałem zawartość, doszukując się owej groźnej pigułki gwałtu.
- Niczego tam nie dosypałeś? - spytałem pół żartem, pół serio, lecz Sehun odebrał to w zupełności jako żart.
- Spokojnie. Gdybym chciał cię w moim łóżku najpierw sprawiłbym, że oszalałbyś na moim punkcie i sam chciał się ze mną kochać - uśmiechnął się niegrzecznie.
Zamarłem w bezruchu, słysząc jak bezwstydnie wypowiada te słowa, sprawiając, że moje policzki oblały się czerwienią. Nikt nie działał na mnie tak jak on.
- Czasami jesteś zbyt pewny siebie - zaśmiałem się pod nosem, upijając łyk smakującego czereśniami drinka, a po chwili znów kontynuowałem naszą "niewinną" rozmowę. - Więc z twojej wypowiedzi mam wnioskować, że skoro jeszcze nie sprawiłeś, że oszalałem, to nie jestem w twoim typie?
Sehun analizował moje słowa przez dłuższą chwilę, opierając się plecami o drewniany barek, gdzie znajdowały się wszystkie trunki i soki. Szybko zauważyłem, że wprawiłem go w zakłopotanie.
- Więc jeszcze nie oszalałeś na moim punkcie? - na jego ustach zagrał ten niegrzeczny uśmiech, który coraz bardziej lubiłem.
Zmieszałem się lekko, wyszukując w głowie jakiejś sensownej odpowiedzi. Równie dobrze mógłbym rzucić głupie: "Kocham cię, Sehun. Bierz mnie tu i teraz", ale nie chciałem. Nasza gra rozwijała się bardzo powoli, rozbudzając pożądanie w nas obojgu.
- A powinienem?
Moja odpowiedź wyraźnie zdziwiła Sehuna, który uniósł brwi ku górze i zamrugał szybko powiekami.
Jeden-zero, rozpuszczony bachorze.
- Chcesz powiedzieć, że to całe odwożenie cię, zapraszanie do mnie i stawianie ci drinków nie podziałało? - powiedział Oh, udając zdziwionego. - Inni zawsze się na to łapali.
Poczułem zimny dreszcz przechodzący mi po plecach.
- Inni?
Sehun uśmiechnął się pod nosem, patrząc na mnie rozbawiony.
- Żartowałem - wyjaśnił.
- Nieśmieszne.
- Chciałem zobaczyć, czy będziesz zazdrosny.
Jeden-jeden, narwany idioto.
- Niby o co miałbym być zazdrosny? - rzekłem, znów przybierając obojętny wyraz twarzy. - Przecież to normalne, że ktoś taki jak ty szybko się znudzi jedną osobą.
Sehun zaniemówił, wyglądając na urażonego, a ja od razu poczułem, że trafiłem w jego czuły punkt, który skrywał pod maską zimnego i bezwzględnego pana miliardera.
Dwa-jeden, Hunnie.
- Nie znudziłeś mi się przez te trzy miesiące, więc raczej wytrzymam z tobą kolejne - wywrócił oczami, nalewając do swojej szklaneczki Whiskey i wypijając ją jednym duszkiem.
- To raczej ja wytrzymam z tobą - parsknąłem, czując, że tym razem to Sehun mnie uraził.
Dwa-dwa, mięczaku.
- Spokojnie, Baek. Tylko żartowałem - uśmiechnął się delikatnie. - Wytrzymam z tobą o wiele więcej miesięcy.
- Pocieszające - parsknąłem, udając obrażonego.
- Nie gniewaj się na mnie, Baekhyunnie.
Spojrzałem na niego spod mojej ciut przydługiej grzywki i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Będę się gniewał, dopóki mnie nie przeprosisz. Tak kulturalny człowiek jak ty powinien wiedzieć, które słowa mogą kogoś urazić.
- Zamiast cię przepraszać, może zwyczajnie poprawię ci humor czymś innym, huh?
Podniosłem na niego wzrok, dostrzegając jak poluzowuje krawat na swojej szyi, seksownie przygryzając przy tym wargę. Jego oczy błyszczały w ten niezwykle magiczny sposób, a ja poczułem jak oblewa mnie fala gorąca, któremu nie byłem w stanie się oprzeć.
- Kusząca propozycja - mruknąłem, czując, że widok Sehuna powoli rozpinającego koszulę zapiera mi dech w piersiach.
- Wiedziałem, że ci się spodoba.
Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, Oh dokończył rozpinanie swojej koszuli, w której wyglądał jak prawdziwy bóg seksu i pochylił się nade mną, złączając nasze usta w drapieżnym pocałunku, który na zawsze pozostał w mojej pamięci.
Oplotłem ramionami jego szyję, pragnąc go jeszcze bliżej siebie, a on w odpowiedzi, przycisnął mnie do kanapy, zawisając nade mną. Namiętnym pocałunkom i dotykowi nie było końca, a wkrótce potem poczułem dłoń Sehuna wkradającą się pod moją koszulkę i zupełnie oddałem się przyjemności, czując jego dłonie na mojej nagiej skórze.
Zdejmował ze mnie wszystko po kolei, a ja oddawałem mu się, cichymi jękami prosząc o jeszcze więcej. Byłem wtedy naiwny jak dzieciak, ale mimo to cieszyłem się, spełniając jedno z moich największych pragnień - pragnienie Sehuna.
- Sehun... - szepnąłem, kiedy leżałem przed nim jedynie w samych bokserkach, a ten patrzył na mnie z góry wygłodniałym wzrokiem, jednocześnie siłując się z paskiem swoich spodni. - Chyba się w tobie zakochałem - wyznałem cicho, zamykając oczy z zażenowania.
Nigdy nie wyznawałem nikomu miłości i bałem się reakcji młodszego na moje słowa, jednak ten jedynie złożył mokry pocałunek w zagłębieniu pomiędzy moimi obojczykami i dalej zajął się zdejmowaniem swoich spodni, podczas, gdy ja nieśmiało badałem dłońmi jego mięśnie brzucha, które były tak cudowne, że wprost nie mogłem przestać ich dotykać, upewniając się, czy aby na pewno są prawdziwe.
- Nie wstydź się, Baekhyunnie - szepnąłem Sehun, zaraz przy moim uchu, a ja wzdrygnąłem się, czując dreszcz przyjemności, rozchodzący się po moim nagim ciele.
Kanapa w pokoju chłopaka była mała, ale idealnie nadawała się do tego, co zamierzaliśmy na niej zrobić.
- Nie wstydzę się - odparłem, starając się ukryć drżenie głosu.
- Dotknij mnie, skarbie - mruknął głębokim głosem, łapiąc mnie delikatnie z nadgarstek i zsuwając moją dłoń z jego mięśni brzucha na wybrzuszenie w jego szarych bokserkach Calvina Kleina.
Poczułem parzące rumieńce na policzkach, lecz mimo to dalej oddawałem się przyjemności, całując Sehuna i dotykając każdą część jego ciała, okłamując samego siebie, że Oh na zawsze będzie mój.
Ze słodkiego zapomnienia wyrwałem się dopiero, kiedy chłopak wszedł we mnie, a ja poczułem paraliżujący ból, pomieszany z nutką szaleńczej przyjemności, która z sekundy na sekundę zaczęła ogarniać moje zmęczone już ciało. Oh robił wszystko wyjątkowo delikatnie i czule, a ja rozpływałem się od jego dotyku, drżąc i jęcząc, a moje jęki zagłuszone były ustami Sehuna, który całował mnie na miliony możliwych sposobów.
Kiedy obaj osiągnęliśmy szczyt, poczułem, że nigdy nie byłem tak spełniony, jak w tamtej chwili i wtuliłem się w młodszego, zasypiając w jego ramionach, podczas, gdy ten ostrożnie zaniósł mnie do swojego łóżka, okrywając kołdrą i przytulając, a ja zacząłem śnić o tym, aby już każdy nasz wspólnie spędzony wieczór tak wyglądał. Byłem wtedy taki naiwny.
○ ○ ○
Od tamtego czasu ja i Sehuna staliśmy się dla siebie o wiele bliżsi. Można nawet powiedzieć, że byliśmy parą, jednak utrzymywaliśmy to w ścisłej tajemnicy, aby tak poufna informacja nie przeciekła do pana Oh i mediów, które wyjątkowo często śledziły rodzinę mojego chłopaka. Musiałem przyznać, że bycie w związku z przystojnym synem miliardera, który notorycznie nękany jest przez paparazzi bardzo mi się podobało.
O mnie i Sehunie wiedział jedynie Kai, u którego często gościliśmy. Obiecał jednak, że zatrzyma nasz sekret dla siebie, a my zaufaliśmy mu. Był jedną z niewielu osób w otoczeniu Sehuna, którym warto było ufać.
Odkąd zaczęliśmy być razem spotykaliśmy się nieco rzadziej, aby nasze częste spotkanie nie stały się zbyt podejrzane. Był to akurat okres, kiedy ojciec Sehuna wyprawiał dużo bankietów i wystawnych przyjęć, na których wręcz piętrzyły się tłumy ważnych osobistości i pięknych kobiet, które śmiało zagadywały do mojego chłopaka, o którego byłem kurewsko zazdrosny.
○ ○ ○
- Nie martw się, Baekhyunnie - rzekł pewnego wieczora Oh, kiedy nocowałem u niego. - Te wszystkie dziewczyny to tylko córki znajomych mojego ojca. Nie jestem nimi zainteresowany, mimo, iż cała rodzina chciałaby, abym wybrał już sobie przyszłą małżonkę.
Podniosłem głowę z jego ramienia, wpatrując się w niego z wyrzutem.
- Więc po co z tobą jestem, skoro nasz związek i tak nie ma sensu? - zapytałem nieco agresywnie. - Twój ojciec nigdy mnie nie zaakceptuje, tak samo jak reszta twojej rodziny.
- Nie mów tak - Oh uraczył mnie motylim pocałunkiem.
- Mówię poważnie, Sehun - rzekłem.
Chłopak potarł dłonią czoło, zastanawiając się nad czymś, po czym znów się uśmiechnął.
- Nie chcę cię zostawiać, Baekhyunnie.
- Może tak byłoby lepiej?
- Brzmisz, jakbyś to ty chciał mnie zostawić - obruszył się, marszcząc brwi.
- Nie chcę dłużej się ukrywać, Sehun.
- Po prostu poczekaj, dobrze? - mruknął chłopak, obejmując mnie mocniej. - Nie możemy się ujawnić teraz, ale obiecuję ci, że nigdy z ciebie nie zrezygnuję, okay?
Zawahałem się, jednak nie umiałem mu niczego odmówić.
- Okay.
Uśmiechnął się słodko, po czym wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi i szeptem obiecał mi, że nigdy nie spojrzy na nikogo tak, jak spojrzał na mnie, a ja mu wierzyłem.
○ ○ ○
Chanyeol i Kyungsoo również wiedzieli o moim związku z Sehunem, jednak oni nie byli dla nas zagrożeniem. Byli dla mnie jak bracia i ufałem im tak samo mocno jak Oh ufał Jonginowi. Obaj niestety nie popierali tego, że jesteśmy razem, cały czas wypominając mi to, że przyjdzie dzień, kiedy Sehun mnie wystawi i znajdzie sobie kogoś, kogo jego ojciec od razu zaakceptuje. Ja jednak nie przejmowałem się nimi, do pewnego feralnego dnia, kiedy pod moimi drzwiami wylądowała jedna z gazet o celebrytach, gdzie na samym początku powitał mnie wielki tytuł: "Młody dziedzic fortuny rodziny Oh i jego przyszła narzeczona".
