sobota, 7 marca 2015

"Roses" rozdział IV

Tytuł: "Roses" <rozdział IV>
Paring: HunHan (pobocznie KaiSoo, BaekYeol, KrisHo, KaiLu) 






"Roses"
rozdział IV
8 stycznia. Seul. 
  Dźwięk dzwoniącego telefonu rozniósł się po gabinecie Wu YiFana, przeglądającego właśnie dokumenty zachowane w wielkim segregatorze. 
  - Odbierz. To na pewno Sehun - rzekł Tao, tymczasowo goszcząc w gabinecie przyjaciela, by pomóc mu uporządkować stare papiery. Wu wywrócił teatralnie oczami i odebrał przychodzące połączenie z cichym westchnieniem. 
  - Halo? 
  - Dzień dobry - po drugiej stronie odezwał się Sehun, a Yifan od razu poznał jego głos. 
  - Sehun-ah? Kiedy wrócisz do pracy? - spytał od razu, opierając się o zagłówek fotela.
  - Dzwonię właśnie w tej sprawie. Wracam dzisiaj wieczorem. 
  - To dobrze. Tęskniliśmy za tobą - zaśmiał się Wu. 
  - Urocze. Pogadamy jutro - zakończył rozmowę Sehun, rozłączając się pierwszy. 
  Wu odłożył aparat na blat dużego biurka z ciemnego drewna i uśmiechnął się triumfalnie.  
  - Co się stało? - spytał Huang, przerywając układanie teczek z dokumentami. 
  - Sehunnie do nas wraca. Widocznie siedzenie w pensjonacie ciotki już mu się znudziło - mruknął Yifan i znów zgłębił się w wir pracy. 
  - Najwidoczniej. Mówił coś jeszcze?  
  - Nie, będzie w mieście dziś wieczorem. 



8 stycznia. Pensjonat. 
  - Jesteś pewny, że wszystko masz? - spytał Chen, stojąc w progu pokoju. Sehun skinął głową, zapinając zamek swojej torby podróżnej. 
  - Wszystko spakowałem - odparł młodszy, rzucając przyjacielowi ciepły uśmiech, do którego z trudem udało mu się zmusić. Chen był widocznie przygnębiony odjazdem chłopaka, podobnie jak reszta. Sehun również był przygnębiony z tego powodu, lecz nie chciał już dłużej być w tym miejscu. Nie, kiedy każdego wieczora auto Kim Jongina parkowało dokładnie pod jego oknem, a Lu każdego dnia traktował Sehuna jak ducha. To nie było przyjęcie, jakiego Oh oczekiwał. 
  - Gdybyś jednak coś zostawił, to pamiętaj, że zawsze możesz po to wrócić. Zapraszamy - powiedział Chen, uśmiechając się delikatnie. 
  - Dzięki, Chen. Wątpię jednak, żebym znalazł wolną chwilę na odwiedziny - odrzekł Sehun, zabierając swoją torbę na kółkach. 
  - Będziemy tęsknić. Jesteśmy w sumie rodziną, Sehun - westchnął Chen. Oh zatrzymał się w progu, by uścisnąć przyjaciela na pożegnanie, a następnie wraz z ciężką walizką zszedł go drzwi frontowych, gdzie stał już Minseok, czekając, aby go przeżegnać. Rozstanie z przyjaciółmi było dla Sehuna okropnie trudne, ale wiedział, że tak będzie lepiej. Jego miejsce było w biurowcu w centrum Seulu, a nie w cichym pensjonacie porośniętym wiosną pędami róż. Oh nie umiał już traktować tego miejsca jak drugiego domu. 
  - Do zobaczenia, Sehun - rzekł Minseok, kiedy uściskał dłoń młodszego. - Odwiedzisz nas jeszcze kiedyś? 
  - Postaram się - rzekł Oh, choć sam nie był pewny swoich słów. 
  - Pamiętaj, że u nas zawsze jesteś mile widziany - powiedział Minseok, klepiąc chłopaka w ramię. Sehun pożegnał go i Chena, po czym skierował się do wyjścia, lecz nim nacisnął klamkę, dostrzegł Luhana, czającego się u szczytu schodów i obserwującego go z ukrycia. Wysłał mu delikatny uśmiech, po czym wyszedł zostawiając za sobą ciepło płomieni tańczących w kominku, miękkie dźwięki panina, smak domowych obiadów i świat, zupełnie inny od tego, w którym żył na co dzień. 



