czwartek, 1 maja 2014

Missing XiaoLu




Tytuł: "Missing XiaoLu"
Paring: HunHan
Gatunek: obyczaj, fluff, dramat
Uwagi: AU
Opis: Poznany przypadkowo na pewnej stronie chłopak wydaje się Sehunowi kimś idealnym na przyjaciela. Internetowa znajomość zaczyna się jednak przeradzać w coś... innego.

Uznałam, że w końcu trzeba coś wstawić, bo zaczyna się robić nudno. Tak oto dokończyłam HunHana, którego zaczęłam pisać już jakiś miesiąc temu. Wyszedł takie nie wiadomo co, ale moim zdaniem tragicznie nie jest ^^''  
Enjoy ♥ 


"Missing XiaoLu"

  Luhana poznałem na jednej ze stron oferującej chat z osobami z całego świata. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do takiej formy zawierania nowych znajomości, lecz po jakimś czasie postanowiłem spróbować. Stworzyłem swój profil, dodałem pierwsze lepsze zdjęcie i zacząłem przeglądać listę użytkowników, którzy są w tej chwili online. Po krótkich poszukiwaniach napisałem na jakiejś dziewczyny z Indii. Wymieniliśmy między sobą góra trzy wiadomości, po czym zupełnie przestała odpisywać, a ja znalazłem sobie nowego użytkownika, chętnego do rozmowy. Był nim młodszy ode mnie o rok anglik, lecz nasza rozmowa też nie trwała zbyt długo. Przez najbliższe dwie godziny poszukiwałem kogoś do dłuższej wymiany wiadomości, lecz ostatecznie skończyłem poszukiwania. Nim się obejrzałem była godzina 23:00, a ja stwierdziłem, że pora pójść spać.
  Ranek, jak każdy inny rozpocząłem od wyłączenia cholernie denerwujących budzików. Zawsze miałem problem z rozbudzeniem się i jeden sygnał budzika nie był w stanie mnie obudzić. Wpadłem więc na pomysł nastawienia większej ilości alarmów, aby nie zasypiać do szkoły, gdyż moi rodzice już dawno odmówili pisania mi usprawiedliwień z powodu coraz do częstszych spóźnień na lekcję. Tak więc teraz miałem za zadanie wyłączyć sześć budzików dzwoniących zacięcie na mojej szafce nocnej. Po uporaniu się z tymi irytującymi urządzeniami zjadłem szybkie śniadanie, wziąłem prysznic i ubrałem się. Spakowawszy do torby wszystkie potrzebne książki zauważyłem, że mam jeszcze sporo czasu do wyjścia, więc nie zastanawiając się długo chwyciłem mojego laptopa. Zacząłem od sprawdzenia facebooka i skypa, a dopiero później z ciekawości zajrzałem też na odwiedzoną wczoraj stronę. Ku mojemu zdziwieniu miałem jedną wiadomość i nie była od żadnej z osób, z którymi wczoraj pisałem. Pochodziła ona od użytkownika a nicku "XiaoLu". Zdjęcie profilowe ukazywało młodego chłopaka o uroczym uśmiechu i oczach lalki. Jego dziecięcą twarz okalały kosmyki w kolorze ciemnego blondu.  Był chińczykiem. Od razu kliknąłem na błękitną kopertę chcąc przeczytać wiadomość, którą do mnie napisał. 

Od użytkownika XiaoLu:
Hej!~ 
Miło mi Cię poznać!
Zostaniemy przyjaciółmi? :) 

 Wiadomość była urocza mimo swej prostoty. Napisana była w języku angielskim, jako iż na tego typu stronach ludzie komunikowali się ze sobą wyłącznie w tym języku. Ucieszyłem się, że w końcu ktoś napisał do mnie pierwszy, a co ważniejsze ten ktoś nie był kolejną piszczącą europejską nastolatką, której zależało tylko na tym, żebym "był jej oppa". Odpowiadanie takim osobą na wiadomości było wprost męczące, lecz ten chłopak był inny. Mój profil sam w sobie nie był zbyt ciekawy, gdyż pracowałem nad nim ledwo pięć minut. W rubryce, gdzie należało napisać coś o sobie napisałem trzy zdania moim łamanym angielskim, który postanowiłem w najbliższym czasie podszkolić. Moje zdjęcie profilowe też nie było jakoś specjalnie ładne. Szczerze mówiąc nawet nie widać było na nim moich oczu, bo połowa twarzy była zakryta moją farbowaną na platynowy blond grzywką, którą niedawno ściąłem. Zastanawiałem się co odpisać, aż w końcu wpadłem na pomysł, że odpiszę chłopakowi w języku chińskim. W końcu był chińczykiem, a otrzymanie wiadomości zwrotnej w swoim rodowitym języku byłoby z pewnością miłą niespodzianką. Jako, iż mój chiński był dopiero na poziomie podstawowym postanowiłem skorzystać z pomocy internetowego tłumacza i jakoś udało mi ułożyć odpowiednią treść wiadomości dla XiaoLu.

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Hej! Jasne ^^
Cieszę się, że w końcu ktoś chce zostać moim przyjacielem.
Jak się masz?"  




  Widząc, że mam jeszcze trochę wolnego czasu zacząłem uzupełniać dane w moim profilu. Żałowałem tylko, ze nie istniała opcja zmieniania nicku, bo mój nick ChocoBubbleTae chyba nie był zbyt dobrze dobrany. Na szybko zrobiłem sobie nowe zdjęcie korzystając z kamerki przy laptopie i ustawiłem je jako nowe profilowe. Było o niebo lepsze od poprzedniego. Zadowolony z siebie wyłączyłem laptopa i poszedłem do szkoły. Cały czas gorączkowo myślałem o chłopaku o nicku XiaoLu. Zastanawiałem się, czy mi odpisze i skrycie marzyłem o tym, że zostanie moim pierwszym internetowym znajomym. Fajnie byłoby mieć przyjaciela z Chin.
  Moją pierwszą lekcją była biologia. Nie należała ona do przedmiotów, które lubiłem, więc w czasie, kiedy nauczycielka tłumaczyła coś o mikroorganizmach, ja korzystając ze szkolnego Wi-Fi (zabezpieczonego hasłem tak prostym, że nawet przedszkolak mógł je odgadnąć) i mojego telefonu wszedłem na odwiedzaną ostatnio stronę. Za wszelką cenę chciałem sprawdzić, czy XiaoLu już mi odpisał. O mało co nie pisnąłem, kiedy zobaczyłem nową wiadomość. Odczytałem ją szybko.