- Co to ma, do cholery, być? - syknąłem pod nosem, czytając artykuł, który w dziewięćdziesięciu procentach składał się z zdjęć Sehuna i jakiejś tajemniczej ciemnowłosej dziewczyny, której w tamtym momencie szczerze nienawidziłem.
- Wiedziałem, że tak będzie - westchnął Kyungsoo, siedzący obok mnie. - Lepiej zadzwoń do Sehuna.
Powstrzymałem buzującą we mnie złość i chwyciłem za telefon, wybierając numer, zapisany jako Hunnie♥.
Tak jak podejrzewałem nie odebrał. Nie obierał również kolejnych telefonów, przy czym nie odpisywał na wszelkie wiadomości, doprowadzając mnie tym samym to płaczu.
Z dnia na dzień nasz kontakt się urwał, pozostawiając mnie z wielką dziurą w sercu.
○ ○ ○
- Jak się czujesz? - spytał Chanyeol, siadający razem z Kyungsoo na moim łóżku.
Wygrzebałem się spod kołdry, rzucając im zmęczone spojrzenie.
- Czuję się źle.
- Och, no weź. Od tygodnia nie wychodzisz z domu - westchnął Kyungsoo. - On zwyczajnie nie był ciebie wart. Ostrzegałem cię, że tak to się skończy. Poza tym prawie go nie znałeś.
- Znałem go pół roku, a pół roku do wystarczający okres czasu, żeby kogoś dobrze poznać - odparłem, marszcząc gniewnie brwi.
- Gdybyś dobrze go znał, nie uwierzyłbyś we wszystkie jego kłamstwa - zaśmiał się cicho Yeol.
- Zostawcie mnie w spokoju.
- Naprawdę chcesz to tak zostawić, Baekhyun? - spytał Kyungsoo, delikatnie uderzając mnie w ramię.
Jego słowa sprawiły, że w moim wnętrzu obudziła się jakaś dziwna siła, która nie pozwalała mi zwyczajnie zapomnieć o Sehunie. Nic przecież nie było jeszcze przesądzone, a w mojej głowie już tworzył się nowy plan.
- Nie, nie zostawię tego tak - rzekłem, bardziej do siebie, niż do moich przyjaciół.
- I o to nam chodzi - powiedział energicznie Chanyeol. - Zapomnij o nim.
- Nie - zaprzeczyłem. - Zrobię coś zupełnie innego.
○ ○ ○
Wieczór był chłodny, a ja stałem przed moim domem w samej koszulce i jeansach, czekając na Jongina, który miał po mnie przyjechać. Stwierdziłem, że Kai jest moją jedyną drogą ratunku, skoro Sehun przez cały tydzień nie raczył się do mnie odezwać i z pewnością już dawno wykreślił mnie ze swojego życia.
Uśmiechnąłem się smutno, widząc srebrnego Mercedesa, przypominającego mi o Sehunie i jego kolekcji drogich aut, zalegających w obszernym garażu.
- Cześć, Baek - przywitał się z uśmiechem Jongin, wysiadając z samochodu i otwierając mi drzwi od strony pasażera.
- Hej - odparłem i zająłem miejsce, czekając aż auto ruszy.
Jongin bardzo przypominał mi Sehuna, mimo, iż obaj byli zupełnie różni. Zauważyłem jednak, że tak samo się uśmiechają, mimo, że Kai robił to częściej i są tak samo skupieni w trakcie prowadzenia auta, przez co kuzyn Oh coraz bardziej przypominał mi mojego, byłego już, chłopaka.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Jongin nie był głupi i łatwo wyczuł, że nie jestem w zbyt dobrym humorze, a ja byłem mu wdzięczny, że rozpoczął rozmowę dopiero, kiedy zasiedliśmy w jego salonie utrzymanym w ciepłych barwach brązu i czerni. Lubiłem dom Kaia, mimo, iż nie mógł się równać z posiadłością Sehuna, która była od niego o co najmniej dwa razy większa.
- Co się stało? - spytał Jongin, siadając w fotelu naprzeciwko mnie i podając mi szklankę soku pomarańczowego.
- Naprawdę jeszcze się nie domyśliłeś? - prychnąłem, upijając mały łyk.
- Och... Chodzi o Sehuna i Eunjung?
- Jeśli tak się nazywa jego "przyszła narzeczona" to tak - odparłem chłodno, wbijając wzrok w blat stolika wykonanego z ciemnego drewna, który stał pomiędzy nami.
- Tak, rozumiem cię - przytaknął Jongin. - Musisz się czuć okropnie.
- Nienawidzę go - syknąłem cicho, obracając szklankę w dłoniach.
- Sehun bardzo się zmienił, ale to wina jego ojca - rzekł Jongin.
- To on kazał mu zadawać się z Eunjung? - spytałem, czując ogarniającą mnie złość.
- Nie jestem pewien, ale to całkiem możliwe, zważając na to, że to on zaaranżował ich spotkanie - wyjaśnił Kai. - Także jestem zdziwiony tym, jak przyjął to Sehun. Zwykle wszystkie panny, które wysyłał do niego ojciec zostawały odesłane z kwitkiem, jednak tym razem postąpił zupełnie inaczej.
- Może zwyczajnie miał już mnie dość? - spytałem, czując irytujące łzy, zalegające w kącikach moich oczu. - I dość tego całego ukrywania się.
- Nie mów tak - Jongin podał mi chusteczkę higieniczną, uśmiechając się pocieszająco.
- Nie zdziwiłbym się, gdybym miał rację. Ja na jego miejscu też bym tak postąpił - powiedziałem, aż w końcu zupełnie się rozkleiłem i zacząłem cicho szlochać, ocierając łzy darowaną chusteczką.
Kai, widząc w jakim stanie się znajduję, usiadł obok mnie i troskliwie objął mnie ramionami, pozwalając mi wtulić się w niego. Pachniał mocnymi męskimi perfumami i czekoladą, jednak ten zapach nie mógł się równać z wonią perfum Sehuna, za którą tak bardzo tęskniłem.
- Nie płacz przez niego, Baekhyun - mruknął brunet, uspokajająco głaszcząc mnie do głowie.
- Kai... czy poza mną Sehun miał kogoś wcześniej? - spytałem nagle, podnosząc na niego wzrok.
Brunet zamyślił się chwilę, po czym uśmiechnął smutno.
- Niestety tak - powiedział. - Nie jesteś pierwszą osobą, którą bez wyraźnego powodu porzucił, choć muszę przyznać, że był tobą bardziej niż zainteresowany. Mógłbym nawet powiedzieć, że był w tobie zakochany, dlatego tak bardzo dziwi mnie to, że nagle cię zostawił, choć byliście razem dobre cztery miesiące.
- Nie chcę tego tak zostawić, Kai - rzekłem, ocierając łzy.
- Co chcesz zrobić?
- Potrzebuję zemsty - powiedziałem, patrząc na bruneta uważnie. - Chcę się na nim zemścić za to, jak mnie skrzywdził. Pomożesz mi?
Jongin zawahał się, przygryzając przy tym wargę.
- Jestem po twojej stronie, Baek.
- To dobrze - uśmiechnąłem się.
- Więc co zamierzasz zrobić? - spytał, siadając wygodniej na sofie.
- Najpierw chcę się wkręcić na jakieś z przyjęć, na którym będzie z Eunjung. Chcę zobaczyć ich razem.
- Po co?
- Nie pytaj - machnąłem ręką. - Po prostu chcę. Muszę się upewnić, czy jest tak, jak sądzę.
Jongin nie pytał dalej, a jedynie pozwolił mi kontynuować.
- Później wymyślę tak idealny plan zemsty, że Oh Sehun popamięta mnie na zawsze - zacisnąłem dłoń na szklance soku, uśmiechając się przy tym jak szaleniec.
- Pojutrze rodzice Eunjung organizują przyjęcie z okazji jej ukończenia szkoły - rzekł Kai.
- Jest dość młoda, prawda?
- Dziewiętnaście lat.
- Sądzisz, że mógłbym się tam... dostać?
- Sądzę, że tak - Jongin uśmiechnął się przebiegle. - Ale do tego celu potrzebny ci będę ja i moje zaproszenie.
- Co masz na myśli? - zawahałem się.
- Mam zaproszenie z osobą towarzyszącą i mogę cię zabrać, rozumiesz?
- Rozumiem, ale nie wejdę tam. Sehun od razu mnie rozpozna - ukryłem twarz w dłoniach, wątpiąc w to, czy warto wprowadzać nasz chory plan w życie.
- Nie rozpozna, jeżeli przebierzesz się za moją dziewczynę - odparł z przebiegłym uśmiechem Kai, a ja prawie oplułem się sokiem.
- Przebierzesz mnie za dziewczynę? - niemal pisnąłem, wyobrażając sobie mnie w sukience, makijażu i tych innych dziewczęcych dodatkach.
- Będziesz musiał się poświęcić, skoro chcesz wejść razem ze mną na przyjęcie rodziców Eunjung - wzruszył ramionami Kai.
Zagryzłem wargi, wiedząc, że nie mam innego wyjścia, jeżeli chcę zemścić się na Sehunie. Nie chciałem zwyczajnie usunąć się w cień. Oh musiał widzieć, że za potraktowanie mnie jak gówno czeka go kara.
- Dobra, zgadzam się - odparłem i już w tamtej chwili wiedziałem, że pakuję się w niezłe bagno.
○ ○ ○
- Nie ruszaj się - poleciła Sohee, przyjaciółka Kaia, która obiecała, że pomoże nam w wystylizowaniu mnie na elegancką, piękną panią Byun.
Zamarłem w bezruchu, starając się nie poruszyć, kiedy dziewczyna starannie doklejała mi sztuczne rzęsy, po chwili przejeżdżając po nich maskarą i uśmiechnęła się.
- Wyglądasz pięknie - powiedziała. - Z pewnością będziesz prezentować się o wiele lepiej niż tamte puste lale - dodała, nakładając na moje policzki odrobinę różu.
Jongin stał w progu pokoju, obserwując przebieg pracy i jedynie od czasu do czasu rzucając jakąś kąśliwą uwagę, dotyczącą mojej dziewczęcej urody.
- Ten kolor będzie idealnie pasował do twojej sukienki - rzekła Sohee, obrysowując moje usta konturówką, a następnie malując krwistoczerwoną szminką. Stylizowanie mnie widocznie było dla niej niezłą frajdą.
- Nawet nie przypominaj mi o tej sukience - westchnąłem. Nie wyobrażałem sobie siebie w długiej do ziemi rozkloszowanej sukni, koronkowych rękawiczkach i czarnych szpilkach, w których cztery godziny uczyłem się chodzić.
- Makijaż gotowy - rzekła radośnie Sohee, dokańczając malowanie moich ust i uśmiechnęła się szeroko.
- Wow - westchnął Jongin. - Twoje usta wyglądają seksownie, Baek.
Pokazałem mu język, zmierzając w kierunku szafy, w której znajdowała się sukienka pożyczona od Sohee, którą miałem założyć. Była dość obcisła, jednak dobrze w niej wyglądałem, co obaj moi towarzysze od razu potwierdzili.