10 stycznia. Seul.
  W biurze nie zmieniło się zbyt wiele, lecz Sehun zauważył jedną naprawdę istotną zmianę - kierownik Wu zdecydowanie częściej się uśmiechał i był o wiele bardziej towarzyski. Zazwyczaj siedział zamknięty w swoim gabinecie, lecz teraz Oh wyraźnie widział, że ten zupełnie zmienił taktykę. Rozmawiał z innymi, żartował, wieczorami zapraszał go i Tao na lampkę wina lub kieliszek Tequili. Był zupełnie innym człowiekiem. Podobnie jak Sehun. 
  - Odkąd wróciłeś jesteś strasznie przymulający. Coś się stało? - spytał Tao, kiedy postanowili sobie zrobić przerwę na kawę w trakcie pracy. 
  - Nie - powiedział Sehun, upijając łyk napoju. - Jestem zwyczajnie zmęczony. 
  - Nie udało ci się odpocząć? 
  - Najwyraźniej nie - westchnął młody. Zitao zaśmiał się. 
  - Wiesz, ludzie jeżdżą na urlopy głównie po to, by się rozerwać, odpocząć. 
  - Wiem, wiem - parsknął Sehun, przecierając oczy. - Jestem niewyspany. 
  - Chodź dzisiaj z nami do baru - zaproponował Tao niespodziewanie zmieniając temat. 
  - Z nami? W sensie z kim? - spytał Oh, marszcząc brwi. Propozycja chłopaka brzmiała podejrzanie, biorąc pod uwagę to, że Tao rzadko gdzieś wychodził z kimś z pracy. 
  - Ze mną i Wu - wyjaśnił Chińczyk. - Będzie fajnie. Czasami trzeba się zrelaksować, wyżalić. Wtedy łatwiej zapomnieć o tych trudniejszych sprawach w życiu. 
  Słowa Tao brzmiały bezsensownie i Sehun szczerze nie miał ochoty na jakiekolwiek wyjścia, lecz stwierdził, że potrzebuje czegoś, co pomoże mu się pozbierać i przypomni o dawnych priorytetach oraz zasadach, o których chłopak zapomniał, będąc w pensjonacie. 
  - Dobra - zgodził się. - Ale to pierwszy i ostatni raz. 



20 stycznia. Pensjonat. 
  Dla Luhana dnie były takie same. Jedynym urozmaiceniem samotnych wieczorów były spotkania z Jonginem, które stały się dla nich obojga chlebem powszednim. W ciągu tych wszystkich dni, począwszy od pocałunku na oczach Sehuna, Lu i Kim oficjalnie zaczęli być parą i mogli spokojnie nazywać siebie "zakochanymi", choć w głębi serca starszy nie był tego do końca pewny. W każdym razie był szczęśliwy, mimo, iż to szczęście też nie było pewne. Nie istniało już nic, czego Luhan mógłby być pewny. 

  - Wychodzisz gdzieś? - spytał Chen, zaglądając do pokoju Luhana wieczorem, kiedy ten układał włosy, przygotowując się na spotkanie z Jonginem. 
  - Tak - odparł krótko Lu, uśmiechając się do swojego odbicia w lustrze. 
  - Mógłbyś przy okazji zajść na pocztę? - zadał pytanie młodszy, obracając w dłoniach małych rozmiarów kartonik. Luhan odwrócił wzrok od lustra, patrząc na paczkę zapakowaną w brązowy papier. 
  - Po co? - spytał.
  - Sehun zostawił kilka rzeczy. Przez telefon prosił, abyśmy odesłali mu je pocztą. Najwyższy czas je odesłać - powiedział chłopak, po czym zostawił przesyłkę na blacie szafki nocnej Lu. 

  Chłopak rzucił okiem na zaadresowaną paczkę i wystarczyło same przeczytanie nazwiska odbiorcy, aby uśmiech wyparował z jego twarzy zastąpiony przez wyraz gorzkiego grymasu. Naprawdę nie chciał teraz rozpamiętywać wizyty Sehuna. 

  Przez następne dni Luhan czuł poczucie winy za każdym razem, kiedy spotykał się z Jonginem. Czuł się też winny, że ominął pożegnanie z Sehunem. Był zły na samego siebie. Spotkania z brunetem przestały go cieszyć, a stały się bardziej przykrym obowiązkiem. Podobnie jak pocałunki i przytulanie, którym Luhan poddawał się tylko ze względu na Jongina. Wewnątrz siebie przeżywał prawdziwą wojnę serca z rozumem, która nie ustawała ani na chwilę. 

  Pewnego dnia Luhan, przez namowę Minseoka, zdecydował się zaprosić Jongina na obiad przygotowany przez Chena. Wiedział, że dzięki temu jego przyszywani bracia będą mieli lepszą okazję, by poznać jego partnera, a przy tym on sam będzie miał okazję zobaczyć, jak Kim zachowa się w tej sytuacji. 
  Pięć minut przed wyznaczoną godziną Luhan czuł cholerny stres, choć miał to być zwyczajny obiad w zwyczajnym gronie Minseoka, Chena i Jongina. Tego dnia w pensjonacie było mało gości. Można nawet powiedzieć, że nie było ich wcale. Większość wyjeżdżała wczesnymi porankami, by zdążyć na najszybszy pociąg, a jedynie niektórzy zostawali na dłużej, by cieszyć się odpoczynkiem w "Różanym Zakątku".
  - Jeżeli się spóźni to znaczy, że jest nieodpowiedzialny - mruknął Chen, nakrywając do stołu w kuchni. Luhan stał przy oknie, wyczekując przyjazdu chłopaka. 
  - Nie mów tak - westchnął, głaszcząc jednego z kotów, leżącego na parapecie i wygrzewającego się w promieniach popołudniowego słońca. 
  Kilka chwil po jego słowach na żwirowanym podjeździe zaparkował samochód Jongina, który Lu poznał już po samym dźwięku silnika. Nie czekając ani chwili, pobiegł do drzwi frontowych, chcąc przywitać bruneta w progu. Tego dnia Jongin wyglądał wyjątkowo i Luhan musiał przyznać, że chłopak świetnie się prezentował. Wtulając się w jego pachnącą męskimi perfumami kurtkę, wyszeptał mu kilka szybkich słów, czując na swoim policzku delikatny pocałunek jego zimnych warg. Nim obaj przeszli do kuchni, gdzie na stole stygnął już obiad, Jongin złożył na ustach Luhana powitalny pocałunek, a ten znowu poczuł niewytłumaczalny żal, zastygający w sercu. Żal, że to Jongin, a nie Sehun całuje teraz jego usta w ten wyjątkowo delikatny sposób. 

