Paring: HunHan (pobocznie KaiSoo, BaekYeol, KrisHo)
Mam nadzieję, że nie rozczarujecie się tym rozdziałem.
Przepraszam za wszelkie błędy, jakie mogą się pojawić i dziękuję za wszystkie komentarze ♥
Roses
rozdział VI
Po niepokojącym przerwaniu połączenia przez Chena, Sehun czuł, że coś go ominęło. Nie mógł zasnąć, nie mógł jeść, nie mógł na niczym się skupić. Nie mogąc się dodzwonić do przyjaciela, spędził całą noc, na leżeniu, bezczynnie wpatrując się w sufit, mimo iż czuł, że nie może tak tego zostawić.
Może przyjaciele go potrzebowali?
Może Luhan go potrzebował?
Sehun czuł, że powinien być teraz tam, gdzie ktoś go potrzebował.
Sehun czuł, że powinien być teraz tam, gdzie ktoś go potrzebował.
1 kwietnia. Pensjonat.
- Gdzie jest Luhan? - spytał Xiumin wczesnym rankiem, wchodząc do kuchni, zwabiony zapachem stygnącego śniadania. Chen w odpowiedzi rzucił mu poważne spojrzenie, spod swojej roztrzepanej, ciemnej grzywki.
- Nie wrócił jeszcze do domu? - spytał znów zaskoczony reakcją młodszego Minseok.
- Wrócił - odparł Chen, trzymając w rękach kubek gorącej herbaty. - Wrócił nawet wcześniej niż podejrzewałem.
- O czym ty mówisz? - zaciekawił się starszy, mierząc przyjaciela badawczym spojrzeniem, pod wpływem którego, Chen wiedział, że nie da rady nic ukryć.
- Wczoraj w środku nocy przyszedł do domu w opłakanym stanie. Zmarznięty, płaczący, roztrzęsiony - wymieniał chłopak, czując żal ściskający mu serce. - Wiedziałem, że coś musiało się stać, lecz kiedy pytałem, nie odpowiadał.
- Jongin go odwiózł? - spytał Minseok.
- Nie. On zwyczajnie pozwolił, by Luhan wracał nocą pieszo.
- Gdzie jest teraz Lu? - zaciekawił się Xiumin, przybierając poważny wyraz twarzy.
- W swoim pokoju. Nie wychodzi z niego od wczoraj - odpowiedział Chen, obojętnie mieszając łyżeczką w swojej herbacie.
Minseok poprawił rękawy swojej kraciastej koszuli, nim skierował się w stronę wyjścia z kuchni.
- Pójdę do niego.
- Nie - Chen zatrzymał go, zdecydowanym ruchem dłoni. - Lepiej zostawmy go na razie samego.
- Nawet nie wiemy co się stało - parsknął Minseok, z widoczną złością na twarzy.
- Od początku nie ufałem Jonginowi - mruknął Chen, wlepiając wzrok w kafelkowaną podłogę kuchni.
- Nie wydawał się taki zły, ale po tym co zrobił...
Rozpoczęty wywód Minseoka przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Oczy dwójki zwróciły się w stronę nowego przybysza, który z kapturem na głowie i walizką w rękach przekroczył próg pensjonatu pewnym, stanowczym krokiem.
- Dzień dobry - rzekł, widząc Chena i Minseoka, wynurzających się z wnętrza kuchni.
- Sehun? - zdziwił się najstarszy widząc blondyna, zdejmującego z siebie kurtkę.
Oh uśmiechnął się jedynie, chcąc szybko wytłumaczyć przyjaciołom dlaczego tak nagle pojawił się bez uprzedzenia, ale miał na głowie ważniejsze sprawy.
Chciał wiedzieć co się stało z Luhanem.
1 kwietnia. Biblioteka.
O tak wczesnej porze dnia Junmyeon zwykł rozbudzać swój zaspany umysł filiżanką mocnej, czarnej kawy, której smak kojarzył mu się z małą kawiarnią na uboczu ulic Seulu. Odwiedzał tą kawiarnię zawsze, kiedy czuł potrzebę, by zrelaksować się i zapomnieć o otaczającej go rzeczywistości. Podawali tam różne rodzaje kaw: od pienistych latte, po bezkofeinowe zbożowe kawki i klasyczne Cappuccino, jednak Kim zawsze wolał zwykłą czarną kawę.
Mężczyzna wiązał wiele wspomnień z ową kawiarnią. To tam napisał swoją pierwszą powieść i po raz pierwszy spotkał mężczyznę swoich marzeń, siedzącego przy stoliku pod oknem.
Wspomnienia i czarna kawa były dla Junmyeona jedynym, co pozwalało mu wrócić na chwilę do lat, kiedy czas płynął wolniej, a jednak nadal zbyt szybko, pozwalając się cieszyć szczęściem jedynie przez chwilę.
1 kwietnia. Pensjonat.
- A co jeżeli śpi? Mam go obudzić?
- Na pewno nie śpi. Jest rannym ptaszkiem - Chen machnął lekceważąco ręką.
- A co jeśli jednak?
- Zawsze możesz go obudzić.
- Nie chcę go budzić - rzekł Sehun, stojąc wraz z Jongdae pod drzwiami pokoju Luhana.
Większość gości pensjonatu jeszcze spała, przez co w całym budynku panowała cisza, zakłócana ich gorączkowymi szeptami.