- Wyglądasz naprawdę pięknie, Baek - rzekła Sohee, zapinając zamek kreacji, podczas, gdy ja nakładałem na dłonie czerwone, koronkowe rękawiczki.
- Jesteś trochę zbyt płaski jak na dziewczynę - zaśmiał się Jongin, oglądając mnie z każdej strony.
- Nie myśl, że będę sobie wypychał cycki kokosami, Kai - zmroziłem go wzrokiem, nakładając na nogi zdecydowanie zbyt wysokie, czarne szpilki.
Nasz pomysł był absurdalny i zwyczajnie szalony, jednak nie mogłem się teraz wycofać. Do przyjęcia zostało pół godziny, a ja musiałem pogodzić się z tym, że spędzę ten wieczór nie jako pan Byun, ale jako pani Byun.
- Wyglądasz idealnie - uśmiechnęła się Sohee, poprawiając kasztanowe doczepy, przeczepione do moich naturalnych włosów. Były dość gęste i barwą pasowały do mojego naturalnego odcienia, więc w ogóle nie było ich widać, a ja czułem się coraz bardziej kobieco.
- Jedźmy już - rzekł Jongin, zerkając na tarczę swojego czarnego Rolexa.
- Jesteś gotowy, Baekhyun? - spytała Sohee, poprawiając ułożenie moich doczepianych, kasztanowych loków i pryskając mnie jakimiś tandetnymi perfumami, których zapach w ogóle do mnie nie pasował.
- Chyba tak - westchnąłem.
Na samą myśl o przyjęciu robiło mi się słabo. Miałem ochotę porzucić mój szalony plan zemsty i wrócić do domu, by spędzić ten wieczór płacząc i jedząc lody w towarzystwie moich irytujących przyjaciół, którym oczywiście nie powiedziałem o tym, co zamierzam zrobić.
- Muszę przyznać, że wygląda pani naprawdę pięknie, pani Byun - uśmiechnął się Jongin, podając mi dłoń.
- Spierdalaj - prychnąłem pod nosem, pozwalając chłopakowi objąć moją talię.
- Pięknie razem wyglądacie - pochwaliła Sohee, kiedy wraz z Jonginem ustaliśmy przed wielkim lustrem.
Czerwony krawat Kaia pasował kolorystycznie do odcienia mojej sukienki, a ja sam powoli stwierdzałem, że wyglądamy naprawdę oszałamiająco.
Kim pożegnał się prędko z Sohee, dziękując jej za pomoc, po czym sprowadził mnie ostrożnie po schodkach na podjazd, gdzie stał zaparkowany czarny Aston Martin. Jongin podobnie jak i Sehun zamieniał samochody w zależności od tego, gdzie się wybierał, co chwilami wydawało mi się śmieszne. Oczywiście kolekcja aut Kaia nie mogła się równać z tą Sehuna.
Światła uliczne odbijały się w ciemnych okularach Jongina, kiedy mknęliśmy ulicami Seulu, obawiając się spóźnienia na przyjęcie, a ja w myślach modliłem się, abym nie zaliczył żadnej wpadki.
- Pamiętaj, nazywasz się Byun Baekjae. Twoja rodzina prowadzi interesy w Europie. Masz dwadzieścia dwa lata i na co dzień mieszkasz w Moskwie - poinstruował mnie Kai, a ja skinąłem w odpowiedzi głową, zbyt zestresowany, aby odpowiedzieć.
Nie mogłem przedstawić się swoim prawdziwym nazwiskiem, ani podać prawdziwych danych. Tego wieczora musiałem stać się kimś innym, co napawało mnie jeszcze większym lękiem i stresem.
- Myślisz, że to się uda? - spytałem, bawiąc się w międzyczasie zapięciem czarnej, pikowanej torebki od Chanel, którą również pożyczyłem z szafy Sohee.
- Mam taką nadzieję - zaśmiał się Jongin. - Pamiętaj, że włamanie się na przyjęcie do twój pomysł, a ja jedynie ci w tym pomagam.
- Ale przebranie mnie za kobietę było twoim pomysłem - wywróciłem oczami, czując nieprzyjemny ucisk w żołądku. Stres z każdą sekundą był coraz większy.
- Spokojnie - uśmiechnął się kojąco brunet. - Wyglądasz bardzo dobrze. Wystarczy, że nie będziemy się zbytnio wychylać i nikt się nawet nie zorientuje, że na co dzień jesteś facetem.
- Wpadnę tam tylko na parę chwil, a potem mnie odwieziesz. Chcę jedynie zobaczyć Sehuna i tą sukę. Później mogę spadać.
- Przebrałeś się w sukienkę tylko po to, żeby zobaczyć swojego chłopaka w towarzystwie obcej panny i zwiać?
- Teraz już byłego chłopaka - uściśliłem, wyjmując puderniczkę i poprawiając czerwoną szminką swoje usta. Musiałem przyznać, że naprawdę wyglądałem kobieco.
- Okay - przytaknął Kai. - Wpadniemy tam na pół godziny, zobaczysz ich, wypijesz trochę szampana i wracamy, tak?
- Dokładnie - kiwnąłem głową, obserwując przesuwające się za oknem wysokie wieżowce i świetliste bilbordy, które zaczęły się przerzedzać, gdy samochód Kaia zaparkował pod wystawną restauracją, nad wejściem której wisiał olbrzymi szyld z napisem Sapori Italiani, dzięki któremu łatwo poznałem, że jest to włoska restauracja. Niezbyt przepadałem za włoską kuchnią, jednak postanowiłem nie mówić o tym Jonginowi i pozwoliłem mu się prowadzić do wejścia, gdzie lokaj w czarnym smokingu odebrał od niego zaproszenie i wpuścił nas do pachnącej pomieszaniem perfum i jedzenia sali.
Pomieszczenie było utrzymane w złocistych barwach brązu, pomarańczy i żółci. Podłoga pokryta była jasnymi kaflami, a ściany pomalowano na przygaszony odcień kawy z mlekiem, poprzetykanego białymi kolumienkami, które widocznie miały nadać restauracji włoskiego klimatu. Stoliki były rzadko ustawione, najczęściej pod ścianami i mieściły przy sobie około sześciu krzeseł, wykonanych z jasnego drewna, które idealnie pasowało do wystroju. Pomieszczenie oświetlał jeden z tych słynnych, wielkich żyrandoli, składających się z tysiąca małych kryształków, które w piękny sposób odbijały światło, a goście wokół ubrani byli w garnitury i wystawne suknie. Cieszyłem się, że ani ja, ani Jongin się wyróżniamy się z tłumu.
- Wyglądam jak pierdolony transwestyta - szepnąłem brunetowi na ucho, kiedy powoli kroczyliśmy przez salę, a chłopak witał się z każdym, lekkim skinieniem głowy.
- Nieprawda. Po prostu dużo się uśmiechaj i będzie dobrze - polecił.
Gości było dość mało, toteż od razu pomyślałem, że rodzina Eunjung zaprosiła tylko najbliższe osoby, przez co znów poczułem się obco. Co ja tam do cholery robiłem?
- Och, Jonginnie - zatrzymała nas jakaś kobieta w średnim wieku o krótkich, sięgających ramion, czarnych włosach, czerwonych ustach i perłowych koralach na szyi. - Tak dawno cię nie widziałam, misiu.
- Witaj, ciociu Rin - uśmiechnął się z zakłopotaniem Jongin i pozwolił kobiecie się lekko uścisnąć.
- Widzę, że przybyłeś w towarzystwie pięknej panny - bruneta przyjrzała mi się dokładnie, ściskając w dłoniach małą, kopertową torebeczkę z kolekcji Prady. - Jak ci na imię, ślicznotko?
Speszyłem się lekko, widząc, że mówi do mnie, lecz wiedziałem, że nie mogę nawalić.
- Byun Baekjae - uśmiechnąłem się lekko, starając się brzmieć dziewczęco.
- Śliczne imię! - kobieta klasnęła w dłonie. - Imię Baekjae będzie świetnie pasowało do twojego nazwiska, Jonginnie - zaświergotała, po czym wyminęła nas i odeszła w stronę grupki wysokich dam w długich sukniach.
- Nie przejmuj się - uśmiechnął się przepraszająco Kai. - Ciocia Rin mówi mi to za każdym razem, kiedy pojawiam się z jakąś dziewczyną.
- Mam nadzieję, że nie spotkamy więcej członków twojej rodziny - westchnąłem, spuszczając lekko głowę.
Niestety moje prośby na nic się nie zdały i już po kilku chwilach otoczyła nas grupka mężczyzn, mniej więcej w wieku Jongina, ubranych w równie eleganckie garnitury. Niektórym z nich towarzyszyły wystrojone w wieczorowe suknie kobiety, jednak większa część była samotna.
- Kim jest twoja urocza partnerka, Kai? - zagadnął jeden z nich. Miał na sobie matowoczarny garnitur i jasny krawat, który kolorystycznie pasował do sukni jego towarzyszki. Obaj byli wysocy i szczupli. Ona była farbowaną blondynką o dużych, ciemnych oczach, a on szatynem z włosami zaczesanymi do tyłu i szelmowskim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Byun Baekjae - przedstawił mnie chłopak. - Moja nowa dziewczyna.
Spojrzałem na niego z pretensją w oczach, lecz ten jedynie mrugnął do mnie porozumiewawczo, kontynuując rozmowę z przyjaciółmi.
- Jestem Choi Woosung - przedstawił się szatyn i schylił lekko, by ucałować moją odzianą w koronkową rękawiczkę dłoń. - To moja partnerka Lee Haneul i moi kuzyni - zaczął, przedstawiając mi każdego po kolei. - To Kim Dongbin - wskazał gestem dłoni niskiego chłopaka o burzy kręconych, czarnych włosów na głowie. - To Jung Jaehyun i jego narzeczona Kate Bolton - wskazał wysokiego blondyna i amerykankę o ciemnych włosach upiętych w wymyślny kok i zachodniej urodzie. - To Lee Joowon, jego bracia Joohyun i Jooyoung - zwrócił głowę w stronę trójki młodych mężczyzn, z których każdy miał tę samą fryzurę i włosy pofarbowane na ten sam odcień blondu. - A to Park Minsoo i jego żona Park Yeonrin.
Zakończył wywód, wskazując niską kobietę o jasnych lokach, wystroją w seledynową sukienkę, sięgającą ziemi, oraz wyższego od niej mężczyznę o bujnych, kasztanowych włosach, zaczesanych do tyłu i starannie ułożonych.
- Miło mi was wszystkich poznać - uśmiechnąłem się lekko.
- Napijemy się szampana? - spytał jeden z kuzynów Woosunga, którego imienia oczywiście nie zapamiętałem.
W myślach błagałem Kaia o to, aby jak najszybciej im odmówił, lecz brunet widocznie był skuszony propozycją towarzyszy i skinął głową, po chwili ruszając razem z nimi w kierunku najbliższego wolnego stolika.
- Co ty odpierdalasz? - szepnąłem mu dyskretnie do ucha, kiedy odsuwał mi krzesło przy zasłanym czerwonym obrusem stole.
- Spokojnie - uśmiechnął się kojąco. - Tylko jedna lampka szampana i się zmywamy.
Prychnąłem cicho, lecz nie chcąc wyglądać podejrzanie przy naszym nowym towarzystwie, znów przykleiłem na twarz sztuczny uśmiech i zająłem moje miejsce, obserwując jak Jongin z gracją siada na krześle obok.
Kelnerka w schludnym, czarnym uniformie podała nam schłodzonego szampana i kilka przystawek, których nie miałem zamiaru nawet tknąć. Włoska kuchnia figurowała na pierwszym miejscu w moim rankingu "Najbardziej znienawidzonych kuchni świata".
- Jak się ma biznes twojego ojca, Jongin? - spytał blondyn, siedzący z nami przy stole. Jego imię oczywiście wypadło mi z głowy już kilka minut po tym, jak Woosung go przedstawił.
- Firma dobrze prosperuje, więc mogę stwierdzić, że wszystko idzie w dobrym kierunku - odparł z uśmiechem Kai i podniósł do ust wysoki kieliszek, upijając z niego odrobinę szampana.
Rozmowa rozkręcała się i wkrótce wszyscy mężczyźni znajdujący się przy stole pochłonięci byli opowiadaniem o swoich interesach, prowadzeniu firm i dochodach, podczas, gdy kobiety w najlepsze dzieliły się między sobą pikantnymi plotkami i nowinkami ze świata mody. Ja oczywiście nie odnajdywałem się ani w jednej, ani w drugiej grupie, więc jedynie siedziałem cicho, popijając małymi łyczkami szampana i obserwowałem zbierających się wokół gości, wciąż mając nadzieję, że jeszcze tego wieczora uda mi się zobaczyć Sehuna i jego domniemaną narzeczoną. Na samą myśl o nich czułem złość, rodzącą się w moim sercu wraz z gorącą rządzą zemsty.
- Co sądzicie o nowym chłopaku Eunjung? - zagadnęła nagle jedna z kobiet, a ja zwróciłem głowę w ich stronę, słysząc imię dziewczyny, która odebrała mi Sehuna.
- Oh Sehunie? Niezłe ciacho - zaśmiała się cicho siedząca naprzeciw niej brunetka, a ja poczułem rumieńce malujące się na moich policzkach. Czułem się naprawdę głupio, myśląc o tym, że właśnie siedzę na przejęciu dziewczyny mojego byłego kochanka przebrany za kobietę i piję szampana z ludźmi, którzy właśnie go obgadują. Tak, sytuacja naprawdę była posrana.
- Muszę iść do łazienki - rzekłem nagle, wstając z krzesła i uważając na to, aby nie stracić równowagi na moich wysokich szpilkach. - Zaraz wrócę.
Jongin rzucił mi zdezorientowane spojrzenie, lecz zbyłem go delikatnym przesłodzonym uśmiechem, mającym go zapewnić, że wszystko w porządku i udałem się w stronę toalet. Nie byłem pewny, do której powinienem wejść, lecz stwierdziłem w końcu, że niestety jestem skazany na skorzystanie z damskiej łazienki. Nie mogłem przecież przebrany w kobiece ciuszki wparować do męskiego kibla, narażając się złośliwe uwagi i krzywe spojrzenia.
Pomieszczenie było urządzone podobnie jak wielka sala, a wokół czułem zapach perfum i odświeżacza powietrza. Kilka kobiet stało przy lustrach poprawiając makijaż i wymieniając się między sobą drobnymi uwagami, dotyczącymi wyglądu, podczas, gdy ja zaszyłem się w jednej z kabin, z przerażeniem stwierdzając, że to pierwszy raz, kiedy znajduję się w damskiej toalecie.
Miałem ochotę się rozpłakać, jednak wiedziałem, że muszę doprowadzić sprawę do końca. Jeszcze tego wieczoru musiałem zobaczyć Sehuna i jego narzeczoną, której w tamtej chwili z całego serca nienawidziłem i najchętniej uciekłbym stad, uprzednio niszcząc jej przyjęcie i podpalając wielki napis "Gratulacje Son Eunjung", wiszący nad wejściem do budynku. Tak, taka zemsta w pewnością by wystarczyła.
Poczekałem, aż wszystkie kobiety opuszczą łazienkę i powoli wyszedłem z mojego ukrycia, stając przed lustrami. Wyglądałem jak typowa dama z dobrego domu, której rodzice zbijają porządny szmal, a nie jak spłukany student weterynarii, mieszkający w małym mieszkaniu z dwoma nieznośnymi współlokatorami, który przebrał się za kobietę, by wejść na przyjęcie.
Miałem ochotę ochlapać twarz zimną wodą, by chłód choć trochę ocucił mój zamglony umysł, jednak z obawy przed zniszczeniem makijażu, który tak starannie wykonała Sohee, odrzuciłem tą myśl i z ciężkim sercem skierowałem się ku drzwiom. Wiedziałem, że szanse zobaczenia dziś Sehuna maleją i postanowiłem, że kiedy dotrę do stolika, od razu poproszę Kaia, by odwiózł mnie do domu. Niestety plan, który snułem wieczorami nie miał szans się spełnić.
Wychodząc z toalety, szybkim krokiem zmierzyłem w kierunku sali. Wokół panował duży tłok, a ja szybko straciłem równowagę na moich wysokich szpilkach i runąłem w dół. Od bolesnego upadku ochroniła mnie para silnych, zaskakująco znajomych ramion, która sprawnie owinęły się wokół mojego pasa. Nie miałem jednak czasu, by dłużej pławić się w cieple męskich dłoni, które ułożyły się po moich bokach, bo kiedy otworzyłem oczy, dostrzegłem przed sobą osobę, której najbardziej się obawiałem.
Oh Sehun.
- Wszystko w porządku? - spytał troskliwie, pomagając mi wstać.
Pokiwałem głową, obserwując jego zimny wyraz twarzy i oddaliłem się pośpiesznie, plącząc przy tym o moją długą sukienkę, której starałem się za wszelką cenę nie zniszczyć.
Ukryłem się za filarem, obserwując z daleka Sehuna i tajemniczą towarzyszkę, którą niewątpliwie musiała być Eunjung. Szyty na miarę czarny garnitur świetnie leżał na wysportowanym ciele bruneta, a wieczorowa sukienka jego partnerki w kolorze fiołkowego fioletu dobrze współgrała z bielą jej cery. Bez dwóch zdań byli idealną parą: młodzi, piękni, zadbani i cholernie bogaci. Widząc ich poczułem się mały i nic nie znaczący. Byłem tylko zwyczajnym biedakiem, który pozwolił sobie marzyć o wielkiej miłości z dziedzicem, jak mniemam, największej fortuny w Korei Południowej. Podczas, gdy ja będę zjadał na śniadanie moją codzienną miskę musli, oni będę się raczyć homarami, kawiorem i innymi drogimi daniami, o których ja nawet nie miałem pojęcia. Byłem tak mały i nic nie znaczący, że Oh nie miał nawet wyrzutów sumienia, po tym jak wykorzystał mnie i zostawił. Byłem naiwny i kurewsko zakochany.
- Tu jesteś - usłyszałem za sobą głos Jongina. - Szukałem cię.
Odwróciłem się do niego, starając się ukryć moje zaszklone oczy i drżące dłonie, jednak brunet był szybszy ode mnie i łatwo wywnioskował, że coś nie nie tak.
- Co się stało? - spytał od razu, rozglądając się wokół.
- Sehun się stał.
- Widziałeś go?
Pokiwałem wolno głową, pozwalając łzom spłynąć po moich policzkach. Jongin westchnął ze współczuciem i opiekuńczo pogładził moje ramiona.
- Chcę wrócić do domu - wymruczałem, czując, że zaraz wybuchnę jeszcze głośniejszym płaczem.
- Chodź. Zbierajmy się stąd - odparł Kai, łapiąc mnie za dłoń i idąc w kierunku tylnego wyjścia, którego wcześniej nie zauważyłem.
Wyszliśmy na niewielki parking, gdzie omijając powoli rzędy drogich aut, dotarliśmy do samochodu Jongina.
- Kiedy go widziałeś? - spytał, narzucając na moje ramiona swoją marynarkę i otwierając drzwi.
- Kiedy poszedłem do cholernego damskiego kibla - odburknąłem, zajmując miejsce pasażera i poprawiając pachnącą perfumami Kaia narzutę. Mimo, iż był środek lata, wieczory były bardzo chłodne. - Na całe szczęście mnie nie poznał.
- Był z Eunjung? - spytał Jongin, włączając się do ruchu drogowego.
- Tak.
Brunet uśmiechnął się smutno, zerkając na mnie.
- Bardzo mi przykro, że to zobaczyłeś - powiedział, podając mu chusteczkę higieniczną, którą szybko otarłem spływające łzy. - Nikt nie chciałby być świadkiem takiej sytuacji.
- Błagam odwieź mnie szybko do domu - poprosiłem, ścierając rozmyty makijaż w mojej twarzy.
Wyglądałem prawie tak okropnie jak się czułem.
○ ○ ○
Kiedy samochód Kaia zaparkował pod domem, w którym mieszkałem z moimi przyjaciółmi, wysiadłem, trzęsąc się z zimna i złości.
- Do jutra, Baek - pożegnał mnie brunet. - Marynarkę i resztę możesz oddać mi jutro.
Zmusiłem się do lekkiego uśmiechu, po czym na wysokich szpilkach ruszyłem w stronę mieszkania, potykając się na każdym kroku.
W salonie i kuchni panowała ciemność, co oznaczało, że Kyungsoo i Chanyeol już śpią. Ucieszyło mnie to, bo mogłem chociaż przemknąć niezauważony do mojego pokoju, nie narażając się na kąśliwe uwagi i wyśmiewanie z ich strony. Wiedziałem, że byliby do tego zdolni, zwłaszcza, że nie powiedziałem im o moim planie.
Otarłem resztki rozmazanego tuszu do rzęs z policzków i powoli ruszyłem schodami na górę, w stronę mojego pokoju. Na nieszczęście w połowie drogi moje nogi odmówiły posłuszeństwa, a ja i moje wysokie obcasy stoczyliśmy się po schodach, robiąc przy tym dużo hałasu. Podniosłem się obolały z podłogi, słysząc kroki moich współlokatorów i przekląłem pod nosem. Gorzej być nie mogło.
- Kim jesteś? - spytał Kyungsoo, zapalając światło, a przy jego nogach od razu pojawił się Boo, szczekając groźnie.
- Nic ci nie jest? - podbiegł do mnie Chanyeol, pomagając mi wstać, owijając swoje długie ramiona wokół mojej talii. - Jak się tu dostałaś? - spytał uśmiechając się uwodzicielsko, a ja z agresją wywróciłem oczami.
- Naprawdę jesteś aż tak upośledzony, że nie jesteś w stanie mnie rozpoznać?! - wykrzyczałem mu prosto w twarz, wyrywając się spod jego rąk.
- Baekhyun? - wymruczał pod nosem Yeol, mrużąc oczy, by dostrzec moją twarz pod warstwą rozmazanego make-upu.
- Tak - wychrypiałem, znów mając ochotę się rozpłakać. - I nie dotykaj mnie tak więcej!
- Co się stało? - do rozmowy przyłączył się Kyungsoo. - Wyglądasz jak tysiąc nieszczęść.
- I tak się też czuję - przyznałem.
- Czemu masz na sobie sukienkę? - zainteresował się Chanyeol.
- To długa historia - westchnąłem. - Pozwólcie mi się najpierw doprowadzić do porządku, okay?
Kiedy Kyungsoo i Yeol skinęli głowami, zniknąłem w łazience, biorąc długi prysznic i zdejmując z siebie te cholerne kobiece ubrania, włącznie z gorsetem od Victoria's Secret, który przez cały wieczór niesamowicie mi zawadzał.
Wróciłem do salonu przebrany w spodnie od piżamy i luźny t-shirt, wcześniej narzucając też na siebie puchaty szlafrok, pożyczony od Kyungsoo. Moi przyjaciele siedzieli już na kanapie, czekając na mnie i pijąc w międzyczasie gorącą czekoladę, której smakowity zapach wypełniał całe pomieszczenie.
- Więc co się stało? - spytał Kyungsoo, podając mi kubek z gorącym napojem.
Przełknąłem łyk czekolady i westchnąłem głęboko, nim w końcu zdecydowałem się podzielić z nimi moją smutną historią. Wiedziałem, że czeka mnie wyśmianie i krzywe spojrzenia, jednak byłem tak zmęczony, że było mi wszystko jedno. Streściłem im cały wieczór, w kilku zdaniach opowiadając o tym, jak spotkałem Sehuna i Eunjung, oraz jak Jongin i Sohee przebrali mnie za dziewczynę i zamilkłem, czekając na wybuchy śmiechu.
- Przebrałeś się za kobietę, aby wejść na przyjęcie rodziców Eunjung? - oczy Kyungsoo stały się większe niż zwykle, a ja niemal czułem jak przewierca mnie wzrokiem.
- Tak, wiem. Jestem cholernym desperatem - spuściłem głowę. - Nie musicie mi tego mówić.
- Zrobiłeś największą głupotę, jaką mogłeś zrobić - zaśmiał się Chanyeol, a ja z całej siły uderzyłem go w ramię.
- Mam dość - oznajmiłem wstając z niewygodnej kanapy. - Idę spać.
Zabierając ze sobą kubek z gorącą czekoladą skierowałem się ku mojemu pokoju i przeklinałem w myślach dzień, w którym poznałem Oh Sehuna.
○ ○ ○
Przez następny tydzień czułem się jak wrak człowieka, zwłaszcza rankami, kiedy Kyungsoo przeglądał gazety o gwiazdach showbiznesu, w których zwykle był przynajmniej jeden artykuł o Sehunie i Eunjung. Niesamowicie mnie to drażniło, jednak stwierdziłem, że nie chcę się mścić. Mój wcześniejszy plan był dziecinny i głupi, a ja niepotrzebnie zawracałem głowę Kaiowi i Sohee, którzy tamtego wieczora włożyli naprawdę dużo pracy w spełnienie moich poleceń.
- Nadal smutny? - spytał Chanyeol, kiedy rano leżałem na kanapie w salonie, pochłonięty oglądaniem dramy.
- Nie. Czuję się w chuj dobrze - odpyskowałem, głosem ociekającym wręcz sarkazmem.
- Spokojnie, tylko pytam - wywrócił oczami Yeol, kierując się w stronę kuchni.
Westchnąłem głęboko i ułożyłem się wygodniej, znów skupiając się na akcji dramy i przeżywając każdy moment razem z jej bohaterami, w międzyczasie leniwie jedząc ciasteczka zbożowe upieczone przez Kyungsoo, który z dnia na dzień stwierdził, że musimy zacząć zdrowo się odżywiać i wyrzucił z naszej lodówki wszystkie pyszne, nasączone tuczącymi kaloriami śmieciowe przekąski, zastępując je jedzeniem z pobliskiego sklepu ze zdrową żywnością.
Nagle moje przemyślenia przerwał dźwięk mojej komórki, leżącej na stoliku obok, a ja przeciągnąłem się, ziewając przy tym głęboko i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Byłem pewny, że osobą dzwoniącą jest Kyungsoo, który będzie próbował wyciągnąć mnie z domu na spacer czy też poranne bieganie po parku razem z naszym psem Boo i niesamowicie zdziwiłem się, widząc, że dzwoni do mnie Kai.
- Halo?
- Baekhyun? Mam do ciebie pilną sprawę!
- Coś się stało? - zmarszczyłem brwi, słysząc jego poważny ton głosu.
- Nie. Zwyczajnie mam do ciebie prośbę - zaśmiał się cicho.
- Jaką?
- Cóż... to dość... delikatna sprawa.
- Delikatna sprawa? - powtórzyłem.
- Ech - Kai westchnął głęboko, robiąc przy tym długą pauzę. - Zbliża się bankiet organizowany przez siostrę mojego ojca. Będzie na nim prawie cała moja rodzina i... ciocia Rin oraz reszta kuzynów, których poznałeś.
- Do czego zmierzasz? - spytałem, zagryzając lekko wargę.
- Wiesz, oni nadal utrzymują, że jesteś moją dziewczyną, a ja nie chcę ich wprowadzać w błąd. Bardzo cię polubili... to znaczy polubili Baekjae.
Zamarłem, słysząc jego słowa, a w mojej głowie zaświeciła się czerwona dioda, sygnalizująca niebezpieczeństwo. Nie, nie chciałem powtarzać wieczoru sprzed tygodnia.
- Jongin, jeżeli chcesz, żebym znów pojawił się tam jako Baekjae, to odpuść.
- Błagam - po drugiej stronie odezwał się proszący ton głosu Kaia. - Tylko godzinka. Nie będzie tam Sehuna.
- Nie.
- Chodzi mi tylko o to, aby rodzina przestała myśleć o mnie jak o samotnym, potrzebującym miłości, opuszczonym przez rodziców chłopcu. Tak długo, jak będę utrzymywać, że jesteś moją dziewczyną, tak długo zatroskane ciotki przestaną przysyłać pod moje drzwi nowe kandydatki na żony - wyjaśnił. - Tylko o to mi chodzi. Błagam, ostatni wieczór.
Westchnąłem, starając się znów odmówić, jednak błagalny ton głosu chłopaka nie pozwalał mi zignorować jego prośby.
- Ech... kiedy?
- Czy to znaczy, że się zgadzasz?
- Kiedy? - powtórzyłem uparcie.
- W sobotę wieczorem. Podjadę po ciebie o osiemnastej i pojedziemy do Sohee. Chętnie po raz kolejny zrobi cię na bóstwo.
- Okay, ale pamiętaj, że to ostatni raz. Nie mam zamiaru dłużej być Baekjae i udawać twojej dziewczyny - wywróciłem oczami, widząc przechodzącego obok Yeola, który obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem.
- Jasne - odparł zadowolony Kai. - Nie zapomnij oddać Sohee sukienki.
- Tak, pamiętam.
- Do zobaczenia w sobotę, Baekjae!
- Nie nazywaj mnie tak - prychnąłem i rozłączyłem się, po czym cisnąłem telefonem w róg kanapy, ukrywając się pod kocem.
- Wszystko w porządku? - spytał Chanyeol, siadając w fotelu obok.
Wyłoniłem się spod koca, mierząc go zmęczonym spojrzeniem i zaśmiałem się cicho z własnej głupoty.
- Wychodzi na to, że w sobotę znów będę musiał założyć sukienkę, Yeol.
○ ○ ○
Tak jak ostatnim razem Sohee dokładnie nałożyła makijaż na moją twarz. Tym razem pożyczyła mi długą, tiulową suknię wieczorową bez ramiączek w kolorze pudrowego różu, bolerko z koronki i białe, nieco niższe szpilki. Moje włosy zostały starannie ułożone wraz z dopiętymi doczepami, które upięła w wysoki kok. Makijaż jaki mi wykonała był tym razem delikatniejszy i na całe szczęście obyło się bez krwistoczerwonej szminki, którą Sohee zastąpiła brzoskwiniowym błyszczykiem.
- Gotowy? - spytał Jongin, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.
- Denerwuję się bardziej niż za pierwszym razem - odparłem szczerze.
- Spokojnie. Tylko kilka ciotek, babć i kuzynostwo - uśmiechnął się łagodnie. - Będzie dobrze.
Zdusiłem w sobie głębokie westchnienie i powoli obserwowałem migający za oknem krajobraz, licząc w myślach do stu, z nadzieją, że to mnie uspokoi.
Posiadłość cioci Jongina leżała w bardziej odludnej części miasta i była otoczona najpiękniejszym ogrodem jaki widziałem, ciągnącym się przez kilka najbliższych kilometrów. Wokół pełno było żywopłotów przystrzyżonych tak, aby przypominały kształtem konie, ludzi, czy nawet słynne budowle, a przy wielkim basenie ogrodowym pyszniły się wszystkimi barwami egzotyczne kwiaty, które pierwszy raz widziałem na oczy.
Jongin postawił samochód w podziemnym parkingu, po czym obaj ruszyliśmy w stronę tłumu gości. Ludzi było być może mniej niż na przyjęciu Eunjung, jednak dla mnie ciągle tłok był za duży. Sala balowa, w której się znaleźliśmy była mniej więcej wielkości trzech moich mieszkań, a podawane tam dania były z pewnością tak drogie, że nie stać mnie by było nawet na jeden, mały okruszek. Tak jak przewidział Kai, wśród gości dominowały starsze kobiety, wystrojone w długie suknie i klasyczną biżuterię.
- Jonginnie! - zatrzymaliśmy się w połowie drogi, słysząc zaskakująco znajomy głos.
- Kto to? - spytałem, widząc grupkę kobiet w średnim wieku, zmierzających w naszym kierunku.
- Moje ciotki - westchnął Kai, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Wkrótce potem otoczyły nas wysokie, dzięki butom na obcasie kobiety, pachnące mieszankami najrozmaitszych perfum.
- Och, wydaje mi, że nie poznałam jeszcze twojej wybranki - uśmiechnęła się jedna z nich z wyraźnie krzywo zoperowanym nosem. - Jestem Son Sooyoung.
- Byun Baekjae - uścisnąłem lekko jej dłoń, zmuszając się do uśmiechu.
- Jakie z ciebie słodkie dziewczę - starsza pani o krótkich, platynowych włosach uszczypnęła mnie w policzek.
- Dziękuję - skrzywiłem się lekko.
- Czy Jongin już ci się oświadczył, skarbie? - zaświergotała Son, a Kai wywrócił oczami.
- Ciociu, nie mam zamiaru w najbliższym czasie się oświadczać - westchnął.
- Miłość do dar, Jonginnie. Trzeba go bardzo pielęgnować - rzekła jakąś inna kobieta.
Jeszcze przez długi czas stałem i wysłuchiwałem pochwał na swój temat, a w duszy śmiałem się z naiwnych kobiet, które jeszcze nie zorientowały się, że jestem stuprocentowym mężczyzną, tylko, że w sukience. Kiedy grupka nachalnych ciotek nas opuściła wraz z Jonginem skierowaliśmy się w stronę szwedzkiego stołu, gdzie zjedliśmy odrobinę owoców morza i napiliśmy się szampana, który coraz bardziej zaczynał mi smakować.
- Cześć, Hyo! - przywitał się nagle Kai z długowłosą dziewczyną przechodzącą obok.
Tajemnicza piękność o rudych włosach zatrzymała się i zmierzyła nas wzrokiem.
- Siemasz, Kai - odpowiedziała z uśmiechem, a następnie przeniosła wzrok na mnie. - Jak ci na imię? - spytała.
- To Byun Baekjae - odparł Jongin, wskazując na nasze złączone dłonie. - Moja dziewczyna.
- Dziewczyna - powtórzyła rudowłosa ze znaczącym uśmiechem, malującym się na jej bladej twarzy. - Od kiedy znów jesteś hetero, Kim?
Jongin parsknął cichym śmiechem, obracając w palcach kieliszek szampana.
- Jeśli mam być szczery Baekjae jest tylko przykrywką - mruknął przyciszonym głosem, a muzyka klasyczna grająca wokół stłumiła cichy śmiech jego znajomej.
- Rozumiem - skinęła głową.
- Nikomu nie mów, Hyo - Kai spojrzał na nią z zabawnym oburzeniem.
- Spokojnie. Nie wydam waszego słodkiego sekretu - uśmiechnęła się, zarzucając rudymi lokami, które spływały kaskadą na jej chude ramiona.
Była naprawdę urodziwą dziewczyną o farbowanych, lecz zaskakująco pięknych włosach, dużych oczach, otoczonych czarnymi rzęsami, smukłej twarzy i małych dłoniach, w których ściskała małą torebkę. Ubrana była w rozkloszowaną sukienkę, sięgającą kolan w odcieniu morskiej zieleni i klasyczne, czarne szpilki, dzięki którym wydawała się wyższa. W uszach błyszczały długie, złote kolczyki, a na nadgarstku nosiła delikatny, pozłacany łańcuszek.
- Chodźcie. Napijmy się razem szampana - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Z kim przyszłaś? - spytał Jongin, kiedy szliśmy w stronę stolika, do którego prowadziła nas Hyo.
- Z siostrami - zaśmiała się dziewczyna. - W życiu nie pokazałabym się na przyjęciu z facetem, tylko po to, żeby uniknąć plotek na temat tego, jak zostanę starą panną - zaśmiała się.
Przy stoliku, do którego nas zaprowadziła było pięć wolnych miejsc. Reszta zajęta była przez trzy dziewczęta i dwóch mężczyzn, mniej więcej w naszym wieku.
- Baekjae, oto moje siostry: Eunji, Naeun i Daeun - wskazała najprawdopodobniej najstarszą, siostrę o krótko przyciętych włosach i dwie następne, wyglądające na bliźniaczki o kasztanowych loczkach i dziecięcych twarzyczkach. - Oraz narzeczony Eunji, Park Kwangmin i jego bliski przyjaciel Choi Sangho - wskazała na dwóch mężczyzn o podobnych fryzurach.
- Miło mi was poznać - wydukałem, w miarę dziewczęcym głosem.
Przez następną godzinę raczyliśmy się przekąskami i szampanem w towarzystwie nowych przyjaciół, opowiadając sobie nawzajem zabawne anegdoty i różne tym podobne rzeczy, dopóki do naszego stolika ktoś się przysiadł.
Podniosłem wzrok znad mojego talerza z nietkniętą prawie potrawką z kurczaka na wysoką dziewczynę o falowanych czarnych włosach, która wyglądała zaskakująco znajomo. Rękawy koronkowej sukienki w kolorze kości słoniowej opinały jej zgrabne ramiona, a usta pomalowane bordową szminką układały się w przyjazny uśmiech.
- W końcu jesteś, Eunjung - prychnęła jedna z bliźniaczek, a moje serce zamarło.
Eunjung.
- Tak, przepraszam - uśmiechnęła się brunetka. - Miałam ważny telefon.
- Sehun? - zagadnęła druga, a po rozmarzonym wyrazie twarzy Eunjung, można było łatwo wywnioskować, że dziewczyna trafiła w dziesiątkę.
Jongin spojrzał na mnie współczująco, jednak dałem mu znak, że wszystko jest w porządku.
- Kazał was pozdrowić i przeprosić, że nie mógł się dzisiaj pojawić - rzekła Eunjung. - Podobno ma sporo pracy. Niedługo zacznie studia na uniwersytecie Seulskim.
- Taa... on i praca - parsknąłem pod nosem.
Eunjung spojrzała na mnie spod wachlarza rzęs.
- Och, chyba się nie znamy - zagadnęła. - Jestem Son Eunjung.
- Byun Baekjae - odparłem chłodno.
- Znasz Sehuna? - zapytała, uśmiechając się przyjaźnie, jednak wiedziałem, że uśmiech ten jest wymuszony, mimo, iż prawdopodobnie wyćwiczyła go do perfekcji.
- Lepiej niż ci się wydaje - prychnąłem, nagły czując przypływ odwagi.
Na twarzy Eunjung i jej sióstr zagościł wyraz zdziwienia, a ja poczułem satysfakcję, że udało mi się wprowadzić ją w zakłopotanie. Taki rodzaj zemsty też był niezły.
- Baekjae - odezwał się Jongin, łapiąc mnie za dłoń. - Może lepiej będzie jak pójdziemy się przewietrzyć.
- Nigdzie się nie wybieram - odparłem, czując na sobie naglące spojrzenie chłopaka. - Dokończmy naszą rozmowę, Eunjung.
- Skoro chcesz - brunetka zamoczyła swoje pełne wargi w pienistym szampanie. - Wydajesz się bardzo interesującą osobą, Baekjae.
- Ty również - odparłem. - Związek z Sehunem przyniósł ci sporo punktów popularności, prawda?
Poczułem jak wszyscy przy stoliku zerkają na mnie, lecz nie zamierzałem przestawać obrzucać Eunjung gównem. Zasługiwała na to.
- Powinnam chyba spytać skąd tak dobrze znasz Sehuna. Przyjaźnicie się? - uśmiechnęła się lekko, by ukryć zakłopotanie.
- Jeżeli seks bez zobowiązań można nazwać przyjaźnią, to owszem. Przyjaźniliśmy się.
Przez chwilę nawet sam nie wierzyłem w to, co powiedziałem, ale widząc zaszokowaną Eunjung byłem pewny, że odwaliłem kawał dobrej roboty.
- Wystarczy, Baek - Jongin szarpnął mnie za rękę. - Wychodzimy.
Być może to szampan dodał mi odwagi, ale czułem się jak wojownik po wygranej bitwie, kiedy opuszczałem towarzystwo sióstr Eunjung, czując na sobie jej przeszywające spojrzenie. Karmiłem się każdą chwilą słodkiego zwycięstwa.
- Co ty do cholery odpierdoliłeś? - spytał Jongin, kiedy siedzieliśmy w samochodzie.
- Należało jej się - prychnąłem.
- Ja rozumiem, że zżera cię zazdrość i Sehun złamał ci serce, ale błagam. Pomyśl nieraz zanim cokolwiek powiesz, okay?
- Daj spokój - machnąłem ręką. - Sam chciałeś mnie zabrać na to dupne przyjęcie. Mogłeś uprzedzić, że ta suka tam będzie.
- Ta suka jest siostrą mojej przyjaciółki Eunhyo.
- Hyo jest spoko, ale Eunjung na zawsze pozostanie na mojej czarnej liście - odparowałem.
- Zrobiłeś wstyd nie tylko sobie, ale też mi, wiesz Baek? - Jongin wbił we mnie świdrujące spojrzenie.
- To kara za zabranie mnie tutaj - wystawiłem w jego stronę język. - Poza tym, naprawdę nie zgadzasz się z tym co powiedziałem?
- Nie ważne, czy się z tym zgadzam, czy nie. Zachowałeś się jak szczeniak - prychnął.
- Odwieź mnie do domu, Kai - powiedziałem lodowatym tonem.
- Wtorek wieczór u mnie.
- Co?
Jongin westchnął cicho.
- Wtorek wieczór. Przyjadę po ciebie i pojedziemy do mnie.
- Po co? - zmarszczyłem brwi.
- Znów staniesz się Baekjae i pojedziemy na bankiet organizowany przez mojego wujka. Tam będzie więcej osób niż gdziekolwiek. Cała rodzina i śmietanka towarzyska. Będzie tam też Eunjung.
- Na pewno tam z tobą nie pójdę - wywróciłem oczami.
- Pójdziesz i dodatkowo przeprosisz Eunjung za zaistniałą sytuację - odparł beztrosko Jongin, a ja poczułem jak oblewa mnie zimny pot.
- Żartujesz, prawda?
Jongin zaśmiał się perliście, jakby wystawianie mojej cierpliwości na próbę było dla niego niezłą zabawą.
- A czy wyglądam jakbym żartował? - spojrzał na mnie, unosząc brwi w górę. - W tym świecie istnieją zasady, Baek. Źle się zachowałeś, więc będziesz musiał za to przeprosić, inaczej zniszczysz reputację na salonach i sobie i mnie.
Spuściłem głowę, wpatrując się w czubki białych szpilek i w milczeniu przyznałem Kaiowi rację. Zachowałem się dość dziko, jednak nadal byłem cholernie zadowolony, mimo, iż nie mogłem sobie wyobrazić siebie, przepraszającego Eunjung.
Wtorek był deszczowy i wietrzny. Ulewa zraszała ulice Seulu już od wczesnych godzin i nie ustała nawet wieczorem, kiedy jechałem samochodem Kaia w drodze na przyjęcie. Tym razem Sohee postarała się wybrać dla mnie wyjątkowo elegancką kreację, mimo, iż ja rzygałem już tym całym przebieraniem się w sukienki. Moja stylizacja składała się tym razem z czarnej, rozkloszowanej sukienki sięgającej ziemi, z koronkowymi rękawami i ładnie wyciętym dekoltem, czarnych szpilek, pereł i czarnej torebki od Chanel. Dodatkowo Sohee postarała się o wyjątkowo mocny, ale efektowny makijaż, malując moje usta tą samą czerwoną szminką, pudrując moją twarz i doklejając mi sztuczne rzęsy, zaraz po narysowaniu na moich powiekach wyjątkowo wyrazistych kresek. Była młodą mistrzynią wizażu.
- Co mam niby powiedzieć Eunjung? - spytałem, kiedy byliśmy w drodze.
- Że przepraszasz za ostatnią sytuację i wcale nie chciałeś, aby wasza rozmowa miała taki przebieg.
- A co jeśli chciałem?
Jongin zmroził mnie spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć "nawet o tym nie myśl".
- Jeśli cokolwiek spieprzysz, opowiem Sehunowi o tym, jak bardzo się starałeś oraz, że to ty byłeś Byun Baekjae - uśmiechnął się przebiegle.
- Nie zrobisz tego - pacnąłem go w ramię pikowaną torebką, pożyczoną od Sohee, jednak nie miałem czasu się dalej wściekać, bo na horyzoncie zauważyłem zarys bardzo znajomej posesji. - Jongin... w czyim domu na się odbyć ten bankiet?
Kai uśmiechnął się pod nosem, poprawiając jedną ręką mankiety koszuli.
- W domu mojego wuja.
- Czy ty mówisz o...
- Tak, dokładnie - przerwał mi Jongin, uśmiechając się w przerażający sposób. - Mówię o ojcu Sehuna.
○ ○ ○
- Nie pójdę tam - zaparłem się rękoma i nogami, nie pozwalając Kaiowi wyciągnąć mnie z wnętrza samochodu.
- Baek, albo wysiądziesz, albo sam cię stąd wyniosę - zagroził Jongin, a kosmyk jego czarnych włosów opadł mu na czoło.
- Nie, Jongin - rzekłem, zdecydowanym głosem. - Oszukałeś mnie.
- Ja? Ciebie?
- Nie powiedziałeś ani słowa o tym, że jedziemy na bankiet ojca Sehuna. Dlatego teraz odwieź mnie do domu.
- Nie ma mowy - parsknął w odpowiedzi brunet. - Gdybym powiedział ci o tym wcześniej na sto procent nie zgodziłbyś się.
- Dziwisz się? - wywróciłem oczami.
- Tak, bo z początku nie wyglądałeś na tak wielkiego tchórza, Baek - wybuchnął Jongin, po czym rozejrzał się dookoła i z powrotem wsiadł do samochodu na miejsce kierowcy. - Tchórzysz.
- Och, więc co jeszcze masz mi do powiedzenia? Wyduś to z siebie - syknąłem, wbijając w niego sztyletujące spojrzenie.
- Nie jesteś pewny tego, czego chcesz. Uwielbiasz robić z siebie ofiarę. Nie umiesz przyznać się do błędów. Zachowujesz się jak pierdolona księżniczka i dążysz do tego, alby każdy bez wyjątku tak właśnie cię traktował, bo w przeciwnym razie obrażasz się, nawet jeśli chodzi o zwyczajnie gównianą sprawę - Jongin zaczerpnął powietrza, po czym kontynuował. - Masz w dupie to, że ktoś chce ci pomóc, a ty tylko dlatego, że nie umiesz tego docenić.
- To wszystko? - spytałem bezbarwnym głosem.
Słowa Jongina zabolały mnie. Nawet jeżeli nie przyjaźniliśmy się zbyt długo, to prawdziwy przyjaciel nie powinien mówić takich rzeczy. Zwyczajnie zmieszał mnie z błotem, sprawiając, że poczułem się jeszcze gorzej.
- Tak - skinął głową.
- Chyba powinienem iść - odparłem markotnie, mając już zupełnie dość tego wieczoru, który dopiero co się zaczynał. - Oddam sukienkę Sohee jutro - mruknąłem tylko, nim nacisnąłem klamkę drzwi auta.
- Stój - Kai raptownie położył mi dłoń na ramieniu, a przez moje ciało przeszły elektryzujące dreszcze. - Zamierzasz o tej porze iść sam do domu?
- Coś wymyślę. Poza tym, co cię to obchodzi, skoro masz dość mojego pierdolonego księżniczkowania, Kai? - spojrzałem na niego z wyrzutem, mając nadzieję, że szybko pojmie, iż jego słowa prawdziwie mnie uraziły.
- Dobra, przepraszam - brunet złagodniał nieco, a jego dłoń zsunęła się z mojego ramienia, by chwilę później znaleźć się na mojej dłoni. - Wiem, że nie powinienem tak ci tego mówić, Baek. Przepraszam. Zwyczajnie jestem zdenerwowany i ty pewnie też. Po prostu doceń to, że próbuję naprawić relację między tobą a Sehunem i to głównie z tego powodu cię tu zabrałem.
- Tej relacji nie da się naprawić - wymruczałem, czując ciepło dłoni Jongina na mojej skórze. - Dążę do zemsty, nie do zgody.
- Do czegokolwiek dążysz, doceń to, że ci pomagam. Ja i Sohee dajemy z siebie wszystko - spojrzał na mnie dużymi, orzechowymi oczami, a ja nie mogłem powstrzymać delikatnego uśmiechu. Wyglądał jak mały chłopiec.
- Zgoda - odparłem. - Pójdę tam i przeproszę Eunjung, ale to będzie ostatnie moje pojawienie się w waszych kręgach. Po tym przyjęciu zrywam wszelkie kontakty z Sehunem i wszystkim innym. Dam sobie radę bez mszczenia się.
- Cieszę się, że w końcu do sobie uświadomiłeś, Baekhyun - uśmiechnął się Jongin, po czym wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się do wejścia.
Na dworze wciąż lało, a dźwięk kropli deszczu uderzających o wielkie okna był zagłuszany bez delikatne dźwięki muzyki klasycznej. Salon ojca Sehuna był pokaźnych rozmiarów, urządzony raczej klasycznie i wykwintnie. Jasne ściany, marmurowa posadzka na podłodze, szwedzkie stoły i wielkie okna, a gdzieniegdzie białe filary. Pod ścianami można było zobaczyć kilka dużych rzeźb i obrazy mniej lub bardziej znanych artystów z całego świata. Od razu przypomniał mi się dzień, w którym Sehun opowiadał o zamiłowaniu swojego ojca do sztuki i jego kolekcji drogich dzieł.
Ogrom gości zajmował stoliki, lub pił szampana w niewielkich grupkach, rozmawiając i śmiejąc się. Nad ich głowami wisiał najbardziej imponujący żyrandol, składający się z małych kryształków, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszystko było wyjątkowo drogie i delikatne, a ja bałem się czegokolwiek dotknąć, w obawie, że to zniszczę.
- Jongin? Baekhyun? - za naszymi plecami pojawiła się Eunhyo, oraz jej dwie siostry.
- Cześć, Hyo - uśmiechnął się delikatnie Jongin. - Widziałaś może gdzieś Eunjung? - spytał, a ja poczułem nagłe mdłości, na samą myśl, że zgodziłem się ją przeprosić.
Byłem tak głupi, że zawsze pakowałem się w jakieś gówno.
- Chyba jest przy szwedzkim stole po lewej - wskazała gestem dłoni dziewczyna. - Z całym szacunkiem, ale czemu akurat jej szukacie?
- Baekhyun... eh, to znaczy Baekjae zamierza ją przeprosić - wyjaśnił Kai, a ja skrzywiłem się.
- Oczywiście - skinęła głową dziewczyna. - Życzę ci powodzenia, koleżanko - puściła mi oczko, a następnie zniknęła w tłumie.
- Naprawdę muszę? - spytałem, kiedy Jongin prowadził mnie, w kierunku wskazanym przez Eunhyo.
Brunet zaśmiał się perliście, prowadząc mnie pod ramię i delikatnie gładząc drugą dłonią moją rękę. Jego dotyk był delikatny i subtelny, a ja chyba coraz bardziej go lubiłem.
- Nie tchórz, Baek - szepnął mi na ucho, owiewając je swoim gorącym oddechem.
- Nie tchórzę - rzekłem bardziej do siebie, niż do mojego towarzysza.
Eunjung stała w otoczeniu dziewcząt w kolorowych sukniach, popijając szampana i śmiejąc się. Miała na sobie granatową suknię z czarną koronką i czarne, zamszowe szpilki z paskiem. Swoje ciemne pukle upięła w prosty, ale bardzo elegancki kok, a w uszach nosiła kolczyki z szafirowymi oczkami.
- Przepraszam, Eunjung - wciął się Jongin, przerywając dziewczętom pogawędkę. - Możemy cię prosić na moment?
Eunjung zmierzyła nas wzrokiem od stóp to głów i skinęła delikatnie głową, odkładając kieliszek na tacę jednego z przechodzących kelnerów, po czym ruszyła za nami w bardziej odludną część sali. Ustaliśmy przy wysokim filarze obok rzeźby przedstawiającej jeźdźca na rumaku, a ja postanowiłem zacząć tą trudną rozmowę.
- Chciałabym cię przeprosić za tamtą sytuację, Eunjung - rzekłem, czując olbrzymią gulę w gardle. - Nie chciałam, żeby nasza rozmowa się tak potoczyła. Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. Przykro mi.
Kobieta wysłuchiwała moich słów w skupieniu, a ja miałem ochotę uderzyć ją w twarz. Irytowała mnie całą swoją osobą, a najbardziej irytował mnie jej wyraz twarzy wyrażający wyższość nad innymi.
- Przyjmuję twoje przeprosiny, Baekjae - rzekła z pobłażliwym uśmiechem, nim nagle poszedł do nas wysoki mężczyzna w idealnie przylegającym garniturze, z pewnością skrojonym na miarę.
Oh Sehun.
- Wszędzie cię szukałem, Eunjung - rzekł, podchodząc do dziewczyny i obejmując delikatnie jej talię.
Brunetka uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Pyszczku, to jest Byun Baekjae - rzekła wskazując mnie. - Chyba już się znacie.
Poważnie? Pyszczku?
Lepiej niż myślisz, suko - odpowiedziałem w myślach i czując na sobie wzrok Sehuna zbliżyłem się bardziej do Kaia, który widocznie wyczuł moje zdenerwowanie.
- Pierwsze słyszę - mruknął Oh, marszcząc brwi. - Masz nową partnerkę, Jongin?
- Spotykamy się od niedawna - przyznał Kai.
- Jestem Oh Sehun. Miło mi panią poznać, Byun Baekjae - skłonił się lekko Oh i ujął moją dłoń, po czym złożył na niej delikatny pocałunek.
Pieprzony dżentelmen.
Przez krótką chwilę nasze spojrzenia się spotkały, a po tym jak Sehun momentalnie otworzył szerzej oczy i wyprostował się szybko poznałem, że zostałem zdemaskowany.
- Baekhyun - poruszył bezgłośnie ustami, wypowiadając moje imię, a ja cofnąłem się odruchowo, powstrzymując łzy, zamazujące mi obraz.
Jongin od razu pojął co się stało.
- Czy wy...? - nie zdążył zapytać, bo Sehun znów bezgłośnie wymamrotał moje imię, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem, a ja nie mogąc znieść tego uczucia, puściłem się biegiem w kierunku wyjścia.
Błądziłem wśród gości, przepychając się w kierunku jakichkolwiek drzwi, nim w końcu wybiegłem do ogrodu, pędząc w strugach deszczu i drżąc, kiedy słyszałem za sobą stukot pantofli Sehuna i głos Jongina, biegnącego zaraz za nim.
- Baekhyun!
Poczułem czyjąś dłoń, zaciskającą się na moim nadgarstku i przystanąłem, nie będąc w stanie biec dalej. Podniosłem wzrok, dostrzegając zamazany obraz Sehuna, który kurczowo ściskał moją rękę. Nie chciałem, żeby puszczał. Znów chciałem do niego należeć i zwyczajnie mieć go na co dzień. Nieważne jak bardzo mnie skrzywdził, ja nadal go pragnąłem.
- Sehun - wyszeptałem słabo, czując, że przez deszcz i łzy makijaż na mojej twarzy rozmazuje się.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytał Oh, a ja zauważyłem Jongina stojącego parę metrów za nim i przyglądającego się nam z bezpiecznej odległości.
- To długa historia, Sehun - wymruczałem, czując jak krople deszczu przesiąkają przez moją pożyczoną sukienkę. Bałem się go. Bałem się, że znów mnie zostawi.
- Trudno ci zrozumieć, że to koniec?
Jego słowa wbiły się w moje serce jak sztylety. Krzywdził mnie każdym swoim gestem.
- Koniec? - powtórzyłem szeptem. - Jak to koniec?
- Nie chciałem związku, który musiałbym ukrywać - powiedział Sehun.
- Tylko dlatego mnie nie chcesz?
Oh spuścił głowę, jakby poruszanie tego tematu było dla niego wyjątkowo trudne.
- Zmieniłem się, Baekhyun. Dorosłem. Układam sobie zwykłe, dorosłe życie z kobietą, którą chcę poślubić. Relacje między mną a ojcem naprawiają się i naprawdę nie chcę, żeby coś zepsuło się przez ciebie! Nieważne jak długo trwał nasz romans, Baek, to już koniec - dla potwierdzenia swoich słów, puścił mój nadgarstek, odsuwając się o kilka kroków.
- Więc to wszystko nie było dla ciebie na poważnie? - spytałem, dławiąc się własnymi łzami.
- Nie, Baek - pokręcił głową Oh. - To był tylko głupi romans.
- Skrzywdziłeś mnie, Sehun.
- Myślałem, że domyślisz się tego, że zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie stworzeni - prychnął. - Zamierzam ułożyć sobie spokojne życie. Bez ciebie. Nie zbliżaj się do mnie, ani do Eunjung. Zwyczajnie się usuń, dobra?
Jego słowa były jak sól na moje dotychczasowe rany. Skuliłem się w sobie, obserwując jak powoli odchodzi, w stronę Eunjung, stojącej u szczytu schodów. Moje ciało płonęło rządzą zemsty, lecz tak naprawdę byłem zupełnie bezbronny.
- Baekhyun - powiedział Jongin, podchodząc do mnie. - Wszystko w porządku?
Zdjął marynarkę i narzucił ją na moje przemoczone ramiona. Czułem jak wszystkie emocje walczą ze sobą w moim wnętrzu, a ja toczę mantalną walkę ze swoimi myślami. Chciałem iść i zemścić się, chciałem, żeby mnie zapamiętał i żeby żałował tego, co mi zrobił, choć jednocześnie chciałem wrócić do domu i zwyczajnie zapomnieć.
- Ech, biedaku - westchnął Kai, ocierając kciukiem moje zabarwione tuszem do rzęs i eyelinerem łzy. - Chodź, odwiozę cię do domu.
- Nie - zaprotestowałem, kiedy pociągnął mnie za rękę.
Rządza zemsty wygrała.
- Nie? - powtórzył Kai.
Nie odpowiedziałem mu, a jedynie naciągnąłem bardziej na siebie jego marynarkę i puściłem się biegiem przez wielki ogród pana Oh, potykając się o własne nogi. W duchu cieszyłem się, że znałem dokładnie rozkład wszystkich budynków na posesji i mogę to wykorzystać na swoją koszyść, toteż biegnąć przy schowku, wyciągnąłem z niego długi kij do golfa, w którego grywał Sehun wraz z ojcem. Teraz ten kij był moją bronią i to ja decydowałem przeciwko komu go użyję. Skierowałem się prosto do garażu, w którym znajdowały się auta kolekcjonowane przez Sehuna i uśmiechnąłem się pewersyjnie, na myśl o zniszczeniu jego drogich cudeniek, o które tak bardzo dbał.
Wpadłem do pomieszczenia, a jarzeniówki wiszące pod sufitem automatycznie się zapaliły. Chwyciłem pewniej kij i skierowałem się do pierwszego samochodu, wkładając całą siłę w rozbicie jego przedniej szyby. Następnie kopniakiem strąciłem lewe lusterko i zarysowałem kantem kija maskę, po czym zadowolony z siebie wybrałem sobie kolejną ofiarę, którą okazało się luksusowe białe Porsche. Natychmiast znokautowałem przednią szybę i lusterka, podobnie jak w trzech następnych autach, dopóki ktoś mnie nie powstrzymał.
- Baekhyun! Co ty wyprawiasz? - usłyszałem głos Jongina i odwróciłem się.
Stał w progu, razem z Sehunem, który był tak zszokowany, że z pewnością nie był w stanie wydać z siebie głosu.
- Ups - uśmiechnąłem się figlarnie, ignorując łzy i upuściłem kij, który bezwiędnie opadł na podłogę, wydając przy tym głuchy odgłos.
- Ty... jak... jak mogłeś? - Oh Sehun podniósł na mnie swój zimny wzrok. - Zapłacisz mi za to. Dzwonię na policję. Będziesz płacił z własnej kieszeni za każdą pierdoloną rysę, Byun Baek!
- Uspokójcie się - rzekł Jongin, lecz żaden z nas go nie posłuchał, bo już po chwili Sehun dosłownie rzucił się na mnie, przypierając mnie do ściany.
Zaczęliśmy się szarpać i przeklinać tak głośno, że z pewnością usłyszało nas większość gości, a ostatnim co pamiętam była interwencja policji i ochroniarzy, którzy w dość niedelikatny sposób oderwała ode mnie rozjuszonego Sehuna.
○ ○ ○
Po tym incydencie zupełnie zapomniałem o Oh Sehunie. Oddałem się w całości studiom i relacją z moimi przyjaciółmi, w tym również z Jonginem, z którym cały czas utrzymywałem kontakt. W tym czasie Oh przestał pojawiać się na okładkach gazet, Kai przystał udawać przed troskliwymi ciociami, że ma dziewczynę, a ja skończyłem studia i oficjalnie zostałem weterynarzem.
Z tego co wiedziałem z portali plotkarskich związek Oh Sehuna i Eunjung trwał jedynie cztery miesiące, gdyż po tym czasie Sehun zdradził swoją narzeczoną, kiedy była ona w drugim miesiącu ciąży. To w zupełności oddawało jego naturę narwanego, niewyżytego, rozpuszczonego podrywacza, a ja miałem nadzieję, że żadna osoba nie będzie już jego ofiarą.
Poza sprawą Oh Sehuna była też jedna rzecz, która się zmieniła.
Ja i Kai zostaliśmy parą.
Potrzebowałem dużo czasu, by pozbierać się po tamtej historii, a Jongin towarzyszył mi cały czas, pocieszając i dając pomocne rady. Był przy mnie zawsze, a ja stopniowo się w nim zadurzałem, zapominając o tym, co było wcześniej.
Przeprowadziłem się do małego mieszkania w centrum, gdzie miałem bliżej do pracy w gabinecie weterynaryjnym, choć Jongin cały czas nalegał, bym zamieszkał z nim. Uważałem jednak, że jest jeszcze zbyt wcześniej, jednak on stale o mnie walczył i co dziennie na nowo zdobywał moje serce.
○ ○ ○
Smak ciepłej kawy ze Starbacksa utulił moje ciało i pozwolił na chwilę zapomnieć o czekających mnie jeszcze godzinach pracy. Oparłem się wygodniej o oparcie fotela i upiłem kolejny łyk, przeglądając karty zdrowia zwierząt domowych, które miałem dzisiaj przyjąć. Lubiłem moją pracę, nieważne jak bardzo męcząca była.
Nim zdążyłem upić kolejny łyk kupionej w biegu kawy, usłyszałem pukanie do drzwi i niechętnie odstawiłem kubeczek na blat biurka, poprawiając się na fotelu.
- Proszę.
Zza drzwi wychyliła się głowa Kaia.
- Nie musisz mnie zapraszać tak formalnie, Baek - uśmiechnął się wchodząc i zamykajac za sobą drzwi.
- Po co przyszedłeś? - spytałem.
Owszem, Jongin odwiedzał mnie czasem w pracy, jednak zwykle mówiłem mu, że nie jest to dobry pomysł, ze względu na moją szefową, która nie tolerowała odwiedzin w godzinach, w których powinienem udzielać pomocy zwierzętom.
- Byłem akurat w okolicy i postanowiłem wpaść - uśmiechnął się czarująco, pochylając się, by złożyć na moich ustach powitalny pocałunek. - Poza tym chcę ci coś pokazać.
Uśmiechnąłem się delikatnie, widząc jak wyciąga coś z plecaka luźno zarzuconego na ramię.
- Co to takiego? - spytałem podejrzliwie.
- Przeczytaj - Jongin podsunął mi pod nos gazetę, w której znajdował się artykuł z naszym zdjęciem.
- Czy to... to... to o nas? - spytałem, unosząc brwi ku górze.
- Najwyraźniej tak - uśmiechnął się Kai. - Przeczytaj cały.
Zaśmiałem się cicho i drżącymi dłońmi przewróciłem strony, by odnaleźć artykul oznaczony tytułem: "Młody miliarder Kim Jongin zdobywa przewagę nad firmą rodziny Oh i serce tajemniczego bruneta".
_____________________________
To opowiadanie jest pierwszym one shotem, którego w ostatnim czasie napisałam.
Myślę, że nie jest taki zły, mimo, iż fabuła jest trochę... dziwna?
Wybrałam też dość niecodzienne paringi.
Cóż... sami oceńcie. Moim zdaniem nie jest tragicznie.
W najbliższym czasie zajmę się dłuższymi one shotami, przez co następny rozdział "Roses" pojawi się nieco później.
Ogółnie cała seria zmierza ku końcowi, a ja nie zamierzam w najbliższym czasie rozpoczynać kolejnego rozdziałowca.
Mam dość dużo zaczętych fanficków, które zmierzam dokończyć w wakacje, więc oczekujcie dużo nowości.
♥

Niecodzienne? Może dla innych, ale SeBaek od niepamiętnych czasów góruje na szczycie moich OTP i za to Cię kuźwa tak cholernie kocham. ;-; Mam tak ogromny niedobór czytania o nich, że to głowa mała. Co prawda zawsze się wtedy czuję jakbym zdradzała hunhna, bo fangirluje tak samo jak do nich, ale ciul z tym. Co z tego, że rozwalając ich związek rozwaliłaś mi serce, chociaż nie mam pojęcia dlaczego, ale od początku miałam wrażenie, że Sehun okaże się zwykłym, dwulicowym dupkiem i od momentu w klubie, po cichu kibicowałam Jonginowi, chodź sama przed sobą nie chciałam tego przyznać. Sam Kai powiedział, że on nie jest taki jaki się wydaje, a jakoś nie wiem czemu jemu zaufałam bardziej, był taki bardziej naturalny i później po rozstaniu SeBaeka czułam, że ta przyjaźń między KaiBaekiem nie jest taka czysta jakby mogło się wydawać. W ogóle jaką Sehun pokazał klasę, że nie poznał go za pierwszym razem, jak go niby uratował. Rzez chwilę myślałam, że na tym bankiecie u ojca Sehuna uświadomił sobie, co czuje do Baeka, że pobiegł za nim żeby wyznać, że się pomylił, że przeprasza, blablabla, ale nie, bo po co? On chciał go zmieszać z błotem i w bardzo prosty sposób uświadomić, że był dla niego nikim więcej jak zwykłą zabawką. Noż ja pierdole, praktycznie każde jego słowo było kłamstwem, co za bezczelny typ, nie ratuje go nawet to, że jego matka umarła, jestem zła. Chyba za bardzo wczułam się w Baeka, serio jakoś tak się z nim zjednoczyłam i aż mną nosi teraz jak sobie pomyślę.
OdpowiedzUsuńDobrze, że nakoniec ułożył sobie życie z Jonginem w sumie to bardzo bym się ucieszyła jakbyś kiedyś napisała sequel do tego, ale już KaiBaeka. xD
A tak generalnie to baaaardzo podobał mi się ten oneshot, ale Ty już chyba wiesz, że ja uwielbiam twój styl pisanie, prawda? Podziwiam za długość, bo sama wiem ile czasu zajmuje napisanie takiego ficzka i dziękuję, bo na prawdę miło się go czytało, pewnie kiedyś do niego wrócę!
Przepraszam, że ten kometarz taki bez ładu i składu. ;-;