Od użytkownika XiaoLu
"Świetnie!
Jestem teraz w szkole =_______='
Tak bardzo nienawidzę chemii T~T  



  Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zerknąłem szybko w stronę tablicy, aby upewnić się, że nauczycielka nie patrzy, a następnie zabrałem się do odpisywania na wiadomość chłopaka.

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Ja mam teraz biologię :I
Jak się nazywasz?" 


Odpowiedź od chłopaka przyszła nadzwyczaj szybko.

Od użytkownika XiaoLu
"Jestem LuHan =^^=
A ja ty masz na imię?" 


 Powtórzyłem sobie w myślach imię blondyna. Wydawało mi się śliczne. Luhan. Luhan. Luhan. Luhan. Luhan...

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Nazywam się Oh Sehun.
Luhan to bardzo ładnie imię ^^" 


 Czekałem na odpowiedź ze zniecierpliwieniem. Nie przychodziła. Luhan nie był już online, a ja nie byłem już uśmiechnięty. Wszystkie pozytywne myśli wyleciały z mojej głowy zastąpione gorączkowymi pytaniami: "Kiedy wróci Luhan?!". Biologia skończyła się i czekała mnie teraz lekcja angielskiego. Przez cała przerwę ukradkiem zerkałem na ekran modląc się, aby Lu wrócił. Stałem się uzależniony od rozmów z nim. Dopiero pod koniec lekcji angielskiego wyczułem znane mi wibrowanie w kieszeni. Wyjąłem telefon dyskretnie sprawdzając nową wiadomość na portalu.

Od użytkownika XiaoLu
 "Hej!
Przepraszam, że nagle zniknąłem. Nauczyciel chciał mi zabrać telefon -______-#
Naprawdę nie lubię moich nauczycieli! ><
Sehun też jest naprawdę ślicznym imieniem, ale wolałbym cię nazywać zdrobniale.
Co powiesz na "Sehunnie
~"

 Kiedy odczytałem wiadomość o mało co nie spadłem z krzesła. Jeszcze nikt nigdy nie nazywał mnie zdrobniale. Uśmiechnąłem się szeroko i drżąc odpisałem. 

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Brzmi uroczo. Sam to wymyśliłeś?~ "

Od użytkownika XiaoLu
"Yup~
Podoba ci się, Sehunnie?~"
 
Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Bardzo~
Skoro ty mówisz na mnie "Sehunnie", ja będę cię nazywał "Lulu", okay?"
 
Od użytkownika XiaoLu
"Dobrze~" 

  I tak zacząłem na dobre pisać z Luhanem. Pisaliśmy dosłownie o wszystkim: o muzyce, życiu, problemach, szkole, jedzeniu, kulturze. Zdarzało nam się nawet poruszać tak dziwne tematy jak zjawiska paranormalne, przepowiednie Nostradamusa czy inne tego typu rzeczy. Luhan lubił takie tematy. Byliśmy ze sobą cały czas. 24 godziny na dobę! Internet był naszym jedynym łącznikiem, lecz po jakimś czasie dałem Luhanowi mój numer telefonu. Ufałem mu. Nigdy nie zapomnę naszej pierwszej telefonicznej rozmowy. 

Od użytkownika XiaoLu
"Zadzwonię do ciebie zaraz! Przygotuj się na telefon ode mnie, Sehunnie~!"
 
  Wiadomość od Luhana doszła do mnie zaraz po tym, jak wróciłem ze szkoły do domu. Nawet nie zdejmując butów usiadłem na kanapie w salonie i odpisałem. 

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Czekam, Lulu~" 
  Nie musiałem czekać długo. Już po paru minutach, które dłużyły mi się niemiłosiernie usłyszałem dzwonek mojej komórki. Odebrałem. 
- Dzień dobry, Sehunnie!~ 
- Lulu! - wykrzyknąłem nie panując nad sobą. Czułem się, jakby zadzwonił do mnie prawdziwy anioł. Pierwszy raz wyraźnie usłyszałem głos Luhana. Co prawda rozmawialiśmy też wcześniej przez kamerkę, ale teraz jego głos słyszałem wyraźniej i głośniej. 
- Jak się masz? - spytał blondyn. 
- Świetnie, a ty? 
- Ja też... hahaha!
- Z czego się śmiejesz? - spytałem samemu także zaczynając się śmiać. 
- Bo mam dla ciebie niespodziankę!
-
Jaką? 
- Chciałbyś spotkać się na żywo? 

  Tak oto Luhan powiedział mi, że na wakacje przyjeżdża do mojego rodzinnego miasta. Cieszyłem się jak dziecko. Od razu zgodziłem się na spotkanie. Nie umiałem odmówić. O każdej rozmowie z Luhanem opowiadałem mojemu przyjacielowi Baekhyunowi, który zazwyczaj komentował wszystko zdaniem: "Sehun, poznałeś go przez internet. Skąd wiesz kim jest naprawdę?". Ignorowałem go. Ufałem Luhanowi. Każdego dnia rozmawialiśmy. Nie ważne, czy to przez skype, KakaoTalk, Facebook, portal z chatem, na którym się poznaliśmy czy też telefonicznie. Od głosu Luhana humor od razu mi się poprawiał. Zaczynałem żałować, że mieszkamy tak daleko od siebie. Tęskniłem za blondynem i zdarzało się także, że dzwoniliśmy do siebie w środku nocy. Częściej to jednak on dzwonił do mnie. 
 
  Zazwyczaj mój telefon nie dzwonił w takich godzinach jak pierwsza lub druga w nocy, zdziwiło mnie więc, kiedy zobaczyłem, że moja komórka wibruje, a osobą dzwoniącą jest Luhan. Nie zwracając uwagi na godzinę odebrałem szybko. 
- Halo? Lulu? 
- Hej Sehunnie! Nie przeszkadzam? 
- Co? N-nie... - rzekłem sennym głosem. - Coś się stało? 
- Nie... po prostu się stęskniłem - odparł Luhan, a ja aż zaniemówiłem. Miałem wrażenie, że to pierwszy raz, kiedy ktoś się za mną stęsknił. Zagryzłem wtedy wargę uśmiechając się szeroko, pomimo tego, że byłem wyrwany ze snu. 
- Też za tobą tęsknię, Lulu. 
- Do wakacji został jeszcze tylko trochę czasu. Wytrzymamy!
-
Będę odliczał dni. 
- Ja też!
- Chyba muszę już iść spać - przyznałem smutnym tonem ziewając jednocześnie. - Jutro szkoła. 
- Rozumiem. Papa, Sehunnie!~ - pożegnał się chłopak używając swojego niezwykle uroczego niskiego głosu. 
- Papa, Lulu. Kocham cię! - rzekłem i rozłączyłem się. Przez chwilę trzymałem komórkę w jednej dłoni zastanawiając się nad tym, co powiedziałem na końcu. Kocham cię!. Przeanalizowałem w myślach wszystko co czuję do Luhana. Naprawdę go kochałem. Kochałem go mimo to, że był ode mnie o cztery lata starszy. Kochałem go mimo to, że dzieliły nas miliony kilometrów. Kochałem go, choć wiedziałem, że są małe szanse, abyśmy mogli być razem. Przez resztę nocy nie spałem. Po prostu nie mogłem. Zbyt dużo myśli kłębiło się w mojej głowie nie pozwalając mi zasnąć. Leżałem na łóżku wpatrując się w sufit i wyobrażając sobie, jakimi uczuciami może mnie darzyć Lu. W jego oczach zawsze chyba byłem tylko małym nieporadnym chłopcem, którego nazywał "Sehunnie" tylko dlatego, że mały nieporadny chłopiec posiadał uroczą twarz. Wiedziałem, że jedyne co łączy mnie i Luhana to cienka nić internetowej przyjaźni. To bardzo dziwne kochać kogoś, kogo nigdy nie widziałeś na żywo. Zaczynało to powoli przybierać formę uzależnienia. Wiadomości od Lu były dla mnie jak powietrze. Traktowałem je jako lekarstwo na tęsknotę i pustkę sercu, spowodowaną tym, że osoba, którą kochałem była oddalona ode mnie tysiącami kilometrów i podczas, gdy ja pragnąłem ją w końcu przytulić, ona tkwiła gdzieś w Chinach, w swoim własnym, innym od mojego świecie. Te myśli były bardzo przytłaczające. 

  Pewnego poranka znów napisałem do Lu wiadomość. Było to w sobotę w śliczny kwietniowy dzień, kilka dni po moich urodzinach. Dostałem w prezencie od mamy nowy telefon, z którego korzystało mi się o wiele wygodniej. Rodzice wiedzieli o mojej znajomości z Luhanem. Mama była z początku sceptycznie nastawiona do faktu, że posiadam przyjaciela poznanego przez internet, ale stopniowo zaczęła się oswajać z tą myślą. Dla taty było to obojętne. Nigdy nie interesował się tym, z kim się zadaję. 

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Hej Lulu~
Wstałeś już?" 

  Wysłałem wiadomość i ułożyłem się wygodniej na łóżku kładąc telefon obok. Liczyłem, że wiadomość nadejdzie błyskawicznie, lecz tym razem musiałem czekać o wiele dłużej. Zaczynałem się już niepokoić. Kiedy wiadomość nie przyszła po kolejnych kilku kwadransach zacząłem się martwić. Postanowiłem zadzwonić do Luhana. Wbrew pozorom odebrał już po trzech sygnałach. 
- Halo? Sehunnie? 
- Hej, Lulu. 
- Coś się stało? 
- N-nie... Po prostu uznałem, że do ciebie zadzwonię. 
- Oh... dzięki, to miłe. 
- Tęskniłem. 
- Wiem, ale nie mam teraz czasu na rozmowę, Hunnie. 
- Oh... Rozumiem. 
- Zadzwonię później. Przepraszam, papa!~ 
- Pa... - bez entuzjazmu rozłączyłem się i cisnąłem telefonem w pościel na łóżku. Nie byłem usatysfakcjonowany tą rozmową. Wydawało mi się, że Luhan zwyczajnie mnie zbył. Po śniadaniu znów poszedłem sprawdzić, czy dostałem od blondyna jakąś wiadomość i po raz pierwszy spostrzegłem, że w mojej skrzynce odbiorczej nie ma żadnej wiadomość od chłopaka. Przez cały dzień nie pisał do mnie, nie dzwonił. Słowem, nie dawał znaku życia, przez co ja się martwiłem. W końcu około południa postanowiłem do niego zadzwonić. 
- Halo?
- Cześć, Lulu.
- Oh... Sehun. Przepraszam, że nie zadzwoniłem. 
- Nie szkodzi - odpowiedziałem czując wielki kolec sprzecznych uczuć wbijający się w moje serce. Dlaczego Luhan tym razem nie nazwał mnie "Sehunnie"? 
- Naprawdę, nie mam teraz czasu na rozmowę, wybacz.
- Dobrze, ale... - nie zdążyłem dokończyć, a Luhan już się rozłączył. Poczułem się samotny. Czym Lu mógł być zajęty w sobotę? W dodatku czemu mi o tym nie powiedział? Czując napięcie, jakie między nami rośnie postanowiłem, że nie będę się już dzisiaj dodzwaniał do Luhana i poczekam, aż on sam da mi jakąś wiadomość. 
  I tak upłynęły dwa długie dni, podczas których ja pogrążony byłem w głębokiej depresji. Luhan nie dawał znaku życia, pogoda ze słonecznej i pięknej zmieniła się na burzową i jeszcze bardziej przygnębiającą, a ja czułem, jak Lu coraz bardziej się ode mnie oddala. Czy on nie czuł tęsknoty za mną? Może znalazł sobie kogoś innego do rozmów? Może już nie ma dla mnie czasu? Poznał kogoś i teraz to z nim całymi dniami rozmawia? Zadawanie sobie takich pytań bolało. Ze łzami w oczach patrzyłem na kalendarz wiszący u mnie w pokoju centralnie nad biurkiem, na którym zaznaczałem dni, jakie jeszcze mi pozostały do przyjazdu Luhana. Obiecał przecież, że przyjedzie do mnie, a ja widziałem, że tej obietnicy nie złamie.
  Trzeciego dnia czułem się kompletnie wykończony. Męczyło mnie czekanie na wiadomość od Luhana. Zacząłem już wątpić, że kiedykolwiek się odezwie. Tego dnia nie poszedłem do szkoły. Wstałem z łóżka późnym południem i z bolącym sercem spojrzałem na ekran telefonu. Brak wiadomości. Brak Luhana. Brak szczęścia. W mogłem tego wytrzymać. Zastanawiałem się, jak mogłem być tak głupi, by zakochać się w osobie, poznanej przez internet. Zacząłem sobie wypominać to, jaki byłem naiwny. W końcu postanowiłem pierwszy wysłać Luhanowi wiadomość. Nie miałem nic do stracenia.

Wysłano do użytkownika XiaoLu
" Hej, Luhan.
Czemu nie odpisujesz, nie dzwonisz, nie odbierasz telefonu? Czemu mnie unikasz? Zrobiłem coś nie tak? Proszę powiedz mi w czym popełniłem błąd?" 


  Wiadomość była dramatyczna i równie dramatycznie się ją pisało. Chciałem, żeby odpisał, a jednocześnie bałem się odpowiedzi. Wszystko wydawało mi się szare i bez wyrazu. Tak bardzo pragnąłem, żeby Luhan wrócił...

  Trzeci dzień minął mi na wyczekiwaniu wiadomości od blondyna. Nie odpisał. Pewnie nawet nie miał zamiaru odpisywać. Byłem naiwny. Wieczorem zadzwonił mój telefon. Pełny nadziei, że dzwoni właśnie Luhan odebrałem, lecz po drugiej stronie nie usłyszałem głosu mojego słodkiego jelonka.
- Hej, Sehun! Czemu nie było cię w szkole? - spytał Baekhyun.
- Hej... źle się dziś czułem - odpowiedziałem, choć wiedziałem, że nie powinienem okłamywać przyjaciela. Wiedział o mojej znajomości z Luhanem i był świadom tego, jak bardzo się do niego przywiązałem.
- Oh... co ci jest? - spytał znów. Baek zawsze był troskliwy.
- Sam nie wiem - odpowiedziałem, choć mogłem na szybko wymyślić jakieś pierwsze lepsze objawy. Przez chwilę Baekhyun się nie odzywał.
- Powinieneś iść do lekarza - powiedział słusznie.
- Wiem, Baek.
- Więc czemu nie idziesz? - spytał. To ciągłe odpowiadanie na pytania kłamstwem mnie męczyło. Zagryzłem wargę czując się kompletnie zagubiony. Nie mogłem skupić uwagi na niczym co w żaden sposób nie wiązało się z Luhanem.
- Baekhyun? Masz dziś trochę wolnego czasu? - spytałem w końcu.

  Baek przyszedł do mnie tak jak prosiłem zaraz po zakończeniu rozmowy. Mieszkał spory kawałek od mojego domu, jednak to nie sprawiało problemu. Jedyne czego teraz potrzebowałem to powiedzieć komuś o wszystkim, co w tej chwili leżało mi na sercu. Mój pokój przez ostatnie kilka dni stał się jednym wielkim śmietnikiem. Po podłodze walały się zwinięte w kulkę kartki, opakowania po chrupkach, ogryzki jabłek. Gruba warstwa kurzu zalegała na każdym meblu. Półki uginały się od talerzy po jedzeniu, które powinienem wynieść do kuchni. W całym pomieszczeniu czuć było zapach brudu. Jedynie moje łóżko i szuflada w szafce nocnej, gdzie trzymałem listy i paczki od Luhana były zachowane w porządku. Nie zdziwiłem się więc, kiedy Baekhyun zwrócił mi uwagę za taki bałagan. Wiedziałem, że jest brudno.
- Yah, powinieneś tu posprzątać! - westchnął.
- Wiem - odpowiedziałem siadając na parapecie otwartego okna. Zimne powietrze przyjemnie chłodziło moje skołatane nerwy. Baek spojrzał na mnie niepewnie siadając na łóżku.
- Dziwnie wyglądasz. Jesteś blady i...
- Wiem jak wyglądam - odparłem zmęczonym głosem. Szatyn przekręcił głowę w bok.
- Więc... o czym chciałeś pogadać? - spytał.
- Oh... O wszystkim. Co u ciebie?
- W porządku, a o co naprawdę ci chodzi?
- Luhan... - odpowiedziałem jednym słowem. - Luhan nie odpisuje. Nie dzwoni. Kontakt się urwał. Tęsknię. Kocham go - nie umiałem wypowiedzieć jednego spójnego zdania, lecz byłem pewny, że Baekhyun mnie zrozumiał.
- Oh... To smutne - przyznał.
- Ale wiem, że dramatyzuję, bo w końcu czego mogę oczekiwać po znajomości przez internet?! - rzekłem nieco głośniej niż chciałem. Baekhyun wywrócił oczami.
- Pisałeś do niego?
- Yah, żebyś wiedział ile! Dzwoniłem, pisałem. Próbowałem wszystkiego, a on mnie ignoruje! - mój głos zawisł w powietrzu. Baek wpatrywał się w podłogę pustym wzrokiem. W pokoju panowała cisza. Westchnąłem. - Doradź mi coś... - poprosiłem cicho.
- Nie umiem - odparł Baekhyun.
- Zawsze mi doradzałeś!
- Ale teraz nie umiem! Nie byłem w takiej sytuacji, nie wiem jak to jest. Powinieneś przestać żyć podłączony do internetu! Znajdź normalnych znajomych, zakochaj się w człowieku poznanym osobiście i żyj normalnie!  - Nie umiem - odparłem zaczynając bawić się moimi palcami. - W internecie jesteś... sobą. Nikt cię tam nie zna, nie musisz udawać. Możesz w końcu znaleźć kogoś, kto polubi prawdziwego ciebie.

  Baekhyun wyszedł z mojego domu późnym wieczorem. Rozmowa nie przyniosła jednak zamierzonego skutku. Nadal czułem się strasznie. Zasnąłem na kanapie oglądając telewizję i obudziłem się dopiero, kiedy wrócili moi rodzice, a jako iż wrócili wyjątkowo późno, trochę mnie wystraszyli. Wyłączyłem telewizor, lecz nie miałem ochoty iść do mojego pokoju. Postanowiłem sobie, że następnego dnia w nim posprzątam.
  Poranek nadszedł wyjątkowo szybko, a ja pierwszy raz od wielu dni obudziłem się w pełni wypoczęty. Przeciągnąłem się i w poszukiwaniu śniadania poszedłem do kuchni. Ograniczyłem się do zjedzenia jednego tosta zrobionego na szybko i popicia go mlekiem. Nie byłem zbyt głodny. Ubrałem się, wziąłem prysznic i zabrałem się za porządki w pokoju. Trzeba było w końcu ogarnąć ten śmietnik. Postanowiłem sobie, że dzisiaj jeszcze nie pójdę do szkoły. Nie tylko nie czułem się na siłach, ale też zaczynało mnie chyba brać przeziębienie. Niewątpliwie było to skutkiem długiego siedzenia przy otwartym oknie. Sprzątanie szło mi jak krew z nosa. Nigdy nie byłem fanem porządków. Najpierw usunąłem z podłogi wszystkie śmieci, później wyciągnąłem spod łóżka masę niepotrzebnych gratów, odkurzyłem, zmieniłem pościel, starłem kurz z biurka, szafek i półek i tak się złożyło, że skończyłem sprzątać późnym popołudniem. Mój pokój wyglądał teraz o wiele inaczej. W powietrzu unosił się zapach spreju do kurzu i odświeżacza powietrza, którego użyłem, aby pozbyć się niemiłego zapachu. Zmęczony porządkami ułożyłem się na łóżku i przysnąłem. Obudził mnie dzwonek telefonu. Sądziłem, że to Baekhyun. Wczoraj obiecał, że przyjdzie do mnie znów pogadać i spędzi ze mną trochę czasu. Byliśmy w końcu przyjaciółmi.
- Halo? - mruknąłem przecierając ręką oczy.
- Hej, Sehunnie - po drugiej stronie odezwał się czyjś przyciszony głos. Podskoczyłem. To nie był Baekhyun. Zerknąłem na ekran, a na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
- Luhan?
- Tak, to ja. Tęskniłeś? 
- Cholera, nawet nie wiesz jak bardzo! Czemu nie odbierałeś? Czemu nie odpisywałeś? Czemu ty do...
- Spokojnie, Sehun - przerwał mi Lu. - Wytłumaczę ci to. Nie mam ostatnio zbyt dużo czasu. Zbliżają się egzaminy i... sam wiesz jak to jest. Jeżeli czegoś nie zaliczę nie przyjadę w wakacje do Seulu. Rozumiesz? 
- Oh... - westchnąłem. - Mogłeś mi o tym wcześniej napisać. Martwiłem się.
- Przepraszam. Dopiero niedawno odczytałem twoją wiadomość. Przepraszam - rzekł ze skruchą w głosie.
- Rozumiem - odparłem.
- Zrozum, że nie możemy już tak często się kontaktować. Nie mam na to czasu. Przepraszam. 
- Nie przepraszaj - upomniałem go.
- Cieszę się, że zrozumiałeś. Muszę już kończyć. Do zobaczenia, Sehunnie. Nie zapomnij o mnie! 
- Do zobaczenia. Nigdy o tobie nie zapomnę, Lu - rzekłem i rozłączyłem się. Opadłem bezwiednie na łóżko. Jedna krótka rozmowa, a wystarczyła mi, abym znów zaczął postrzegać świat w jaśniejszych barwach.

 
  Następnego dnia ochoczo poszedłem do szkoły. Nie wysyłałem już wiadomości do Luhana, choć bardzo tęskniłem za naszymi rozmowami. Wiedziałem, że nie miał czasu, a ja na te kilka tygodni musiałem mu dać spokój i usunąć się w cień. Akceptowałem to.
- Widzę, że w końcu zdecydowałeś się pojawić w szkole - rzekł Baekhyun, kiedy przypadkiem mijaliśmy się w korytarzu.
- Tak - odpowiedziałem. Wczoraj opowiedziałem Baekowi o całej mojej rozmowie z Luhanem, więc szatyn dobrze wiedział, co było powodem mojego dobrego humoru. Zatrzymaliśmy się na korytarzu, żeby trochę porozmawiać. Wtedy poczułem znajome wibracje w kieszeni, co świadczyło o tym, że przyszła do mnie wiadomość. Natychmiast wyjąłem telefon.

Od Lulu♥:
"Hej Sehunnie! Mam dzisiaj dużo nauki, ale postanowiłem do ciebie napisać, żebyś nie czuł się samotny. Ucz się pilnie i czekaj na mnie!" 

  Uśmiechnąłem się. Rzadko wysyłaliśmy do siebie sms'y, głównie dlatego, że wysłanie sms'a z Korei do Chin, czy też z Chin do Korei było drogie i woleliśmy kontaktować się za pomocą facebooka, lub strony, na której się poznaliśmy. Odpisałem na sms'a tak szybko jak tylko dałem radę.

Wysłano do Lulu♥:
"Dziękuję ^^ Czekam na ciebie cały czas, Lulu! Kocham <3" 

  Odpowiedź na mojego sms'a przyszła nieco później na lekcji historii, kiedy podczas notowania w zeszycie poczułem wibracje telefonu. Po kryjomu odczytałem wiadomość.

Od Lulu♥:
"Przyjacielska miłość jest najsilniejsza! <3" 

  Poczułem jakby drzazga wbiła mi się w serce. "Przyjacielska miłość"? Czy tym sms'em Luhan chciał mi delikatnie przekazać, że traktuje mnie tylko jako przyjaciela? Nie wiedziałem co odpisać. Nie wiedziałem jak dobrać słowa. To było zbyt trudne. Po szkole wróciłem do domu i pierwsze co zrobiłem to odpaliłem laptopa. Moja komórka została podłączona do ładowarki, choć aktualnie miałem ochotę rzucić nią o ścianę. Lubiłem przeglądać różne dziwne strony, choć dzisiaj postanowiłem najpierw tradycyjnie wejść na facebooka. To co tam zobaczyłem, złamało mi serce. Ujrzałem dwa nowe powiadomienia w prawym górnym rogu. Z ciekawości sprawdziłem je. Liczyłem, że to będą jakieś durne zaproszenia do gier, w które i tak nie zagram, lecz nie. Owszem, jedno powiadomienie istotnie było marnym zaproszeniem do jakiejś kiepskiej gry, lecz zignorowałem to. Moją uwagę przykuło to drugie. Poczułem się jakby ktoś uderzył mnie w tył głowy. Luhan zmienił status związku na zajęty...

  Byłem naiwnym dzieciakiem, lecz przekonałem się o tym dopiero po trzech przepłakanych nocach. Znów przestałem chodzić do szkoły. Wiedziałem, że dramatyzuję, ale nie umiałem inaczej. Pozwoliłem sobie na zamknięcie się w swoim świecie. Nie dzwoniłem do Luhana. Przestałem mu wysyłać jakiekolwiek wiadomości. Chciałem zakończyć tą znajomość, mimo tego, jak bardzo mi na nim zależało. Wykasowałem jego numer. Trudno mi było co prawda pogodzić się z myślą, że już więcej nie usłyszę jego głosu, ale przyjąłem to do wiadomości. Lu był dla mnie nieosiągalny. Zabolało mnie jednak trochę, że nawet nie próbował się ze mną skontaktować. Dla nadania sytuacji bardziej dramatycznego obrotu dodatkowo usunąłem go ze znajomych na facebooku.

  Starałem się zapomnieć o Luhanie. Robiłem wszystko, aby skupić swoją uwagę na czymś innym. Mój stary przyjaciel Jongin zaproponował mi, abym znów zaczął tańczyć. Pomysł wydawał mi się absurdalny. Taniec rzuciłem jakieś trzy lata temu i przez te trzy lata kompletnie wyszedłem z formy. Nie wiadomo jednak czemu zgodziłem się i już następnego dnia ruszyłem do studia tanecznego, do którego kiedyś chodziłem z Jonginem w ramach zajęć pozalekcyjnych. Szybko odkryłem wtedy, że taniec nie jest tym, co chcę w życiu robić, lecz Jongin wytrwale tańczył dalej przez wszystkie te lata. Zmienił się trochę od dnia, kiedy widziałem go po raz ostatni. Nie chodził do naszej szkoły. Jego rodzice wysłali go do szkoły prywatnej, co mnie w sumie nie dziwiło. Byli typowymi bogatymi snobami. Jongin jednak był inny i chyba jako jedyny z rodziny nigdy nie wywyższał się, ani też nie upominał o specjalne traktowanie. Znałem go już za czasów podstawówki. Był towarzyską osobą, jednak cenił sobie swoją prywatności i przestrzeń osobistą. Zawsze wydawał mi się niezwykle tajemniczą osobą. Chyba to właśnie wtedy skłoniło mnie do zaprzyjaźnienia się z nim.
- Sehun, zmieniłeś się! - rzekł Jongin, kiedy spotkaliśmy się pod studiem tańca.
- Dzięki - odrzekłem. Nie byłem pewny, czy uznać słowa chłopaka za pochwałę. On sam nie zmienił się jakoś drastycznie. Jedyne co zauważyłem było to, że przybyło mu kilka decymetrów wzrostu, a jego twarz pozbyła się dziecięcych rysów. Wyglądał doroślej, przez co znów poczułem się jak dziecko. Nasza rozmowa ograniczyła się do wspominania dawnych czasów, a następnie chłopak przedstawił mi nową grupę, z którą aktualnie tańczył. Było to kilka osób w naszym wieku, niektórzy byli nieco starsi. Zaraz po krótkiej rozgrzewce zabraliśmy się za nową choreografię. Jongin zawsze był świetnym tancerzem, lecz teraz przechodził samego siebie. Lata treningów sprawiły, że stał się naprawdę dobry. Zacząłem mu zazdrościć. Tańczyliśmy w sali, w której tańczyłem jeszcze trzy lata temu. Poznawałem każdy szczegół tego wnętrza. Duże okna po jednej stronie, drzwi po drugiej. Wielkie lustro na żółtej ścianie i jasne panele na podłodze. Wszystko wydawało mi się tutaj takie znajome. Tak jak przewidywałem przez trzy lata wyszedłem z formy, ale nie było to problemem.

  Po około godzinie Jongin uznał, że pora na przerwę. Większość ludzi z naszej grupy rozeszła się siadając pod ścianą i zaczynając rozmawiać między sobą w małych grupach. Ja i Jongin usiedliśmy w rogu pomieszczenia ściskając w dłoniach nasze butelki z wodą.
- Więc... co u ciebie, Sehun? - spytał.
- Można uznać, że wszystko po staremu - westchnąłem. - A u ciebie?
- W porządku - odpowiedział.
- Jongin! - nagle ktoś delikatnym nieśmiałym głosem zawołał mojego towarzysza, a ten spojrzał w stronę drzwi, skąd dochodziło wołanie. W progu stał niski chłopak o sympatycznym uśmiechu i dużych oczach. Kosmyki rozczochranych przez wiatr włosów gładko opadały na jego okrągłą twarz. Widziałem jak Jongin w jednej chwili szeroko się uśmiecha i ruchem ręki przywołuje chłopaka do siebie. Szatyn nieśmiało rozejrzał się i po chwili ruszył w naszą stronę.
- Hej - przywitał się cicho.
- Cześć - odpowiedział Jongin. Ja też chciałem się przywitać, lecz w chwili kiedy chciałem powiedzieć "cześć" Jongin przyciągnął chłopaka do siebie i delikatnie pocałował. Wpatrywałem się w tą scenę nie wiedząc do myśleć. Dopiero kiedy oboje oderwali się od siebie spojrzałem na nich zagadkowo oczekując wyjaśnienia. Poczułem się naprawdę... głupio.
- Sehun, to jest Kyungsoo - Jongin przedstawił mi niższego chłopaka, który skinął głową. - Jesteśmy razem od pół roku - dodał z uśmiechem. Zagryzłem wargę starając się wyglądać naturalnie.
- Miło mi cię poznać - rzekł Kyungsoo wyciągając dłoń w moją stronę.
- Mi również - odpowiedziałem i uścisnąłem jego dłoń. Poczułem się okropnie samotny. Każdy miał kogoś, a ja uganiałem się za chłopakiem poznanym przez internet, który mieszkał tysiące kilometrów dalej. Znów zacząłem sobie wypominać, jaki jestem naiwny i głupi. Kyungsoo i Jongin ładnie razem wyglądali. Ze sposobu, w jaki brunet patrzył na niższego wywnioskowałem, że naprawdę byli w sobie szaleńczo zakochani.

  Studio tańca opuściłem wczesnym wieczorem kiedy wszyscy się rozeszli. Mimo, iż Jongin proponował mi podwiezienie do domu, ja wybrałem samotny powrót. Spacerowałem spokojnie opustoszałymi uliczkami wsłuchując się w szelest liście na wietrze. Lampy uliczne oświetlały chodniki mdłym światłem, a gwiazdy świecące na niebie wyjątkowo jasno co i raz zastały zakrywane przez ciemniejsze od nieba obłoki. Nie śpieszyłem się, bo przecież i tak nikt na mnie nie czekał. Luhan nie potrzebował już rozmów ze mną, więc nie musiałem szybko zjawiać się w domu, tylko po to, aby włączyć laptopa i z nim porozmawiać. Kiedy w końcu zjawiłem się w domu było około dziewiątej wieczorem. Wszystkie światła były pogaszone z wyjątkiem lampki w salonie. Moi rodzice oglądali jakiś film i niezbyt się przejęli, kiedy wszedłem do domu i z roztargnieniem zajrzałem do lodówki. Zrobiłem sobie najzwyklejszą kanapkę i udałem się do pokoju. Z przyzwyczajenia włączyłem laptopa. Coś kazało mi znów zajrzeć w przeczytane już powiadomienia i poświęcić więcej uwagi statusowi związku Luhana. Już od samego wyjście na jego profil w oczy rzucał się napis: "W związku z użytkownikiem Zhang Yi Xing". Wszystkie komentarze pod statusem były po chińsku, lecz skorzystałem z tłumacza, aby je wszystkie przeczytać. Praktycznie każdy głosił coś w sensie "Szczęścia nowej parze!" lub "Życzę wytrwałości w związku!", ale jeden mnie szczególnie zaciekawił. Był to komentarz Luhana. Szybko przekopiowałem go i wkleiłem do tłumacza. Tłumaczenie zaszokowało mnie w zaskakująco pozytywny sposób. Komentarz mojego blondyna głosił: "Jongdae znów włamał mi się na mój profil! DOPADNĘ CIĘ CHEN!". Zaśmiałem się. Więc być może to wszystko było tylko żartem? Coś kazało mi znów napisać do Luhana.

Wysłano do użytkownika XiaoLu
"Hej, Luhan!
Dawno nie pisaliśmy!
Co u ciebie?" 


  Liczyłem na szybką odpowiedź, lecz niestety. Zasnąłem trzymając telefon w dłoni i czekając na wiadomość. Nadal jednak nie traciłem nadziei, że ją otrzymam.

  Następne dnie wydawały mi się takie same. Ciągle wykonywałem te same czynności. Luhan nie odpisywał i nadal nie dawał mi żadnego znaku, lecz jego status związku zniknął z profilu. Czasami wysyłałem do niego wiadomości, lecz zrezygnowałem, wiedząc, że i tak mam marne szanse na uzyskanie odpowiedzi. Codziennie skreślałem dni, które zostały mi do przyjazdu Luhana, choć i tak wątpiłem w to, czy rzeczywiście dotrzyma obietnicy i mnie odwiedzi. Czasami zaglądałem do studia tańca, gdzie Jongin spędzał każdą wolną chwilę wraz z Kyungsoo. Ta para była naprawdę nierozłączna. Czułem się trochę samotny, lecz Baekhyun zawsze był chętny, by dotrzymać mi towarzystwa. Z biegiem czasu jednak również on zaczął miewać coraz mniej wolnego. Wychowawczyni poprosiła go o udzielenie pewnemu słabemu uczniowi w naszej klasie pomocy koleżeńskiej. Chłopak ten miał na imię Park Chanyeol i był typowym trudnym nastolatkiem. Jednak dzięki Baekowi, Yeol rzucił wagary. Zależało mu na tym, aby zdać. Baekhyun spędzał weekendy w domu Parka, lub w bibliotece ucząc chłopaka i pomagając mu zrozumieć przedmioty, z których ten był zagrożony. Widziałem, że ta dwójka zaczęła się do siebie zbliżać i pojęcie, że zostałem sam powoli zaczynało mnie przytłaczać. Moje uzależnienie od internetu zmalało. Wieczorami wybierałem się na długie spacery po okolicy, wyprowadzałem psy sąsiadki, lub zwyczajnie czytałem. Skończyłem z internetowymi znajomościami. Wiadomości do Luhana wysyłałem coraz rzadziej, lecz za nic nie potrafiłem o nim zapomnieć. Nadal o nim myślałem. Nim się obejrzałem już nadeszły wakacje, które i tak zamierzałem spędzić w domu, mimo że rodzice proponowali mi dużo wyjazdów. Ja jednak chciałem przygotować się do następnej klasy jeszcze lepiej i spędzić czas z nielicznymi tutejszymi znajomymi. 

  Pewnego dnia, a była to akurat sobota wstałem z łóżka około dziesiątej obudzony dźwiękiem pukania do drzwi. Moi rodzice byli w pracy. Pracowali bardzo dużo nawet w weekendy. Byłem przyzwyczajony do samotności, więc nie przeszkadzała mi ich nieobecność. Nie wiedząc kto może w sobotę pukać do naszych drzwi zwlekłem się z łóżka i zszedłem na dół wcześniej narzucając na siebie jedynie bluzę. Byłem tylko w koszulce i za dużych spodniach od piżamy, a moje włosy były zupełnie rozczochrane i przypominały ptasie gniazdo. Zignorowałem to jednak i kiedy tylko znalazłem się przy drzwiach otworzyłem je. Gdy zobaczyłem kto stoi za drzwiami, poczułem jak zaczyna mi się kręcić w głowie. Był niskim chłopakiem, z twarzą anioła i uśmiechem, który bardzo dobrze zapamiętałem. Jego blond włosy były jak zwykle schludnie uczesane. Wyglądał dokładnie tak, jak go sobie zawsze wyobrażałem.
- Luhan... - szepnąłem cicho. Chłopak spuścił głowę zawstydzony.
- Tak, to ja - powiedział, nim znów spojrzał na mnie śmiejącymi się oczami. Nie wiedziałem co mam robić. Nie kontrolując swoich własnych czynów, przyciągnąłem blondyna do siebie. Poczułem pod palcami delikatny materiał koszuli starszego, a on sam niepewnie wtulił się we mnie. W moich oczach zebrały się łzy.
- Czemu nie odpisywałeś? - spytałem szeptem czując, że jestem gotowy się rozpłakać.
- Wyjaśnię ci to... ale później - powiedział Lu zaciskając palce na mojej bluzie. Jego głos brzmiał jeszcze ładniej na żywo.
- Dobrze - szepnąłem.
- Kocham cię - odpowiedział chłopak, a ja poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Mimo tego, że tak długo byłem samotny, wiedziałem, że tam daleko w Chinach jest ktoś kogo kocham. Przytulanie tego kogoś było jeszcze przyjemniejsze niż się spodziewałem, a usłyszenie od tej osoby symbolicznego "kocham cię" tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że na całym świecie nie ma drugiego takiego człowieka jak ten, który znajdował się teraz w moich objęciach.

  Jak się okazało Luhan przyjechał do Seulu tylko na tydzień, ale mimo to postanowiłem zrobić wszystko, aby ten tydzień był najlepszym w jego życiu. Kiedy spytałem się, czemu nie dawał znaku życia, odpowiadał, że miał okropnie dużo nauki, a dodatkowo wiele egzaminów. Mówił, że wysyłał mi wiadomości tak często jak mógł, lecz nie bał się przeze mną przyznać, że wiadomości ode mnie rozpraszały go w czasie nauki. Tak więc na czas egzaminów Lu wyłączył swój telefon na kilka długich tygodni. Tak samo zresztą nie wchodził na facebooka i inne portale społecznościowe. Jego kumpel Jongdae wykorzystywał to, a jako, że znał hasło Luhana włamywał się na jego profile i pisał tam różne, czasami wręcz zbyt śmiałe rzeczy. To on też ustawił status związku na profilu Lu. Czułem się dziwnie słuchając tego wszystkiego. Jakieś dziwne uczucie siedzące gdzieś głęboko we mnie mówiło mi, że zbyt dramatycznie podchodziłem do sytuacji. Luhan przyznał też, że bardzo za mną tęsknił. Nie tylko mi brakowało naszych częstych rozmów i codziennego pisania do siebie miliona wiadomości. Blondyn przeprosił za to, że wyłączył się z mojego życia, lecz ja nie gniewałem się na niego. Nie umiałem się na niego gniewać.

  Tydzień, który Luhan spędził w Seulu spędziliśmy wspólnie. Chłopak noce spędzał w mieszkaniu cioci, lecz po trzech spotkaniach zaczął spać u mnie. Byłem dumny, kiedy mogłem go przedstawić moim rodzicom. W ciągu tych siedmiu dni codziennie wychodziliśmy na długie spacery, chodziliśmy do kina i zawitaliśmy nawet do lunaparku. Oprowadziłem chłopaka po wszystkich najładniejszych okolicach i przedstawiłem mu moich przyjaciół. Kiedy odwiedzaliśmy studio tańca, Lu poznał Jongina i Kyungsoo, a kiedy pokazywałem starszemu dużą fontannę w jednym z ślicznych parków, przypadkiem natknęliśmy się na Baekhyuna i Chanyeola  spacerujących spokojnie okolicą. Wyglądali razem prawie tak uroczo jak ja i Luhan.

  Przedostatniego dnia pobytu Luhana w Seulu zostaliśmy u mnie w domu. Siedzieliśmy razem na parapecie mojego okna przytuleni do siebie.
- Kiedyś przyjadę do ciebie jeszcze raz i pokażesz mi te wszystkie piękne miejsca po raz kolejny - powiedział rozmarzony Luhan. Uśmiechnąłem się i splotłem nasze dłonie razem.
- Oczywiście - odparłem.
- Jeszcze raz zjemy te pyszne lody w kawiarni obok kina i po raz kolejny pocałujesz mnie pod tamtym drzewem, które widzieliśmy pierwszego dnia.
- Dobrze.
- Potem jeszcze raz odwiedzimy tamten ładny park i jeszcze raz spotkamy twoich przyjaciół przy fontannie.
- Mhm... - mruknąłem w odpowiedzi patrząc jak Luhan wtulił się w moją koszulkę. - A co potem? - spytałem widząc, że chłopak chyba zasnął.
- A potem jeszcze raz powiemy sobie "kocham cię" i będziemy chodzić po mieście cały dzień trzymając się za ręce...

1 komentarz:

  1. Omo *-* To jest takie jhkuerghksugu *-*
    Bardzo kocham taki prosty i nieskomplikowany styl pisania. Przynajmniej nie trzeba tyle myśleć. Tak mi się kojarzy to z fejkami XD Przepraszam, ale internetowe znajomości...wiem coś o tym. Podoba mi się! Nawet bardzo! Tym bardziej, że HunHan to moje OTP <3 Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń