Paring: HunHan (pobocznie BaekYeol, KrisHo)
Cóż, nie ukrywam, że ten rozdział mi się nie podoba i najchętniej napisałabym go od nowa, ale zależało mi, aby jak najszybciej go dodać, bo wiem, że przez następne tygodnie nie będę miała możliwości, aby cokolwiek napisać.
Mam nadzieję, że nie jest taki zły i bezsensowny jak mi się wydaje XD
Roses
rozdział VII
2 kwietnia. Dworzec.
Chłopak spojrzał na ekran telefonu sprawdzając godzinę i przygryzł wargę. Jego pociąg miał nadjechać za niecałe pięć minut. Za niecałe pięć minut młody Park Chanyeol miał stać się prawdziwym mężczyzną i wkroczyć na ścieżkę dorosłości. Miał zacząć nowe życie, pozostawiając w tyle rodzinną miejscowość.
Rudy rozejrzał się i delikatny ból musnął jego serce, kiedy nie zauważył nigdzie Baekhyuna.
Czy jego stary przyjaciel nie miał zamiaru się z nim pożegnać?
Do jego odjazdu pozostało tak niewiele czasu, a on tak cholernie się denerwował. Jedynie minuty oddzielały go od nowego etapu w życiu. Chłopak spuścił głowę, uświadamiając sobie, że Byun nie chciał tego pożegnania, a Chanyeol tak bardzo nie chciał być przez niego zapomniany. Opuszczenie swojego dotychczasowego życia nie było łatwe, ale opuszczenie Baekhyuna było jeszcze trudniejsze.
Równo z wjazdem pociągu na stację, Yeol zauważył w oddali znajomą osobę, pędzącą w jego stronę. Uśmiechnął się delikatnie, natężając wzrok, by zobaczyć Byuna, biegnącego ile sił w nogach.
- Przepraszam, zaspałem - uśmiechnął się przepraszająco niższy, a ten uśmiech sprawił, że Chanyeol był gotów wybaczyć mu wszystko.
- Nie szkodzi - odwzajemnił uśmiech.
- Szkoda, że już wyjeżdżasz - mruknął Baekhyun. - Zawsze myślałem, że to ja pierwszy opuszczę tę dziurę, a tymczasem ty mnie wyprzedziłeś... zabawne - zaśmiał się cicho, śmiechem pozbawionym entuzjazmu.
- Kiedyś przyjdzie czas także dla ciebie, Baek - rzekł w odpowiedzi Park, wpatrując się w ciemne oczy niższego, które działały na niego jak magnes, przyciągając jego wzrok. Wiedział, że Baekhyun marzył o tym, by wyprowadzić się z miasteczka. Chciał zacząć nowe życie, podobnie jak Park.
- Tak, racja - przytaknął cicho Byun, nim obaj wpadli sobie w ramiona. Chanyeol przymknął oczy, wtulając policzek we włosy przyjaciela i objął ramionami jego talię, pragnąc, aby ta chwila trwała wiecznie. Tak bardzo pragnął go trzymać w ramionach.
- Obiecaj, że o mnie nie zapomnisz - szepnął mu do ucha, powstrzymując się od złożenia pocałunku na jego zarumienionym policzku.
Baek drgnął, czując ciepły oddech wyższego na swojej wrażliwej szyi.
- Nie zapomnę - zaśmiał się.
Chanyeol zerknął ukradkiem na pociąg, stojący tuż przy nich i znów ogarnął go żal, że musi zostawić osobę, która naznaczyła jego serce piętnem pierwszej miłości.
- Zaraz muszę jechać, Baek - szepnął Park, zatapiając się w ostatnich sekundach, które mógł przeżyć wspólnie z Baekhyunem.
- Wiem - przyznał niższy, odsuwając się na krok i wpatrując się bez wyrazu w bladą twarz rudego.
- Baekhyun...
- Hm?
- Zamknij oczy - polecił ni stąd ni zowąd Chanyeol. Baekhyuna zdziwiły jego słowa, lecz bez sprzeciwu wykonał polecenie. Park wprowadził w życie swój plan, o którym śnił każdej nocy i zbliżył twarz do twarzy przyjaciela. Jego dłonie idealnie ułożyły się na ramionach bruneta, kiedy ten z drżącym sercem składał pożegnalny pocałunek na jego spierzchniętych ustach.
Dla Chanyeola ta chwila była naprawdę magiczna.
Magiczne było również chwila, kiedy oderwał się od chłopaka, dostrzegając w jego oczach zaskoczenie. Uśmiechnął się delikatnie, by poluzować atmosferę, a następnie skierował się do pociągu.
- Do zobaczenia, Baek - odparł, znikając we wnętrzu pojazdu.
Baekhyun nie odpowiedział. Jego myśli krążyły wokół pocałunku, złożonego na jego ustach.
9 kwietnia. Pensjonat.
Luhan otworzył oczy, czując pod sobą przyjemnie ciepłą pościel swojego łóżka. Przetarł powieki, wpatrując się z delikatnym uśmiechem w dwa koty, kręcące się po jego pokoju. Wstał, czując poranny powiew wiatru, wpadający do pokoju przez uchylone okno. Delikatny chłód połaskotał jego skórę, kiedy podszedł do niego, uchylił śnieżnobiałą firankę i wyjrzał na zewnątrz, oślepiony słońcem.
Tak, ten poranek zapowiadał się wyjątkowo dobrze.
Luhan uśmiechnął się szerzej, na widok znajomej sylwetki, poruszającej się po podjeździe. Nie mógł oderwać wzroku od blondyna w czerwonej kraciastej koszuli i jeansach, myjącego samochód Chena. Serce Luhana traciło rytm za każdym razem, kiedy uświadamiał sobie, jak idealnie Oh Sehun pasował do tego miejsca. To tylko dodatkowo motywowało Lu do próby zatrzymania go tu na dłużej. Starszy chciał każdy swój poranek witać widokiem Oh Sehuna.
- Dzień dobry - uśmiechnął się Chen, widząc Luhana, wchodzącego do kuchni.
- Hej - odparł uśmiechnięty chłopak, zajmując miejsce przy stole, na którym czekało na niego parujące śniadanie.
- Znowu zaspałeś - zaśmiał się młodszy.
- Przepraszam - powiedział Lu z ustami pełnymi owsianki.
- Nie szkodzi. Sehun cię zastąpił - odparł Chen, uśmiechając się pod nosem.
- Miło z jego strony - mruknął Luhan, nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiechu, malującego się na jego twarzy wraz z palącymi rumieńcami.
9 kwietnia. Dom Byun Baekhyuna.
Mijał właśnie dziesiąty dzień od wyjazdu Chanyeola, a obraz sceny, która rozegrała się na dworcu, nadal nie dawał Baekhyunowi spać. Byun sam nie wiedział dlaczego, aż tak się przejmował.
- Nie rozumiem, jak Park mógł okazać się gejem - zwierzył się swojemu przyjacielowi Yixingowi, kiedy ten odwiedził go wczesnym rankiem. - Podejrzewałbym o to każdego, ale nie jego.
- Dramatyzujesz - westchnął Zhang.
- On mnie pocałował, rozumiesz? P o c a ł o w a ł.
- Cóż... przed wyjazdem nie miał już nic do stracenia - zaśmiał się Yixing.
- Nie żartuj tak - warknął Baekhyun.
- Spokojnie.
- Był moim przyjacielem - westchnął Byun. - Najlepszym, ale nadal tylko przyjacielem.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie odwzajemniasz jego uczucia? - spytał Yixing.
- Nie - odparł Baekhyun.
- I co masz zamiar z tym zrobić?
- A powinienem cokolwiek robić?
- Raczej tak - mruknął Yixing. - Inaczej dasz Yeolowi nadzieję, że coś z was będzie.
- Nic z nas nie będzie, do cholery! Jesteśmy przyjaciółmi - wybuchł Baekhyun. - Sama myśl o tym, że jego usta były na moich jest obrzydzająca!
- Zamierzasz to po prostu tak zostawić?
- Tak, Xing. Właśnie tak zamierzam postąpić.
9 kwietnia. Seul.
- Wu, wstawaj! - Tao szarpnął brutalnie ramieniem Yifana, sprawiając, że mężczyzna od razu wybudził się z głębokiego snu.
- Co się stało?
- Znowu zasnąłeś? Co się z tobą dzieje? - Zitao pokręcił z politowaniem głową, stawiając przed blondynem szklankę wody. - Nie sypiasz ostatnio dobrze, huh?
- W ogóle nie sypiam, Tao - przyznał cicho Wufan, sięgając po szklankę i wyciągając z szuflady tabletkę przeciwbólową. - Cholerna bezsenność. Powinienem iść do lekarza.
- Lekarz jedynie nafaszeruje cię lekami - zaśmiał się Tao, układając dokumenty na biurku mężczyzny. - Wiesz czego ci brakuje? Odpoczynku.
- Odpoczynku?
- Tak, właśnie odpoczynku. Kiedy ostatni raz byłeś na urlopie? - spytał Tao, podejrzliwie mierząc blondyna spojrzeniem.
- No... nie wiem - odparł Yifan.
- Właśnie - Huang zajął się przeglądaniem teczek z wydrukami, podczas gdy Wu rozważał słowa młodszego, kręcąc się na biurowym krześle.
- Może to wcale nie jest taki głupi pomysł, Tao - mruknął, błądząc nieobecnym wzrokiem po ścianach gabinetu, które każdego dnia zdawały się go przytłaczać.
- Wiem. Dlatego nie wiem jak ty, ale ja w następny weekend jadę do Sehuna - uśmiechnął się promieniście Zitao.
- Gdzie?
- Do Sehuna. Rozmawiałem z nim dzisiaj. Pensjonat jego ciotki ma niezłą opinię. Wpadnę, posiedzę tam trochę, odpocznę i wrócę razem z Sehunem - zanucił młodszy, kręcąc się po pomieszczeniu. - Jeżeli chcesz możesz pojechać ze mną. Będzie fajnie.
- Nie, dziękuję. Ktoś musi zająć się interesami, Tao.
- A tym kimś nie musisz być koniecznie ty, Wu - mruknął młodszy, nim opuścił gabinet blondyna, głośno trzaskając drzwiami, co tylko spotęgowało ból głowy Yifana.
9 kwietnia. Pensjoant.
- Rozmawiałem z Wu - rzekł Tao poważnym głosem.
- I jak? - spytał Sehun, trzymając komórkę pomiędzy uchem na ramieniem.
- Chyba przyjadę bez niego.
- Nie chce jechać?
- Nie. Znasz go. Jest naprawdę uparty! - westchnął Tao.
- Fakt. W takim razie obędzie się bez niego.
- Martwię się o niego, Oh. Znowu nie może spać. Jedzie na tabletkach. Długo tak nie pociągnie.
- Jest dorosły sam podejmuje za siebie decyzje.
- Niby tak, ale... eh, czasami zachowuje się jak dzieciak - parsknął Huang. - Dobra, muszę kończyć. W przeciwieństwie do ciebie jestem w pracy - zaśmiał się.
- Jasne. Do zobaczenia - pożegnał się Sehun, nim jego rozmówca się rozłączył. Oh schował komórkę do kieszeni jeansów i odwrócił się, słysząc za sobą czyjeś kroki. Tym "kimś" okazał Luhan, idący w jego stronę z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Ubrany był w koszulkę i bluzę, zsuwającą się z jego chudych ramion.
- Cześć, hyung - przywitał się Oh, odwzajemniając uśmiech.
- Hej - odparł starszy, a jego policzki zaróżowiły się uroczo, kiedy obserwował Sehuna, zajętego rąbaniem drewna do kominka. - Nie przeszkadzam ci?
- Nie, właśnie kończyłem - odpowiedział Sehun, odkładając na bok siekierę i zdejmując w dłoni ochronne rękawice.
- Chen przygotował herbatę. Napijesz się? - spytał Luhan, z rękoma wbitymi w kieszenie bluzy.
- Chętnie - odparł Oh, idąc wraz ze starszym w stronę pensjonatu, który powoli zaczynał kwitnąć pąkami pierwszych róż w słodkim odcieniu czerwieni.
Herbata smakowała wyjątkowo dobrze, kiedy piło się ją na werandzie wczesnym popołudniem. Jej smak mieszał się wtedy z zapachem wiosny i śpiewem ptaków, tworząc idealną harmonię, którą Sehun tak uwielbiał.
- W piątek przyjedzie mój przyjaciel - powiedział Oh, siedząc razem z Luhanem na barierce, którą otoczona była weranda.
- Jak się nazywa? - spytał Lu. Sehun nie odpowiedział od razu, zajęty podziwianiem w jak delikatny sposób starszy trzymał porcelanową filiżankę z herbatą i jak pięknie promienie słońca odbijały się od jego czarnych włosów, roztrzepanych w idealnym nieporządku.
- Zitao. Pracujemy razem - odpowiedział Sehun, popijając swoją herbatę. W towarzystwie Luhana smakowała lepiej niż zwykle.
- Cieszę się - mruknął w odpowiedzi Lu, wbijając wzrok w czubki swoich czerwonych Converse'ów.
Między nimi zapanowała głucha cisza, którą w końcu zdecydował się przerwać Oh.
- Hyung... mogę cię o coś spytać?
Luhan drgnął słysząc to pytanie. Jakaś cząstka jego duszy podpowiadała mu, że za chwilę zdarzy się coś wielkiego. Coś, czego nie może przegapić. Jego serce zaalarmowało szybszym biciem.
- Oczywiście. O co chodzi, Sehun?
- Cóż... - zaczął młodszy, wyraźnie gubiąc się we własnych myślach. Westchnął głęboko, zbierając w sobie odwagę, nim w końcu zdecydował się wypowiedzieć głośno swoje pytanie. - Naprawdę chciałeś zapomnieć?
- Zapomnieć? - powtórzył Lu, choć dobrze wiedział o co chodziło Sehunowi. Nagle czas zwolnił, herbata straciła smak, a ptaki na drzewach przestały śpiewać. Oh wbił spojrzenie w oczy Luhana.
- Zapomnieć o tym co się stało. O mnie. O nas - wyjaśnił Sehun, urywanymi zdaniami.
Lu poczuł dziwną siłę, która w podejrzany sposób odebrała mu zdolność mowy. Nie mógł odpowiedzieć. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć. Cisza trwała zbyt długo, a pytanie było zbyt osobiste. Luhan nie chciał się otwierać przed Sehunem, ale wiedział, że dzięki temu, może go zatrzymać w pensjonacie. Po prostu musiał się otworzyć.
- Nie, Sehun. Nie chciałem - przyznał cicho. Drzewa znów zaszumiały, ptaki poderwały się do lotu, a czas znów płynął, pozwalając Sehunowi tonąć w głębi oczu starszego.
- Więc dlaczego to powiedziałeś?
- Bałem się - odparł Luhan.
- Czego?
- Tego, że wykorzystasz to przeciwko mnie.
Sehun wstrzymał oddech. Nie był pewny, co powinien odpowiedzieć. Jego myśli nie umiały ułożyć się w sensowne zdania. Wiedział, że słowa nie mogą oddać tego, co teraz czuł.
Odstawił swoją filiżankę herbaty na barierkę, a sam objął wąską talię Luhana, łącząc ich usta w czułym pocałunku, który miał przekazać wszystkie jego uczucia. Lu zaskoczony z początku chciał odepchnąć Sehuna, lecz ostatecznie uległ, upuszczając filiżankę, która rozbiła się, zderzając z podłożem. Ramiona Luhana perfekcyjnie objęły szyję młodszego, a Sehun perfekcyjnie przyciągnął do siebie bruneta, obejmując go mocno i przekazując w krótkim pocałunku tęsknotę, miłość i ból, który męczył go każdej samotnej nocy, spędzanej w Seulu.
Dla Luhana usta Sehuna smakowały wypalonymi papierosami i miętówkami, a dla Sehuna usta Luhana smakowały uzależniającą słodyczą.
10 kwietnia. Pensjonat.
Od pamiętnego pocałunku na werandzie stosunki Luhana i Sehuna zdecydowanie się ociepliły. Spędzali ze sobą więcej czasu, rozmawiali, śmiali się. Może powiedzieć, że zachowywali się dokładnie tak, jak w latach dzieciństwa, co ogromnie ciszyło ich obojga. Mimo, iż ograniczali się jedynie do rozmów i czasami do delikatnych pocałunków, Lu wiedział, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Coraz bardziej wierzył, że jego uczucia względem Sehuna są odwzajemnione.
Zbliżały się urodziny młodszego, które ten postanowił spędzić w pensjonacie w otoczeniu przyjaciół. Dla Luhana była to szansa by głośno i wyraźnie wyjawić Sehunowi swoje uczucia i dać mu prezent, który na zawsze zaistniałby w jego pamięci.
Luhan nie był wyjątkowo bogaty, a jego zarobki nawet w małym stopniu do dorównywały dochodom Sehuna i jego przyjaciół. Wiedział, że nie mógł sobie pozwolić, aby zafundować młodszemu prezent z górnej półki, lecz mimo to nie rezygnował i dalej szukał odpowiedniego pomysłu. Ostatecznie wybrał najodpowiedniejszą opcję.
Jeśli Sehun będzie odwzajemniał jego uczucia, Luhan odda mu w prezencie siebie, aby Oh do końca swoich dni zapamiętał, że to właśnie on był dla Lu tym jedynym.
12 kwietnia. Pensjonat.
Sehuna obudziło głośne pukanie do drzwi i niewyraźne krzyki dochodzące zza nich. Przetarł oczy, unosząc się na łokciach, a nim zdążył powiedzieć "proszę" do jego pokoju wpadł Chen, Xiumin, Lay i Baekhyun.
- Wszystkiego najlepszego, Hunnie! - wykrzyknęli chórem, z pewnością budząc przy tym większą część śpiących jeszcze gości.
- Dziękuję - odparł z uśmiechem Sehun, widząc talerz urodzinowych naleśników, niesiony przez Xiumina.
- Smacznego - rzekł najstarszy, kładąc urodzinowe śniadanie na szafce nocnej i posyłając Sehunowi serdeczny uśmiech.
- Dzięki. Jesteście wspaniali - zaśmiał się Oh, dyskretnie szukając wzrokiem wśród przyjaciół Luhana.
- Nie schodź na razie na dół - rzekł tajemniczo Chen. - Będziesz mógł zejść dopiero kiedy cię zawołamy.
- Planujecie przyjęcie-niespodziankę? - spytał z rozbawieniem Sehun.
- Przez ciebie właśnie przestało być niespodzianką - westchnął Baekhyun ze śmiechem, nim wszyscy opuścili pokój, by dalej zająć się przygotowaniem przyjęcia-niespodzianki, a Oh został sam, rozpływając się od słodyczy urodzinowych naleśników.
Luhan zaparkował samochód Chena na bezpłatnym parkingu naprzeciw dworca, wypatrując w niewielkim tłumie ludzi wysiadających z pociągu charakterystycznego chłopaka, który miał się okazać przyjacielem Sehuna. Nie minęła dłuższa chwila, a do samochodu Lu podszedł wysoki mężczyzna z wyraźnie skośnymi oczami, podkreślonymi eyelinerem, kolczykami w uszach i perfekcyjnie ułożonymi blond włosami. W dłoni trzymał czarną torbę od Gucci, a wokół niego wirował zapach drogich perfum, podobnych nieco do perfum Sehuna.
- Cześć. Ty pewnie jesteś Luhan, prawda? - zapytał, patrząc na Luhana zza szkieł ciemnych okularów.
- Tak, zgadza się - uśmiechnął się Han. - Ty więc musisz być Tao.
- Owszem - odparł Huang Zitao, nim obaj wsiedli do samochodu, uprzednio chowając walizkę wyższego do bagażnika. Była tak obszerna, że Luhan zaczął się poważnie zastanawiać po co Tao zabierał tyle rzeczy na trzydniowy wyjazd. Nie śmiał jednak o to zapytać.
- Sehun nic nie wie o moim przyjeździe, prawda? - spytał w połowie drogi Huang, obserwując przez okno miejscowe krajobrazy. Był czystym uosobieniem luksusu i klasy, przez co Luhan czuł się przy nim jak uniżony sługa.
- Nie. Będziesz niespodzianką - odparł chłopak, zajęty prowadzeniem samochodu. - Sehun myślał, że przyjedziesz dopiero w następnym tygodniu.
- Fajnie. Ucieszy się na mój widok - uśmiechnął się Zitao, a Lu jedynie w małym stopniu odwzajemnił jego uśmiech. Bardziej zajęty był rozmyślaniem nad tym, czy Sehun ucieszy się z jego prezentu.
Kiedy dojechali na miejsce wszystko było już gotowe. Większość gości została powiadomiona o organizowanej dzisiaj uroczystości, dzięki czemu Xiumin i Chen uniknęli pałętających się po pensjonacie turystów. Mieli dzięki temu więcej czasu i miejsca na zorganizowanie przyjęcia-niespodzianki.
Wychodząc z samochodu Tao i Luhan od razu zobaczyli kolorowe baloniki przypięte do barierki werandy i serpentyny, wiszące przy wejściu. Wchodząc w głąb pensjonatu, mężczyźni zobaczyli stoły z poczęstunkiem, umiejscowione w jadalni, obok stolików z napojami alkoholowymi. Wokół grała muzyka, a Xiumin, Chen, Baekhyun, Lay i reszta dokańczała ostatnie elementy dekoracji, wiszących przy suficie.
- Robi wrażenie - skomentował Tao, zdejmując z nosa ciemne okulary i podziwiając każdy element wystroju wnętrza. - Zaprowadzisz mnie do pokoju? Chcę się rozpakować i przygotować prezent dla Sehuna.
- Oczywiście - przytaknął Lu, zgarniając z recepcji kluczyk z numerem pokoju Huanga i kierując się wraz z nim na górę.
Wysokiemu mężczyźnie przypadł średniej wielkości pokój jednoosobowy z dużym łóżkiem, szafką nocną, małą sofą, telewizorem, szafą i małym stolikiem na kawę.
- Podoba mi się - uśmiechnął się Tao, kładąc torbę na łóżko i rozpinając ją z zamiarem wypakowania pierwszych rzeczy.
- Cieszę się. Poradzisz już sobie sam? - zapytał grzecznie Luhan.
- Och, jeśli mógłbyś, chcę cię o coś zapytać.
- O co chodzi? - spytał zaciekawiony Luhan, marszcząc delikatnie brwi.
Tao wyjął z dnia walizki granatowe, lśniące pudełeczko z logo Prady i ukazał Luhanowi znajdujący się wewnątrz czarny portfel, który miał być prezentem. Lu miał wrażenie, że samo opakowanie, w którym znajdował się portfel, musiało kosztować majątek i znów poczuł się dziwnie, wiedząc, że nie może ucieszyć Sehuna takim prezentem. Wiedział jednak, że to, co on chce mu dać, jest o wiele więcej warte, niż wszystkie markowe portfele świata.
- Myślisz, że mu się spodoba? - spytał Zitao z delikatnym uśmiechem.
- Myślę, że tak - odpowiedział szczerze Luhan.
- Doskonale - uśmiechnął się Huang, w myślach gratulując sobie dobrego wyboru.
- Chodźmy już. Chen nie będzie zadowolony, jeśli przyjdziemy zbyt późno - rzekł Luhan, aby oderwać swoje myśli od sprawy prezentu, który on zamierzał dać Sehunowi.
Cały parter wypełniony był już gośćmi. Luhan rozpoznał wśród nich starych znajomych mieszkających w miasteczku, jak i tych z poza niego. Wokół panował hałas i gdyby nie głośne wołanie Laya, z pewnością nikt nie zauważyłby Sehuna, schodzącego po schodach ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Nie spodziewał się tak dużego przyjęcia.
- Sto lat, Sehun! - zakrzyknęli wszyscy chórem, kiedy na środek sali wjechał tort, upieczony przez Chena.
Luhan jedynie w ukryciu przyglądał się jak zaskoczony Oh z nieśmiałym uśmiechem na twarzy zdmuchuje świeczki, umiejscowione na szczycie wypieku i dziękuje wszystkim, skłaniając się lekko. Wyglądał na zadowolonego i Lu uśmiechnął się szeroko.
Uśmiech zszedł z twarzy chłopaka dopiero, kiedy goście zaczęli dawać Sehunowi prezenty, a on znów pomyślał o swoim. Przez chwilę chciał zrezygnować ze swojego beznadziejnego planu, lecz wiedział, że nie ma już odwrotu. Postanowił, że to zrobi. Odda się Sehunowi dokładnie tej nocy, szeptem wyznając mu najszczerszą miłość.
Kiedy z pozoru niewinne przyjęcie urodzinowe przemieniło się w sporych rozmiarów domówkę, Luhan nadal pozostawał w swoim ukryciu, unikając Sehuna. Wokół dudniła głośna muzyka, wymieszana z brzdękiem kieliszków pienistego szampana.
Dochodziła północ, kiedy goście przyjęcia nadal zapełniali cały parter, a Luhan zdecydował, że powinien już wprowadzić swój plan w życie. Przechodząc przez opustoszałą recepcję, kątem oka ujrzał Minseoka, przeglądającego coś w komputerze.
- Widziałeś gdzieś Sehuna? - spytał Lu, podchodząc do przyjaciela.
- Owszem. Pytał się o ciebie - odparł starszy, rzucając chłopakowi zdziwione spojrzenie. - Naprawdę się dziwię, że się nie odnaleźliście.
- Nieważne. Gdzie on teraz jest? - ponowił pytanie Luhan, niecierpliwie zerkając w stronę przyszywanego brata.
- Domyślam się, że na górze. Zmęczyło go to całe przyjęcie - westchnął Minseok, a jego rozmówca podziękował szybko i udał się w stronę schodów, czując nierówne bicie własnego serca. Nie wiedział jak powinien zacząć rozmowę z Sehunem i co powinien powiedzieć, kiedy już go znajdzie. Z każdym krokiem czuł ekscytację współgrającą ze strachem i niepewnością, lecz mimo wszystko wiedział, że oddanie się Sehunowi jest tym, czego pragnie.
Szukanie Luhana wydawało się Sehunowi bardziej interesujące, niż przyjęcie, mające miejsce na dolnym piętrze, dlatego też korzystając z zamieszania Oh z kieliszkiem szampana w ręku opuścił parter, kierując się na górne korytarze. Miał cichą nadzieję, że znajdzie tam Luhana. Nie widział go przez cały dzień i zaczynał się martwić, co może być powodem nieobecności starszego. Jedynym czego się dowiedział od Zitao, było to, że Chińczyk zniknął zaraz po zaprowadzeniu Huanga do pokoju. Dla Sehuna wydawało się to wyjątkowo podejrzane, więc w połowie zabawy, zostawił Tao w otoczeniu znajomych Chena i wymknął się.
Z początku był pewny, że zastanie starszego w jego pokoju, lecz kiedy do niego zapukał, odpowiedziała mu głucha cisza. Na zewnątrz również go nie było. Parter był zbyt tłoczny do przeszukania i znając naturę Luhana, Sehun wiedział, że starszy nie lubił dużych zbiorowisk, więc ryzyko, że znajdował się właśnie tam, było naprawdę niewielkie.
Kiedy młody mężczyzna stracił już nadzieję na spotkanie z przyjacielem, który z dnia na dzień stawał się kimś więcej niż przyjacielem, zauważył znajomą szczupłą sylwetkę w rogu korytarza i uśmiechnął się, przyśpieszając kroku.
- Luhan! Gdzie się podziewałeś? Szukałem cię - powiedział na jednym wdechu, wbijając spojrzenie w zaskoczone oczy starszego.
- Och, też cię szukałem - słowa Lu był tak ciche, że młodszemu trudno było usłyszeć go przy hałasie z dołu.
- Nie rozmawiajmy tutaj - rzekł Sehun, przekrzykując głośną muzykę i złapał Luhana za rękę, prowadząc w stronę swojego pokoju. - Dlaczego nie mogłem cię nigdzie znaleźć? - spytał, kiedy znajdowali się już w zaciszu czterech ścian zajmowanego przez niego pomieszczenia.
- Nie wiem. Pewnie zbyt słabo szukałeś - zaśmiał się Luhan, starając się poluzować atmosferę.
- Bardzo śmieszne - parsknął Sehun, mimowolnie się uśmiechając. Śmiech Luhana był dla niego zaraźliwy.
Minęła dłuższa chwila ciszy, kiedy obaj uświadomili sobie, że nadal trzymają się za ręce, lecz żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Sehun był zbyt zajęty wpatrywaniem się w idealne rysy twarzy Luhana, marszczące się w zamyśleniu, kiedy ten przypominał sobie pierwszy etap swojego planu.
- Jesteś dzisiaj dziwnie zamyślony, hyung - rzekł z rozbawieniem Oh, podchodząc do barku i wyciągając z niego Whiskey. To samo, które pili nocą 18 lipca.
Luhan nie chciał pić teraz alkoholu. Chciał znaleźć odwagę, by powiedzieć Sehunowi, co czuje, lecz kiedy młodszy podszedł do niego ze szklaneczkami trunku, było już za późno.
- Napijesz się? - spytał, a jego głos zabrzmiał nadzwyczaj dorosło, współgrając z dźwiękiem kostek lodu, uderzających o ścianki szklaneczek alkoholu..
- Chętnie - odparł Lu, sztywno chwytając szklankę. Pomyślał, że być może łyk trunku pomoże mu uporządkować myśli i doda odrobinę odwagi.
Usiedli na parapecie przy oknie, wpatrując się w ciszy w odległe miasteczko zatopione w głębi nocy. Każdy z nich nie wiedział co powinien powiedzieć, za to obaj czuli, że pragną siebie tak samo mocno.
- Podobało ci się przyjęcie? - spytał w końcu Luhan.
- Tak. Było bardzo fajnie - ożywił się Sehun. - Fajnie też, że Tao mógł przyjechać. To była miła niespodzianka.
- Cieszę się, że ci się podobało. Chen i Xiumin dużo się napracowali przy tym przyjęciu - rzekł Luhan, uśmiechając się.
Zauroczony jego uśmiechem Sehun nic nie odpowiedział, wpatrując się intensywnie w twarz starszego. Han wyczuł jego wzrok na sobie, lecz zignorował to uczucie. Jedynym o czym myślał, był to, że czas zacząć rozmowę, którą Lu planował przeprowadzić z Sehunem już dawno temu.
- Sehun...
- Huh? - odpowiedział niemal automatycznie młodszy, sprawiając, że Luhan jeszcze bardziej skulił się w sobie. Nie przypuszczał, że wyznanie swoich uczuć będzie tak trudne.
- Myślę, że powinieneś o czymś wiedzieć - zaczął, delikatnie dobierając słowa. Nic nie mogło być wypowiedziane zbyt szybko. Luhan wziął głęboki oddech, starając się pokonać barierę ciszy i stresu, tworzącą się między nimi. Na razie nic nie szło zgodnie z planem.
- O co chodzi?
- Ja...
- Wiem, hyung - głos Sehuna przerwał rozpoczęte zdanie Lu. Starszy spojrzał na rozmówcę z przestrachem w oczach i poczuł, że blednieje i rumieni się na przemian.
- Słucham?
- Wiem, co chcesz powiedzieć - uzupełnił Sehun. - A przynajmniej wydaje mi się, że wiem.
- Uch... Więc co twoim zdaniem chcę powiedzieć? - starszy uśmiechnął się delikatnie, odwracając wzrok od zamyślonego Sehuna.
- Myślę, że mnie lubisz, hyung. Właśnie to chcesz powiedzieć, prawda? - uśmiechając się niewinne Sehun przypominał małego chłopca, którego Luhan pamiętał z lat dzieciństwa. Niestety nie mieli już ośmiu lat i każdy z nich musiał nazywać rzeczy i uczucia po imieniu. Dziecięca niewinność odeszła, zastąpiona surową dorosłością.
- Być może masz rację. Kontynuuj - uśmiechnął się Luhan, chcąc podroczyć się z młodszym. Wyraz zakłopotania na twarzy blondyna niezwykle go bawił, a cała "poważna rozmowa" niespodziewanie zamieniła się w grę.
- Cóż... być może nawet lubisz mnie bardziej niż myślę. W sumie nie dziwię się...
- Nie schlebiaj sobie - przerwał mu rozbawiony Luhan. - Wcale nie chciałem tego powiedzieć!
- Czyżby? - na ustach Sehuna zagrał przebiegły uśmiech. - Więc co naprawdę chciałeś mi powiedzieć, hyung?
Słodki ton głosu młodszego i to jak miękko wypowiadał słowo "hyung", sprawiło, że Luhan zebrał w sobie odwagę, aby przysunąć się bliżej niego. Ciepło ciała Sehuna działało na niego jak magnes i nie pozwalało przejść obok niego obojętnie. Lu wiedział, że jego miejsce jest obok blondyna.
- Chciałem powiedzieć... - starszy zawiesił swój głos, obserwując zniecierpliwienie na twarzy Sehuna.
- Mów dalej, hyung - szepnął Oh, powoli obejmując starszego ramieniem. Nie czuli się już przy sobie skrępowani. Bariera stresu pomiędzy nimi rozkruszyła się gdzieś pomiędzy czułym dotykiem i nieśmiałymi uśmiechami.
- Lubię cię, Sehun.
- Też cię lubię, hyung.
Wszystko stało się takie niewinne i beztroskie, pozwalając Luhanowi zatracić się w cieple silnych ramion młodszego. Czas płynął powoli, pozwalając im cieszyć się każdą sekundą.
- W sumie to cię kocham, hyung.
Słowa Sehuna wypłynęły z jego ust niezwykle miękko i kusząco, nim nachylił się zagarniając wargi Luhana w motylim pocałunku. Słodycz pochłonęła ich obu, pozwalając na chwilę anielskiego zapomnienia. Dłonie starszego ułożyły się na ramionach Sehuna, kiedy ten pogłębiał pocałunek, z czułością pieszcząc usta Lu. Wszystko było takie perfekcyjne i idealne, a Luhan wprost nie mógł powstrzymać cichego jęku, kiedy Oh oderwał delikatnie swoje usta od jego, stykając ich czoła razem. Starszy spojrzał w jego oczy i uśmiechnął się błogo. Nie dostrzegał już małego chłopca, którym niegdyś był Sehun. Teraz na miejscu tego chłopca stał mężczyzna, którego Luhan kochał.
Sehun odwzajemnił delikatny uśmiech, układając dłonie na policzkach bruneta i gładząc je kciukami. Jego dotyk sprawiał, że wszystkie obawy i niepewności Luhana znikały. Ich spojrzenia spotkały się i obaj musieli przyznać, że była to jedna z tych magicznych chwil, przez które ich serca zatrzymały się.
- Pragnę cię - wyszeptał Luhan, przymykając oczy, pod wpływem kolejnego pocałunku złożonego na jego różanych ustach. Objął mocniej szyję młodszego, pozwalając, aby ten zaniósł go w stronę jego łóżka i ułożył jego wątłe ciało na przyjemnie chłodnej pościeli. Kiedy Sehun zawisł nad nim, niemal od razu łącząc ich usta razem, Luhan czuł, że każdy dotyk starszego zostanie przez niego zapamiętany. Pragnienie siebie nawzajem odurzyło ich obojga, sprawiając, że całkowicie zatracili się w pocałunkach i delikatnych pieszczotach.
- Nie pozwolę... - zaczął Sehun chrapliwym szeptem - ...aby ktokolwiek posiadał cię tak, jak ja cię teraz posiadam.
- Wiem - przyznał równie cicho Lu, wsuwając palce w roztrzepane kosmyki włosów chłopaka. - Jesteś moim jedynym, Sehun.
Nieważne jak tandetnie zabrzmiało to w uszach Luhana, Oh był pewny, że było to wyznanie, na które czekał całe swoje życie.
- Byłem tym pierwszym, prawda? - spytał, wspominając noc 18 lipca, kiedy obaj na wpół pijani od Whiskey i ożywionych w umysłach wspomnień, zatopili się w swoich ramionach, pozwalając sobie przekroczyć granice.
Luhan uśmiechnął się szczerze, nim odpowiedział.
- Byłeś pierwszym i będziesz ostatnim - wyszeptał, nim znów pocałował Sehuna, pragnąc jego bliskości i uzależniającego ciepła.
- Przepraszam - powiedział Lu z ustami pełnymi owsianki.
- Nie szkodzi. Sehun cię zastąpił - odparł Chen, uśmiechając się pod nosem.
- Miło z jego strony - mruknął Luhan, nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiechu, malującego się na jego twarzy wraz z palącymi rumieńcami.
9 kwietnia. Dom Byun Baekhyuna.
Mijał właśnie dziesiąty dzień od wyjazdu Chanyeola, a obraz sceny, która rozegrała się na dworcu, nadal nie dawał Baekhyunowi spać. Byun sam nie wiedział dlaczego, aż tak się przejmował.
- Nie rozumiem, jak Park mógł okazać się gejem - zwierzył się swojemu przyjacielowi Yixingowi, kiedy ten odwiedził go wczesnym rankiem. - Podejrzewałbym o to każdego, ale nie jego.
- Dramatyzujesz - westchnął Zhang.
- On mnie pocałował, rozumiesz? P o c a ł o w a ł.
- Cóż... przed wyjazdem nie miał już nic do stracenia - zaśmiał się Yixing.
- Nie żartuj tak - warknął Baekhyun.
- Spokojnie.
- Był moim przyjacielem - westchnął Byun. - Najlepszym, ale nadal tylko przyjacielem.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie odwzajemniasz jego uczucia? - spytał Yixing.
- Nie - odparł Baekhyun.
- I co masz zamiar z tym zrobić?
- A powinienem cokolwiek robić?
- Raczej tak - mruknął Yixing. - Inaczej dasz Yeolowi nadzieję, że coś z was będzie.
- Nic z nas nie będzie, do cholery! Jesteśmy przyjaciółmi - wybuchł Baekhyun. - Sama myśl o tym, że jego usta były na moich jest obrzydzająca!
- Zamierzasz to po prostu tak zostawić?
- Tak, Xing. Właśnie tak zamierzam postąpić.
9 kwietnia. Seul.
- Wu, wstawaj! - Tao szarpnął brutalnie ramieniem Yifana, sprawiając, że mężczyzna od razu wybudził się z głębokiego snu.
- Co się stało?
- Znowu zasnąłeś? Co się z tobą dzieje? - Zitao pokręcił z politowaniem głową, stawiając przed blondynem szklankę wody. - Nie sypiasz ostatnio dobrze, huh?
- W ogóle nie sypiam, Tao - przyznał cicho Wufan, sięgając po szklankę i wyciągając z szuflady tabletkę przeciwbólową. - Cholerna bezsenność. Powinienem iść do lekarza.
- Lekarz jedynie nafaszeruje cię lekami - zaśmiał się Tao, układając dokumenty na biurku mężczyzny. - Wiesz czego ci brakuje? Odpoczynku.
- Odpoczynku?
- Tak, właśnie odpoczynku. Kiedy ostatni raz byłeś na urlopie? - spytał Tao, podejrzliwie mierząc blondyna spojrzeniem.
- No... nie wiem - odparł Yifan.
- Właśnie - Huang zajął się przeglądaniem teczek z wydrukami, podczas gdy Wu rozważał słowa młodszego, kręcąc się na biurowym krześle.
- Może to wcale nie jest taki głupi pomysł, Tao - mruknął, błądząc nieobecnym wzrokiem po ścianach gabinetu, które każdego dnia zdawały się go przytłaczać.
- Wiem. Dlatego nie wiem jak ty, ale ja w następny weekend jadę do Sehuna - uśmiechnął się promieniście Zitao.
- Gdzie?
- Do Sehuna. Rozmawiałem z nim dzisiaj. Pensjonat jego ciotki ma niezłą opinię. Wpadnę, posiedzę tam trochę, odpocznę i wrócę razem z Sehunem - zanucił młodszy, kręcąc się po pomieszczeniu. - Jeżeli chcesz możesz pojechać ze mną. Będzie fajnie.
- Nie, dziękuję. Ktoś musi zająć się interesami, Tao.
- A tym kimś nie musisz być koniecznie ty, Wu - mruknął młodszy, nim opuścił gabinet blondyna, głośno trzaskając drzwiami, co tylko spotęgowało ból głowy Yifana.
9 kwietnia. Pensjoant.
- Rozmawiałem z Wu - rzekł Tao poważnym głosem.
- I jak? - spytał Sehun, trzymając komórkę pomiędzy uchem na ramieniem.
- Chyba przyjadę bez niego.
- Nie chce jechać?
- Nie. Znasz go. Jest naprawdę uparty! - westchnął Tao.
- Fakt. W takim razie obędzie się bez niego.
- Martwię się o niego, Oh. Znowu nie może spać. Jedzie na tabletkach. Długo tak nie pociągnie.
- Jest dorosły sam podejmuje za siebie decyzje.
- Niby tak, ale... eh, czasami zachowuje się jak dzieciak - parsknął Huang. - Dobra, muszę kończyć. W przeciwieństwie do ciebie jestem w pracy - zaśmiał się.
- Jasne. Do zobaczenia - pożegnał się Sehun, nim jego rozmówca się rozłączył. Oh schował komórkę do kieszeni jeansów i odwrócił się, słysząc za sobą czyjeś kroki. Tym "kimś" okazał Luhan, idący w jego stronę z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Ubrany był w koszulkę i bluzę, zsuwającą się z jego chudych ramion.
- Cześć, hyung - przywitał się Oh, odwzajemniając uśmiech.
- Hej - odparł starszy, a jego policzki zaróżowiły się uroczo, kiedy obserwował Sehuna, zajętego rąbaniem drewna do kominka. - Nie przeszkadzam ci?
- Nie, właśnie kończyłem - odpowiedział Sehun, odkładając na bok siekierę i zdejmując w dłoni ochronne rękawice.
- Chen przygotował herbatę. Napijesz się? - spytał Luhan, z rękoma wbitymi w kieszenie bluzy.
- Chętnie - odparł Oh, idąc wraz ze starszym w stronę pensjonatu, który powoli zaczynał kwitnąć pąkami pierwszych róż w słodkim odcieniu czerwieni.
Herbata smakowała wyjątkowo dobrze, kiedy piło się ją na werandzie wczesnym popołudniem. Jej smak mieszał się wtedy z zapachem wiosny i śpiewem ptaków, tworząc idealną harmonię, którą Sehun tak uwielbiał.
- W piątek przyjedzie mój przyjaciel - powiedział Oh, siedząc razem z Luhanem na barierce, którą otoczona była weranda.
- Jak się nazywa? - spytał Lu. Sehun nie odpowiedział od razu, zajęty podziwianiem w jak delikatny sposób starszy trzymał porcelanową filiżankę z herbatą i jak pięknie promienie słońca odbijały się od jego czarnych włosów, roztrzepanych w idealnym nieporządku.
- Zitao. Pracujemy razem - odpowiedział Sehun, popijając swoją herbatę. W towarzystwie Luhana smakowała lepiej niż zwykle.
- Cieszę się - mruknął w odpowiedzi Lu, wbijając wzrok w czubki swoich czerwonych Converse'ów.
Między nimi zapanowała głucha cisza, którą w końcu zdecydował się przerwać Oh.
- Hyung... mogę cię o coś spytać?
Luhan drgnął słysząc to pytanie. Jakaś cząstka jego duszy podpowiadała mu, że za chwilę zdarzy się coś wielkiego. Coś, czego nie może przegapić. Jego serce zaalarmowało szybszym biciem.
- Oczywiście. O co chodzi, Sehun?
- Cóż... - zaczął młodszy, wyraźnie gubiąc się we własnych myślach. Westchnął głęboko, zbierając w sobie odwagę, nim w końcu zdecydował się wypowiedzieć głośno swoje pytanie. - Naprawdę chciałeś zapomnieć?
- Zapomnieć? - powtórzył Lu, choć dobrze wiedział o co chodziło Sehunowi. Nagle czas zwolnił, herbata straciła smak, a ptaki na drzewach przestały śpiewać. Oh wbił spojrzenie w oczy Luhana.
- Zapomnieć o tym co się stało. O mnie. O nas - wyjaśnił Sehun, urywanymi zdaniami.
Lu poczuł dziwną siłę, która w podejrzany sposób odebrała mu zdolność mowy. Nie mógł odpowiedzieć. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć. Cisza trwała zbyt długo, a pytanie było zbyt osobiste. Luhan nie chciał się otwierać przed Sehunem, ale wiedział, że dzięki temu, może go zatrzymać w pensjonacie. Po prostu musiał się otworzyć.
- Nie, Sehun. Nie chciałem - przyznał cicho. Drzewa znów zaszumiały, ptaki poderwały się do lotu, a czas znów płynął, pozwalając Sehunowi tonąć w głębi oczu starszego.
- Więc dlaczego to powiedziałeś?
- Bałem się - odparł Luhan.
- Czego?
- Tego, że wykorzystasz to przeciwko mnie.
Sehun wstrzymał oddech. Nie był pewny, co powinien odpowiedzieć. Jego myśli nie umiały ułożyć się w sensowne zdania. Wiedział, że słowa nie mogą oddać tego, co teraz czuł.
Odstawił swoją filiżankę herbaty na barierkę, a sam objął wąską talię Luhana, łącząc ich usta w czułym pocałunku, który miał przekazać wszystkie jego uczucia. Lu zaskoczony z początku chciał odepchnąć Sehuna, lecz ostatecznie uległ, upuszczając filiżankę, która rozbiła się, zderzając z podłożem. Ramiona Luhana perfekcyjnie objęły szyję młodszego, a Sehun perfekcyjnie przyciągnął do siebie bruneta, obejmując go mocno i przekazując w krótkim pocałunku tęsknotę, miłość i ból, który męczył go każdej samotnej nocy, spędzanej w Seulu.
Dla Luhana usta Sehuna smakowały wypalonymi papierosami i miętówkami, a dla Sehuna usta Luhana smakowały uzależniającą słodyczą.
10 kwietnia. Pensjonat.
Od pamiętnego pocałunku na werandzie stosunki Luhana i Sehuna zdecydowanie się ociepliły. Spędzali ze sobą więcej czasu, rozmawiali, śmiali się. Może powiedzieć, że zachowywali się dokładnie tak, jak w latach dzieciństwa, co ogromnie ciszyło ich obojga. Mimo, iż ograniczali się jedynie do rozmów i czasami do delikatnych pocałunków, Lu wiedział, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Coraz bardziej wierzył, że jego uczucia względem Sehuna są odwzajemnione.
Zbliżały się urodziny młodszego, które ten postanowił spędzić w pensjonacie w otoczeniu przyjaciół. Dla Luhana była to szansa by głośno i wyraźnie wyjawić Sehunowi swoje uczucia i dać mu prezent, który na zawsze zaistniałby w jego pamięci.
Luhan nie był wyjątkowo bogaty, a jego zarobki nawet w małym stopniu do dorównywały dochodom Sehuna i jego przyjaciół. Wiedział, że nie mógł sobie pozwolić, aby zafundować młodszemu prezent z górnej półki, lecz mimo to nie rezygnował i dalej szukał odpowiedniego pomysłu. Ostatecznie wybrał najodpowiedniejszą opcję.
Jeśli Sehun będzie odwzajemniał jego uczucia, Luhan odda mu w prezencie siebie, aby Oh do końca swoich dni zapamiętał, że to właśnie on był dla Lu tym jedynym.
12 kwietnia. Pensjonat.
Sehuna obudziło głośne pukanie do drzwi i niewyraźne krzyki dochodzące zza nich. Przetarł oczy, unosząc się na łokciach, a nim zdążył powiedzieć "proszę" do jego pokoju wpadł Chen, Xiumin, Lay i Baekhyun.
- Wszystkiego najlepszego, Hunnie! - wykrzyknęli chórem, z pewnością budząc przy tym większą część śpiących jeszcze gości.
- Dziękuję - odparł z uśmiechem Sehun, widząc talerz urodzinowych naleśników, niesiony przez Xiumina.
- Smacznego - rzekł najstarszy, kładąc urodzinowe śniadanie na szafce nocnej i posyłając Sehunowi serdeczny uśmiech.
- Dzięki. Jesteście wspaniali - zaśmiał się Oh, dyskretnie szukając wzrokiem wśród przyjaciół Luhana.
- Nie schodź na razie na dół - rzekł tajemniczo Chen. - Będziesz mógł zejść dopiero kiedy cię zawołamy.
- Planujecie przyjęcie-niespodziankę? - spytał z rozbawieniem Sehun.
- Przez ciebie właśnie przestało być niespodzianką - westchnął Baekhyun ze śmiechem, nim wszyscy opuścili pokój, by dalej zająć się przygotowaniem przyjęcia-niespodzianki, a Oh został sam, rozpływając się od słodyczy urodzinowych naleśników.
Luhan zaparkował samochód Chena na bezpłatnym parkingu naprzeciw dworca, wypatrując w niewielkim tłumie ludzi wysiadających z pociągu charakterystycznego chłopaka, który miał się okazać przyjacielem Sehuna. Nie minęła dłuższa chwila, a do samochodu Lu podszedł wysoki mężczyzna z wyraźnie skośnymi oczami, podkreślonymi eyelinerem, kolczykami w uszach i perfekcyjnie ułożonymi blond włosami. W dłoni trzymał czarną torbę od Gucci, a wokół niego wirował zapach drogich perfum, podobnych nieco do perfum Sehuna.
- Cześć. Ty pewnie jesteś Luhan, prawda? - zapytał, patrząc na Luhana zza szkieł ciemnych okularów.
- Tak, zgadza się - uśmiechnął się Han. - Ty więc musisz być Tao.
- Owszem - odparł Huang Zitao, nim obaj wsiedli do samochodu, uprzednio chowając walizkę wyższego do bagażnika. Była tak obszerna, że Luhan zaczął się poważnie zastanawiać po co Tao zabierał tyle rzeczy na trzydniowy wyjazd. Nie śmiał jednak o to zapytać.
- Sehun nic nie wie o moim przyjeździe, prawda? - spytał w połowie drogi Huang, obserwując przez okno miejscowe krajobrazy. Był czystym uosobieniem luksusu i klasy, przez co Luhan czuł się przy nim jak uniżony sługa.
- Nie. Będziesz niespodzianką - odparł chłopak, zajęty prowadzeniem samochodu. - Sehun myślał, że przyjedziesz dopiero w następnym tygodniu.
- Fajnie. Ucieszy się na mój widok - uśmiechnął się Zitao, a Lu jedynie w małym stopniu odwzajemnił jego uśmiech. Bardziej zajęty był rozmyślaniem nad tym, czy Sehun ucieszy się z jego prezentu.
Kiedy dojechali na miejsce wszystko było już gotowe. Większość gości została powiadomiona o organizowanej dzisiaj uroczystości, dzięki czemu Xiumin i Chen uniknęli pałętających się po pensjonacie turystów. Mieli dzięki temu więcej czasu i miejsca na zorganizowanie przyjęcia-niespodzianki.
Wychodząc z samochodu Tao i Luhan od razu zobaczyli kolorowe baloniki przypięte do barierki werandy i serpentyny, wiszące przy wejściu. Wchodząc w głąb pensjonatu, mężczyźni zobaczyli stoły z poczęstunkiem, umiejscowione w jadalni, obok stolików z napojami alkoholowymi. Wokół grała muzyka, a Xiumin, Chen, Baekhyun, Lay i reszta dokańczała ostatnie elementy dekoracji, wiszących przy suficie.
- Robi wrażenie - skomentował Tao, zdejmując z nosa ciemne okulary i podziwiając każdy element wystroju wnętrza. - Zaprowadzisz mnie do pokoju? Chcę się rozpakować i przygotować prezent dla Sehuna.
- Oczywiście - przytaknął Lu, zgarniając z recepcji kluczyk z numerem pokoju Huanga i kierując się wraz z nim na górę.
Wysokiemu mężczyźnie przypadł średniej wielkości pokój jednoosobowy z dużym łóżkiem, szafką nocną, małą sofą, telewizorem, szafą i małym stolikiem na kawę.
- Podoba mi się - uśmiechnął się Tao, kładąc torbę na łóżko i rozpinając ją z zamiarem wypakowania pierwszych rzeczy.
- Cieszę się. Poradzisz już sobie sam? - zapytał grzecznie Luhan.
- Och, jeśli mógłbyś, chcę cię o coś zapytać.
- O co chodzi? - spytał zaciekawiony Luhan, marszcząc delikatnie brwi.
Tao wyjął z dnia walizki granatowe, lśniące pudełeczko z logo Prady i ukazał Luhanowi znajdujący się wewnątrz czarny portfel, który miał być prezentem. Lu miał wrażenie, że samo opakowanie, w którym znajdował się portfel, musiało kosztować majątek i znów poczuł się dziwnie, wiedząc, że nie może ucieszyć Sehuna takim prezentem. Wiedział jednak, że to, co on chce mu dać, jest o wiele więcej warte, niż wszystkie markowe portfele świata.
- Myślisz, że mu się spodoba? - spytał Zitao z delikatnym uśmiechem.
- Myślę, że tak - odpowiedział szczerze Luhan.
- Doskonale - uśmiechnął się Huang, w myślach gratulując sobie dobrego wyboru.
- Chodźmy już. Chen nie będzie zadowolony, jeśli przyjdziemy zbyt późno - rzekł Luhan, aby oderwać swoje myśli od sprawy prezentu, który on zamierzał dać Sehunowi.
Cały parter wypełniony był już gośćmi. Luhan rozpoznał wśród nich starych znajomych mieszkających w miasteczku, jak i tych z poza niego. Wokół panował hałas i gdyby nie głośne wołanie Laya, z pewnością nikt nie zauważyłby Sehuna, schodzącego po schodach ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Nie spodziewał się tak dużego przyjęcia.
- Sto lat, Sehun! - zakrzyknęli wszyscy chórem, kiedy na środek sali wjechał tort, upieczony przez Chena.
Luhan jedynie w ukryciu przyglądał się jak zaskoczony Oh z nieśmiałym uśmiechem na twarzy zdmuchuje świeczki, umiejscowione na szczycie wypieku i dziękuje wszystkim, skłaniając się lekko. Wyglądał na zadowolonego i Lu uśmiechnął się szeroko.
Uśmiech zszedł z twarzy chłopaka dopiero, kiedy goście zaczęli dawać Sehunowi prezenty, a on znów pomyślał o swoim. Przez chwilę chciał zrezygnować ze swojego beznadziejnego planu, lecz wiedział, że nie ma już odwrotu. Postanowił, że to zrobi. Odda się Sehunowi dokładnie tej nocy, szeptem wyznając mu najszczerszą miłość.
Kiedy z pozoru niewinne przyjęcie urodzinowe przemieniło się w sporych rozmiarów domówkę, Luhan nadal pozostawał w swoim ukryciu, unikając Sehuna. Wokół dudniła głośna muzyka, wymieszana z brzdękiem kieliszków pienistego szampana.
Dochodziła północ, kiedy goście przyjęcia nadal zapełniali cały parter, a Luhan zdecydował, że powinien już wprowadzić swój plan w życie. Przechodząc przez opustoszałą recepcję, kątem oka ujrzał Minseoka, przeglądającego coś w komputerze.
- Widziałeś gdzieś Sehuna? - spytał Lu, podchodząc do przyjaciela.
- Owszem. Pytał się o ciebie - odparł starszy, rzucając chłopakowi zdziwione spojrzenie. - Naprawdę się dziwię, że się nie odnaleźliście.
- Nieważne. Gdzie on teraz jest? - ponowił pytanie Luhan, niecierpliwie zerkając w stronę przyszywanego brata.
- Domyślam się, że na górze. Zmęczyło go to całe przyjęcie - westchnął Minseok, a jego rozmówca podziękował szybko i udał się w stronę schodów, czując nierówne bicie własnego serca. Nie wiedział jak powinien zacząć rozmowę z Sehunem i co powinien powiedzieć, kiedy już go znajdzie. Z każdym krokiem czuł ekscytację współgrającą ze strachem i niepewnością, lecz mimo wszystko wiedział, że oddanie się Sehunowi jest tym, czego pragnie.
Szukanie Luhana wydawało się Sehunowi bardziej interesujące, niż przyjęcie, mające miejsce na dolnym piętrze, dlatego też korzystając z zamieszania Oh z kieliszkiem szampana w ręku opuścił parter, kierując się na górne korytarze. Miał cichą nadzieję, że znajdzie tam Luhana. Nie widział go przez cały dzień i zaczynał się martwić, co może być powodem nieobecności starszego. Jedynym czego się dowiedział od Zitao, było to, że Chińczyk zniknął zaraz po zaprowadzeniu Huanga do pokoju. Dla Sehuna wydawało się to wyjątkowo podejrzane, więc w połowie zabawy, zostawił Tao w otoczeniu znajomych Chena i wymknął się.
Z początku był pewny, że zastanie starszego w jego pokoju, lecz kiedy do niego zapukał, odpowiedziała mu głucha cisza. Na zewnątrz również go nie było. Parter był zbyt tłoczny do przeszukania i znając naturę Luhana, Sehun wiedział, że starszy nie lubił dużych zbiorowisk, więc ryzyko, że znajdował się właśnie tam, było naprawdę niewielkie.
Kiedy młody mężczyzna stracił już nadzieję na spotkanie z przyjacielem, który z dnia na dzień stawał się kimś więcej niż przyjacielem, zauważył znajomą szczupłą sylwetkę w rogu korytarza i uśmiechnął się, przyśpieszając kroku.
- Luhan! Gdzie się podziewałeś? Szukałem cię - powiedział na jednym wdechu, wbijając spojrzenie w zaskoczone oczy starszego.
- Och, też cię szukałem - słowa Lu był tak ciche, że młodszemu trudno było usłyszeć go przy hałasie z dołu.
- Nie rozmawiajmy tutaj - rzekł Sehun, przekrzykując głośną muzykę i złapał Luhana za rękę, prowadząc w stronę swojego pokoju. - Dlaczego nie mogłem cię nigdzie znaleźć? - spytał, kiedy znajdowali się już w zaciszu czterech ścian zajmowanego przez niego pomieszczenia.
- Nie wiem. Pewnie zbyt słabo szukałeś - zaśmiał się Luhan, starając się poluzować atmosferę.
- Bardzo śmieszne - parsknął Sehun, mimowolnie się uśmiechając. Śmiech Luhana był dla niego zaraźliwy.
Minęła dłuższa chwila ciszy, kiedy obaj uświadomili sobie, że nadal trzymają się za ręce, lecz żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Sehun był zbyt zajęty wpatrywaniem się w idealne rysy twarzy Luhana, marszczące się w zamyśleniu, kiedy ten przypominał sobie pierwszy etap swojego planu.
- Jesteś dzisiaj dziwnie zamyślony, hyung - rzekł z rozbawieniem Oh, podchodząc do barku i wyciągając z niego Whiskey. To samo, które pili nocą 18 lipca.
Luhan nie chciał pić teraz alkoholu. Chciał znaleźć odwagę, by powiedzieć Sehunowi, co czuje, lecz kiedy młodszy podszedł do niego ze szklaneczkami trunku, było już za późno.
- Napijesz się? - spytał, a jego głos zabrzmiał nadzwyczaj dorosło, współgrając z dźwiękiem kostek lodu, uderzających o ścianki szklaneczek alkoholu..
- Chętnie - odparł Lu, sztywno chwytając szklankę. Pomyślał, że być może łyk trunku pomoże mu uporządkować myśli i doda odrobinę odwagi.
Usiedli na parapecie przy oknie, wpatrując się w ciszy w odległe miasteczko zatopione w głębi nocy. Każdy z nich nie wiedział co powinien powiedzieć, za to obaj czuli, że pragną siebie tak samo mocno.
- Podobało ci się przyjęcie? - spytał w końcu Luhan.
- Tak. Było bardzo fajnie - ożywił się Sehun. - Fajnie też, że Tao mógł przyjechać. To była miła niespodzianka.
- Cieszę się, że ci się podobało. Chen i Xiumin dużo się napracowali przy tym przyjęciu - rzekł Luhan, uśmiechając się.
Zauroczony jego uśmiechem Sehun nic nie odpowiedział, wpatrując się intensywnie w twarz starszego. Han wyczuł jego wzrok na sobie, lecz zignorował to uczucie. Jedynym o czym myślał, był to, że czas zacząć rozmowę, którą Lu planował przeprowadzić z Sehunem już dawno temu.
- Sehun...
- Huh? - odpowiedział niemal automatycznie młodszy, sprawiając, że Luhan jeszcze bardziej skulił się w sobie. Nie przypuszczał, że wyznanie swoich uczuć będzie tak trudne.
- Myślę, że powinieneś o czymś wiedzieć - zaczął, delikatnie dobierając słowa. Nic nie mogło być wypowiedziane zbyt szybko. Luhan wziął głęboki oddech, starając się pokonać barierę ciszy i stresu, tworzącą się między nimi. Na razie nic nie szło zgodnie z planem.
- O co chodzi?
- Ja...
- Wiem, hyung - głos Sehuna przerwał rozpoczęte zdanie Lu. Starszy spojrzał na rozmówcę z przestrachem w oczach i poczuł, że blednieje i rumieni się na przemian.
- Słucham?
- Wiem, co chcesz powiedzieć - uzupełnił Sehun. - A przynajmniej wydaje mi się, że wiem.
- Uch... Więc co twoim zdaniem chcę powiedzieć? - starszy uśmiechnął się delikatnie, odwracając wzrok od zamyślonego Sehuna.
- Myślę, że mnie lubisz, hyung. Właśnie to chcesz powiedzieć, prawda? - uśmiechając się niewinne Sehun przypominał małego chłopca, którego Luhan pamiętał z lat dzieciństwa. Niestety nie mieli już ośmiu lat i każdy z nich musiał nazywać rzeczy i uczucia po imieniu. Dziecięca niewinność odeszła, zastąpiona surową dorosłością.
- Być może masz rację. Kontynuuj - uśmiechnął się Luhan, chcąc podroczyć się z młodszym. Wyraz zakłopotania na twarzy blondyna niezwykle go bawił, a cała "poważna rozmowa" niespodziewanie zamieniła się w grę.
- Cóż... być może nawet lubisz mnie bardziej niż myślę. W sumie nie dziwię się...
- Nie schlebiaj sobie - przerwał mu rozbawiony Luhan. - Wcale nie chciałem tego powiedzieć!
- Czyżby? - na ustach Sehuna zagrał przebiegły uśmiech. - Więc co naprawdę chciałeś mi powiedzieć, hyung?
Słodki ton głosu młodszego i to jak miękko wypowiadał słowo "hyung", sprawiło, że Luhan zebrał w sobie odwagę, aby przysunąć się bliżej niego. Ciepło ciała Sehuna działało na niego jak magnes i nie pozwalało przejść obok niego obojętnie. Lu wiedział, że jego miejsce jest obok blondyna.
- Chciałem powiedzieć... - starszy zawiesił swój głos, obserwując zniecierpliwienie na twarzy Sehuna.
- Mów dalej, hyung - szepnął Oh, powoli obejmując starszego ramieniem. Nie czuli się już przy sobie skrępowani. Bariera stresu pomiędzy nimi rozkruszyła się gdzieś pomiędzy czułym dotykiem i nieśmiałymi uśmiechami.
- Lubię cię, Sehun.
- Też cię lubię, hyung.
Wszystko stało się takie niewinne i beztroskie, pozwalając Luhanowi zatracić się w cieple silnych ramion młodszego. Czas płynął powoli, pozwalając im cieszyć się każdą sekundą.
- W sumie to cię kocham, hyung.
Słowa Sehuna wypłynęły z jego ust niezwykle miękko i kusząco, nim nachylił się zagarniając wargi Luhana w motylim pocałunku. Słodycz pochłonęła ich obu, pozwalając na chwilę anielskiego zapomnienia. Dłonie starszego ułożyły się na ramionach Sehuna, kiedy ten pogłębiał pocałunek, z czułością pieszcząc usta Lu. Wszystko było takie perfekcyjne i idealne, a Luhan wprost nie mógł powstrzymać cichego jęku, kiedy Oh oderwał delikatnie swoje usta od jego, stykając ich czoła razem. Starszy spojrzał w jego oczy i uśmiechnął się błogo. Nie dostrzegał już małego chłopca, którym niegdyś był Sehun. Teraz na miejscu tego chłopca stał mężczyzna, którego Luhan kochał.
Sehun odwzajemnił delikatny uśmiech, układając dłonie na policzkach bruneta i gładząc je kciukami. Jego dotyk sprawiał, że wszystkie obawy i niepewności Luhana znikały. Ich spojrzenia spotkały się i obaj musieli przyznać, że była to jedna z tych magicznych chwil, przez które ich serca zatrzymały się.
- Pragnę cię - wyszeptał Luhan, przymykając oczy, pod wpływem kolejnego pocałunku złożonego na jego różanych ustach. Objął mocniej szyję młodszego, pozwalając, aby ten zaniósł go w stronę jego łóżka i ułożył jego wątłe ciało na przyjemnie chłodnej pościeli. Kiedy Sehun zawisł nad nim, niemal od razu łącząc ich usta razem, Luhan czuł, że każdy dotyk starszego zostanie przez niego zapamiętany. Pragnienie siebie nawzajem odurzyło ich obojga, sprawiając, że całkowicie zatracili się w pocałunkach i delikatnych pieszczotach.
- Nie pozwolę... - zaczął Sehun chrapliwym szeptem - ...aby ktokolwiek posiadał cię tak, jak ja cię teraz posiadam.
- Wiem - przyznał równie cicho Lu, wsuwając palce w roztrzepane kosmyki włosów chłopaka. - Jesteś moim jedynym, Sehun.
Nieważne jak tandetnie zabrzmiało to w uszach Luhana, Oh był pewny, że było to wyznanie, na które czekał całe swoje życie.
- Byłem tym pierwszym, prawda? - spytał, wspominając noc 18 lipca, kiedy obaj na wpół pijani od Whiskey i ożywionych w umysłach wspomnień, zatopili się w swoich ramionach, pozwalając sobie przekroczyć granice.
Luhan uśmiechnął się szczerze, nim odpowiedział.
- Byłeś pierwszym i będziesz ostatnim - wyszeptał, nim znów pocałował Sehuna, pragnąc jego bliskości i uzależniającego ciepła.

Czego Ty kobieto chcesz od tego rozdziału? Przecież on jest idealny! Zacznę od tego, że pożegnanie Baekyeola było mega słodki. Channie w końcu pokazał, co na serio czuje do Baekhyuna, ale zaskoczył mnie fakt, że starszy nic do niego nie czuje i traktuje go jedynie, jako przyjaciela. Dla mnie ten pocałunek był przesłodki, a on czuł obrzydzenie. Jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Zaczynam się martwić o stan Krisa. Urlop na pewno by mu się przydał. Mógł jechać z Tao i może spotkałby Suho. Jak ja oczekuje tego momentu! Ale pewnie kolorowo na początku nie będzie. To miło ze strony chłopaków, że przygotowali dla Sehuna przyjecie urodzinowe. Przyjaciół to on ma kochanych! I jeszcze końcówka. Taka słodka! Cieszę się bardzo, że pomiędzy Sehunem i Luhanem kwitnie na nowo uczucie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
O ja.... Ty wiesz, że ja mam słabość do tego opowiadania **
OdpowiedzUsuńCholera jasna, Byun! Ja byłam święcie przekonana, że on jest zakochany w Yeolu, w sensie świadomie go pragnie i w ogóle, a ten idiota myli pojęcia przyjaźni z miłością, pewnie skręcało go w jelitach na pocałunek od Park'a i niech nawet nie próbuje siebie okłamywać hymff.
Hunhany oficjalnie są razem przez, co jestem tak cholernie szczęśliwa, że sobie tego nie wyobrażasz. Myślę, że Lu na prawdę nie mógł dać Sehunowi bardziej wartościowego prezentu, niż siebie zważając na fakt, jaki ważny jest dla Hunniego ;-; Uwielbiam twoje opisy są przepiękne i będę Ci o tym przypominać za każdym razem !
A wesz, na co teraz czekam...
chcę żeby Kris i Suho ponownie się spotkali, bo widać, że brak ich związku źle na nich wpływa... Suho biedny załamany, Kris nie sypia, weźcie spotkajcie się w tej waszej kawiarence, bo nie mogę na was patrzeć, jak się nawzajem katujecie, nawet o tym nie wiedząc ;-;
Ej lubię twojego Taosia, wiesz? ;d
Pozdrawiam i weny życzę! I nie wcale ten rozdział nie był zły, był cudowny ^^
Omomommm <3 scena na końcu cud miód i orzeszki, rozpływam sie <3 a jeszcze Hunhan to w ogóle pełnia szczęścia <3
OdpowiedzUsuńwpadłam na twojego bloga w sumie przez przypadek ale nie żałuje ;D jednym tchem przeczytałam całe opko i prawe sie popłakałam, jak zobaczyłam, że to juz ostatni rozdział na dziś ;.; ale dobrze ze sa one shots <3333
weny życze, żebyś jak najszybciej napisała nowy rozdział i wesołych świąt ;DD
ps1: ... patrząc na komentarze moich poprzedniczek, mój wygląda bardzo, bardzo, bardzo ubogo ale musisz mi wybaczyć xd chciałabym napisać tak wiele ale jak przychodzi co do czego to ledwo potrafię sklecić kilka zdań xdd
ps2; podałabyś linki do playlisty? jest cudowna <3333 gdzieś tam sie chyba przewinęło my heart will go on ale reszty nie kojarzę xddd