Tytuł: "Roses" <rozdział X>
Paring: HunHan (pobocznie BaekYeol, BaekYeon, KrisHo, KaiSoo)
(Polecam w trakcie czytania słuchania numerku 7 na playliście)
"Roses"
rozdział X
11 maja. Pensjonat.
Poranek niósł ze sobą miłą zapowiedź słonecznego dnia. Wokół stolików zapełnionych gośćmi pensjonatu krążył Minseok w zawiązanym wokół bioder fartuszku w paski, roznosząc porcje jedzenia oraz sprzątając pozostałe brudne naczynia. Wokół unosił się znajomy zapach herbaty i grzanek z serem, przygotowanych przez Chena, co z każdą chwilą przypominało mężczyźnie o fakcie, że sam zapomniał dzisiejszego poranka o śniadaniu, co niezwykle potęgowało jego głód.
- Już wszystko?
Xiumin wręczył przechodzącemu obok Chenowi tacę, którą dotąd nosił i zaczesał ciemne pukle włosów, uśmiechając się beztrosko.
- Mam nadzieję, że tak.
- Twoje śniadanie czeka w kuchni. Powinieneś zjeść przed pracą - pouczył go Jongdae, samodzielnie zajmując się sprzątaniem pozostałych półmisków i sztućców.
Minseok skinął potulnie głową i skierował się do niewielkiej kuchni, w drodze rozwiązując fartuszek, który po chwili zawiesił na haczyku przytwierdzonym do drzwi kuchennych. Zatrzymał się w progu, zauważając obecność kogoś jeszcze i momentalnie zamarł, słysząc bezradne westchnienie, odbijające się od ścian pomieszczenia.
- Chanyeol?
Rudy podniósł głowę i uśmiechnął się lekko, widząc Xiumina, który zajął miejsce po drugiej stronie stołu.
- Cześć - wymamrotał, obejmując smukłymi palcami kubek ciepłej herbaty.
- Co tu robisz tak wcześnie? - spytał Minseok, oblizując usta na widok przygotowanego śniadania stojącego obok.
- Nocowałem tu.
- Tu? - Xiu spojrzał na przyjaciela, w trakcie przysuwania talerza parującej jajecznicy i grzanek bliżej siebie. - Dlaczego tu?
- Wynająłem pokój - odpowiedział Chanyeol znudzonym tonem.
- Chodzi mi o to, dlaczego nie śpisz w swoim domu?
Park smętnie spuścił wzrok.
- Moja mama niezbyt chętnie mnie przyjęła - przyznał cicho.
- Co się stało? - zainteresował się Minseok.
Już od dawna wiedział, że Chanyeol miał niemałe problemy ze swoimi rodzicami, a zwłaszcza a matką, która po rozwodzie z mężem zupełnie się rozpadła. Wiedział, że Yeol na każdym kroku starał się od rozweselić, sprawiać, żeby czuła się szczęśliwa, lecz ona traktowała syna jedynie jako balast. Zbędny ciężar, który nie pozwalał jej na pogodzenia się z rozstaniem i zapomnienie o mężu. Nie było więc dziwne to, że młody Park, po zaoszczędzeniu odpowiedniej sumy pieniędzy przysyłanych od ojca wyjechał na studia, gdzie zamierzał ułożyć sobie życie z dala od matki.
- Twierdzi, że jej dom nie jest już moim domem odkąd się wyprowadziłem - zaśmiał się rudy, pozbawionym radości śmiechem. - Twierdzi, że jestem śmieciem i musi się mnie pozbyć.
Minseok zamarł, nie wierząc w słowa przyjaciela. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, aby własna matka Park Chanyeol pozbawiła go dachu nad głową w rodzinnym mieście.
- To straszne - przyznał Minseok.
- Wiem - pokiwał głową Chan, powoli sącząc łyk przyjemnie ciepłego napoju.
- Co zamierzasz z tym zrobić?
Chanyeol zamyślił się, w roztargnieniu poprawiając kołnierzyk swojej paskowanej koszulki polo, po czym bezradnie wzruszył ramionami. Nie wiedział czy powinien robić w takiej sytuacji cokolwiek.
- To chyba moja ostatnia wizyta tutaj - odpowiedział niemal szeptem. - Odwiedziny was utrudniają mi całkowite przeniesienie się do Seulu. Nie chcę was zostawiać, a z drugiej strony wiem, że muszę. Muszę dorosnąć.
11 maja. Dom Kyungsoo.
Kyungsoo poruszył się niespokojnie, czując jak materac jego wąskiego łóżka ugina się pod dodatkowym ciężarem, a wokół robi się wyjątkowo niewygodnie i ciasno. Nim zdążył otworzyć oczy, poczuł czyjeś silne ramię, które zacisnęło się wokół jego pasa jak boa dusiciel, przyciskając go do czyjegoś rozgrzanego torsu okrytego cienkim materiałem koszulki pachnącej męskim dezodorantem.
- Jongin - wymruczał tylko sennym głosem. - Złaź z mojego łóżka.
Brunet poluźnił swój uścisk, wlepiając w Kyungsoo błagalne spojrzenie.
- Twój materac jest bardziej miękki niż ten na łóżku gościnnym, hyung - odpowiedział, uśmiechając się niewinnie.
Kyungsoo w odpowiedzi odwrócił się przodem do przyjaciela i siłą swoich wątłych ramion próbował zepchnąć go z posłania, na którym ledwo mieścili się we dwoje.
- To łóżko nie jest stworzone dla dwójki ludzi - prychnął, nim w końcu zrezygnowany schował swoje dłonie pod kołdrą i mimowolnie wtulił się w tors Jongina.
- Mam inne zdanie na ten temat - wyszeptał miękko Kai. - Gdybyś się tak nie szarpał i przysunął bliżej z pewnością byłoby wygodniej.
Starszy podniósł wzrok i parsknął śmiechem na widok wpółprzymkniętych oczu, patrzących na niego spod długich rzęs, pełnych ust ułożonych w lekkim uśmiechu i zmęczonej twarzy okalanej splątanymi, czarnymi pasmami.
- Wyglądasz jakbyś od lat nie widział grzebienia - rzekł nieco łagodniej Kyungsoo, unosząc dłoń i przeczesując palcami pukle włosów bruneta, który korzystając z sytuacji przysunął się bliżej, wtulając twarz w zagłębienie szyi chłopaka.
- Płakałeś dziś przez sen, hyung.
Kyungsoo zamarł, słysząc słowa przyjaciela.
- Co? Skąd wiesz?
- Usłyszałem. Dlatego przyszedłem - oddech Kaia parzył delikatną skórę na szyi Kyungsoo. - Miałeś koszmar.
- Nie miałem - skłamał starszy.
- Miałeś.
Zdecydowany ton głosu młodszego sprawił, że po plecach Kyungsoo przeszedł dreszcz. Nie mógł pojąć jak Kaiowi udało się go tak szybko przejrzeć. Dotychczas myślał, że jest silny, zdecydowany, stanowczy. Myślał, że nikt nie zburzy muru wokół niego, że nikt nie dotrze do jego środka i nie pozna właściwego Kyungsoo, a tymczasem Kim Jongin zrobił to w przeciągu kilku tygodni, sprawiając, że D.O. wariował. Nie potrafił traktować Kaia jak wroga, mimo, iż ten wielokrotnie naruszał jego przestrzeń. Był zagrożeniem. Zamiast tego traktował bruneta jak anioła stróża, bo to właśnie przy nim czuł się tak bezpiecznie, jak jeszcze nigdy w życiu. Był jedyną osobą, przy której Kyungsoo mógł poczuć ciepło.
11 maja. Pensjonat.
Delikatność, czułe słowa i bliskość Sehuna.
To właśnie Luhan zapamiętał z ostatniej nocy, która była przypieczętowaniem ich zaręczyn. Przeciągnął się na łóżku, czując na swoim karku ciepły oddech młodego mężczyzny i z uśmiechem odwrócił się do niego. Jego nieodwzajemniona miłość z lat wczesnej młodości była teraz jego narzeczonym.
- Dzień dobry, Lu - miękki szept otulił jego ciało jak puchowy koc.
- Hej - na twarzy Luhana zajaśniał delikatny uśmiech, kiedy Oh z czułością ucałował jego czoło. Uwielbiał, kiedy jego świeżo upieczony narzeczony obsypywał go delikatnymi, czułymi gestami.
- Nie chce mi się myśleć, że wieczorem wracamy - westchnął Sehun, przesuwając dłoń wzdłuż ramienia starszego, by po chwili spleść ich palce razem.
- Racja. Ale Seul nie jest aż tak złym miejscem - przyznał cicho Luhan. - Powoli się przyzwyczajam.
- Wolałbyś mieszkać tutaj, prawda?
Pytanie Sehuna zbiło starszego z tropu. Odwrócił się twarzą do młodszego i ułożył dłonie na jego policzkach, ilustrując wzrokiem jego piękna twarz. Z każdym dniem Sehun był piękniejszy.
- Mieszkanie w Seulu mi nie przeszkadza, ale szczerze mówiąc chyba naturalne jest to, że wolałbym moje rodzinne miasto, prawda? - powiedział przyciszonym głosem, głaszcząc kciukami policzki młodszego.
- Zamieszkamy gdzie tylko będziesz chciał - uśmiechnął się Sehun, przelotnie całując usta mężczyzny.
Luhan odwzajemnił delikatnie pocałunek, choć szczerze wątpił, że Oh spełni jego obietnicę. Miał przecież pracę i obowiązki, które mocno trzymały go przy stolicy. Nie mógł nagle wyjechać, zniknąć. To byłoby zbyt bezsensowne.
Nie chciał by Oh zbyt dużo dla niego poświęcał, bo wciąż żyła w nim obawa, że na to nie zasługuje.
11 maja. Dom Kyungsoo.
- Opowiedz mi o nich - zaczął Jongin.
Widelec Kyungsoo zatrzymał się w połowie drogi do ust.
- O czym?
- O koszmarach. Długo je masz?
- Daj spokój - wywrócił oczami starszy. - Nie chcę o tym mówić.
- Muszą być naprawdę straszne, skoro tak bardzo unikasz tematu - westchnął Jongin, upijając łyk soku z wysokiej szklanki.
Dzień był upalny i obaj zdecydowali się zjeść obiad na podwórku, siedząc przy plastikowym stole na składanych krzesłach.
- Bo są.
- Będziesz musiał mi kiedyś o nich opowiedzieć.
Kyungsoo podniósł wzrok i przez chwilę wpatrywał się nieruchomo w Jongina grzebiącego widelcem w swojej porcji.
- Tak samo jak ty będziesz musiał mi powiedzieć czemu nie możesz pokazywać się w miasteczku.
Trafił w czuły punkt Kaia. Czuł to.
Zbity z tropu brunet odłożył widelec na brzeg talerza.
- Nie mogę - odparł.
- Dlaczego?
- To trudne. Nie zrozumiesz - pokręcił energicznie głową.
- Jongin - rzekł stanowczo. - Prędzej czy później i tak się dowiem.
Kai spuścił smętnie wzrok.
- Ufasz mi?
Kyungsoo zamarł na chwilę w bezruchu, sparaliżowany pytaniem młodszego. Odpowiedź na nie była trudna i bez problemu mogła zranić ich oboje.
- Dlaczego pytasz? - mruknął, próbując udawać obojętność.
- Chcę wiedzieć - rzekł Kai. - Ufasz mi?
Kyungsoo przełknął kęs mięsa i poczuł jak jego gardło się ściska. Miał ochotę wybuchnąć płaczem, spowodowanym obrazami, które nagle zaczęły przesuwać się w jego głowie.
Pijany Jongin w barze.
Śpiący Jongin w jego pokoju gościnnym.
Jongin mówiący, że chce się w nim zakochać.
Zmartwiony Jongin pytający o koszmary.
- Jongin...
- Powiedz.
Zamknął oczy.
- Oczywiście, że ci ufam.
11 maja. Pensjonat.
- Już idziesz? - spytał Chen, widząc Chanyeola kierującego się w stronę wyjścia.
- Tak - skinął głową rudy. - Mam pociąg za pół godziny. Wolę się nie spóźnić.
- Rozumiem - odparł chłopak.
- Do zobaczenia - rzucił ze smutnym uśmiechem Park, otwierając drzwi.
- Kiedy znów nas odwiedzisz? - zatrzymał go Chen.
Mężczyzna ustał w progu i spuścił głowę w zamyśleniu.
- Nie szybko.
Jongdae pokiwał powoli głową. Przygnębienie Chanyeola było doskonale widoczne i Chenowi było żal przyjaciela, który oprócz odrzucenia ze strony obiektu swoich westchnień zmagał się również z odrzuceniem ze strony matki.
Park był dobrym człowiekiem, wspaniałym przyjacielem i kochającym synem, jednak nikt nie potrafił go docenić. Na każdym kroku spotykał trudności, które zazwyczaj pokonywał z uśmiechem na ustach, każdą porażkę obracając w żart, jednak kiedy jego relacje z najbliższymi osobami zaczęły się sypać energia Chanyeola umarła. Nie potrafił już śmiać się bez powodu. Jakaś cząstka niego bezpowrotnie odeszła.
Wyszedł na rześkie wiosenne powietrze, zaciągając się zapachem późnego popołudnia i z bólem serca skierował swoje kroki w stronę dzikiej plaży. Nie zmierzał iść od razu na dworzec. Nie teraz.
Nad wodą panowała cisza zakłócana śpiewem ptaków i szumem liści oraz fal rozbijających się o skalisty brzeg. Park wdrapał się na stromy pagórek, którego zbocze ogrodzone było drewnianym płotkiem. Porośnięty był wysoką trawą, a z dala malował się piękny, zapierający dech w piersiach widok na ciemne wody jeziora, czyste niebo upstrzone różnokolorowymi chmurami i oddalony zarys drugiego brzegu.
Oparł się o barierkę i chłonął ten obraz całym sobą, przypominając sobie najlepsze chwile swojego życia.
To Baekhyun pokazał mu to miejsce.
Kiedy obaj mieli dziesięć lat posiadanie swojego tajnego miejsca było priorytetem każdego dzieciaka. Oni znaleźli swoje zbocze u szytu pagórka nad jeziorem, otoczone drewnianą barierką, na której wielokrotnie markerem podpisywali się i zostawiali sobie wiadomości. To miejsce było pełne wspomnień dni, kiedy nic nie było skomplikowane. Życie było proste i beztroskie, a Chanyeol nie musiał całymi dniami żyć czując nieokreślony ból gdzieś wewnątrz klatki piersiowej. Nie było zmartwień ani odrzucenia.
Usiadł na wilgotnej trawie, opierając się plecami o starą, spróchniałą już barierkę, na której wciąż widniały ich podpisy i zostawiane wiadomości.
P.C + BB
Przyjaciele na zawsze
Nie zapomnij oddać mi jutro książki ~ 23.08 B.B
Jesteś moim najlepszym przyjacielem ~ 6.01 B.B
Schowałem pod kamieniem żelki. Są dla ciebie ~ 14.05 P.C
Przyjdź tu jutro po obiedzie. Będę czekał ~ 25.09 B.B
Przepraszam, że pobrudziłem ci sweter ~ 17.03 P.C
Tęsknię za tobą, Yeollie ~ 2.05 B.B
Mam dla ciebie niespodziankę ~ 26.04 P.C
Na zawsze zostaniemy razem, ok? ~ 28.09 B.B
Na zawsze ~ 29.09 P.C
Ze łzami w oczach przejechał palcami po zapisanymi markerem słowami i wrócił wspomnieniami do dnia, kiedy wszystko było piękne. Widział, że Baekhyun z pewnością zapomniał już o ich miejscu, jednak tknięty niewidzialną siłą wyjął z torby marker.
Jego zapach kojarzył się z dawnymi latami, a Chanyeol sam nie wierzył w to, co właśnie robił.
Pochylił się nad drewnianą powierzchnią i wyszukawszy wolnego miejsca w stosie wiadomości i innych podpisów, napisał.
Był naiwny, jeżeli wierzył, że Baekhyun kiedykolwiek odczyta te słowa.
Zostawiwszy ostatnią w swoim życiu sekretną wiadomość w ich własnym sekretnym miejscu wstał i odszedł, rzucając ulotne spojrzenie na barierkę i świeżo napisany tekst.
Nie chciałem się w tobie zakochać, naprawdę. Przepraszam za wszystko ~ 11.05 P.C
13 maja. Dom Kyungsoo.
Krzyki.
Krzyki i płacz, a następnie ból i przeraźliwe zimno.
Mały chłopiec potarł piąstką zaspane oczy, w których natychmiast zebrały się łzy.
Rozejrzał się w poszukiwaniu mamusi, lecz jedynym co zobaczył był ON, stojący w progu jego pokoju z zaciętym wyrazem twarzy.
Chłopiec skulił się.
Nie chciał znów płakać.
- Gdzie ta dziwka? - rzucił mężczyzna plugawym tonem.
Chłopiec pokręcił głową.
- Nie wiem - wyszeptał, choć najpierw chciał poprosić mężczyznę, by nie nazywał tak mamusi.
- Nie wiesz? - powtórzył ostro, a mały Kyungsoo skulił się w sobie.
- Nie - pokręcił głową.
Minęło kilka dłużących się sekund, nim mężczyzna podszedł do łóżka chłopca i uderzył go w twarz. Łzy wypłynęły z oczu małego Kyungsoo, wraz z myślą, że mamusia już nie wróci.
- Kyungsoo…
Kyungsoo otworzył oczy, czując na policzkach ślady łez i oplatające go silne ramiona.
- Już dobrze, Kyungsoo… - Jongin uspokajająco pogłaskał go po włosach, przytulając mocno. - To był tylko sen.
- Wiem - przyznał szeptem chłopak, pozwalając sobie wtulić się w ciepłe ciało bruneta.
- Nie bój się - głos Jongina był ciepły, troskliwy, czuły. Przy nim wszystkie obawy przestawały mieć znaczenie, a Kyungsoo w końcu mógł poczuć co znaczy prawdziwe uczucie bezpieczeństwa.
Otarł łzy wierzchem dłoni i spojrzał na Jongina, który wyglądał na wyjątkowo zmartwionego.
- Już się nie boję - wyszeptał, uśmiechając się delikatnie i uniósł dłoń, by przygładzić nią roztrzepane włosy bruneta.
Jongin nachylił się i troskliwie ucałował jego czoło, odgarniając z niego niesforne kosmyki.
- Pamiętaj, że tu jestem. Już nic ci nie gorozi - wyszeptał spokojnym głosem, który z łatwością utulił Kyungsoo do snu.
13 maja. Dom Baekhyuna.
Yixing wziął szklankę soku z drżących dłoni Byuna, zajmując miejsce na kanapie w salonie. Mama Baeka kręciła się gdzieś po ogrodzie, a cichy poranek zagłuszał dźwięk kosiarki sąsiadów.
- Kiedy pojechał?
- Chen mówił, że trzy dni temu - odpowiedział cicho Lay.
Baekhyun westchnął, jakby słowa nie były w stanie przejść mu przez gardło. Wyglądał na zmęczonego: blada cera, zapadłe policzki, cienie pod oczami. Zdecydowanie nie prezentował się najlepiej od dnia spotkania z Park Chanyeol pod jego domem, w trakcie spaceru z Taeyeon. Głupia zabawa zaczęła przeradzać się labirynt bez wyjścia, w którym obaj na próżno doszukiwali się siebie.
- Jego matka - zaczął Baek cicho, jakby jego głos był zbyt słaby, by wypowiedzieć słowa głośniej. - Jego matka zawsze taka była, ale… nigdy nie posunęła się do czegoś takiego. Tak bardzo mi go żal.
- Mi również - przytaknął Yixing.
- To wszystko musiało go przerosnąć - mruknął bardziej do siebie, niż do towarzysza.
- Masz rację.
- Co powinienem zrobić?
Pytanie Baekhyuna zawisło w powietrzu.
Yixing spojrzał na niego z pewnym wahaniem w oczach, po czym uśmiechnął się smutno.
- Nie załamuj się. Jeszcze nie wszystko stracone - rzekł.
- Nie uda mi się tego naprawić - Baekhyun zmarszczył brwi, a jego oczy lekko się zaszkliły. Nie uda mi się naprawić Park Chanyeola, dodał w myślach.
Krótko po wyjściu Yixinga, Baekhyun narzucił na siebie bluzę i wyszedł z domu, uprzedzając matkę, że późno wróci. Przeszedł kilka ulic, aż dotarł do niewielkiej kwiaciarni, pachnącej farbowanymi różami, kwiatami donniczkowymi i bukietami. Nie lubił tego miejsca.
Mały dzwoneczek u drzwi powiadomił kobietę za ladą o jego obecności, a ta uśmiechnęła się szeroko.
- Baekhyun? Co cię tu sprowadza? - spytała, wychodząc mu na przywitanie, jednak mężczyzna nie miał zamiaru się z nią witać.
- Musimy porozmawiać - rzekł oschłym, rzeczowym tonem.
- Coś się stało? - spytała, a uśmiech wyparował z jej rumianej twarzy.
- To koniec, Tae - powiedział i poczuł ukłucie w sercu, na myśl, że zerwanie tej więzi tak łatwo mu przyszło.
Widział, że Taeyeon poczuje się zraniona. Wiedział też, że Chanyeol musiał poczuć się o wiele bardziej zraniony.
- Ty… - dziewczyna zaniemówiła, wiedząc, że żadne słowa nie są w stanie opisać jej uczuć. - Zrywasz ze mną? - spytała z lekkim bólem.
- Tak. To nie miało przyszłości - odparł zimnym tonem Baek.
- Nie rozumiem…
- Nie jesteś osobą, z którą chciałbym być.
Słowa uderzyły Taeyeon jak sztylet wbity w plecy.
- Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz? - spytała, marszcząc brwi.
Baekhyun wziął głęboki oddech, układając w głowie odpowiednią odpowiedź.
- Wiele rzeczy do mnie dotarło - rzekł. - W ostatnich dniach naprawdę wiele się zmieniło. Ja się zmieniłem. Nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Będąc z tobą ranię i ciebie i mnie. Zakończmy to.
Tae spuściła wzrok na swoje zdbane dłonie, trawiąc w myślach słowa Baekhyuna.
- Rozumiem - uśmiechnęła się smutno. - Mam tylko nadzieję, że będziesz szczęśliwy z tą osobą. Ona z pewnością da ci to, czego nie dałam ci ja.
- Nie czuj się winna. To musiało prędzej czy później nastąpić.
- Wiem - dziewczyna założyła za ucho kosmyk włosów. - Rozumiem cię i nie mam ci tego za złe.
- Cieszę się, że tak to przyjęłaś - mruknął Baekhyun. - Do zobaczenia, Tae.
- Do zobaczenia, Baek - odpowiedziała, uśmiechając się smutno. - Mam nadzieję, że ta wyjątkowa osoba uczyni cię szczęśliwszym, niż jesteś teraz.
Baekhyun odwrócił się i odwzajemnił smutny uśmiech.
- A ja mam nadzieję, że spotkasz w końcu mężczyznę, który będzie na ciebie zasługiwał.
Miał ochotę płakać i równocześnie się śmiać, bo właśnie wszedł na dobrą drogę, by to wszystko odkręcić. Chciał wykrzyczeć całemu światu jak bardzo żałuje tego, co było wcześniej. Chciał powiedzieć Chanyeolowi o tym, co właśnie sobie uświadomił. Chciał, żeby jego olbrzym wrócił jak za starych dobrych lat i nadal potrafił śmiać się w ten zaraźliwy sposób.
15 maja. Pensjonat.
- Wszystko idzie po naszej myśli, Xiu - Chen pochylił się nad krzewem róż, podlewając je z uczuciem.
- Martwię się - rzekł nagle starszy, który dotąd zajęty był podziwianiem widoków z werandy.
- Czym?
- Jak zareaguje na to Lu. Powinniśmy go uprzedzić - zmarszczył brwi.
- Nie. To zły pomysł - pokręcił głową Jongdae, odstawiając blaszaną konewkę. - Dobrze wiesz jak by na to zareagował. Cały czar ich miłości prysłby.
- To nie w porządku - argumentował stale Xiumin. - Jako przyjaciele powinniśmy mu mówić o wszystkim. Zachowujemy się nielojalnie ukrywając przed nim testament. Powinien go zobaczyć.
Chen westchnął, wyobrażając sobie minę Luhana, kiedy dowiedziałby się, że jego ślub z Sehunem ma na celu nie tylko połączenie ich jako małżeństwa, ale też uratowanie pensjonatu.
- Nie, Minnie. Pozostańmy przy starej wersji. Dowie się po ślubie.
- Będzie miał nam to za złe - rzekł ostro Minseok.
- Będzie miał nam za złe jeżeli zniszczymy jego związek tym cholernym testamentem! - wybuchł młodszy. - Nie rozmawiajmy o tym, okay? Ślub się jeszcze nie odbył.
Minseok spojrzał na niego spod roztrzepanej grzywki i poprawił mankiety koszuli wystającej spod czarnego swetra w białe paski.
- Rób co chcesz - wymruczał pod nosem. - Pamiętaj tylko, że to szczęście Luhana jest tu najważniejsze.
15 maja. Dom Kyungsoo.
- Często je masz?
- Tak - pokiwał głową chłopak. - Od dziecka.
- To musi być straszne, prawda? - spytał Kai miękkim głosem, który zawsze sprawiał, że Kyungsoo czuł wewnątrz nieznane ciepło.
- Tak - skinął znów głową.
- Czy to jakaś pozostałość po wspomnieniach z dzieciństwa?
Kyungsoo drgnął, słysząc, że Jongin trafił w sedno. Wielka, bolesna tajemnica w końcu miała wyjść na jaw.
- Tak.
- Opowiedz mi.
Starszy podniósł wzrok, spotykając się z troskliwym spojrzeniem ciemnych oczu bruneta i w odpowiedzi pokręcił przecząco głową, czując miliony barier osaczających go. Nie mógł się przed nim otworzyć. Nie umiał. Zbyt dużo myśli blokowało go, przypominając o konsekwencjach.
- Nie. Nie mogę.
- Opowiedz - nalegał Jongin. - Chcę wiedzieć, aby móc pokonać ten problem razem z tobą, rozumiesz? Moje wsparcie może okazać się potrzebne.
Kyungsoo przełknął ślinę, starając się powstrzymać łzy, które zamazywały mu obraz za każdym razem, kiedy wspominał gorzki okres swojego dzieciństwa.
Przemoc.
Płacz.
- Nie lubię o tym mówić - wyszeptał, nim Kai ułożył dłonie na jego policzkach i złączył ich czoła razem, patrząc mu w oczy.
- Dasz radę, hyung. Jestem tu - rzekł przyciszonym głosem. - Jestem tu dla ciebie.
Kyungsoo uśmiechnął się blado, bo czując przy sobie ciepło Jongina wiedział, że nie ma bariery, której nie potrafiłby pokonać.
- Moja rodzina była zwykłą rodziną - zaczął. - Tata pił. Dużo pił. Nie chodził do pracy, chociaż ciągle obiecywał, że zacznie. Później w ogóle to olał. Byliśmy dla niego tylko ciężarem - umilkł na chwilę, przełykając łzy. - Był nałogowym graczem. Hazard był dla niego ważniejszy ode mnie i mamy. Bił nas, krzyczał. Nie miał zahamowań. Potrafił zrobić awanturę w środku nocy, niszcząc wszystko. A ja nie potrafiłem niczego ochronić.
Jongin w milczeniu obserwował, jak po policzkach Kyungsoo spłynęły łzy.
- To było okrutne - zaczął znów, drżącym, łamiącym się z każdym słowem głosem. - Patrzeć jak ktoś znęca się nad jedyną osobą, którą kochasz i nie móc nic zrobić. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem siebie za to, że jestem tak słaby.
- Mów dalej, Kyungsoo - zachęcił go Jongin, kciukami ścierając łzy z jego mokrych policzków.
- Pewnej nocy... pewnej nocy mama odeszła. Nie mogliśmy jej znaleźć. Zniknęła. Dopiero następnego dnia rano ja… ja… - Kyungsoo zaniósł się jeszcze większym płaczem. - Odebrała sobie życie. Zostawiła mnie. Zostałem sam.
Jongin był wstrząśnięty wyznaniem starszego. Nie chciał wiedzieć więcej, widząc ile trudu kosztuje chłopaka wypowiedzenie choćby kilku zdań.
- Cii… - szepnął, obejmując wątłe ciało Kyungsoo ramionami. - Tak bardzo mi przykro, Kyungie. Tak cholernie mi przykro - sam ledwie utrzymywał łzy, patrząc na szlochającego towarzysza.
- Nocami prześladują mnie koszmary - wyszeptał starszy, obejmując mocno szyję Jongina. - Jest w nich moja mama i on… a ja jak zwykle jestem sam i nie mogę nic zrobić. Jestem zbyt słaby, by obronić nawet samego siebie.
- Nie mów tak - szepnął ciepłym głosem Jongin, wprost do ucha Kyungsoo. - Nie mów tak, bo od dzisiaj nie jesteś już słaby i bezbronny. Od dziś ja będę twoją siłą, okay? Będę cię chronił i pilnował, abyś już nigdy więcej nie doznał żadnego cierpienia.
Kyungsoo słuchał słów bruneta w zamyśleniu i poczuł ciepło rozlewające się w jego sercu. Wiedział, że nie powinien przywiązywać się do Kaia, jednak teraz był pewny, że już na zawsze pragnie go przy sobie zatrzymać.
Tej nocy Do Kyungsoo po raz pierwszy nie został obudzony przez koszmar.
20 maja. Dom Baekhyuna.
Od dnia zerwania z Taeyeon Baekhyun układał plan przeproszenia Park Chanyeola i wyjawieniu mu całej prawdy. Liczył dni do jego przyjazdu, za każdym razem czekając na dworcu każdego piątku o godzinie osiemnastej, kiedy to ostatni pociąg z Seulu zatrzymywał się na peronie.
Nigdy niestety nie udało mu się spotkać Chanyeola, a jego serce bolało coraz bardziej, bo wiedział, że jego przyjaciel musiał cierpieć.
Próbował dzwonić, pisać, ale to wszystko szło na marne, bo Park zachowywał się tak, jakby wymazał ze swojej przeszłości nazwisko Byun Baekhyun.
- Baekhyun… - zaczął pewnego dnia Yixing, kiedy siedzieli na werandzie pensjonatu. - Dlaczego każdego piątku na niego czekasz?
- Chcę go spotkać - odpowiedział bez zastanowienia Byun. - Muszę go przeprosić i to wszystko naprawić. Przecież już ci o tym mówiłem.
- Chanyeol nie przyjedzie - wciął się Chen.
- Czemu? - spytał słabym głosem Baekhyun.
- Powiedział, że odwiedzanie nas nie pozwala mu ułożyć sobie życia w Seulu - wyjaśnił Minseok. - Poza tym po kłótni ze swoją mamą nie ma ochoty odwiedzać miasteczka. Rozumiem go.
Baekhyun spuścił głowę, przełykając gorzki smak rozczarowania.
Czy to możliwe, że jego czas na naprawę błędów już minął?
Wracając do domu, skierował smętne spojrzenie w stronę wysokiego pagórka nad jeziorem, otoczonego drewnianą barierką. Znał to miejsce bardzo dobrze i za każdym razem, gdy je mijał na jego twarzy malował się szczery uśmiech. To tam na drewnianej powierzchni barierki zapisane były ich najlepsze wspomnienia.
Sam nawet nie wiedział, kiedy zapragnął jeszcze raz przeczytać wszystkie wpisy na drewnianych deskach płotu i ignorując wszystko i wszystkich, ruszył w stronę ciemniejącego w oddali jeziora.
Powietrze smakowało tak samo jak wiele lat tamu, kiedy to miejsce było jego drugim domem, dzielonym z Chanyeolem. Wiatr rozwiewał jego włosy, a Baekhyun zatonął w widokach za barierką, starając się przywołać najlepsze wspomnienia. Było ich wiele. Cała ich przyjaźń składała się z milionów dobrych chwil. Małe kłótnie i spięcia nie miały znaczenia, kiedy obaj wiedzieli, że bycie przy sobie jest tym, do czego pragną dążyć.
Wtedy Baekhyun nie rozumiał swoich uczuć i czuł się potwornie głupi, kiedy orientował się, że dopiero niedawno odważył się sam przed sobą przyznać do miłości, która przez długi czas trawiła jego młode serce.
Wpisy na drewnianych deskach wyraźnie wyblakły, jednak to nie przeszkadzało mu w czytaniu ich. Pochłonęły go stare wiadomości, inicjały wyryte za pomocą scyzoryka Chanyeola i inne bazgroły, które kiedyś nie były dla niego tak ważne, jak teraz. Jego oczy zaszły łzami, lecz sam nie widział z jakiego powodu. Śmiał się i płakał na przemian, wspominając słodkie dni dzieciństwa, kiedy miłość jego życia nosiła jeszcze miano najlepszego przyjaciela.
Zatrzymał się przy ostatnim wpisie ukrytym w rogu barierki. Nie był wyblakły. Wyglądał, jakby ktoś napisał go całkiem niedawno. Zaciekawiony szatyn pochylił się i zaszklonymi oczami zilustrował dwa zdania zapisane schludnym pismem dorosłego, poważnego człowieka.
Nie chciałem się w tobie zakochać, naprawdę. Przepraszam za wszystko ~ 11.05 P.C
Wtedy łzy na dobre wyciekły z oczu Baekhyuna wraz z cichym szlochem, który wyrwał się z jego gardła, gdy chłopak zorientował się, jak brutalnie odrzucił osobę, która była jego całym światem zamkniętym w skórze wesołego rudzielca o wiecznie śmiejących się oczach.

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dodałaś ten wspaniały rozdział. Szkoda mi Chanyeola! Chłopak nie zasługiwał na taki los. Nie dość, że odrzucił go przyjaciel, to na dodatek matka zachowała się w taki okropny sposób. Nie dziwię się mu, że ma dość tego miejsca! Baekhyun niestety się spóźnił się z przeprosinami i chęciami naprawienia pomiędzy nimi relacji. Zerwał dla niego z Taeyeon i czekał każdego piątku na jego powrót. Bardzo podoba mi się ten motyw, choć jest smutny. Jongin na serio stara się pomóc Kyungsoo. To takie urocze z jego strony! W końcu chłopak się przed nim otworzył, a bliskość Kaia sprawia, że chłopak w końcu dobrze śpi. Oby tak dalej! Po części popieram Xiumina, który chce powiedzieć prawdę Luhanowi, ale i Chen ma racje. Wynika z tego, że Luhan jest wykorzystywany, a jego miłość wymuszona. Chociaż wątpię, żeby Sehun udawał.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
Jejku Ty już doskonale wiesz, że kocham to jak piszesz i chyba nawet się powtarza, ale to szczera prawda. Te spotkania Chanyeola z Baekiem te ich miejsce. Piękne. Teraz w sumie ich wątek ciekawi mnie najbardziej, ale oni tworzą ze sobą coś tak pięknego, że aż zazdroszczę im ich przyjaźni. Wyobrażasz sobie jak musisz cudownie pisać, skoro sprawiasz, że sama się naweniam?
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Kai spotkał Soo. On go w pewien sposób naprawił, stał się lepszym człowiekiem i to jest takie kochane ,kiedy się opiekuje DO. To smutne, że miał tak przerażającą przeszłość.
Wiesz, chciałabym jeden tydzień wakacji spędzić w takim pensjonacie /a jeszcze z takimi sąsiadami właścicielami to już w ogóle xDDD/
Naprawdę kocham to opowiadanie.
Powiem Ci, że ten rozdział był naprawdę świetny! Miło się czytało i przede wszystkim łatwo. W ogóle jest mi przykro, że tak mało osób tutaj zagląda i dodam Twojego bloga do polecanych u mnie, bo kurde, warto. Ludzie powinni czytać Twoje ff, bo są tego warte.
OdpowiedzUsuńKocham relację HunHanów, oczywiście. To taka słodka miłość, ale wow, jestem ciekawa jak zareaguje Luhan na to wszystko, kiedy się dowie prawdy.
Kocham to opowiadanie za to, że jest po prostu proste.