Paring (parking xD): Taoris
Uwagi: AU, moje pierwsze w pełni dokończone yaoi xD
Opis: Pewnego dnia kiedy chorowity nastolatek Zitao leży w łóżku z gorączką do jego pokoju wpada piłka, a chłopak ni z stąd ni zowąd poznaje jej przystojnego właściciela. Z pozoru krótka znajomość zaczyna się przemieniać w naprawdę szczere uczucie.
To pierwszy dokończony i opublikowany przeze mnie fan fic. Wielkie dzięki mojej kochanej becie, która mimo tego, iż nienawidzi TaoRisów, zechciała mi sprawdzić błędy (a trochę ich tam było xD).
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
"Love antybiotic"
W pokoju Zitao panowała cisza przerywana tylko nielicznymi kaszlnięciami. Na szafce nocnej stał dumnie kubek z parującą jeszcze herbatą, a obok niego wyłączona komórka młodego chińczyka. Mimo, że był słoneczny jesienny dzień, to Zitao leżał w łóżku z wysoką gorączką, bólem głowy i tym cholernie męczącym kaszlem. Nie miał siły nawet podnieść się, aby wypić łyk gorącej herbaty, która z pewnością ukoiłaby jego bolące niemiłosiernie gardło. Rodzice byli w pracy, ale chłopak wiedział, że sobie poradzi. Miał już przecież piętnaście lat i nie wymagał stałej opieki ze strony lekko (a może nawet bardzo?) nadopiekuńczej matki. Za oknem słychać było radosne okrzyki dzieciarni grającej w koszykówkę. Zitao mieszkał akurat dokładnie obok boiska. Często siadał przy oknie i patrzył na zajętych grą nastolatków. Chciał do nich dołączyć, ale niestety zawsze albo brakowało mu czasu, albo też był chory. Jego odporność uwielbiała zawodzić w najmniej oczekiwanym momencie. Potrafił się naprawdę szybko rozchorować, a potem leczyć tygodniami. Właśnie przez to nie był zbyt dobrym uczniem. Często ze względu na stan zdrowia nie pojawiał się na lekcjach, a poza tym nie był pilny w nauce. Wolał po szkole iść na trening, który zawsze był lepszy od polenizowania nad książkami. Gdyby teraz był zdrowy na pewno od razu wykorzystałby wolny dzień na spotkania ze znajomymi, którzy wbrew pozorom rzadko go odwiedzali. Niestety na razie mógł tylko w samotności przeklinać swoją słabą odporność.
Ciszę przerwało kolejne kaszlnięcie chłopaka. Zitao szczelniej okrył się kołdrą zamglonym wzrokiem błądząc po suficie. Westchnął cicho przeczesując ręką zlepione potem włosy. Przez tą chorobę tyle go ominęło. Urodziny przyjaciela, na których się nie pojawił, kilka treningów Wu-shu, szkolna wycieczka, impreza u kolegi. Dlaczego akurat teraz musiał zachorować? Dlaczego choroba dopadała go wtedy, kiedy miał najwięcej planów? Zamyślił się przymykając powieki. Nagle usłyszał głuchy odgłos odbijającej się piłki. Otworzył oczy rozglądając się po pokoju. Wtem dostrzegł piłkę do kosza toczącą się po jego pokoju.
"Ktoś musiał ją tu niechcący wrzucić" - pomyślał Zitao biorąc ją w swoje drobne dłonie. Zerknął w stronę uchylonego okna. "Tak. Na pewno ktoś ją tu odrzucił i zaraz po nią wróci" - pomyślał znów obracając piłkę w rękach.
***
Tymczasem
na boisku grupka chłopaków grających jeszcze chwilę temu w kosza stała
na środku kłócąc się o to, kto też powinien pójść po piłkę, która
nieszczęśliwie wylądowała w pokoju Zitao.- Kris idioto! Ty ją tam wrzuciłeś i ty po nią idź! - krzyknął jeden z nich oskarżycielsko wskazując wysokiego chłopaka o krótkich farbowanych na blond włosach.
- Ja jestem idiotą? Gdyby nie ty nie wpadłaby komuś do domu! - warknął w odpowiedzi blondyn.
- Co nie zmienia faktu, że i tak ty po nią pójdziesz - zawołał chłopak o niezwykle ciemnej karnacji.
- Jongin ma rację! Idź po tą piłkę! - poparł go ktoś z tłumu. Wufan zwiesił głowę. Jego los był już przesądzony, i chcąc czy nie chcąc musiał iść i przynieść zgubę, która i tak znalazła się tam z jego winy. Odetchnął głęboko i ruszył powolnym krokiem w stronę domu, do którego owa piłka wpadła. "Nie jest tak źle. Wejdę tam, powiem, że rzuciłem ją niechcący i może na mnie nie nawrzeszczą" -pomyślał chłopak stając przed drzwiami domku jednorodzinnego. Ostatni raz poprawił włosy i nacisnął lekko dzwonek.
***
Zitao
usiadł na łóżku słysząc głośne "ding-dong". Był zbyt słaby, aby pójść i
odtworzyć, więc tylko krzyknął swoim zachrypniętym głosem: "Otwarte!".
Chwilę potem do jego uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi wejściowych i
kroki w salonie. Z zapartym tchem oczekiwał chwili, kiedy "ten ktoś"
wejdzie do jego pokoju. Wlepił spojrzenie w piłkę, którą cały czas
trzymał w rękach.-Cz-cześć - usłyszał nagle. Odwrócił się błyskawicznie w stronę wejścia do pokoju. W progu stał wysoki blondyn ubrany w bezrękawnik i idealnie dopasowane czarne rurki. Zitao musiał przyznać, że nieznajomy był naprawdę... przystojny.
-Hej - mruknął nieśmiało. Blondyn wszedł w głąb pokoju rozglądając się po pomieszczeniu.
-Przepraszam za tą piłkę. To było niechcący (NIECHCĄCY TO TY TU BYŁEŚ, WU YI FAN. dop.beta)- rzekł Kris lekko zdenerwowany. Nie codziennie musiał przychodzić do zupełnie obcego domu w poszukiwaniu zgubionej piłki.
-Nie szkodzi. Każdemu mogło się zdarzyć - odparł Zitao wręczając chłopakowi zgubę i uśmiechając się lekko. "Ale ma ładny uśmiech. Mógłby grać w reklamach" - pomyślał Kris, ale zaraz zaczął z powrotem przypatrywać się chłopakowi.
-Nazywam się Wufan... ale mów mi Kris - przedstawił się także lekko uśmiechając. Zitao odwzajemnił uśmiech.
-Jestem Zitao -odparł.
-Wyglądasz trochę jak panda. Mogę cię nazywać Tao? - spytał Wufan przysiadając na rogu łóżka chłopaka.
-Jasne! Panda to moje ulubione zwierzę! -rozpromienił się Zitao i wskazał palcem wielką pluszową pandę siedzącą na półce.
-Jesteś przeziębiony? - spytał Kris widząc kolorowe flaszeczki z syropami i opakowania tabletek leżące na tacy na biurku. Tao smętnie pokiwał głową.
-Musisz się czuć bardzo samotny - dodał po chwili blondyn. Chłopak-panda znów pokiwał głową.
-Często choruję. W zasadzie cały czas jestem na jakiś antybiotykach - mruknął Zitao a cała radość nagle z niego wyparowała.
-Znam ten ból. Kiedy byłem mały bardzo często chorowałem - przyznał blondyn kładąc dłoń na ramieniu Tao. Chłopak-panda poczuł jak po ciele przechodzi mu przyjemny dreszcz, który nie był spowodowany gorączką, lecz bliskością z nowo poznanym chłopakiem. Na policzkach młodszego pojawiły się rumieńce. Spuścił głowę lekko się uśmiechając.
- Która godzina? - spytał nagle mrugając oczami. Kris spojrzał na zegarek noszony na ręce.
- Czternasta -rzekł.
- Oh... Muszę wziąść syrop... Podasz mi go? -spytał nieśmiało Tao. Na twarz Wufana wstąpił uśmiech.
- Jasne! Gdzie jest? - zapytał blondyn, z zaciekawieniem rozglądając się po pokoju.
- Leży na biurku -wyjaśnił zachrypnięty Zitao. Wufan wyszukał właściwej buteleczki i nalał lek na łyżeczkę.
- Otwórz buzię Tao - polecił, a gdy chłopak-panda posłusznie wykonała polecenie podał mu lekarstwo. Zitao zapił niesmaczny syrop wodą i oblizał usta. Czuł się trochę lepiej i miał dziwne wrażenie, że jest to spowodowane obecnością Krisa. Siedzieli przez chwilę w całkowitej ciszy patrząc się na siebie ukradkiem.
-Chyba masz gorączkę -rzekł w końcu Wufan kładąc dłoń na gorącym czole Zitao.
-Znowu... -jęknął przeciągle chory brunet robiąc przy tym smutną minę. Kris wyszukał wśród opakowań tabletek i butelek syropów termometr i uśmiechnął się do pandy.
-Połóż się -powiedział czekając, aż młodszy grzecznie wykona polecenie. Tao jednak nadal siedział patrząc się na blondyna błyszczącymi oczami.
- Nie musisz się mną zajmować. Umiem o siebie zadbać -powiedział lekko zmieszany Zitao. Nie był do końca zadowolony z faktu, że chłopak którego poznał ledwo kilka minut temu, już tak swojsko czuje się w jego pokoju. Nie umiał opisać swoich uczuć. Z jednej strony cieszył się z obecności Krisa, z drugiej chciał, aby ten jak najszybciej opuścił jego dom.
- Tao...? Połóż się zmierzę ci temperaturę - powiedział troskliwie Wufan machając w powietrzu termometrem. W końcu chory chińczyk uległ i położył się na wznak na lekko skrzypiącym łóżku. Kris uśmiechnął się bardziej do siebie niż do chłopaka i wyłożył mu w usta termometr okrywając pandę szczelnie kołdrą. Patrzył w ciszy na Zitao, a uśmiech nie chciał zejść z jego twarzy. "Wygląda jak mała urocza panda" -pomyślał przypatrując się chłopakowi.
***
Pewnego dnia chłopak przyszedł do bruneta wyjątkowo wcześniej rano, kiedy panda jeszcze spała. Wiedział, że jego rodzice nigdy nie zamykają drzwi po wyjściu do pracy, więc cicho wkradł się do pokoju swojego Tao i klęcząc przy jego łóżku obudził go czule głaszcząc po włosach.
-Kris...? Co ty tu robisz tak wcześniej...? -spytał wybudzony ze snu chińczyk. Wufan westchnął. W końcu musiał powiedzieć chłopakowi co do niego czuje. Zebrał w sobie całą odwagę i przełknął ślinę.
-Tao ja... wyjeżdżam dziś do Kanady i... i chyba już tu nie wrócę - rzekł zupełnie spokojnie. W oczach Zitao pojawiły się łzy.
- Co...? Ale... ale jak to? -spytał brunet starając się powstrzymać od płaczu. Wizja tego, że nie będzie codziennie widywał Krisa zasmucała go. Blondyn nie zastanawiając się przytulił mocno do siebie Zitao głaszcząc po czarnych jak noc włosach.
- Nie płacz Tao... Kocham cię - szepnął brunetowi na ucho. Zitao zdziwił się słowami chłopaka. Na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia i... radości?
- Zaczekaj Kris... Co powiedziałeś? - spytał odsuwając się od starszego, tak aby móc spojrzeć mu w oczy.
-Kocham cię. Kocham cię i zawsze cię kochałem - rzekł blondyn, po czym uniósł lekko podbródek Tao i czule ucałował go w usta wkładając w ten pocałunek całe swoje serce.
Podoba mi się ten shot! Kocham Taorisa. To moja ulubiona parka. Biedny Zitao! Nie ma nic gorszego niż chorowanie i branie lekarstw. Ale dzięki temu, że leżał w łóżku to poznał Krisa. Szkoda, że bardziej nie zagłębiłaś się w opisaniu ich przyjaźni, lecz można sobie wyobrazić, jak Wufan w słodki sposób adorował Pandę. Szkoda tylko, że Kris musiał wyjechać do Kanady i to na zawsze. Zostaje nadzieja, że kiedyś tam się spotkają.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D