  Obiad minął w miłej atmosferze przy żartach Chena i rozmowach, jakie nawiązały się między Minseokiem a Jonginem. Luhan wiedział, że najstarszy z jego przyszywanych braci chciał wiedzieć o chłopaku jak najwięcej i rozumiał to. Cieszył się też, widząc jak Jongin żartuje razem z Chenem i śmieje się przy zabawie z kotami, ocierającymi się o ich nogi. W takich chwilach Lu powinien czuć się szczęśliwy, a zamiast tego znów czuł kłujący żal i niesprawiedliwość. Każda jego cząstka pragnęła Sehuna na miejscu Jongina. 
  - Jakie masz plany na przyszłość, Jongin-ah? - spytał w pewnej chwili Minseok, kiedy Chen podawał na deser ciasto śmietankowe przygotowane wczoraj. 
  - Ciągle jestem w trakcie zbierania pieniędzy na studia. Chcę być kimś ważnym - powiedział brunet, uśmiechając się w swój uwodzicielski sposób.  
  - Ambitny plan - skomentował Chen. 
  - Wiem, ale jestem na dobrej drodze, aby go spełnić - zapewnił chłopak. 
  - Gdzie chciałbyś studiować? - spytał znów Minseok. 
  - W Seulu - odparł automatycznie Jongin. 
  - Och, interesujące - ożywił się Chen. - Sehun tam mieszka. Chłopak ma znajomości. Mógłby załatwić ci zakwaterowanie, gdybyś tego potrzebował. 
  - Myślę, że sobie poradzę - odparł Jongin, a jego uśmiech zbladł, kiedy padło imię "Sehun". Luhan wiedział, że obaj za sobą nie przepadali, więc nie dziwiła go reakcja bruneta. Było to zupełnie przewidywalne. 
  - A skoro już jesteśmy przy temacie Seulu - zaczął niespodziewanie Jongin, kończąc swój kawałek ciasta. - Chciałbym zabrać tam Luhana na ten weekend. 
  Oczy wszystkich zgromadzonych przy stole zwróciły się w stronę bruneta. Każdego zaskoczyła niecodzienna propozycja Jongina, lecz najbardziej zaskoczony był Luhan, który nigdy w życiu nie spodziewał się od kogokolwiek takiego zaproszenia. W swoim całym życiu w stolicy był tylko dwa razy i nie czuł potrzeby, by odwiedzać ją po raz kolejny. To nie był jego świat. Wysokie wieżowce, zapchane ulice, światła bilbordów i zapachy spalin nie należały to czegoś, co Luhan lubił. Były dla niego zbędne. 
  - Od razu mówię, że funduję cały wyjazd. Zarezerwowałem już pokój w hotelu, kolację. Wystarczy mi tylko twoja zgoda, Lu - rzekł, zwracając się do Chińczyka siedzącego po drugiej stronie stołu. 
  Luhan zawahał się, lecz czując na sobie ponaglające spojrzenie Minseoka, czuł, że musi się zgodzić. 
  - To wspaniały pomysł, Jongin. Dziękuję - rzekł uśmiechając się i czuł do siebie obrzydzenie, wiedząc jak fałszywie musiał brzmieć. 



23 stycznia. Seul. 
  Codzienne wychodzenie do baru z Tao i Wu YiFanem stało się dla Sehuna czymś normalnym i w ciągu kilku dni dzięki temu dowiedział się dużo więcej o swoich współpracownikach. Usłyszał smutną historię miłosną Yifana, Tao podzielił się z nim opowieścią o uroczej kelnerce, którą poderwał podczas kolacji z rodzicami w jednej z najdroższych restauracji w mieście, a Sehun zazwyczaj opowiadał im jedynie jakieś nieistotne szczegóły z jego życia. Nie chciał wyjawiać przyjaciołom nic więcej. 
  
  Tego wieczoru niebo było gwieździste i jasne. Powietrze wokół przesycone było zapachem ulatującym z najróżniejszych drogich knajp i stoisk z jedzeniem. Kroki trzech mężczyzn wychodzących z biurowca mieszały się z szelestem innych kroków i dźwiękiem silników samochodowych. 
  - Nasze wycieczki zaczynają być coraz bardziej interesujące - rzekł w pewnej chwili Tao, poprawiając na szyi gruby szalik. 
  - Czemu tak uważasz? - spytał Wu, kiedy całe trio przekraczało próg baru, powitani zapachem trunków i dymem cygar, wirującym w powietrzu. Lokaj przy drzwiach odebrał od nich kurtki i płaszcze, a ci skierowali się w stronę stolika, który zajmowali codziennie i przy którym codziennie raczyli się Tequilą. 
  - Przy każdej wizycie tutaj dowiaduję się o was czegoś nowego - zaświergotał Huang, kiedy Wu zamawiał alkohol u kelnerki, płacąc za niego z własnej kieszeni. Jedną z ważnych zalet wizyt w barze było to, że Yifan zawsze płacił. 
  - Racja - uśmiechnął się Sehun, który dotąd milczał. Wu uśmiechnął się do niego zapinając swój portfel i chowając go do kieszeni spodni. 
  - Jedynie nasz mały Sehun nigdy niczego nie opowiadał - zaśmiał się cicho. 
  - Daj spokój - machnął ręką Oh. 
  - Yifan ma rację, Hun - parsknął Tao. - Dzisiaj twoja kolej. 
  - Nie mam o czym opowiadać. 
  - Cholera, Sehun! - wybuchnął Huang. - Nie przeżyłeś nigdy czegoś cholernie głupiego? Zauroczenia? Niespełnionej miłości? Sercowego podboju? 
  - Daj mu spokój, Tao - powiedział głębokim głosem Wu, kiedy ta sama kelnerka postawiła na ich stoliku butelkę Tequili i trzy kieliszki. - Kiedy wypije sam zacznie mówić. 

  Wu Yifan jak zawsze miał rację, bo choć Sehun rzadko kiedy pił więcej niż jeden lub dwa kieliszki trunku, tym razem postanowił pójść na całość i po kolejnej kolejce, nie wiadomo kiedy zaczął swoją niekończącą się opowieść. 
  - Poznałem go u ciotki. Adoptowała go - mówił, a jego język powoli zaczynał się plątać. Zaintrygowani Tao i Yifan, którzy jeszcze nigdy nie widzieli chłopaka w takim stanie, wytrzeszczyli oczy i mimo wszystko zaczęli dokładnie wyłapywać każdego jego słowo, śmiejąc się cicho z podpitego chłopaka. 
  - Co było dalej, Hunnie? - spytał Tao, dźgając młodszego łokciem. 
  - Później się z nim przespałem - zaśmiał się Sehun, a jego towarzysze również odpowiedzieli śmiechem. 
  - Cholera, Oh! Liczyliśmy na coś bardziej rozbudowanego - Huang klepnął młodszego w ramię, krztusząc się śmiechem. Łatwo wyczuł, że młodszy ma słabą głowę. Po kilku kieliszkach był jak szmaciana lalka. 
  - To chyba była moja pierwsza miłość, Huang - wymamrotał Sehun, chwytając kolejny kieliszek napełniony trunkiem. Wu i Tao w spokoju obserwowali jak chłopak wypija zawartość kieliszka po czym zbiera się do kontynuowania swojej opowieści, ocierając wierzchem dłoni kąciki ust. 
  - A co z Jessicą? - spytał Tao, mając niezły ubaw z pijanego blondyna. 
  - Jessicą? - powtórzył Sehun, patrząc się w pusty kieliszek po alkoholu. - Nie łączyło mnie z nią nic poza układami. Rodzice chcieli, żebyśmy byli małżeństwem. Dobrze, że sama kopnęła mnie w dupę. 
  - Nie nalewaj mu już więcej - ostrzegł Wu, widząc, że Tao rozbawiony opowieścią młodszego, zamierza nalać mu kolejny kieliszek alkoholu. 
  - Czemu? - spytał Huang z niewinnym uśmieszkiem. 
  - Ma już dość. Będziemy musieli odprowadzić go do domu. Sam nie da rady - mruknął Wu, obserwując jak Sehun bezwiednie zwiesza głowę. Nie mógł wypić już więcej. To był jego ostateczny limit, którego nie powinien przekraczać. 
  - Jessica to suka - wymamrotał Sehun, nim spojrzał nieobecnym wzrokiem na pełną do połowy butelkę Tequili. Widząc, że młodszy jest już kompletnie wstawiony, Wu wyjął telefon. 
  - Dzwonię po taksówkę. Odwieziemy go - rzekł, wykręcając numer. 
  - Już? - jęknął zawiedziony Tao. 
  - Jesteśmy mu to winni. Sami namawialiśmy go do picia. Oh słabo sobie radzi z promilami i w efekcie nie da rady sam trafić do domu. - westchnął Yifan, nim zaczął rozmowę z dystrybutornią taksówek. 