- No idź! - ponaglił go Chen, wskazując drzwi przed nimi.
- Nie jestem pewny.
- Cholera, Sehun! Bądź facetem.
- Mam tam tak po prostu wejść? - Sehun nadal nie wyglądał na przekonanego słowami Chena.
- Tak! Ucieszy się, gdy cię zobaczy. Tobie powie wszystko.
- Nie jestem tego taki pewny.
- Po prostu tam wejdź - rzekł dobitnie Jongdae, nim wyminął go i odszedł, zostawiając młodszego samego przed białymi drzwiami, niczym nie różniącymi się od pozostałych drzwi pokoi w pensjonacie.
Sehun wziął głęboki oddech, nim w końcu zdecydował się delikatnie zapukać, a nie uzyskawszy odpowiedzi, delikatnie pociągnął za klamkę. Drzwi uchyliły się lekko z cichym skrzypieniem, a Sehun zajrzał do wnętrza pokoju, wypełnionego porannymi promieniami słońca.
Czując szybkie bicie swojego serca, Oh rozejrzał się po pokoju, a dostrzegając Luhana leżącego w łóżku chciał się wycofać, lecz jakaś niewidzialna siła, ciągnęła go w głąb pomieszczenia.
Pokój Luhana pachniał płatkami róż i waniliową mgiełką do ciała. Idąc po jasnych drewnianych panelach, którymi wyłożona była podłoga, Sehun czuł się jak włamywacz. Dostrzegł meble wykonane z równie jasnego drewna, śnieżnobiałą pościel na łóżku i kremową tapetę na ścianach. Obok wąskiego łóżka stała szafka nocna, a na niej wazon z więdnącymi już różami, pachnącymi aromatem wczesnej wiosny.
Sehun czuł się jak w transie, podchodząc do łóżka starszego i kucając przy nim cicho. Starał się go nie obudzić. Odsunął delikatnie kołdrę, w której ukryty był młody Chińczyk i wstrzymał oddech dostrzegając jego piękną, uśpioną twarz o spokojnym wyrazie. Zatopił się w widoku delikatnie rozchylonych ust o barwie malin i zamkniętych oczu spowitych gęstymi, czarnymi rzęsami. Jego wzrok przeniósł się na aureolę czarnych włosów rozsypanych na poduszce i Oh poczuł ogromną ochotę, by przeczesać je palcami. Drgnął, zauważając siniaki na ramieniu starszego i dłoń, ułożoną na pościeli.
Lu wyglądał tak niewinnie i delikatnie.
Sehun przełknął ślinę, wyciągając dłoń, by delikatnie objąć nią dłoń strasznego. Zimne palce blondyna stworzyły idealny kontrast z przyjemnie ciepłą ręką Luhana i Oh uśmiechnął się, czując to ciepło na swojej skórze.
Czując lodowatą dłoń wokół swojej, Lu otworzył oczy, zbudzony czyjąś obecnością, a widząc rozmazaną twarz Sehuna zaraz przed sobą, był pewny, że jeszcze śni.
- Dzień dobry, Lu - mruknął półszeptem Oh, widząc rozbudzającego się Chińczyka.
Luhan drgnął, uświadamiając sobie, że to nie był sen. Sehun naprawdę siedział przy jego łóżku, trzymając go za rękę.
- Sehun? - szepnął w odpowiedzi Luhan, nie wierząc własnym oczom. - Co ty tu robisz?
- Przyjechałem porannym pociągiem. Chciałem zrobić wam niespodziankę - uśmiechnął się młodszy, widząc zakłopotanie na twarzy Lu.
W rzeczywistości przyjechał tylko dla niego.
- To miłe - odparł zarumieniony Luhan, czując jak Sehun gładzi kciukiem jego dłoń.
Ich palce ciągle były ze sobą splecione.
- Skąd masz te siniaki? - spytał Oh, zaciekawiony świeżymi, lekko fioletowymi znamionami na ramionach starszego.
- Nie chcę teraz o tym mówić - rzekł Luhan po chwili milczenia.
- Dlaczego?
- Bo nie - rzekł dobitnie Lu, starając się znaleźć sensowny powód, by zmienić temat.
- Coś wydarzyło się wczoraj? - spytał Sehun, chcąc dowiedzieć się co się stało wczorajszego wieczora.
Luhan spuścił wzrok, obserwując z jaką czułością i delikatnością Oh trzymał go za rękę i zatapiał się w słodkim dotyku jego zimnych palców.
- Czemu cię to interesuje? - spytał.
- Bo się martwię, Lu - powiedział Sehun, patrząc prosto w jelenie oczy starszego, które w tym momencie wydawały mu się taki duże i niewinne.
- Sehun... proszę, nie rozmawiajmy teraz o tym - poprosił cicho Luhan, chcąc jedynie czuć dotyk młodszego i móc wpatrywać się w jego piękną twarz, która jeszcze niedawno posiadała dziecięcy rysy.
Sehun dorastał i zmieniał się, a Luhan jedynie próbował za nim nadążyć.
1 kwietnia. Seul.
Wu przemierzał wolnym krokiem ulice Seulu, mając przy swoim boku Tao, którego obiecał zabrać w porze lunchu na deser.
- Pamiętaj, że nie jadam byle gdzie - przypomniał Huang. - Wybierz dobrą kawiarnię.
- Dobra, dobra - zaśmiał się Yifan, przechodząc obok wystawnej kawiarni, kuszącej zapachem ciast i czekolady.
- Chodźmy tutaj! - zaproponował Tao, raptownie łapiąc Wufana za rękaw marynarki. - Tutaj jest ładnie!
- Okay - westchnął blondyn i kiedy już chciał się skierować w stronę wskazanej przez młodszego kawiarni, zauważył na rogu ulicy szyld innej, mniejszej kawiarenki, sprawiającej wrażenie małej i pustej.
- Idziesz? - przypomniał o sobie Tao, widząc zmieszanego Yifana.
- Tao... możemy iść tam? - spytał starszy, wskazując biały szyld małej kawiarenki.
W wnętrzu kawiarenki było naprawdę mało osób, za to zapach unoszący się wśród małych, białych stolików był wręcz uzależniający. Tao określił go jako mieszankę tiramisu i gorącej czekolady z cynamonem, a Wu jako aromat uciekających wspomnień.
Zajęli stolik pod oknem, zamawiając sobie po kawałku ciasta i kawy. Tao wybrał klasyczne Cappuccino, za to Yifan, ku zaskoczeniu towarzysza, zdecydował się na filiżankę mocnej, czarnej kawy.
- Dlaczego przyszliśmy akurat tutaj? - spytał Huang, kiedy kelnerka podała ich zamówienia.
- To miejsce przypomina mi o pewnej osobie - odparł Yifan, biorąc łyk ciemnego, gorzkiego napoju.
- O twoim narzeczonym? - domyślił się Tao, bawiąc się widelczykiem do ciasta.
- Zgadłeś - zaśmiał się Wu, rozglądając się po całym lokalu. Wystój nie zmienił się za bardzo od czasów, kiedy przychodził tu ostatnimi razy. Wszystko było niemal takie same: okrągłe białe stoliki, składane krzesła, błękitne ściany obwieszone obrazkami i zdjęciami, lampiony ze świeczkami na oknach oraz tace z ciastkami na ladzie. Jedyną różnicą, jaką Yifan zauważył był brak niskiego bruneta, który zawsze mu towarzyszył. Brunet ten zawsze wybierał ten sam stolik, zamawiał kawę, a następnie wyciągał plik kartek i zaczynał pisać, oddając się swojej pracy i zapominając o otaczającym go świecie i płynącym czasie. To był jego sposób, żeby się zatrzymać.
- To miłe - odparł zarumieniony Luhan, czując jak Sehun gładzi kciukiem jego dłoń.
Ich palce ciągle były ze sobą splecione.
- Skąd masz te siniaki? - spytał Oh, zaciekawiony świeżymi, lekko fioletowymi znamionami na ramionach starszego.
- Nie chcę teraz o tym mówić - rzekł Luhan po chwili milczenia.
- Dlaczego?
- Bo nie - rzekł dobitnie Lu, starając się znaleźć sensowny powód, by zmienić temat.
- Coś wydarzyło się wczoraj? - spytał Sehun, chcąc dowiedzieć się co się stało wczorajszego wieczora.
Luhan spuścił wzrok, obserwując z jaką czułością i delikatnością Oh trzymał go za rękę i zatapiał się w słodkim dotyku jego zimnych palców.
- Czemu cię to interesuje? - spytał.
- Bo się martwię, Lu - powiedział Sehun, patrząc prosto w jelenie oczy starszego, które w tym momencie wydawały mu się taki duże i niewinne.
- Sehun... proszę, nie rozmawiajmy teraz o tym - poprosił cicho Luhan, chcąc jedynie czuć dotyk młodszego i móc wpatrywać się w jego piękną twarz, która jeszcze niedawno posiadała dziecięcy rysy.
Sehun dorastał i zmieniał się, a Luhan jedynie próbował za nim nadążyć.
1 kwietnia. Seul.
Wu przemierzał wolnym krokiem ulice Seulu, mając przy swoim boku Tao, którego obiecał zabrać w porze lunchu na deser.
- Pamiętaj, że nie jadam byle gdzie - przypomniał Huang. - Wybierz dobrą kawiarnię.
- Dobra, dobra - zaśmiał się Yifan, przechodząc obok wystawnej kawiarni, kuszącej zapachem ciast i czekolady.
- Chodźmy tutaj! - zaproponował Tao, raptownie łapiąc Wufana za rękaw marynarki. - Tutaj jest ładnie!
- Okay - westchnął blondyn i kiedy już chciał się skierować w stronę wskazanej przez młodszego kawiarni, zauważył na rogu ulicy szyld innej, mniejszej kawiarenki, sprawiającej wrażenie małej i pustej.
- Idziesz? - przypomniał o sobie Tao, widząc zmieszanego Yifana.
- Tao... możemy iść tam? - spytał starszy, wskazując biały szyld małej kawiarenki.
W wnętrzu kawiarenki było naprawdę mało osób, za to zapach unoszący się wśród małych, białych stolików był wręcz uzależniający. Tao określił go jako mieszankę tiramisu i gorącej czekolady z cynamonem, a Wu jako aromat uciekających wspomnień.
Zajęli stolik pod oknem, zamawiając sobie po kawałku ciasta i kawy. Tao wybrał klasyczne Cappuccino, za to Yifan, ku zaskoczeniu towarzysza, zdecydował się na filiżankę mocnej, czarnej kawy.
- Dlaczego przyszliśmy akurat tutaj? - spytał Huang, kiedy kelnerka podała ich zamówienia.
- To miejsce przypomina mi o pewnej osobie - odparł Yifan, biorąc łyk ciemnego, gorzkiego napoju.
- O twoim narzeczonym? - domyślił się Tao, bawiąc się widelczykiem do ciasta.
- Zgadłeś - zaśmiał się Wu, rozglądając się po całym lokalu. Wystój nie zmienił się za bardzo od czasów, kiedy przychodził tu ostatnimi razy. Wszystko było niemal takie same: okrągłe białe stoliki, składane krzesła, błękitne ściany obwieszone obrazkami i zdjęciami, lampiony ze świeczkami na oknach oraz tace z ciastkami na ladzie. Jedyną różnicą, jaką Yifan zauważył był brak niskiego bruneta, który zawsze mu towarzyszył. Brunet ten zawsze wybierał ten sam stolik, zamawiał kawę, a następnie wyciągał plik kartek i zaczynał pisać, oddając się swojej pracy i zapominając o otaczającym go świecie i płynącym czasie. To był jego sposób, żeby się zatrzymać.
1 kwietnia. Pensjonat.
Chen przygryzł wargę, rzucając Minseokowi zaniepokojone spojrzenie.
- O co martwisz się tym razem? - spytał starszy, odrywając wzrok od czytanej właśnie książki. Powietrze w recepcji pachniało wiosennym porankiem i perfumami gości, opuszczających pensjonat wczesną porą. Dla Xiumina był to odpowiedni czas, na zrobienie sobie krótkiej przerwy, którą Chen musiał przerwać, wraz ze swoimi troskami i zmartwieniami.
- Mam wrażenie, że tylko ja martwię się o Luhana - westchnął Jongdae, opierając się o ladę.
- Spokojnie. Przecież Sehun do niego poszedł. Wszystko będzie dobrze - starszy odłożył książkę i uśmiechnął się pocieszająco. Akurat w tym momencie obaj usłyszeli kroki na schodach i zwrócili się w tamtą stronę.
Oh uśmiechnął się do przyjaciół widocznie oczekujących jego przybycia.
- Luhan zaraz przyjdzie - rzekł.
- To dobrze - odparł Chen. - Dowiedziałeś się co mu się stało?
- Niewiele - Sehun przygryzł wargę. - Prawdę mówiąc to nic.
- Zupełnie nic? - westchnął zmartwiony Jongdae.
- Spokojnie, nie wyglądał jakby coś mu się stało. Porozmawiam z nim później. Mówił, że teraz nie będzie miał czasu - wyjaśnił młodszy, idąc wraz z Chenem w stronę kuchni.
- Praca może na niego zaczekać - przewrócił oczami Jongdae.
- Luhan uważał inaczej - pokręcił głową Oh, kiedy wraz z przyjacielem mijali gości gromadzących się w jadalni i oczekujących śniadania.
- Skoro jego jeszcze nie ma, ty musisz mi pomóc - zdecydował Chen, stając przy kuchennym blacie.
- Mów co mam robić - polecił Sehun, obserwując jak starszy nakłada porcje jedzenia na talerze, a w międzyczasie zawiązując wokół bioder biały fartuszek.
- Mam nadzieję, że jesteś szybki - mruknął, widząc zainteresowanie na twarzy blondyna. - Będziesz musiał zanieść to wszystko gościom, zanim ostygnie.
Sehun nie czekał na dalsze instrukcje, tylko ochoczo zabrał się do pracy, biorąc po dwa talerze i niosąc je wygłodniałym klientom pensjonatu, zarabiając przy tym drobne napiwki i wdzięczne uśmiechy starszych pań.
Dopiero, kiedy Sehun opuścił jego pokój, Luhan uświadomił sobie jak bardzo pragnął jego dotyku. Wyciągnął z szafy flanelową koszulę i jasne jeansy, po czym skierował się w stronę osobistej łazienki, znajdującej się w każdym pokoju. Wziął szybki prysznic, obserwując siniaki i zadrapania, które Jongin zostawił na jego ciele wczorajszej nocy i powstrzymał łzy, wspominając jak poniżony wtedy został. Ubierając się, uważał na to, aby długie rękawy koszuli zakryły wstydliwe ślady na jego rękach. Nie chciał, aby ktokolwiek je widział, gdyż były dla niego jedynie symbolem tego jak naiwny był szukając pocieszenia u Jongina i ufając mu, mimo tego, co zrobił tamtego wieczora w hotelu.
Schodząc po schodach w stronę jadalni, zauważył Sehuna kręcącego się wokół stolików, rozdając gościom porcje jedzenia i uśmiechnął się, widząc z jakim zaangażowaniem chłopak oddawał się pracy. Wlepił wzrok w szeroki uśmiech jaśniejący na twarzy młodszego i przez chwilę wyobraził sobie jak cudownie byłoby widzieć go tutaj codziennie z samego rana. Sehun mógłby pasować do tego miejsca, a Luhan mógłby spróbować go tu zatrzymać.
Minęła dłuższa chwila, nim Oh poczuł na sobie czyjś wzrok i podniósł głowę, dostrzegając Luhana stojącego na szczycie schodów z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Odwzajemnił uśmiech, kontynuując wykonywanie swojej pracy i kątem oka obserwując starszego, który zmierzał w stronę kuchni.
- W końcu wstałeś - zaśmiał się Chen, widząc w progu Luhana, uśmiechającego się delikatnie.
- Tak - mruknął Lu. - Przecież nie zostawiłbym was z takim nawałem pracy.
- Spokojnie. Sehun nam pomaga - rzekł Jongdae, akurat kiedy Oh wrócił do kuchni, by wziąć kolejne porcje, które następnie miał rozdać głodnym gościom.
Luhan wprost nie mógł oderwać oczu od młodszego, który nawet w białym fartuszku przewiązanym wokół bioder prezentował się niezwykle męsko i pociągająco. Starszy wprost nie mógł oderwać od niego oczu i dopiero, kiedy blondyn opuścił kuchnię z ostatnimi porcjami śniadania, Lu przeniósł spojrzenie na Jongdae, uśmiechającego się pod nosem.
- Podoba ci się?
- Co? - Luhan zmarszczył brwi, zaskoczony słowami przyjaciela.
- Przecież widzę - odparł Chen, nadal uśmiechając się w ten wyjątkowo irytujący, zdaniem Luhana, sposób.
- Daj mi spokój - westchnął Lu, zabierając się, aby pomóc młodszemu w ustawianiu czystych naczyń na półkach szafki. W między czasie oczywiście nie mógł się powstrzymać od zerkania ukradkiem na Sehuna, który tak wspaniale pasowałby do pensjonatu.
1 kwietnia. Dom Park Chanyeola.
Dźwięki muzyki płynącej z radia urozmaicały nudną ciszę panującą w pokoju młodego mężczyzny, który pochłonięty był pakowaniem swoich rzeczy do olbrzymiej walizki, która miała mu towarzyszyć przez całą podróż do Seulu. Była jego towarzyszką w podróży do nowego życia z dala od rodziny i przyjaciół.
-Yeollie! Masz gościa - zawołała mama chłopaka, wyrywając go z głębokiego zamyślenia.
Park odwrócił się, aby już po chwili zobaczyć Baekhyuna wchodzącego do jego pokoju ze spuszczoną głową.
- Cześć, Baek - przywitał się Yeol z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- Hej - mruknął w odpowiedzi Byun. - Nie przyszedłem na długo. Chciałem się tylko pożegnać.
Słowa chłopaka wywołały duże zdziwienie u Chanyeola, przez co uśmiech zupełnie wyparował z jego twarzy.
- Nie wyjeżdżam na drugi koniec świata, Baekkie. Będę przyjeżdżał na weekendy i święta, kiedy tylko będę miał wolną chwilę.
Baekhyun chciał powiedzieć, że nie o to mu chodziło, ale zrezygnował. Chciał jedynie powiedzieć Yeolowi jak bardzo źle czuje się z tym, że Park zaczyna dorosłe życie, pozostawiając go samego. W głębi duszy nie potrafił cieszyć się szczęściem Chanyeola. Za bardzo mu zazdrościł.
- Kiedy wyjeżdżasz? - spytał, przysiadając na łóżku chłopaka i obserwując z jakim zaangażowaniem wyższy pakował wszystkie swoje rzeczy do odpowiednich przegródek walizki.
- Jutro.
- Och, to szybko.
- Baekhyun...
- Tak?
- Przyjdziesz się ze mną pożegnać?
Dla Baekhyuna ta prośba zabrzmiała nadzwyczaj dziwnie. Yeol wypowiedział te słowa z dziwną, niemą prośbą w głosie, którą jego przyjaciel od razu wyczuł.
- Jasne, czemu miałbym nie przyjść? - zaśmiał się Baekhyun.
- Nie wiem - odpowiedział śmiechem Chanyeol, choć jego wnętrze chciało płakać.
Nie wiedział, czy jego przyjaźń z Byunem przetrwa próbę czasu.
1 kwietnia. Pensjonat.
Popołudnie pachniało gorącą czekoladą przygotowaną przez Chena i futrami pięciu kotów, leniwie ocierających się o nogi Sehuna, siedzącego przed kominkiem razem z Xiuminem. Młodzi mężczyźni rozmawiali na różne lekkie tematy, śmiejąc się i żartując, podczas, gdy Jongdae pochłonięty był przygotowywaniem obiadokolacji, a Luhan zaszył się w swoim pokoju. Minseok, Chen i Sehun postanowili mu nie przeszkadzać, mimo, iż niezmiernie ciekawiło ich to, co stało się zeszłego wieczoru, który zostawił tak duży ślad w psychice Lu.
Tymczasem w pokoju Luhana rozbrzmiewały łagodne dźwięki muzyki, przy której chłopak mógł zrelaksować się, leżąc na swoim łóżku i powoli wspominając każdy dotyk Sehuna. Rozkoszował się wspomnieniami dzisiejszego poranka, przypominając sobie delikatny uścisk młodszego na jego dłoni i wyobrażał sobie, jak cudownie byłoby każdego dnia mieć przy sobie blondyna.
Chciał zasypiać i budzić się przy nim.
Nagle spokojne rozmyślenia Luhana przerwał dzwonek jego telefonu. Zaraz po zerknięciu na ekran, Lu poczuł, jak jego wnętrzności wywracają się do góry nogami. Nie chciał odebrać tego telefonu, ale mimo wszystko, zrobił to.
- Dzień dobry, Lu - już na wstępnie powitał go przesłodzony głos Jongina, kryjący w sobie niemą groźbę. Luhan wzdrygnął się, lecz postanowił, że będzie silny. Powie brunetowi co o nim sądzi i sprawi, aby ten zostawił go w spokoju.
Luhan nie chciał Jongina. Chciał nadal walczyć o Sehuna.
- Po co dzwonisz? - Lu wymusił w sobie opryskliwy ton głosu.
- Wydaje mi się, że poprzedniego wieczoru nie zdążyliśmy czegoś dokończyć - wymruczał melodyjnie rozmówca.
- Nie zdążyliśmy i nie zdążymy - wysyczał Luhan, zaciskając zęby. Musiał być silny.
- Nie bądź taki zaborczy, Lu.
- Nie dzwoń do mnie więcej. Nie przychodź. Nie chcę cię widzieć.
Luhanowi odpowiedział jedynie cichy śmiech Jongina.
- Będę za dziesięć minut i lepiej, żebyś był gotowy. Zabieram cię do siebie. Nie obchodzi mnie czy tego chcesz, czy nie - słowa Jongina były stanowcze i sprawiały, że Lu czuł się jak zwierzę złapane w pułapkę. - Nie zapominaj o tym, że jesteś mój. Tylko mój.
Chwilę później Kim rozłączył się, pozostawiając Luhana jedynie z niemą ciszą. Chińczyk odłożył telefon i skulił się w sobie, czując łzy napływające do oczu. Nie chciał teraz płakać, a szczególnie nie chciał płakać przez Jongina.
Jak jeden człowiek mógł sprawiać, że Lu czuł się jak sprzedany komuś przedmiot?
Z chwilą, kiedy pierwsze łzy zaczęły spływać po policzkach Luhana, chłopak usłyszał pukanie do drzwi, ale nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, drzwi otworzyły się same. W progu stał Sehun z kubkiem herbaty i wyrazem troski wymalowanym na twarzy.
- Hyung, przyniosłem ci herbatę - rzekł, wchodząc do pokoju i stawiając napój na blacie szafki nocnej.
- Dziękuję - mruknął tylko Lu, pośpiesznie ocierając oczy.
- Hyung, płaczesz?
- Nie - odparł Luhan, próbując się uśmiechnąć, lecz w rezultacie jeszcze bardziej się rozkleił.
Widząc w jakim stanie znajduje się jego przyjaciel, Sehun przysiadł na łóżku, ostrożnie kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Co się stało? - spytał Oh. Luhan nie był w stanie odpowiedzieć. Nie mógł powiedzieć Sehunowi o Jonginie. Nie chciał.
Wszystko było zbyt skomplikowane.
- Hyung... - westchnął Sehun i przygarnął Luhana do siebie, oplatując jego ciało ramionami. Lu w odpowiedzi rozpaczliwie wtulił się w jego ramię, pragnąc zapamiętać każdy dotyk młodszego. Czuł, że jego miejsce jest właśnie w silnych ramionach Sehuna, gotowych obronić go przed wszystkim, z czym Luhan nie będzie mógł sobie poradzić. To uczucie bezpieczeństwa było uzależniające.
- Hyung, co się stało? - spytał młodszy, po dłuższej chwili ciszy, przygładzając dłonią roztrzepane kosmyki włosów Luhana.
- T-to nic ważnego, Sehun - odparł Lu, próbując ukryć drżenie głosu.
- Luhan... - rzekł Oh, głębokim, poważnym głosem, patrząc mu prosto w oczy. Lu zatopił się w kolorze tęczówek młodszego, chłonąc każde jego słowo. - Ja i pozostali domyślamy się, co mogło się stać i chcę ci powiedzieć, że nieważne czym Jongin ci groził i co chciał ci zrobić, obronimy cię. Ja cię obronię. Nie pozwolę mu, aby cokolwiek ci zrobił. Chen i Xiumin również. Nie zapominaj, że nas masz - powiedział Sehun, kładąc dłonie na policzkach starszego.
Ich twarze niespodziewanie zbliżyły się do siebie delikatnie, a Lu przymknął oczy, oczekując wymarzonego pocałunku, lecz obaj zatrzymali się, słysząc samochód parkujący na podjeździe. Luhan zamarł w bezruchu, obserwując jak Sehun gniewnie zmarszczył brwi.
- To on?
- Sehun, błagam. Powiedz mu, że nie ma mnie w domu.
Nim Luhan zdążył wypowiedzieć tą małą prośbę, Oh zniknął za drzwiami jego pokoju i zbiegł po schodach, kierując się prosto do drzwi frontowych. Minął w saloniku kilku gości, po czym szybkim krokiem wyszedł, zauważając Jongina czającego się w rogu werandy.
- Wydaje mi się, że nie z tobą miałem się spotkać - parsknął Kim, zauważając Sehuna.
Młodszy podszedł bliżej. Był niemal równy wzrostem z brunetem, lecz czuł się od niego znacznie silniejszy, a to dawało mu sporą przewagę.
- Luhan nie chce cię widzieć - wysyczał jadowitym tonem Sehun.
- Przykro mi, panie Oh, ale ja i Luhan mamy sprawy, o którym nie musi pan wiedzieć - zanucił przesłodzonym głosem Jongin, wyprowadzając tym Sehuna z równowagi. Młodszy wiedział, że rozmówca po prostu z niego kpił.
- Nie obchodzi mnie to, ale przysięgam, że jeżeli cokolwiek mu zrobisz, zniszczę cię - zagroził półszeptem Oh, zaciskając pięści ze złości.
- Teraz zamierzasz go bronić? - zaśmiał się Jongin. - Przykro mi, ale groźby od dupków w garniturach wcale na mnie nie działają.
- Po prostu go zostaw.
- Jesteś tylko gówniarzem, Sehun. Nie będę brał twoich pseudo-gróźb na poważnie.
- Może powinieneś zacząć - odrzekł Oh, czując niewyobrażalną ochotę, aby przyłożyć brunetowi.
Jak ktoś tak bezczelny i egoistyczny mógł być z kimś tak delikatnym i czułym jak Luhan?
- Gówno mnie obchodzi co powiesz. Ja i Lu jesteśmy razem cholernie szczęśliwy, a taki gówniarz jak ty nie powinien nam przeszkadzać.
Doprowadzony do ostateczności Sehun pchnął Jongina z taką siłą, że ten wytoczył się za barierki werandy.
- Wynoś się stąd - powiedział tylko, głosem niewyrażającym żadnych emocji.
Jongin potraktował jego słowa jako prowokację, na którą od razu zareagował, wymierzając blondynowi celny cios w policzek. Sehun zatoczył się, czując uderzenie pięści chłopaka, lecz po krótkiej chwili odpowiedział mu serią ciosów w brzuch i klatkę piersiową. Obaj padli na ziemię, okładając się pięściami i rzucając wyzwiskami na prawo i lewo.
Dla gości pensjonatu było to istne kino za darmo, więc większość z nich przykleiło się do okien, obserwując przebieg walki pomiędzy dwoma mężczyznami, do czasu, aż Minseok wybiegł na dwór, odciągając Sehuna od wciąż chętnego do bitwy Jongina.
- Odbiło wam?! - krzyknął, używając swojej siły, aby przytrzymać w jednej ręce ramię Sehuna, a w drugiej bruneta.
Chen próbował w tym czasie odwrócić uwagę gości, od sceny rozgrywającej się na podjeździe, a Luhan siedział w oknie, obserwując z zamarłym sercem przerwaną szarpaninę dwóch młodych mężczyzn.
Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, Sehun siedział w swoim pokoju, czując piekący ból, spowodowany wacikiem nasączonym wodą utlenioną, za pomocą którego Chen oczyszczał jego rany.
- Co ci strzeliło do głowy, Hunnie? - spytał Jongdae, oglądając pozostałe obrażenia młodszego.
- Nie wiem. Sprowokował mnie - parsknął tylko Sehun, zauważając Luhana, który przyniósł przyjacielowi apteczkę.
- Co prawda Jongin jest irytujący, ale to nie powód, aby się z nim pojedynkować. Nie jesteście dziećmi, Sehun!
- Daj spokój, Chen - westchnął Oh, mrużąc oczy. - Jestem zmęczony.
Jongdae wstał, oglądając zadrapanie na policzku Sehuna, rozbitą wargę i wiele siniaków.
- Luhan, dokończ to. Muszę podać gościom kolację - mruknął przyjaciel, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi.
Sehun obserwował jak Lu nieśmiało siada na łóżku obok niego i bierze do ręki wacik nasączony wodą utlenioną, po czym zaczyna z wrodzoną delikatnością przemywać zadrapanie na jego policzku. Dotyk Luhana był przyjemniejszy od dotyku Chena.
- Skończyłem - wyszeptał Lu, zaklejając dość głęboką ranę plastrem. Oh uśmiechnął się blado, lekko zawiedziony, że robienie opatrunku tak szybko się skończyło. Pragnął czuć dotyk Luhana dłużej i bardziej.
- Dziękuję.
- Dlaczego to zrobiłeś, Sehun? - spytał starszy, wpatrując się błyszczącymi oczami w poobijaną twarz blondyna, która nadal wydawała mu się zaskakująco piękna.
- Nie wiem. Wkurzył mnie, więc... sam nie wiem jak to się stało - Oh pokręcił głową, zaczesując palcami swoje włosy.
- Nie powinieneś tego robić. Prosiłem cię tylko, żebyś powiedział, że nie ma mnie w domu.
- Dlaczego nadal to ciągniesz, Luhan? - spytał niespodziewaniem Sehun. - Zakończ to. On taktuje cię jak rzecz. Dla niego nie masz wartości. Zerwij z nim.
- Nie chcę - odpowiedział starszy, wyraźnie markotniejąc.
- Dlaczego? Zastraszył cię?
- Nie, ale...
- Ale co? - Sehun nadal wytrwale dążył do uzyskania odpowiedzi.
- On mnie kocha - powiedział po dłuższej chwili ciszy Han.
- Jeszcze wielu ludzi cię pokocha, hyung.
- Mówił, że naprawdę mnie kocha... że jestem dla niego wyjątkowy - wymruczał markotnie starszy.
Sehun przełknął ślinę, nim zdecydował się zadać ostateczne pytanie, które miało zdecydować o tym, co powinien sądzić o relacji Luhana i Jongina.
- A czy ty go kochasz?
Luhan nie odpowiedział, a jedynie spuścił głowę, próbując ukryć swoje zakłopotanie.
- Nie.
- Więc czemu z nim byłeś?
- Kochał mnie. Pragnąłem, żeby ktoś mnie pokochał.
- Hyung, wielu ludzi cię jeszcze pokocha.
- Wątpię...
- Nawet ja pokochałbym cię bardziej niż on - rzekł poważnie Sehun, biorąc w swoje dłonie zarumienioną twarz Luhana.
- O czym ty mówisz? - spytał szeptem Lu.
- Pokochałbym cię o wiele, wiele bardziej niż on. Dbałbym o ciebie i opiekował się tobą. Pilnowałbym, abyś miał wszystko, czego pragniesz. Zapewniłbym ci wszystko, cokolwiek byś chciał. Broniłbym, aby już nikt nigdy cię nie skrzywdził.
Czas płynął powoli, pozwalając Luhanowi i Sehunowi zatrzymać się w swoich spojrzeniach.
- Byłbyś ze mną? - spytał starszy, powoli ważąc każdą sylabę.
- Na zawsze - odpowiedział Oh, po czym złożył delikatny pocałunek na drżących wargach Lu, tym samym składając mu cichą przysięgę.

Zacznę od Chena i Xiumina. Oni są tacy uroczy, gdy się martwią o Luhana. Idealni rodzice! Luhan powinien skakać do nieba, że ta dwójka jest przy nim. Cieszę się, że Sehun przyjechał do pensjonatu, bo w końcu relacje pomiędzy nimi się poprawiły. I zgadzam się z Sehunem! Nikt nie pokocha go bardziej niż on! Zwłaszcza Kai, który jest zbyt zaborczy w stosunku do Luhana. Chłopak też ma uczucia i powinien się z nimi liczyć, a nie traktować, jak zabawkę, która ma spełniać tylko jego polecenia. Dobrze, że Sehun mu oddał, gdy ten go zaatakował. Należało mu się. Ta bójka to świetny motyw! Ciekawe, kto by wygrał. Dobrze, że Minaek wparował tam! Niech Sehun zaprosi Krisa do pensjonatu, aby przez przypadek spotkał się z Suho! Ja chcę, żeby do siebie wrócili. Na kilometr widać, że za sobą tęsknią. Czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
Boże to opowiadanie jest tak bardzo idealne, że się rozpływam. I nie żartuje Sehun tutaj ojezu.... Luhan... jakrifamemfkxmqn Lubie go takiego niewinnego, po prostu idealne. Ciekawi mnie tylko czy Tao będzie kochał Krisa i jak się potoczy wątek Kaisoo. Bekoś teraz mógłby odwiedzić Yeola i skończyło by się na seksie w jego małym mieszkaniu :D. Ale serio, proszę pisz dalej, dokończ to i nie przerywaj <3 opowiadanie jest piękne i te opisy - po prostu.. tak to opowiadanie jest moim ulubionym. Ok :D weny i czekam na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuńBoże to opowiadanie jest tak bardzo idealne, że się rozpływam. I nie żartuje Sehun tutaj ojezu.... Luhan... jakrifamemfkxmqn Lubie go takiego niewinnego, po prostu idealne. Ciekawi mnie tylko czy Tao będzie kochał Krisa i jak się potoczy wątek Kaisoo. Bekoś teraz mógłby odwiedzić Yeola i skończyło by się na seksie w jego małym mieszkaniu :D. Ale serio, proszę pisz dalej, dokończ to i nie przerywaj <3 opowiadanie jest piękne i te opisy - po prostu.. tak to opowiadanie jest moim ulubionym. Ok :D weny i czekam na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuńOk. Jeszcze ostatnio zastanawiałam się nad postacią Jongina, ale teraz stwierdzam, że to jest jakiś pojebany psychol, który ma jakiś kompleks niższości i próbuję się dowartościować, co za idiota, nienawidzę go. Jak dobrze, że Sehun zjawił się w pensjonacie, czekałam, cały czas czekałam na ten moment, jak stosunki miedzy nimi się ułożą, czekałam na taki poranek jakiego doświadczyli, twoja delikatność, na prawdę trafia w moje serce, opisy, jeju podziwiam i zazdroszczę, też chciałabym pisać z takimi uczuciami, a nie ... w każdym razie prawie popłakałam się na tym momencie z BaekYeolem, nie wiem czemu, ale bardzo bolą mnie rozstania, bo sama jedno przeżyłam, ze swoją przyjaciółką i boli mnie ból Baeka i yeola, kurcze ja po prostu ich doskonale rozumiem, proszę, nie sprawiaj, żeby popełnili błędy swoich przyjaciół.
OdpowiedzUsuńAhh Jifan, Suho, kawiarnia, książki, tak bardzo trafiasz stylem w moje gusta, że nie mogę się nacieszyć tym opowiadaniem ich historia jest taka magiczna czuje się jej wyjątkowy klimat, serio kocham Cię za to co piszesz. A właśnie, Chen i XIumin, uwielbiam ich relację i to jak się o wszystkich troszczą, a jeszcze ostatnio zaczęłam ostro fazować na Xiu i tak fajnie mi się o nim czyta ^^
Weny!