Paring: SeKai
Uwagi: lekko przesłodzone AU
Opis: Sehun poznał Jongina w szkole podstawowej i niemal od razu się nim zauroczył. Niestety Jongin nie odwzajemniał jego uczucia. Będąc ciągle poniżanym, Sehun traci wiarę w siebie i wszelkie marzenia, którymi dotąd żył. Czy spotkanie po dziesięciu latach sprawi, że ta dwójka wszystko sobie wyjaśni?
I tak oto dodaje kolejnego dosyć krótkiego ff. Tym razem nie jest to przesłodzony TaoRis, lecz... przesłodzony SeKai xD. Napisałam go już dosyć dawno i leżał sobie w stosie "wersji roboczych" czekając, aż go w końcu opublikuję.
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Miłego czytania ♥
"Frist Love"
Poprawiłem krawat od mundurka wchodząc do szkoły. Pierwszy dzień w nowej szkole. Tak długo na niego czekałem. Rozejrzałem się w poszukiwaniu mojego przyjaciela Baekhyuna. Nie trudno było go znaleźć przez jego wiśniowy kolor włosów, który od razu rzucał się w oczy.
-Hej Baek! -przywitałem się. Przyjaciel spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Siemasz Sehun! -odpowiedział. -Denerwujesz się?
-Hej Baek! -przywitałem się. Przyjaciel spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Siemasz Sehun! -odpowiedział. -Denerwujesz się?
-N-nie... -odpowiedziałem nie będąc pewnym własnego zdania. Przewróciłem oczami widząc nachalne spojrzenia uczniów ze starszych klas.
-Musze już iść -oznajmił mi Byun. -Powodzenia!
-Pa... -mruknąłem. Nie chciałem, żeby tak szybko odchodził. Chciałem, żeby został ze mną choćby sekundę dłużej i pogadał , co pozwoliłoby mi chociaż troszkę się odstresować, bo choć wyglądałem na pozytywnie nastawionego i pełnego energii, we wewnątrz byłem kłębkiem nerwów. Bałem się reakcji innych, chociaż wiedziałem, że nie wyróżniam się za bardzo z towarzystwa i zapewne nikt mnie nawet nie zauważy. Poprawiłem torbę na ramieniu i ruszyłem po schodach na górę. Niestety lekcję miałem, aż na drugim piętrze. Z ociąganiem wdrapałem się na ostatni schodek kiedy usłyszałem jak ktoś mnie woła. Zdezorientowany rozejrzałem się.
-Sehun! -krzyknął Tao. Stał razem z grupką jakiś z pewnością bogatszych i pewniejszych siebie uczniów. Wypatrzyłem wśród nich Krisa, z którym w poprzednich latach byłem w klasie. Dziwne, że on też wybrał tę szkołę.
-Sehun! -krzyknął Tao. Stał razem z grupką jakiś z pewnością bogatszych i pewniejszych siebie uczniów. Wypatrzyłem wśród nich Krisa, z którym w poprzednich latach byłem w klasie. Dziwne, że on też wybrał tę szkołę.
-Cześć -przywitałem się cicho.
-Ej Sehun! Poznajesz go? -spytał Jongdae (chłopak z którym też we wcześniejszych latach edukacji byłem w klasie) i wskazał na chłopak stojącego obok. Chłopak miał ciemną karnację, czarne włosy i te charakterystyczne ciemne oczy. Nie mogłem go nie poznać. To był Kim Jongin, chłopak za którym uganiałem się w bardzo wczesnych latach szkoły podstawowej. Pamiętam jak na każdej przerwie biegałem za nim prosząc, aby się ze mną pobawił, albo jak pisałem do niego stosy listów miłosnych na kartkach z brudnopisu. Pamiętam jak uważałem, że jest on moją wielką miłością, i każdego dnia tylko wyczekiwałem chwili kiedy na mnie spojrzy. On i jego koledzy zawsze mnie wyśmiewali, ale ja jako dziecko się tym nie przejmowałem. Niestety Jongin opuścił naszą szkołę kiedy byliśmy w trzeciej klasie podstawówki. Bardzo to przeżyłem, ale do tego czasu zdążyłem wydorośleć i zapomnieć o młodocianych szkolnych miłostkach, mimo to jego widok zrobił na mnie spore wrażenie. Właściwie nie zmienił się za bardzo od czasów podstawówki. Miał ten sam obojętny wyraz twarzy, te same ciekawe świata oczy i te same rozwichrzone czarne włosy okalające jego mocno opaloną twarz. Poczułem jak zaczynam się rumienić. Jongin nie odezwał się nawet słowem, tylko obojętnie patrzył na czubki swoich czarnych trampek.
-Hej -mruknąłem nieśmiało, aby się z nim przywitać. Nie zareagował.
-Pamiętasz jak kiedyś byłeś w nim zakochany? Nasz mały kochaś Hunnie! -zaśmiał się Kyungsoo mierzwiąc mi włosy. Poczułem się okropnie przygnębiony. Nawet po tylu latach obecność Jongina mnie onieśmielała. Starałem się nie zwracać uwagi na Kyungsoo, z którym też musiałem się męczyć przez wszystkie lata edukacji. Już chciałem odejść, kiedy nagle Jongdae złapał mnie za ramię.
-Kurde Sehun! Nie widziałeś go tyle lat, a teraz powiesz tylko "hej"? Już go nie kochasz? -spytał śmiejąc się. Jongin prychnął przywracając oczami. Poczułem się bardzo ośmieszony, a nienawidziłem tego uczucia. Rozumiem, że w latach podstawówki bardzo narzucałem się Jonginowi, ale czy to znaczy, że równocześnie zniszczyłem sobie życie w gimnazjum? Wszyscy na pewno prędko nie zapomną o moich wyczynach z przeszłości, zwłaszcza, że okazuje się, iż dawny obiekt moich westchnień jest w tej samej szkole! Wyrwałem się Jongdae i pobiegłem po schodach. Nie czułem już nic do Jongina, a zresztą tego co czułem kilka lat temu, i tak nie dało się nazwać miłością. To było przelotne, dziecięce zauroczenie. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego Jongin wybrał tę szkołę? Mała dziecięca fantazja podpowiadała mi, że może on coś do mnie czuję, lecz zgasiłem tę nadzieję. Nawet jeśli, to co mi do tego? Przez te lata zdążyłem wydorośleć, znaleźć swoje miejsce, towarzystwo i pasję. Nie potrzebowałem zbędnych docinek ze strony innych, a już na pewno nie kogoś, kto będzie mi stale przypominał o nie chcianych wydarzeniach z czasów szkoły podstawowej.
Usiadłem pod klasą zrzucając z ramienia torbę. Już od rana dzień zapowiadał się okropnie, jednak starałem się nie tracić nadziei.
-O Sehun! Tu jesteś! -usłyszałem głos Kyungsoo. Jak ja go nienawidziłem. Ogólnie nie za bardzo lubiłem Kyungsoo. Może to dlatego, że był bliskim kolegą Jongina, i zawsze razem mnie wyśmiewali. Czułem do niego urazę, której nie złagodziłem nawet przez te wszystkie lata. Kyungsoo usiadł obok mnie.
-Czemu jesteś taki zły? To przez Jongina? -spytał, a na twarzy znów miał ten denerwujący uśmiech.
-O co ci chodzi? -spytałem przewracając oczami. -Dlaczego on też wybrał tę szkołę? -mruknąłem bez przekonania.
-Chodzi do klasy tanecznej -odpowiedział.
-On? Do klasy tanecznej? -rzuciłem z niedowierzaniem. Kyungsoo pokiwał głową. Jongin nigdy nie interesował się tańcem, a przynajmniej nie w latach kiedy go znałem. Westchnąłem cicho. Ludzie się zmieniają i nic na to nie poradzę. Oczami wyobraźni widziałem Jongina tańczącego na środku sali gimnastycznej, lecz prędko wygoniłem tą myśl z mojej głowy. Nie miałem ochoty na rozmowę z nikim, a już czym bardziej na rozmowę z Kyungsoo. Poczułem się zły na samego siebie za to, że nieumyślnie zostałem idealnym materiałem na osobę do wyśmiewania, a to wszystko przez wybryki jakich dopuszczałem się jako dziecko. Jęknąłem cicho ukrywając twarz w dłoniach.
2 tygodnie później...
Oparłem łokcie na blacie ławki przepisując nic nie znaczące dla mnie liczby do mojego zeszytu, którego marginesy były w całości pokryte rysunkami wykonanymi długopisem. W całej klasie panowała cisza, jak to zawsze na matmie. Każdy bał się zostać wyrwany do odpowiedzi, bo trzeba przyznać- tylko nieliczni rozumieli zawiłe działania i zadania matematyczne, z których rozwiązaniem problem miałby nawet najlepszy uczeń. Westchnąłem z rezygnacją przerywając pisanie, aby dać odpocząć mojej zmęczonej ręce. Nagle rozległ się głos nauczycielki.
-Dobrze, a więc przejdziemy teraz wszyscy do sali lustrzanej, gdzie klasa taneczna coś wam pokaże -powiedziała tajemniczo kobieta i poleciła nam, abyśmy ustawili się w parach. Z niechęcią podniosłem się z krzesła. Kiedy tylko usłyszałem słowa "klasa taneczna" wiedziałem, że nie chcę tam iść. Wolałbym już siedzieć i notować niż iść do tej cholernej sali lustrzanej i narazić się na docinki ze strony znajomych Jongina. Niestety jednak, każdy uczeń musiał iść, więc moje marzenia o zostaniu w klasie zostały tylko marzeniami. Wyszedłem z klasy jako ostatni trzymając się jak najdalej końca. Droga do sali lustrzanej była dosyć zawiła, lecz z łatwością wraz z moją klasą trafiłem na miejsce. Żałowałem, że nie ma ze mną Baekhyuna- mojego najlepszego przyjaciela, który niestety wylądował w innej klasie wraz z moimi pozostałymi kolegami. Nieraz chciało mi się płakać z tego powodu, ale przekonywałem sam siebie, że tak będzie lepiej.
-Witajcie! Dziś klasa taneczna pokaże wam układ, który jest bardzo prosty i zostanie zatańczony na uroczystości Święta Szkoły. Oczywiście, wy też będziecie tańczyć z nami- oznajmiła z uśmiechem cholernie miła kobieta stojąca na środku sali lustrzanej, która w rzeczywistości była dosyć małą salką z wielkim lustrem na jednej ze ścian. Przy ścianie siedzieli uczniowie z klasy tanecznej, w której odruchowo zauważyłem Jongina. Siedział z ciemnej bluzie oparty plecami o ścianę i rozmawiał z Krisem. Westchnąłem. Liczyłem na to, że mnie nie zauważy. Kobieta, która z pewnością była ich trenerką, lub kimś w tym rodzaju powiedziała, że najpierw ludzie z klasy o profilu tanecznym pokażą nam owy układ, a potem dwie dziewczyny nas go nauczą. Byłem z góry przekonany, że nie chcę tańczyć, i że nikt nawet siłą nie wyrwie mnie do tańca. Co innego, gdyby nie było tu Jongina, może wtedy pochwaliłbym się trochę moimi umiejętnościami. Zasiadłem pod ścianą wraz z osobami z mojej klasy, choć dałbym wszystko, żeby w tej chwili siedzieć sobie w ławce i przepisywać przykłady. Wtedy zobaczyłem Jongina. Stał centralnie przede mną, a kiedy mnie zauważył mruknął ciche: "o nie" i odszedł. Udawałem, że tego nie usłyszałem, ale szczerze mnie to zabolało. Zabolało mnie tak bardzo, że aż chciało mi się płakać. Układ, który pokazali nam owi "bardzo utalentowani uczniowie" nie był zbyt trudny, ale i tak nie zamierzałem tańczyć, więc w chwili kiedy dosłownie wyciągali uczniów naszej klasy na parkiet, ja ukryłem się w kącie skulony w kulkę. Na całe szczęście nikomu nie przyszło do głowy, aby ze mną tańczyć, co w połowie mnie ucieszyło, a w połowie zasmuciło. Starałem się nie patrzeć na Jongina, odwracać wzrok za każdym razem kiedy zbliży się do mojego pola widzenia, lecz słabo mi to wychodziło. Kiedy wyszliśmy z tej przeklętej sali lustrzanej jednego byłem pewien- będę starał się jak najczęściej unikać Jongina. Spełniałem te postanowienie wytrwale przez wiele dni, tygodni i miesięcy, aż w końcu spostrzegłem, że minęły od tego czasu całe lata szkoły.
-Hej -mruknąłem nieśmiało, aby się z nim przywitać. Nie zareagował.
-Pamiętasz jak kiedyś byłeś w nim zakochany? Nasz mały kochaś Hunnie! -zaśmiał się Kyungsoo mierzwiąc mi włosy. Poczułem się okropnie przygnębiony. Nawet po tylu latach obecność Jongina mnie onieśmielała. Starałem się nie zwracać uwagi na Kyungsoo, z którym też musiałem się męczyć przez wszystkie lata edukacji. Już chciałem odejść, kiedy nagle Jongdae złapał mnie za ramię.
-Kurde Sehun! Nie widziałeś go tyle lat, a teraz powiesz tylko "hej"? Już go nie kochasz? -spytał śmiejąc się. Jongin prychnął przywracając oczami. Poczułem się bardzo ośmieszony, a nienawidziłem tego uczucia. Rozumiem, że w latach podstawówki bardzo narzucałem się Jonginowi, ale czy to znaczy, że równocześnie zniszczyłem sobie życie w gimnazjum? Wszyscy na pewno prędko nie zapomną o moich wyczynach z przeszłości, zwłaszcza, że okazuje się, iż dawny obiekt moich westchnień jest w tej samej szkole! Wyrwałem się Jongdae i pobiegłem po schodach. Nie czułem już nic do Jongina, a zresztą tego co czułem kilka lat temu, i tak nie dało się nazwać miłością. To było przelotne, dziecięce zauroczenie. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego Jongin wybrał tę szkołę? Mała dziecięca fantazja podpowiadała mi, że może on coś do mnie czuję, lecz zgasiłem tę nadzieję. Nawet jeśli, to co mi do tego? Przez te lata zdążyłem wydorośleć, znaleźć swoje miejsce, towarzystwo i pasję. Nie potrzebowałem zbędnych docinek ze strony innych, a już na pewno nie kogoś, kto będzie mi stale przypominał o nie chcianych wydarzeniach z czasów szkoły podstawowej.
Usiadłem pod klasą zrzucając z ramienia torbę. Już od rana dzień zapowiadał się okropnie, jednak starałem się nie tracić nadziei.
-O Sehun! Tu jesteś! -usłyszałem głos Kyungsoo. Jak ja go nienawidziłem. Ogólnie nie za bardzo lubiłem Kyungsoo. Może to dlatego, że był bliskim kolegą Jongina, i zawsze razem mnie wyśmiewali. Czułem do niego urazę, której nie złagodziłem nawet przez te wszystkie lata. Kyungsoo usiadł obok mnie.
-Czemu jesteś taki zły? To przez Jongina? -spytał, a na twarzy znów miał ten denerwujący uśmiech.
-O co ci chodzi? -spytałem przewracając oczami. -Dlaczego on też wybrał tę szkołę? -mruknąłem bez przekonania.
-Chodzi do klasy tanecznej -odpowiedział.
-On? Do klasy tanecznej? -rzuciłem z niedowierzaniem. Kyungsoo pokiwał głową. Jongin nigdy nie interesował się tańcem, a przynajmniej nie w latach kiedy go znałem. Westchnąłem cicho. Ludzie się zmieniają i nic na to nie poradzę. Oczami wyobraźni widziałem Jongina tańczącego na środku sali gimnastycznej, lecz prędko wygoniłem tą myśl z mojej głowy. Nie miałem ochoty na rozmowę z nikim, a już czym bardziej na rozmowę z Kyungsoo. Poczułem się zły na samego siebie za to, że nieumyślnie zostałem idealnym materiałem na osobę do wyśmiewania, a to wszystko przez wybryki jakich dopuszczałem się jako dziecko. Jęknąłem cicho ukrywając twarz w dłoniach.
2 tygodnie później...
Oparłem łokcie na blacie ławki przepisując nic nie znaczące dla mnie liczby do mojego zeszytu, którego marginesy były w całości pokryte rysunkami wykonanymi długopisem. W całej klasie panowała cisza, jak to zawsze na matmie. Każdy bał się zostać wyrwany do odpowiedzi, bo trzeba przyznać- tylko nieliczni rozumieli zawiłe działania i zadania matematyczne, z których rozwiązaniem problem miałby nawet najlepszy uczeń. Westchnąłem z rezygnacją przerywając pisanie, aby dać odpocząć mojej zmęczonej ręce. Nagle rozległ się głos nauczycielki.
-Dobrze, a więc przejdziemy teraz wszyscy do sali lustrzanej, gdzie klasa taneczna coś wam pokaże -powiedziała tajemniczo kobieta i poleciła nam, abyśmy ustawili się w parach. Z niechęcią podniosłem się z krzesła. Kiedy tylko usłyszałem słowa "klasa taneczna" wiedziałem, że nie chcę tam iść. Wolałbym już siedzieć i notować niż iść do tej cholernej sali lustrzanej i narazić się na docinki ze strony znajomych Jongina. Niestety jednak, każdy uczeń musiał iść, więc moje marzenia o zostaniu w klasie zostały tylko marzeniami. Wyszedłem z klasy jako ostatni trzymając się jak najdalej końca. Droga do sali lustrzanej była dosyć zawiła, lecz z łatwością wraz z moją klasą trafiłem na miejsce. Żałowałem, że nie ma ze mną Baekhyuna- mojego najlepszego przyjaciela, który niestety wylądował w innej klasie wraz z moimi pozostałymi kolegami. Nieraz chciało mi się płakać z tego powodu, ale przekonywałem sam siebie, że tak będzie lepiej.
-Witajcie! Dziś klasa taneczna pokaże wam układ, który jest bardzo prosty i zostanie zatańczony na uroczystości Święta Szkoły. Oczywiście, wy też będziecie tańczyć z nami- oznajmiła z uśmiechem cholernie miła kobieta stojąca na środku sali lustrzanej, która w rzeczywistości była dosyć małą salką z wielkim lustrem na jednej ze ścian. Przy ścianie siedzieli uczniowie z klasy tanecznej, w której odruchowo zauważyłem Jongina. Siedział z ciemnej bluzie oparty plecami o ścianę i rozmawiał z Krisem. Westchnąłem. Liczyłem na to, że mnie nie zauważy. Kobieta, która z pewnością była ich trenerką, lub kimś w tym rodzaju powiedziała, że najpierw ludzie z klasy o profilu tanecznym pokażą nam owy układ, a potem dwie dziewczyny nas go nauczą. Byłem z góry przekonany, że nie chcę tańczyć, i że nikt nawet siłą nie wyrwie mnie do tańca. Co innego, gdyby nie było tu Jongina, może wtedy pochwaliłbym się trochę moimi umiejętnościami. Zasiadłem pod ścianą wraz z osobami z mojej klasy, choć dałbym wszystko, żeby w tej chwili siedzieć sobie w ławce i przepisywać przykłady. Wtedy zobaczyłem Jongina. Stał centralnie przede mną, a kiedy mnie zauważył mruknął ciche: "o nie" i odszedł. Udawałem, że tego nie usłyszałem, ale szczerze mnie to zabolało. Zabolało mnie tak bardzo, że aż chciało mi się płakać. Układ, który pokazali nam owi "bardzo utalentowani uczniowie" nie był zbyt trudny, ale i tak nie zamierzałem tańczyć, więc w chwili kiedy dosłownie wyciągali uczniów naszej klasy na parkiet, ja ukryłem się w kącie skulony w kulkę. Na całe szczęście nikomu nie przyszło do głowy, aby ze mną tańczyć, co w połowie mnie ucieszyło, a w połowie zasmuciło. Starałem się nie patrzeć na Jongina, odwracać wzrok za każdym razem kiedy zbliży się do mojego pola widzenia, lecz słabo mi to wychodziło. Kiedy wyszliśmy z tej przeklętej sali lustrzanej jednego byłem pewien- będę starał się jak najczęściej unikać Jongina. Spełniałem te postanowienie wytrwale przez wiele dni, tygodni i miesięcy, aż w końcu spostrzegłem, że minęły od tego czasu całe lata szkoły.
***
10 lat później...
Szedłem szybkim krokiem przez zaśnieżone ulice Seulu oświetlone przydrożnymi lampami i pracowicie odśnieżane przez mężczyzn w neonowych pomarańczowych kamizelkach. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Mimo, iż było mi niezmiernie zimno czułem się szczęśliwy. Nawet jeżeli bycie trainee wymagało mnie wielu wyrzeczeń, nie miałem zamiaru z niego rezygnować. Poprawiłem czapkę zatrzymując się przy jednej z kawiarni. Chyba ją niedawno otworzyli, bo nigdy jej nie widziałem. Nie zastanawiając się wszedłem. Od razu poczułem zapach kawy, lukru i kruchego ciasta. Zaciągnąłem się tym zapachem pozwalając, by zawładną całym moim umysłem, po czym dopiero skierowałem się w stronę pierwszego lepszego stolika przy oknie. Usiadłem przeglądając kartę menu. Na mojej twarzy pojawił się dziecięcy uśmiech, kiedy zobaczyłem, że w owa kawiarnia ma w ofercie bubble tea. Niczego mi nie było trzeba tak, jak kubeczka ciepłej, czekoladowej bubble tea.
-Dobry wieczór. Co podać? -spytał kelner podchodząc do mnie z notesikiem i długopisem.
-Poproszę średnią czekoladową bubble tea z... -przerwałem nagle moje zamówienie i spojrzałem na kelnera. Miał te same ciemne oczy, te same czarne włosy i ten sam głos, który pamiętałem jeszcze z czasów podstawówki.
-Jongin?! -niemal wykrzyknąłem. Byłem pewny, że to on. Kelner spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami.
-Sehun...? -mruknął nieśmiało nie odrywając ode mnie wzroku swych ciemnych oczu. Uśmiechnąłem się. Czułem się jakbym dostał młotkiem w tył głowy.
-Co ty tu robisz? -spytałem. Wielkim szokiem dla mnie było to, że zapamiętał moje imię. Przecież w szkole zawsze unikał mnie jak ognia.
-Pracuję, studiuję -wyliczył chłopak uśmiechając się lekko. Chyba po raz pierwszy w życiu się do mnie uśmiechnął. -A ty?
-Jestem trainee w... -Jongin nie dał mi dokończyć odpowiedzi, gdyż patrzył się na mnie cały czas wielkimi ze zdziwienia oczami.
-Żartujesz tak? -spytał. Pokręciłem przecząco głową.
-Nie. Naprawdę jestem trainee w SM -powiedziałem. Jongin oparł się rękami o blat stołu oddychając ciężko.
-Serio?
-Tak. -odpowiedziałem czując jak się rumienię. Bliskość chłopaka nadal sprawiała, że czułem się niezręcznie.
-Jejku nie widzieliśmy się tyle lat... -mruknął Jongin. "I nagle się tak za mną stęskniłeś?" -pomyślałem. Nigdy za mną nie przepadał, przez to co robiłem w podstawówce. Powoli pokiwałem głową.
-Kim Jongin! Co to za pogawędki z klientami? Do roboty! -podszedł do nas jakiś tęgi mężczyzna i wręczył Jonginowi tacę z kolorowymi napojami.
-O-oczywiście szefie -odpowiedział chłopak i odszedł puszczając do mnie oczko. Zaraz co on zrobił? Starałem się odtworzyć w pamięci ten moment, kiedy odwrócił się w moją stronę odchodząc. Poczułem jak policzki palą mnie żywym ogniem.Widziałem jak kręcił się po lokalu rozdając napoje klientom, którzy je zamówili cały czas zerkając na mnie. "A może to tylko moja wyobraźnia? Może on wcale na mnie nie patrzy? Może on po prostu patrzy na okno?" -pomyślałem. Chwilę później jakiś inny kelner przyniósł mi moją bubble tea i... szarlotkę?
-Zaraz! Nie zamawiałem szarlotki -powiedziałem patrząc na leżące na talerzyku ciastko.
-To na koszt firmy. Życzę smacznego -odrzekł kelner, skłonił się i odszedł. "Na koszt firmy?" -zdziwiłem się. Dopiero potem zobaczyłem Jongina opartego o ladę i machającego do mnie. "To pewnie on zafundował mi tą szarlotkę..." -pomyślałem i zacząłem pałaszować smakołyk. Zaraz jednak dotarły do mnie myśli, że może to nie on sprawił mi te ciastko, że może to ktoś inny, albo, że w tej cukierni zawsze dają darmowe desery nowym klientom? Starałem się wyprzeć od siebie te myśli. Nie dało się ukryć, że szarlotka istotnie została dla mnie zakupiona przez Jongina. Ledwo skończyłem jeść mój deser i pić bubble tea, a na zegarku już widniała godzina dwudziesta pierwsza. Wytrzeszczyłem oczy. "Powinienem już być w domu i szykować się do spania, albo jutro znów wstanę rano niewyspany" -pomyślałem zakładając kurtkę i kierując się do kasy, aby zapłacić. Chciałem jeszcze znaleźć Jongina, aby jeszcze z nim porozmawiać, albo spytać się go o której kończy, jednak wyglądało na to jakby zapadł się pod ziemię. Wyszedłem więc z kawiarni lekko zawiedziony z zamiarem odwiedzenia jej jutro. W domu znalazłem się dosyć szybko, więc tylko wziąłem prysznic i położyłem się spać, aby nie mieć jutro problemów ze wstaniem.
Rano obudził mnie mój denerwujący budzik w telefonie. Chyba po raz pierwszy wstałem wyspany i zupełnie wypoczęty. Zazwyczaj rano miałem problemy ze wstaniem z łóżka, bo albo byłem zupełnie niewyspany, albo wszystko mnie bolało, bo źle spałem. Dziś jednak czułem się wypoczęty i szczęśliwy. Wstałem, ubrałem się, zjadłem szybkie śniadanie i wyszedłem z mieszkania. Czułem jak przepełnia mnie energia. Pragnąłem tylko iść przed siebie prosto do kawiarni, którą wczoraj odwiedziłem. Po drodze rozmyślałem o wielu rzeczach, a szczególnie o Jonginie. Jak to możliwe, że chłopak, który był ode mnie bardziej pewny siebie i z pewnością bardziej ode mnie zdolny został kelnerem w jednej z miejscowych kawiarni, podczas gdy ja zostałem trainee?
Zatrzymałem się przed szklanymi drzwiami lokalu, i już miałem pociągnąć za klamkę, kiedy nagle ustałem w bezruchu przerażony swoimi własnymi myślami. "A może będę zbyt nachalny? Jeszcze bardziej nachalny, niż byłem przez tamte wszystkie lata?" -pomyślałem ze zgrozą i odwróciłem się na pięcie odchodząc. Nie odrywałem wzroku od wielkich okien budynku, zwłaszcza w chwili, gdy zobaczyłem tam Jongina krzątającego się między stolikami. "Pewnie cieszy się, że nie przyszedłem..." -pomyślałem ze smutkiem. Znów czułem się jak w latach podstawówki, kiedy to Jongin wraz ze swoimi znajomymi mnie wyśmiewali. Czułem jak radość, która dotąd mnie przepełniała nagle uchodzi tak powietrze z przebitego balonika. Poszedłem dalej z nieszczęśliwą miną.
Z wytwórni wróciłem późnym wieczorem. Postanowiłem, że nie pojadę taksówką, a zrobię sobie dłuższy spacerek przez centrum. Z uroczą czapką z uszami pandy na głowie ruszyłem przed siebie. Szedłem nie przejmując się w ogóle panującym na ulicach tłokiem. Zbliżały się święta, więc nic dziwnego, że tyle ludzi szło chodnikami. Zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych. Zapomniałem nawet, że niedaleko jest owa kawiarnia, w której pracuje Jongin. Starałem się o tym nie myśleć. Przecież przez tyle lat starałem się o nim zapomnieć! Kiedy zapaliło się zielone światło ruszyłem przed siebie, lecz nagle poczułem jak ktoś łapie mnie za dłoń i ciągnie do tyłu. Zdezorientowany obejrzałem się i... tą osobą był Jongin. Czułem się jak w jakiejś kiepskiej dramie. Chłopak trzymał dalej moją dłoń wpatrując się we mnie.
-Hej Sehun! -przywitał się uśmiechając szeroko. Mruknąłem tylko ciche "Cześć".
-Zauważyłem cię gdy wychodziłem z pracy i... pomyślałem, że mógłbym cię może podwieźć do domu -zaproponował. Poczułem jak oblewam się rumieńcem. Z jednej strony chciałem odmówić, z drugiej bardzo chętnie przystałbym na jego propozycję.
-No... wiesz... ja... -zacząłem się jąkać.
-Ehhh... Sehun jest zimno jak cholera! Nie myśl, że dam ci iść na piechotę -rzekł i pociągnął mnie za rękę w stronę parkingu. Moje policzki były czerwone jak buraki, choćby z tego powodu, że Jongin trzymał mnie za dłoń. Zatrzymaliśmy się przy jego czarnym hyundaiu. Stałem trzymając ręce w kieszeni. Chłopak polecił mi żebym wsiadł, jednak ja chwilę się wahałem. W końcu jednak zająłem miejsce.
-Dzięki, że mnie podwieziesz -mruknąłem cicho.
-Drobiazg! Niesamowite, że spotkaliśmy się po tylu latach -powiedział z uśmiechem odpalając samochód.
-Mhm... -mruknąłem bez przekonania. Lata szkoły były czymś, o czym z całych sił chciałem zapomnieć.
-Pamiętasz podstawówkę? -spytał wyjeżdżając z parkingu. Spojrzałem na niego wielkimi oczami. Nie wierzyłem, że o to zapytał. Prawdziwy Jongin jakiego znałem wcześniej nie chciałby nawet o tym wspominać. Powoli pokiwałem głową w milczeniu.
-Ehhhh... To były czasy... -westchnął.
-Chciałbym o nich zapomnieć... -mruknąłem bardziej do siebie niż do niego.
-Dlaczego? -spytał.
-Bo nie przyniosły do mojego życia nic wartościowego.
-Naprawdę? -spytał.
-Tak
-A ja?
Spojrzałem na niego, ale nic nie powiedziałem.
-Ty? Ja po prostu zniszczyłem ci najlepsze lata dzieciństwa. Byłem... byłem jak sasaeng. Chodziłem za tobą wszędzie... Nie dawałem ci chwili wytchnienia. Dziwię się, że w ogóle chcesz mnie jeszcze znać -mruknąłem cicho wlepiając wzrok w okno.
-Jak mógłbym nie chcieć? Przecież byłeś moją dziecięcą miłością. -rzekł nie odrywając wzroku od przedniej szyby.
-Co? -mruknąłem patrząc na niego.
-Kochałem cię.
-Ty? Mnie? -spytałem niemal dławiąc się powietrzem. Pokiwał głową.
-Problem polegał na tym, że byłem nieśmiały, ale ty... -uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie. Czułem jakbym nagle spadł z dachu wieżowca prosto na wybrukowaną ulicę. Postanowiłem, że będę się już odzywał. Ta informacja mnie zbyt przytłoczyła. Jongin na pewno robił sobie ze mnie żarty, a ja naiwny jak dziecko wierzyłem mu. Prychnąłem cicho pod nosem, tak jak to on zwykle prychał kiedy w szkole ktoś mu o mnie wspomniał. Przez resztę drogi milczałem wpatrzony w okno. Jongin też nie raczył się odezwać, co bardzo mi pasowało. Byłem pewny, że po prostu chciał ze mnie zażartować. Pokazać mi jak nędzną istotą jestem. Nędzną istotą, która nie zasługuje na miłość z jego strony.
-Dlaczego nic nie mówisz? -spytał mrożąc mnie poważnym wzrokiem kiedy staliśmy na światłach.
-Jestem zmęczony -skłamałem. Chłopak westchnął.
-Kiepsko kłamiesz Sehun... -mruknął.
-Po prostu nie lubię, kiedy ktoś ze mnie żartuje -powiedziałem cicho czując, że lada chwila się popłaczę. Czułem się tak upokorzony. Jongin spojrzał na mnie nie wyrażając żadnych uczuć.
-Nie żartowałem -powiedział poważnym tonem. Poczułem jak łzy zbierają się w moich oczach. Nie chciałem, żeby Jongin je widział. Nie wierzyłem w ani jedno jego słowo. Pociągnąłem nosem starając się nie wybuchnąć płaczem.
-Sehun...? Wszystko w porządku? -spytał troskliwie chłopak. Nie myślałem, że umiałby być choć odrobinę troskliwy. Zawsze był zimny, zamknięty w sobie, lecz potrafił się śmiać w towarzystwie swoich znajomych. Śmiał się ze słabszych, w tym także i mnie. Odwróciłem wzrok. Poczułem jak jedna z łez spływa po policzku na wspomnienie okropnych lat szkoły podstawowej. Może to nie ja zniszczyłem dzieciństwo Jonginowi? Może to on zniszczył je mi? Sprawił, że straciłem poczucie własnej wartości, że przestałem wierzyć w siebie? Spojrzałem na niego nieufnie. Zaparkował samochód przed wieżowcem, w którym mieszkałem. Od razu szybko otworzyłem drzwi pragnąc jak najprędzej znaleźć się w mieszkaniu. Niestety poczułem, że coś uniemożliwia mi wyjście z samochodu. Tym "czymś" była dłoń Jongina zaciśnięta na moim nadgarstku.
-Puść! -pisnąłem cicho, a łzy zaczęły się staczać po moich policzkach. Jongin spojrzał na mnie zimnym wzrokiem. Pociągnął mnie, abym wsiadł do samochodu.
-Puść! -pisnąłem po raz kolejny szlochając cicho. W końcu poddałem się i bezwiednie opadłem na fotel w samochodzie ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedziałem czego Jongin ode mnie chce. Mało mnie już upokorzył? Za mało wylałem przez niego łez? Nie chciałem już słuchać niczego, co do mnie powie. Skuliłem się czekając na to, kiedy pozwoli mi wyjść, lecz on zrobił coś, co kompletnie mnie zaskoczyło. Korzystając z chwili przygarnął mnie do siebie i przytulił. Zdezorientowany otworzyłem oczy szeroko, choć przez wielkie łzy nic nie widziałem. Pociągnąłem nosem. Byłem kompletnie zbity z tropu.
-Nie płacz... -szepnął mi na ucho.
-Zostaw mnie! -pisnąłem nie mogąc powstrzymać łez.
-Nie chcę cię zostawiać -rzekł z nieudawaną troskliwością.
-Nagle zaczęło ci na mnie zależeć?
-Zależało mi na tobie zawsze...
Podniosłem wzrok. Jongin nie wyglądał jakby żartował, więc chyba mówił poważnie. Zagryzłem wargę patrząc mu w oczy.
-Kłamiesz... -szepnąłem cicho uciekając wzrokiem od jego twarzy. Czułem się upokorzony tak, że miałem ochotę się zapaść pod ziemię. Po chwili poczułem jak Jongin swoją zimną dłonią unosi mój podbródek i składa mi na ustach czuły pocałunek. Drgnąłem. Nie wiedziałem jak zareagować. Po prostu siedziałem szeroko otwartymi oczami wpatrując się w chłopaka. W końcu oderwał się ode mnie, a ja korzystając z chwili wyrwałem się z jego objęć i wybiegłem z samochodu kierując się prosto do mieszkania. Nie zatrzymywałem się ani na chwilę. Nie wiedziałem co mam myśleć. "Może powinienem o tym zapomnieć? Może Jongin chciał się mną tylko zabawić?" -myślałem. Wpadłem do domu dysząc ciężko. Zrzuciłem z siebie kurtkę wieszając ją na wieszak przy drzwiach i nie myśląc nawet o zdjęciu butów ruszyłem w stronę okna w kuchni. Odsłoniłem lekko żaluzję, żeby zobaczyć czy samochód Jongina nadal stoi pod budynkiem. Wstrzymałem oddech. Nie było go. Odetchnąłem głęboko wracając do przedpokoju i zdejmując buty. Chciałem zapomnieć. Zapomnieć o Jonginie, przykrych wspomnieniach ze szkoły podstawowej i wszystkim co było z tymi rzeczami związane. Nie chciałem dopuścić, żeby ktokolwiek dowiedział się o tym, że pocałowałem Jongina, choć w sumie to on pocałował mnie. Miałem poczucie winy, że dałem mu się namówić na podwiezienie do domu. Może ja jeszcze coś do niego czułem? Może nie powinienem rezygnować z tego uczucia?
Przepełniony niechcianymi myślami rzuciłem się na łóżko. Nie miałem siły nawet nakryć się kołdrą. Czułem się okropnie. Nie umiałem nazwać swoich uczuć. Chciałem już tylko zasnąć.
Poranek nadszedł naprawdę szybko. Lekko uchyliłem powieki, żeby zobaczyć promienie powoli wschodzącego słońca. Z ociąganiem usiadłem wśród skotłowanej pościeli czując przeszywający ból w kręgosłupie. "Cholera! Znowu źle spałem" -pomyślałem wstając i nakładając szlafrok. Chwilę później w moim telefonie zadzwonił budzik, którego tak bardzo nienawidziłem. Powstrzymałem się, żeby nie rzucić komórką w ścianę i spokojnie go wyłączyłem. Wspomnienia wczorajszego wieczora wciąż huczały w mojej głowie. Wszedłem do kuchni szukając wzrokiem czajnika, w którym po chwili zagotowałem sobie wodę na herbatę. Nienawidziłem kawy. Nie piłem jej już od jakiegoś roku, albo nawet i dwóch. O niebo bardziej wolałem pijać rano ciepłą herbatę niż kawę, przez którą przez cały dzień będę lekko nadpobudliwy. Sięgnąłem po mój ulubiony kubek z Rilakkumą. Dostałem go na ostatnie urodziny od Baekhyuna- mojego najlepszego przyjaciela. Swoją drogą, dawno do niego nie dzwoniłem i zastanawiałem się, czy jeszcze o mnie pamięta. Wrzuciłem do kubka torebkę herbaty i zalałem wrzącą wodą, po czym powoli udałem się do łazienki. Byłem niewyspany, obolały i w dodatku wyglądałem okropnie. Ciemne sińce pod oczami od razu rzucały się w oczy, a rozczochrane włosy nie chciały się za nic ułożyć. "Ten dzień będzie naprawdę ciężki" -pomyślałem i wszedłem pod prysznic. Pod strumieniami ciepłej wody siedziałem ponad pół godziny, przez co prawie się spóźniłem. Wybiegłem z domu tak szybko, jak mogłem biegiem kierując się ku postoju taksówek. Niestety w godzinach szczytu istniały marne szanse, że jakakolwiek taksówka będzie wolna. Zrezygnowany uświadomiłem sobie, że niestety muszę iść pieszo. Szedłem szybkim krokiem nie zatrzymując się nawet na przejściach dla pieszych, aczkolwiek zatrzymałem się pod kawiarnią, w której Jongin był kelnerem. Wielkimi oczami patrzyłem na szyld. Poczułem w sercu coś dziwnego. Tęsknotę? Może naprawdę coś do niego czułem? "Jestem idiotą! Nawet nie umiem odgadnąć co czuję!" -wypominałem sobie powoli odchodząc od owego lokalu i idąc dalej chodnikiem. Nawet nie poczułem kiedy ktoś złapał mnie za dłoń. Odwróciłem się. Mój koszmar się dopełnił- tą osobą był Jongin. Ubrany jeszcze w uniform kelnera ze srebrną tacą w drugiej ręce dyszał ciężko stojąc i wpatrując się we mnie swoimi orzechowymi oczyma.
-Sehun... Możemy porozmawiać? -spytał. Choć chciałem odpowiedzieć "nie" z moich ust wydobyło się ciche "tak". Jongin uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. Przez myśl mi przeszło, że pewnie wyglądaliśmy wtedy jak prawdziwa para, ale szybko wygoniłem tą myśl, nie pozwalając jej niszczyć porządku w moim umyśle.
-Słuchaj Sehun... ja cię kocham -powiedział prosto z mostu chłopak. Zamurowało mnie. Jeszcze nikt nie wyznał mi nigdy miłości.
-Ale... -zacząłem niepewnie, lecz Jongin natychmiast mi przerwał.
-Kochałem cię przez te wszystkie lata... Marzyłem o tym, aby cię spotkać, powiedzieć ci to...
-Ale...
-Nieważne... Jeżeli tego nie odwzajemniasz nie musisz nawet mówić, ja chciałem ci to tylko uświadomić. Jeżeli chcesz zapomnij o tych słowach i zachowuj się tak, jakby mnie nigdy nie było w twoim życiu, ok? -powiedział. Wyglądał wtedy bardzo poważnie. Nie wierzyłem w to, że żartuje.
-Jongin... ale ja...
-Przepraszam... Przepraszam cię za lata, kiedy się z ciebie śmiałem. Naprawdę... jeżeli chcesz zapomnij o mnie. Zapomnij o tym jak śmiałem się z ciebie na przerwach, jak przeklinałem to, że wybrałeś tą samą szkołę co ja, jak na korytarzach omijałem się szerokim łukiem... Zapomnij o tym wszystkim! Może zabrzmi to głupio, ale... robiłem to z miłości. Pamiętasz, jak kiedyś napisałeś do mnie list i było tam zadnie "Chociaż mnie pewnie nienawidzisz, ja się nie poddam"? Z resztą... Jeżeli mnie nienawidzisz możesz o mnie zapomnieć i udawać, że byłem tylko kelnerem, z którym chodziłeś kiedyś do szkoły.
-Ale ja nie mogę zapomnieć... Nie mógłbym nawet, gdybym bardzo chciał... -powiedziałem cicho leciutko się uśmiechając. Dopiero teraz poczułem, że naprawdę kocham Jongina, a tłumiłem te uczucie w sobie przez tyle lat.
-Kocham cię Jongin...
-Zaraz! Nie zamawiałem szarlotki -powiedziałem patrząc na leżące na talerzyku ciastko.
-To na koszt firmy. Życzę smacznego -odrzekł kelner, skłonił się i odszedł. "Na koszt firmy?" -zdziwiłem się. Dopiero potem zobaczyłem Jongina opartego o ladę i machającego do mnie. "To pewnie on zafundował mi tą szarlotkę..." -pomyślałem i zacząłem pałaszować smakołyk. Zaraz jednak dotarły do mnie myśli, że może to nie on sprawił mi te ciastko, że może to ktoś inny, albo, że w tej cukierni zawsze dają darmowe desery nowym klientom? Starałem się wyprzeć od siebie te myśli. Nie dało się ukryć, że szarlotka istotnie została dla mnie zakupiona przez Jongina. Ledwo skończyłem jeść mój deser i pić bubble tea, a na zegarku już widniała godzina dwudziesta pierwsza. Wytrzeszczyłem oczy. "Powinienem już być w domu i szykować się do spania, albo jutro znów wstanę rano niewyspany" -pomyślałem zakładając kurtkę i kierując się do kasy, aby zapłacić. Chciałem jeszcze znaleźć Jongina, aby jeszcze z nim porozmawiać, albo spytać się go o której kończy, jednak wyglądało na to jakby zapadł się pod ziemię. Wyszedłem więc z kawiarni lekko zawiedziony z zamiarem odwiedzenia jej jutro. W domu znalazłem się dosyć szybko, więc tylko wziąłem prysznic i położyłem się spać, aby nie mieć jutro problemów ze wstaniem.
Rano obudził mnie mój denerwujący budzik w telefonie. Chyba po raz pierwszy wstałem wyspany i zupełnie wypoczęty. Zazwyczaj rano miałem problemy ze wstaniem z łóżka, bo albo byłem zupełnie niewyspany, albo wszystko mnie bolało, bo źle spałem. Dziś jednak czułem się wypoczęty i szczęśliwy. Wstałem, ubrałem się, zjadłem szybkie śniadanie i wyszedłem z mieszkania. Czułem jak przepełnia mnie energia. Pragnąłem tylko iść przed siebie prosto do kawiarni, którą wczoraj odwiedziłem. Po drodze rozmyślałem o wielu rzeczach, a szczególnie o Jonginie. Jak to możliwe, że chłopak, który był ode mnie bardziej pewny siebie i z pewnością bardziej ode mnie zdolny został kelnerem w jednej z miejscowych kawiarni, podczas gdy ja zostałem trainee?
Zatrzymałem się przed szklanymi drzwiami lokalu, i już miałem pociągnąć za klamkę, kiedy nagle ustałem w bezruchu przerażony swoimi własnymi myślami. "A może będę zbyt nachalny? Jeszcze bardziej nachalny, niż byłem przez tamte wszystkie lata?" -pomyślałem ze zgrozą i odwróciłem się na pięcie odchodząc. Nie odrywałem wzroku od wielkich okien budynku, zwłaszcza w chwili, gdy zobaczyłem tam Jongina krzątającego się między stolikami. "Pewnie cieszy się, że nie przyszedłem..." -pomyślałem ze smutkiem. Znów czułem się jak w latach podstawówki, kiedy to Jongin wraz ze swoimi znajomymi mnie wyśmiewali. Czułem jak radość, która dotąd mnie przepełniała nagle uchodzi tak powietrze z przebitego balonika. Poszedłem dalej z nieszczęśliwą miną.
Z wytwórni wróciłem późnym wieczorem. Postanowiłem, że nie pojadę taksówką, a zrobię sobie dłuższy spacerek przez centrum. Z uroczą czapką z uszami pandy na głowie ruszyłem przed siebie. Szedłem nie przejmując się w ogóle panującym na ulicach tłokiem. Zbliżały się święta, więc nic dziwnego, że tyle ludzi szło chodnikami. Zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych. Zapomniałem nawet, że niedaleko jest owa kawiarnia, w której pracuje Jongin. Starałem się o tym nie myśleć. Przecież przez tyle lat starałem się o nim zapomnieć! Kiedy zapaliło się zielone światło ruszyłem przed siebie, lecz nagle poczułem jak ktoś łapie mnie za dłoń i ciągnie do tyłu. Zdezorientowany obejrzałem się i... tą osobą był Jongin. Czułem się jak w jakiejś kiepskiej dramie. Chłopak trzymał dalej moją dłoń wpatrując się we mnie.
-Hej Sehun! -przywitał się uśmiechając szeroko. Mruknąłem tylko ciche "Cześć".
-Zauważyłem cię gdy wychodziłem z pracy i... pomyślałem, że mógłbym cię może podwieźć do domu -zaproponował. Poczułem jak oblewam się rumieńcem. Z jednej strony chciałem odmówić, z drugiej bardzo chętnie przystałbym na jego propozycję.
-No... wiesz... ja... -zacząłem się jąkać.
-Ehhh... Sehun jest zimno jak cholera! Nie myśl, że dam ci iść na piechotę -rzekł i pociągnął mnie za rękę w stronę parkingu. Moje policzki były czerwone jak buraki, choćby z tego powodu, że Jongin trzymał mnie za dłoń. Zatrzymaliśmy się przy jego czarnym hyundaiu. Stałem trzymając ręce w kieszeni. Chłopak polecił mi żebym wsiadł, jednak ja chwilę się wahałem. W końcu jednak zająłem miejsce.
-Dzięki, że mnie podwieziesz -mruknąłem cicho.
-Drobiazg! Niesamowite, że spotkaliśmy się po tylu latach -powiedział z uśmiechem odpalając samochód.
-Mhm... -mruknąłem bez przekonania. Lata szkoły były czymś, o czym z całych sił chciałem zapomnieć.
-Pamiętasz podstawówkę? -spytał wyjeżdżając z parkingu. Spojrzałem na niego wielkimi oczami. Nie wierzyłem, że o to zapytał. Prawdziwy Jongin jakiego znałem wcześniej nie chciałby nawet o tym wspominać. Powoli pokiwałem głową w milczeniu.
-Ehhhh... To były czasy... -westchnął.
-Chciałbym o nich zapomnieć... -mruknąłem bardziej do siebie niż do niego.
-Dlaczego? -spytał.
-Bo nie przyniosły do mojego życia nic wartościowego.
-Naprawdę? -spytał.
-Tak
-A ja?
Spojrzałem na niego, ale nic nie powiedziałem.
-Ty? Ja po prostu zniszczyłem ci najlepsze lata dzieciństwa. Byłem... byłem jak sasaeng. Chodziłem za tobą wszędzie... Nie dawałem ci chwili wytchnienia. Dziwię się, że w ogóle chcesz mnie jeszcze znać -mruknąłem cicho wlepiając wzrok w okno.
-Jak mógłbym nie chcieć? Przecież byłeś moją dziecięcą miłością. -rzekł nie odrywając wzroku od przedniej szyby.
-Co? -mruknąłem patrząc na niego.
-Kochałem cię.
-Ty? Mnie? -spytałem niemal dławiąc się powietrzem. Pokiwał głową.
-Problem polegał na tym, że byłem nieśmiały, ale ty... -uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie. Czułem jakbym nagle spadł z dachu wieżowca prosto na wybrukowaną ulicę. Postanowiłem, że będę się już odzywał. Ta informacja mnie zbyt przytłoczyła. Jongin na pewno robił sobie ze mnie żarty, a ja naiwny jak dziecko wierzyłem mu. Prychnąłem cicho pod nosem, tak jak to on zwykle prychał kiedy w szkole ktoś mu o mnie wspomniał. Przez resztę drogi milczałem wpatrzony w okno. Jongin też nie raczył się odezwać, co bardzo mi pasowało. Byłem pewny, że po prostu chciał ze mnie zażartować. Pokazać mi jak nędzną istotą jestem. Nędzną istotą, która nie zasługuje na miłość z jego strony.
-Dlaczego nic nie mówisz? -spytał mrożąc mnie poważnym wzrokiem kiedy staliśmy na światłach.
-Jestem zmęczony -skłamałem. Chłopak westchnął.
-Kiepsko kłamiesz Sehun... -mruknął.
-Po prostu nie lubię, kiedy ktoś ze mnie żartuje -powiedziałem cicho czując, że lada chwila się popłaczę. Czułem się tak upokorzony. Jongin spojrzał na mnie nie wyrażając żadnych uczuć.
-Nie żartowałem -powiedział poważnym tonem. Poczułem jak łzy zbierają się w moich oczach. Nie chciałem, żeby Jongin je widział. Nie wierzyłem w ani jedno jego słowo. Pociągnąłem nosem starając się nie wybuchnąć płaczem.
-Sehun...? Wszystko w porządku? -spytał troskliwie chłopak. Nie myślałem, że umiałby być choć odrobinę troskliwy. Zawsze był zimny, zamknięty w sobie, lecz potrafił się śmiać w towarzystwie swoich znajomych. Śmiał się ze słabszych, w tym także i mnie. Odwróciłem wzrok. Poczułem jak jedna z łez spływa po policzku na wspomnienie okropnych lat szkoły podstawowej. Może to nie ja zniszczyłem dzieciństwo Jonginowi? Może to on zniszczył je mi? Sprawił, że straciłem poczucie własnej wartości, że przestałem wierzyć w siebie? Spojrzałem na niego nieufnie. Zaparkował samochód przed wieżowcem, w którym mieszkałem. Od razu szybko otworzyłem drzwi pragnąc jak najprędzej znaleźć się w mieszkaniu. Niestety poczułem, że coś uniemożliwia mi wyjście z samochodu. Tym "czymś" była dłoń Jongina zaciśnięta na moim nadgarstku.
-Puść! -pisnąłem cicho, a łzy zaczęły się staczać po moich policzkach. Jongin spojrzał na mnie zimnym wzrokiem. Pociągnął mnie, abym wsiadł do samochodu.
-Puść! -pisnąłem po raz kolejny szlochając cicho. W końcu poddałem się i bezwiednie opadłem na fotel w samochodzie ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedziałem czego Jongin ode mnie chce. Mało mnie już upokorzył? Za mało wylałem przez niego łez? Nie chciałem już słuchać niczego, co do mnie powie. Skuliłem się czekając na to, kiedy pozwoli mi wyjść, lecz on zrobił coś, co kompletnie mnie zaskoczyło. Korzystając z chwili przygarnął mnie do siebie i przytulił. Zdezorientowany otworzyłem oczy szeroko, choć przez wielkie łzy nic nie widziałem. Pociągnąłem nosem. Byłem kompletnie zbity z tropu.
-Nie płacz... -szepnął mi na ucho.
-Zostaw mnie! -pisnąłem nie mogąc powstrzymać łez.
-Nie chcę cię zostawiać -rzekł z nieudawaną troskliwością.
-Nagle zaczęło ci na mnie zależeć?
-Zależało mi na tobie zawsze...
Podniosłem wzrok. Jongin nie wyglądał jakby żartował, więc chyba mówił poważnie. Zagryzłem wargę patrząc mu w oczy.
-Kłamiesz... -szepnąłem cicho uciekając wzrokiem od jego twarzy. Czułem się upokorzony tak, że miałem ochotę się zapaść pod ziemię. Po chwili poczułem jak Jongin swoją zimną dłonią unosi mój podbródek i składa mi na ustach czuły pocałunek. Drgnąłem. Nie wiedziałem jak zareagować. Po prostu siedziałem szeroko otwartymi oczami wpatrując się w chłopaka. W końcu oderwał się ode mnie, a ja korzystając z chwili wyrwałem się z jego objęć i wybiegłem z samochodu kierując się prosto do mieszkania. Nie zatrzymywałem się ani na chwilę. Nie wiedziałem co mam myśleć. "Może powinienem o tym zapomnieć? Może Jongin chciał się mną tylko zabawić?" -myślałem. Wpadłem do domu dysząc ciężko. Zrzuciłem z siebie kurtkę wieszając ją na wieszak przy drzwiach i nie myśląc nawet o zdjęciu butów ruszyłem w stronę okna w kuchni. Odsłoniłem lekko żaluzję, żeby zobaczyć czy samochód Jongina nadal stoi pod budynkiem. Wstrzymałem oddech. Nie było go. Odetchnąłem głęboko wracając do przedpokoju i zdejmując buty. Chciałem zapomnieć. Zapomnieć o Jonginie, przykrych wspomnieniach ze szkoły podstawowej i wszystkim co było z tymi rzeczami związane. Nie chciałem dopuścić, żeby ktokolwiek dowiedział się o tym, że pocałowałem Jongina, choć w sumie to on pocałował mnie. Miałem poczucie winy, że dałem mu się namówić na podwiezienie do domu. Może ja jeszcze coś do niego czułem? Może nie powinienem rezygnować z tego uczucia?
Przepełniony niechcianymi myślami rzuciłem się na łóżko. Nie miałem siły nawet nakryć się kołdrą. Czułem się okropnie. Nie umiałem nazwać swoich uczuć. Chciałem już tylko zasnąć.
Poranek nadszedł naprawdę szybko. Lekko uchyliłem powieki, żeby zobaczyć promienie powoli wschodzącego słońca. Z ociąganiem usiadłem wśród skotłowanej pościeli czując przeszywający ból w kręgosłupie. "Cholera! Znowu źle spałem" -pomyślałem wstając i nakładając szlafrok. Chwilę później w moim telefonie zadzwonił budzik, którego tak bardzo nienawidziłem. Powstrzymałem się, żeby nie rzucić komórką w ścianę i spokojnie go wyłączyłem. Wspomnienia wczorajszego wieczora wciąż huczały w mojej głowie. Wszedłem do kuchni szukając wzrokiem czajnika, w którym po chwili zagotowałem sobie wodę na herbatę. Nienawidziłem kawy. Nie piłem jej już od jakiegoś roku, albo nawet i dwóch. O niebo bardziej wolałem pijać rano ciepłą herbatę niż kawę, przez którą przez cały dzień będę lekko nadpobudliwy. Sięgnąłem po mój ulubiony kubek z Rilakkumą. Dostałem go na ostatnie urodziny od Baekhyuna- mojego najlepszego przyjaciela. Swoją drogą, dawno do niego nie dzwoniłem i zastanawiałem się, czy jeszcze o mnie pamięta. Wrzuciłem do kubka torebkę herbaty i zalałem wrzącą wodą, po czym powoli udałem się do łazienki. Byłem niewyspany, obolały i w dodatku wyglądałem okropnie. Ciemne sińce pod oczami od razu rzucały się w oczy, a rozczochrane włosy nie chciały się za nic ułożyć. "Ten dzień będzie naprawdę ciężki" -pomyślałem i wszedłem pod prysznic. Pod strumieniami ciepłej wody siedziałem ponad pół godziny, przez co prawie się spóźniłem. Wybiegłem z domu tak szybko, jak mogłem biegiem kierując się ku postoju taksówek. Niestety w godzinach szczytu istniały marne szanse, że jakakolwiek taksówka będzie wolna. Zrezygnowany uświadomiłem sobie, że niestety muszę iść pieszo. Szedłem szybkim krokiem nie zatrzymując się nawet na przejściach dla pieszych, aczkolwiek zatrzymałem się pod kawiarnią, w której Jongin był kelnerem. Wielkimi oczami patrzyłem na szyld. Poczułem w sercu coś dziwnego. Tęsknotę? Może naprawdę coś do niego czułem? "Jestem idiotą! Nawet nie umiem odgadnąć co czuję!" -wypominałem sobie powoli odchodząc od owego lokalu i idąc dalej chodnikiem. Nawet nie poczułem kiedy ktoś złapał mnie za dłoń. Odwróciłem się. Mój koszmar się dopełnił- tą osobą był Jongin. Ubrany jeszcze w uniform kelnera ze srebrną tacą w drugiej ręce dyszał ciężko stojąc i wpatrując się we mnie swoimi orzechowymi oczyma.
-Sehun... Możemy porozmawiać? -spytał. Choć chciałem odpowiedzieć "nie" z moich ust wydobyło się ciche "tak". Jongin uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. Przez myśl mi przeszło, że pewnie wyglądaliśmy wtedy jak prawdziwa para, ale szybko wygoniłem tą myśl, nie pozwalając jej niszczyć porządku w moim umyśle.
-Słuchaj Sehun... ja cię kocham -powiedział prosto z mostu chłopak. Zamurowało mnie. Jeszcze nikt nie wyznał mi nigdy miłości.
-Ale... -zacząłem niepewnie, lecz Jongin natychmiast mi przerwał.
-Kochałem cię przez te wszystkie lata... Marzyłem o tym, aby cię spotkać, powiedzieć ci to...
-Ale...
-Nieważne... Jeżeli tego nie odwzajemniasz nie musisz nawet mówić, ja chciałem ci to tylko uświadomić. Jeżeli chcesz zapomnij o tych słowach i zachowuj się tak, jakby mnie nigdy nie było w twoim życiu, ok? -powiedział. Wyglądał wtedy bardzo poważnie. Nie wierzyłem w to, że żartuje.
-Jongin... ale ja...
-Przepraszam... Przepraszam cię za lata, kiedy się z ciebie śmiałem. Naprawdę... jeżeli chcesz zapomnij o mnie. Zapomnij o tym jak śmiałem się z ciebie na przerwach, jak przeklinałem to, że wybrałeś tą samą szkołę co ja, jak na korytarzach omijałem się szerokim łukiem... Zapomnij o tym wszystkim! Może zabrzmi to głupio, ale... robiłem to z miłości. Pamiętasz, jak kiedyś napisałeś do mnie list i było tam zadnie "Chociaż mnie pewnie nienawidzisz, ja się nie poddam"? Z resztą... Jeżeli mnie nienawidzisz możesz o mnie zapomnieć i udawać, że byłem tylko kelnerem, z którym chodziłeś kiedyś do szkoły.
-Ale ja nie mogę zapomnieć... Nie mógłbym nawet, gdybym bardzo chciał... -powiedziałem cicho leciutko się uśmiechając. Dopiero teraz poczułem, że naprawdę kocham Jongina, a tłumiłem te uczucie w sobie przez tyle lat.
-Kocham cię Jongin...
Dopiero niedawno to przeczytałam i szczerze przyznam, że to jeden z twoich najlepszych one shotów! >.< Częściej dodawaj SeKaie *Q*
OdpowiedzUsuńOpisane przez Ciebie uczucia Sehuna były mega prawdziwe, a shot był bardzo ładny.
OdpowiedzUsuńPisz więcej Sekai :3