  Droga do apartamentu Sehuna była dla Wu Yifana i Tao bardzo długa. Począwszy od przejażdżki taksówką do niewygodnych prób wprowadzenia zataczającego się chłopaka do windy. 
  - Na którym piętrze mieszka? - spytał Tao, kiedy Wu wprowadził półprzytomnego Sehuna do windy, trzymając go sztywno za chude ramiona okryte marynarką.
  - Z tego co pamiętam to na dziewiątym... może na jedenastym. Nie wiem - westchnął, kiedy Oh znów zaczął mamrotać niezrozumiałe dla nich słowa. 
  - Okay, niech będzie jedenaste - mruknął Tao i wcisnął odpowiedni przycisk, dzięki któremu szklana winda apartamentowca ruszyła w górę. 
  - Cholera, Huang. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby Sehun tak się napił - parsknął Wu, a Tao pomógł mu przytrzymać chłopaka. 
  - Nie jestem pijany - wymamrotał Sehun, choć każdy wiedział, że było zupełnie na odwrót. Oh był tak wstawiony, że nie wiedział nawet, gdzie aktualnie się znajdował i do kogo należały silne ręce, utrzymujące go w pionie. 
  - Nic nie mów, młody. Odstawimy cię do domu - westchnął Tao, śmiejąc się cicho. 
  - Gdzie on jest? - spytał Sehun, pijackim głosem. Głosem zupełnie nie podobnym do tego, jakiego używał na co dzień. 
  - Gdzie jest co? - spytał Tao. 
  - Nie dyskutuj z nim, Huang. Jest pijany - westchnął Wu, a kiedy winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze, blondyn wyjął z kieszeni Sehuna klucze do apartamentu i zaczął szukać właściwego numeru drzwi, pozostawiając pijanego chłopaka w ramionach Tao. 
  - Jutro czeka cię mocny kac, Hunnie - zaśmiał się Huang, kiedy Yifan otworzył właściwy apartament, a Tao zataczając się wraz z Sehunem, próbował przejść przez próg. Dzięki pomocy Wu, obojgu udało się w miarę szybko ułożyć wstawionego chłopaka na łóżku i ściągnąć z niego marynarkę i buty. 
  - Jutro pewnie nie będzie nic pamiętał - westchnął Tao, luzując krawat na szyi Sehuna. 
  - Nie zdziwię się jak nie zjawi się w biurze - odpowiedział śmiechem Wu. 
  - Nie jestem pijany - jęknął przeciągle Sehun, mrużąc błyszczące oczy. 
  - Idź spać, Hun - pożegnał go Yifan i kiedy wraz z Tao zamierzali opuścić pomieszczenie, usłyszeli znów ciche wołanie pijanego blondyna. 
  - Pomóżcie mi. 
  Huang i Wu zatrzymali się w progu i powoli odwrócili, zauważając Sehuna z twarzą ukrytą w poduszce. 
  - O co mu chodzi? - spytał szeptem Tao, nim ruszył w stronę leżącego chłopaka mamroczącego pod nosem niezrozumiałe słowa. 
  - Tao... proszę cię. Znajdź mi go - poprosił pijackim głosem Oh i z pewnością on sam też nie wiedział dobrze o czym właśnie mówił. 
  - Kogo? - zapytał rozbawiony Chińczyk. 
  - Luhana... Proszę cię - wyszeptał ledwo słyszalnym głosem Sehun. 
  - Kim jest Luhan? - spytał Tao, lecz Oh już nie kontaktował. Jedynie leżał cicho, łkając w poduszkę i cichym pijackim głosem mrucząc zawiłe zdania i modlitwy, w których ciągle przewijało się imię "Luhan". 
  - Chodźmy już. Zostawmy go - zdecydował Yifan. - Ludzie po pijaku robią różne dziwne rzeczy. Przejdzie mu. 
  Mężczyźni zostawili skulonego na łóżku chłopaka, który pijackimi łzami wypłakiwał swoje prawdziwe pragnienia i ból kumulujący się w sercu, który w końcu znalazł ujście w cichym łkaniu. 




24 stycznia. Seul.
  Luhan naprawdę nie lubił podróży. Były dla niego zbyt męczące i zwyczajnie niepotrzebne. Nie mógł jednak odmówić Jonginowi wspólnego weekendu w Seulu, nawet jeśli wiązało się to z nudną podróżą pociągiem i równie nudnym czekaniem na taksówkę w śmierdzącym smogiem mieście. 
  Hotel, który wybrał Jongin z pewnością nie należał do najbardziej luksusowych, lecz nie był też tani. Luhan mógłby powiedzieć, że był w sam raz. Brunet wybrał dla nich pokój na szóstym piętrze z niewielkim balkonem, dość ciasną łazienką i łóżkiem, zajmującym ponad połowę pokoju. Mimo, iż Lu czuł się onieśmielony samą myślą spania z kimkolwiek, zmęczony podróżą zasną zaraz po przyjeździe do hotelu.
  
  Obudził się późnym porankiem, czując przy sobie ciepło i silne ramię, obejmujące jego talię. Uśmiechnął się. Będąc w półśnie nie do końca rozbudzony umysł, dał się ponieść wyobraźni, która cały czas kazała mu wierzyć, że to Sehun leży obok niego, obejmując go tak, jak robił to tamtej nocy. Serce Luhana zgubiło rytm, aby zatrzymać się w chwili, gdy chłopak otworzył oczy. Obok niego nie było Sehuna. Lu poczuł się zawiedziony i zły na samego siebie, że po tym wszystkim nadal każdej nocy śnił o młodszym, dając się oszukać własnym myślom. Był taki naiwny. Każdy na jego miejscu zapomniałby o Sehunie, zamknąłby tamten rozdział, na rzecz nowego, w którym to Jongin zajmuje miejsce blondyna. 
  Przecierając zaspane oczy Lu podniósł się do siadu i spojrzał na zegarek. Zbliżało się południe a Seulskie słońce penetrowało wnętrze pokoju, rażąc jego oczy. Patrząc na śpiącego Jongina, Luhan czuł się jak najgorszy człowiek na tej ziemi. Powinien go kochać, a tymczasem ciągle traktował go jako pocieszenie po stracie Sehuna. A może on nigdy nie stracił Sehuna? Nie można stracić kogoś, kogo nigdy się nie miało. 
  Luhan widział, jak Jongin się dla niego stara i chciał zacząć to doceniać, ale z dziwnych powodów nie umiał. Nie umiał myśleć o brunecie jako o osobie, która go kocha. Nie umiał wierzyć w jego ciche wyznania miłości. 
  Dla Luhana Jongin ciągle był kimś obcym. Nie umiał traktować go inaczej. Nie chciał, choć czuł, że jest niesprawiedliwy. Powinien chociaż dać mu szansę. 

  Słońce było już wysoko na horyzoncie, gdy Luhan opuścił ciepłe łóżko i skierował się do łazienki. Wystrój pomieszczenia był skromny: jasne kafelki na ścianach, prosta kabina prysznicowa, sedes, umywalka, lustro. Typowa łazienka w średniej klasy hotelu. 
  Kiedy po krótkim prysznicu i odświeżeniu się, Lu wyszedł ubrany w luźną koszulkę i wytarte jasne jeansy, powitał go zaspany uśmiech Jongina, który mierzył go delikatnym spojrzeniem spod lekko przymkniętych, zaspanych powiek. Luhan odwzajemnił uśmiech, choć znów czuł, że jest on niezwykle fałszywy. Młodszy odrzucił śnieżnobiałą kołdrę, przeciągając się i wstając z łóżka, by następnie podejść do okna i otworzyć je lekko. Mieszanka zapachu późnej zimy i spalin wpłynęła podstępnie do pokoju wraz z zimnym podmuchem północnego wiatru. 
  - Dzień dobry, Lu - wymruczał Jongin, patrząc na chłopaka sennym spojrzeniem głębokich, ciemnych oczu. Luhan patrząc na niego ciągle czuł się winny. Czuł również żal, rozrywający mu serce. Dlaczego to nie Sehun siedział teraz na parapecie w pokoju hotelowym? Dlaczego to nie Sehun zaprosił go na weekend? Dlaczego to nie z Sehunem zasnął wczorajszego wieczora? Dlaczego to nie przy Sehunie się obudził? 


  Sehuna obudził ból głowy i uczucie piekącej suchości w ustach. Przetarł oczy, ociężale podnosząc się z łóżka. Wspomnienia wczorajszego dnia szumiały mu w głowie, współgrając z echem wczorajszych rozmów i smakiem alkoholu majaczącym się w kącikach ust. Siadając na brzegu łóżka chłopak zauważył ze dziwieniem, że spał w garniturze, w którym wczoraj był w pracy. Minęło kilka dłuższych chwil, nim blondyn przypomniał sobie jak znalazł się w domu, po wczorajszej wizycie w barze wraz z Tao i Yifanem. Spojrzał na zegarek i otworzył usta ze zdziwienia, przypominając sobie o dzisiejszym dniu pracy, który miał zacząć się dwie godziny temu. W roztargnieniu wybrał numer Wu i przyłożył aparat do ucha, kierując się w stronę kuchni z zamiarem wypicia szybciej kawy. 
  - Halo? 
  - Cholera, Wu. Zaspałem! Daj mi pięć minut. Będę za jakieś...
  - Spokojnie - roześmiany głos jego szefa przerwał jego gorączkowe tłumaczenia. Sehun przystanął w drodze do lodówki, nasłuchując dalszych słów Chińczyka. Nie spodziewał się, że Yifan, człowiek, który dotąd stawiał pracę na pierwszym miejscu, tak łatwo podaruje mu to, że spóźnił się do biura. 
  - Możesz się dzisiaj nie pojawiać w pracy. Poradzimy sobie - tłumaczył powoli Wu. - Ty lepiej zostań w domu i odpocznij. Do zobaczenia w poniedziałek - zakończył szef i rozłączył się szybciej, niż Sehun zdołał zadać choćby jedno pytanie. Cały czas stał oniemiały na środku kuchni, trzymając w dłoni telefon i analizując w myślach słowa Yifana. Nie spodziewał się tego. 
  Chwilę potem, jak do zaspanego umysłu młodego blondyna dotarł fakt, że nie musi dziś pojawiać się w pracy, chłopak ruszył w stronę łazienki, by w końcu zdjąć z siebie niewygodny garnitur, który musiał nosić przez sześć dni w tygodniu. 
  - Zapowiada się spokojny dzień - westchnął sam do siebie, nakładając dresy i koszulkę, idealnie przylegającą do jego lekko umięśnionego torsu. 

  Dzień upłynął Sehunowi na leżeniu przed telewizorem i rozmyślaniu. Czasami jedynie zrobił sobie z nudów przerwę na papierosa i w taki sposób wypalił jednego dnia ostatnią paczkę swoich ulubionych Marlboro. Klnąc pod nosem stwierdził, że jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie wycieczka do sklepu, choć odczuwał niewyobrażalny lęk przed opuszczeniem dzisiaj apartamentu. Wyglądał okropnie. Włosy sterczały na wszystkie strony, skóra była blada i sucha a pod zmęczonymi, przekrwionymi oczami utworzyły się cienie o głębokiej sinej barwie. Krótko mówiąc, Sehun wyglądał gorzej niż źle. 
  Niestety, pomimo tego, głód nikotyny był tak silny, że zapominając o swoich wcześniejszych przemyśleniach, Sehun narzucił na siebie wytartą jeansową kurtkę, po czym wyszedł z domu, zabierając ze sobą jedynie portfel, telefon i klucze. 
  Chłodne powietrze orzeźwiło jego zamglony umysł i sprawiło, że chłopak zaczął żałować, że nie nałożył na siebie czegoś cieplejszego. Zależało mu na czasie. Chciał już wrócić do domu i zaszyć się w czterech ścianach swojego królestwa, korzystając z wolnego dnia. Ulice Seulu były dzisiaj wyjątkowo tłoczne. W restauracjach i knajpkach siedziała masa ludzi i z pewnością nigdzie nie było wolnego miejsca. 
  Takie były uroki Seulu. 
  W drodze do sklepu Sehun ani razu nie podniósł wzroku, wpatrzony w równo ułożone płyty chodnika. Był to pewien rodzaj transu, w którym Oh zapominał o wszystkim, skupiony na śledzeniu wzoru z chodnikowych płyt i liczeniu ich na przemian licząc swoje kroki. 
  W całodobowym sklepie, do którego się udał panowała kompletna pusta. Znudzona ekspedientka siedziała przy ladzie piłując paznokcie i gdyby nie dzwoneczek przy drzwiach, pewnie wcale nie zauważyłaby pojawienia się Sehuna. 
  Oh szybko kupił dwie paczki papierosów płacąc za nie i równie szybko opuścił sklep, w drodze otwierając jedną z nich i wsuwając peta między pragnące nikotyny wargi. Wiedział, że palenie w miejscach publicznych jest nielegalne, ale liczył, że nikt tego nie zauważy. Każdy obywatel miasta był zajęty sobą, a Sehun wyjątkowo potrzebował odprężającego dymu, który pieściłby jego podniebienie duszącym smakiem tytoniu. 
  Przypalając papierosa Oh przypadkowo podniósł wzrok i to była ta chwila, która sprawiła, że czas się zatrzymał, a chłopak zapomniał o trzymanym między wargami pecie. Przechodził akurat obok jednej z drogich restauracji, za szybą której zauważył osobę, której najmniej się teraz spodziewał.
  Sehun zwolnił, wpatrując się w chłopaka za dzielącą ich szybą. To był Luhan. Oh był pewny, że wszędzie pozna Luhana. Czas wstrzymał się do chwili, w której ich spojrzenia się skrzyżowały. 
  Luhan spojrzał na niego. 
  Sehun zauważył zbliżającą się sylwetkę Jongina. 
  Luhan wstrzymał oddech, nie wierząc swoim oczom. 
  Sehun odszedł, udając, że ta chwila nie miała miejsca. 
  Luhan spuścił głowę. 
  Sehun wrócił do domu. 

  - Coś się stało? - spytał Jongin, siadając naprzeciwko Luhana. Starszy poprawił mankiety koszuli i pokręcił przecząco głową, czując dziwną pustkę w środku. 
  Sehun wyglądał inaczej niż zazwyczaj, kiedy Lu go widział. To był pierwszy raz, kiedy Chińczyk zauważył młodego blondyna w wytartej jeansowej kurtce, z płatkami śniegu w jasnych włosach i papierosem luźno zwisającym z suchych warg. Mimo tego, jak zwyczajnie Sehun w tamtej chwili wyglądał, Lu musiał przyznać, że wyglądał pięknie. Zbyt pięknie. 
  Wyglądał tak pięknie, że nawet po powrocie do pokoju hotelowego Luhan nie mógł wygonić z głowy obrazu Sehuna, spieszącego się do domu wśród prószących płatków styczniowego śniegu, osiadającego mu na splątanych kosmykach włosów. Ten Sehun nie przypominał Sehuna, jakiego Lu znał. Sehun, jakiego zapamiętał był wiecznym perfekcjonistą, nosił garnitury i markowe koszule. Nawet podczas wizyt w pensjonacie miał na sobie drogie marynarki i dopasowane spodnie. Sehun, jaki widniał w pamięci Luhana nigdy nie miał na sobie niczego zwyczajnego. Zawsze miał na ręku drogi zegarek, miał ułożone włosy, pachniał drogimi perfumami. 
  Luhan pragnął widzieć Sehuna w każdej sytuacji. Chciał wiedzieć jak wygląda w garniturze spiesząc się do pracy. Chciał wiedzieć jak prezentuje się latem w szortach i luźnej koszulce. Pragnął zobaczyć jak Sehun musi wyglądać jesienią w grubym swetrze. 
  Dorosły Sehun różnił się od Sehuna, którego Lu znał z lat dzieciństwa. 
  Siedząc w głębokim fotelu w pokoju hotelowym Luhan zaczął zazdrościć ludziom, którzy mają Sehuna na co dzień. Zazdrościł im tego, że widząc go codziennie w tylu różnych sytuacjach, a sam żałował, że nie wykorzystał tylu szans, by lepiej poznać dorosłego Sehuna. Chciał poznać go całego. Chciał znać wszystkie jego wcielenia.



25 stycznia. Pensjonat. 
  Bez Luhana pensjonat wydawał się pusty, a przynajmniej tak twierdził Chen, którego nudziły samotne popołudnia  Starał się urozmaicić je grami planszowymi rozgrywanymi wraz z Minseokiem i znajomymi z miasteczka, lecz nawet to nie było w stanie zapełnić nieznanej pustki i tęsknoty za przyjacielem. 
  - Tęsknię za nim - przyznał chłopak, podczas gry w karty z Chanyeolem i Seokiem. 
  - Kiedy wraca? - spytał Chenyeol, nie odrywając wzroku od swojego wachlarza kart. 
  - Jutro rano - odparł Minseok. 
  - Powinienem do niego zadzwonić - Chen odłożył swoje karty i podszedł do blatu, na którym leżała jego komórka. 
  - Jongdae - westchnął Minseok, podnosząc na niego wzrok. - Nie panikuj. Jest dorosły. 
  - Wiem, ale martwię się - chłopak zaczesał dłonią swoje włosy. 
  - Niepotrzebnie - wciął się Yeol. - Przecież Lu jest dorosły. Naprawdę sądzisz, że zawsze będziesz miał go pod ręką? Kiedyś w końcu się wyprowadzi. Zacznie swoje życie. Wy też zaczniecie. 
  Minseok i Chen spojrzeli na Park Chanyeola, który w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami. 
  - Park ma rację - rzekł w końcu Seok. - To bez sensu, Chen. Rozumiem, że jesteśmy ze sobą blisko, ale kiedyś w końcu się rozdzielimy. Trzeba być na to gotowym. 
  Jongdae zachowywał się tak, jakby słowa przyjaciół do niego nie docierały. Stał obojętnie przy blacie, zagłębiony we własnych myślach. Tymczasem Minseok i Park wzruszając obojętnie ramionami powrócili do gry, wlepiając spojrzenia w wachlarze kart trzymane w dłoniach. Cisza przerywana cichymi rozmowami trwała do chwili, kiedy w kuchni dał się słyszeć dźwięk wibracji telefonu Chena. 
  - Kto dzwoni? - zainteresował się Minseok, odkładając swoje karty na blat stołu. 
  - To Han - rzekł tylko Jongdae, nim odebrał połączenie, przyciskając aparat do ucha. 
  - Cześć, Chen - głos Luhana wydawał się Chenowi podejrzanie cichy i przyduszony. 
  - Cześć. Coś się stało? Czemu dzwonisz? 
  - Mam prośbę - zaczął Lu nieśmiało, ostrożnie dobierając słowa. Jongdae zmarszczył brwi, rzucając Minseokowi zdziwione spojrzenie i dając mu niemy znak, że coś jest nie tak jak powinno. 
  - O co chodzi? - spytał, obserwując jak zarówno Seok, jak i Chanyeol wstają od stołu, czekając, aż chłopak zakończy rozmowę, by móc go zasypać falą pytań. 
  - Dasz mi adres Sehuna? Proszę. To pilne. 
 

2 komentarze:

  1. O matko, jak to się cudownie czyta, przysięgam, że z każdym rozdziałem to się staje coraz lepsze i na dodatek zaczyna wpadać w klimat fanficków, które kocham najbardziej, ale jest to klimat, którego nie umiem zdefiniować, wybacz. Titanic w tle to zdecydwanie dobry pomysł, serio sprawiło, że sto stało się takie magiczne. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego, ale cholernie mi się to podoba. Było mi tak bardzo żal Sehuna wtedy jak pił z Wu i Tao, wyglądało to żałośnie i było widać jak bardzo jest wybrakowany. A ten moment jak ich spojrzenia się skrzyżowały, dzięki, zabiłaś mnie.
    To jest piękne, dziękuję, że to piszesz ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam! Chciałabym napisać, że nienawidzę Luhana za to, jak traktuje biednego Kaia, ale nie mogę tego zrobić. Widać, że Jongin wpadł po uszy i na pewno kocha szczerze Lu, ale w zamian dostaje namiastkę uczuć. To tragiczne, że Luhan traktuje Kaia, jak lekarstwo na złamane serce i nieszczęśliwą miłość do Sehuna, który i tak zawsze będzie w jego sercu. Niestety miłość to skomplikowane uczucie. Ciekawe, co wyniknie z ich spotkania. Mam nadzieję, że nic złego. Kocham spotkania Krisa, Tao i Sehuna! Pomiędzy nimi rodzi się prawdziwa przyjaźń. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością. Błagam, nie pozwól mi zbyt długo czekać, bo opowiadanie uzależnia.
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń