Tytuł: "Rainbow"
Paring: BaekYeol
Gatunet: fluff <taki bardzo, bardzo puszysty>
Uwagi: AU
Opis: Jest coś co cieszy Chanyeola najbardziej na świecie, ty "czymś" jest możliwość pocieszania Byuna Baekhyuna, jega przyjaciela, który rozumie świat zbyt dosłownie.
Takie tam małe puszyste gunwo, które pisałam sobie z nudów. Początkowo miało być zadedykowane dla koleżanki, ale uznałam, że napisze jej coś lepszego. Ogólnie ten ff wyszedł mi chyba najmniej ambitnie. Mimo to zapraszam do czytania~
Enjoy ♡
"Rainbow"
Duże krople deszczu rytmicznie uderzały o chodnik rozsiewając wokół smutną atmosferę. Zraszały żółte liście ostatkiem sił trzymające się na gałęziach starych drzew i uderzały w murek, na którym siedział niski chłopak o niezwykle puszystych włosach. Nie miał przy sobie parasolki, ani nawet kaptura, który ochroniłby go przed zimnym deszczem. Nie przejmował się tym, czy zmoknie, czy może się przeziębi. Zimno panujące wokół przestało mu przeszkadzać. Siedział nie przejmując się niczym. Jedyne o czym myślał, to pytanie: ''Czy jestem komukolwiek potrzebny?". Nie rozumiał świata, który go otaczał. To już nie był świat, który znał wcześniej. Tamten nie był przepełniony nienawiścią i złością, tak jak ten obecny. Tamten był lepszy. Po co mu świat, który zraża ludzi do siebie, który pełny jest niezrozumienia i sporów, gdzie ludzie zamiast próbować dojść do zrozumienia, wywołują kolejne kłótnie? Odnosił wrażenie, że żaden człowiek nie zauważa już różnicy między dobrem a złem. On sam też nie był pewny co do tych dwóch rzeczy. Wiedział tylko jedno- tego świata nie da się naprawić. On będzie taki już zawsze, nieważne co ludzie zrobią, aby go uratować. W telewizji coraz częściej słyszano i zabójstwach, wojnach i rozbojach. Co jest powodem tych wszystkich nieporozumień? Nienawiść? Złość? A może po prostu niezrozumienie?
-Baekhyun! -z rozmyślań wyrwał chłopaka donośny głos osoby zbliżającej się do niego. Tą osobą był wyższy od niego młodzieniec o rudych lokach sterczących na wszystkie strony, które przykrył kaprutem szarej bluzy. Na jego twarzy, na której niemal codziennie gościł uśmiech spoczywał teraz ciężki wyraz zaskoczenia pomieszanego z troską.
-Co ty tu robisz? Przeziębisz się! -rzekł przejęty zdejmując z siebie bluzę i narzucając ją na niższego. Szary kaptur, który jeszcze niedawno chronił do przed siarczystym deszczem, teraz spoczywał na głowie bruneta, ten jednak nie zwrócił na to większej uwagi i nadal przyglądał się nieruchomo ulicznemu chodnikowi. Widząc, że Baekhyun nie ma zamiaru wytłumaczyć mu powodu swojego zachowania, wyższy chłopak usiadł obok niego na zimnym wilgotnym murku. Przyglądał się bladej twarzy swojego przyjaciela zastanawiając się co mógłby mu teraz powiedzieć. Baek po raz kolejny wyglądał na przygnębionego. Bardzo przygnębionego.
-Chanyeol-ah... -zaczął w końcu brunet cichym pozbawionym emocji głosem.
-Tak Baekhyun hyung? -odpowiedział niemal natychmiast rudy.
-Dlaczego świat jest taki zły? -spytał chłopak z dziecięcą ciekawością w głosie. Chanyeol spojrzał na niego. Brunet często zadawał takie pytania. Oczywiście Park nie miał nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie. Uwielbiał, kiedy Byun o coś go pytał. Uwielbiał słyszeć ton jego głosu. Uwielbiał to uczucie, kiedy mógł chociaż spróbować sprawić, aby jego hyung się uśmiechnął.
-Dlaczego ludzie się tacy źli? Dlaczego panuje tu taka nienawiść? -spytał znów Baekhyun nadal nie podnosząc wzroku, co trochę zaniepokoiło jego przyjaciela.
-Dlaczego tak uważasz? -spytał Chanyeol naciągając bluzę bardziej na ramiona bruneta, i tym samym pozwalając, aby jego własna koszulka przesiąkła kroplami deszczu. Byun zamyślił się na chwilę.
-Ludzie są źli. Kłótnie są prawie w każdej rodzinie... Prawie każdy kraj doświadczył wojny... Dlaczego? Dlaczego ludzie tacy są? -odpowiedział pytaniem brunet lekko marszcząc nos ze wzrokiem wciąż wbitym w płytki chodnikowe. Chan zaśmiał się. Rozbawiała go ta dziecięca ciekawość Baekhyuna. Objął go ramieniem. Czasami miał wrażenie, że jego przyjaciel jest jak anioł. Zadawał bardzo mądre pytania. Zawsze promieniował dobrem i miłością. Był troskliwy i bardzo, ale to bardzo wrażliwy. W pamięci Chanyeola nadal pozostał obraz dnia, kiedy Byun pomógł wstać chłopcu, który się przewrócił, a ten nazwał go "debilem". Baekhyun poczuł się wtedy bardzo urażony i po prostu się popłakał. Kiedy Park przypominał sobie łzy na tej ślicznej twarzyczce jego serce kruszyło się na drobne okruszki. Postanowił więc bronić swojego aniołka przed każdym złem, które mogłoby go doprowadzić do łez.
-Nie wszyscy tacy są -powiedział opierając głowę na ramieniu Baeka, który nadal wpatrywał się w chodnik.
-Ale... -zaczął brunet, lecz Chanyeol nie dał mu dokończyć.
-Ja chyba taki nie jestem, prawda? -spytał poprawiając kaptur na głowie niższego.
-Nie... Ty jesteś inny -rzekł brunet cicho. Park uśmiechnął się. Cieszył się, że Baekhyun tak go postrzegał.
-No widzisz Baekkie. Nie każdy jest zły. Musisz uwierzyć, że w każdym jest ta dobra strona, która z czasem się ujawni i przestanie być zakłócana przez tą złą stronę -rzekł Chanyeol troskliwie głaszcząc przyjaciela po policzku, który nawet teraz wydawał się taki przyjemnie ciepły. Byun uśmiechnął się.
-Z tego wynika, że większość ludzi, których znam kieruje się tylko swoją złą stroną -rzekł w zamyśleniu brunet, a delikatny uśmiech, który tak ucieszył Chanyeola znikł z jego twarzy zastąpiony znów tym samym wyrazem pustki. Park westchnął. Sam nieraz nie wiedział jak może pocieszyć swojego aniołka, który był przecież dla niego taki ważny.
-Nie przejmuj się złymi ludźmi. Oni nie wniosą nic do twojego życia. Jeżeli pomiatają tobą i mówią ci niemiłe rzeczy nie są po prostu ciebie warci, wiesz? -rzekł Chanyeol licząc, że na ślicznej bladej twarzy Baekhyuna znów pojawi się choćby ten zarys uśmiechu.
-Ale... oni zostaną źli już na zawsze? -spytał Baek niczym małe dziecko wytrwale dążąc do odpowiedzi.
-Nie Baekhyunnie... Nie zawsze -rzekł Park. -Ale mogę ci obiecać, że w twoim życiu zawsze będzie ktoś, kto będzie takim promyczkiem ratującym cię od szarości tego świata. Każdy kogoś takiego ma, wiesz? -powiedział Chan chwytając zimną dłoń bruneta i splótł ich palce razem, jednak nawet teraz wzrok Baeka choćby na chwilę nie podniósł się znad ciemnych wilgotnych przez deszcz płytek chodnikowych.
-Wiem... -odpowiedział po chwili. Chanyeol, wiedząc, że nie pocieszył jeszcze do końca swojego hyunga postanowił kontynuować swój wywód.
-Nawet jeżeli wydaje ci się teraz, że większość osób to złe osoby, kiedyś przekonasz się, że tak nie jest. Znajdziesz kogoś, kto zastąpi ci cały świat. Będziesz budził się co dzień, tylko po to, aby zobaczyć uśmiech na jej twarzy... żeby poczuć jej dotyk... -zaczął wymieniać Chan i odruchowo uśmiechnął się uświadamiając sobie, że dla niego to Baekhyun jest taką osobą. Poczuł jak drobne paluszki Baeka zaciskają się na jego dłoni, a błyszczące karmelowe oczy wpatrują się w jego twarz. Między tą dwójką zagościła cisza. Krople deszczu coraz rzadziej uderzały o murek. Chanyeol wpatrywał się w te piękne oczęta nie wiedząc, co też powinien powiedzieć. Chciał na razie po prostu sobie popatrzeć na osobę, która była dla niego tak bardzo ważna.
-Chanyeol-ah... Mów dalej -powiedział cicho Baekhyun znów wlepiając wzrok w chodnik. Rudy westchnął.
-W twoim życiu pojawi się ktoś, kto będzie dla ciebie wszystkim. Nie będziesz widział świata poza tą osobą. Ona będzie całym twoim światem... Twoją miłością -powiedział zamyślonym głosem Park. Widząc zaciekawienie na twarzy Byuna postanowił kontynuować. -Nawet kiedy świat wyda ci się strasznie szary i bezsensowny spojrzysz na tą osobę i... ona sprawi, że zaczniesz sądzić inaczej. Każdy jej ból będziesz odczuwać podwójnie. Będziesz chciał, aby miała jak najlepiej. Będziesz pragnął ją bronić przed wszystkim co złe. Ona będzie pięknem rozjaśniającym szarość... Jak tęcza po deszczu, widzisz? -spytał Chanyeol wskazując tęczę ukazującą się nad deszczowym niebem. Oczy Baekhyuna podniosły się, aby zobaczyć kolorową wstęgę rozwieszoną nad miastem. Na jego twarz wpłynął ciepły uśmiech, który sprawił, że serce Parka oblała fala ciepła.
-W moim życiu już pojawił się ktoś kto jest dla mnie jak tęcza... -powiedział nieśmiało Chan. Baek wciąż wpatrywał się w tęczowy łuk wymalowany na niebie.
-Naprawdę? -spytał dopiero po chwili patrząc na Chanyeola. Rudy pokiwał głową.
-Tak... ty jesteś moją tęczą -powiedział i przytulił swojego aniołka. Pragnął w tej chwili przez to niewinne przytulenie przekazać mu wszystkie uczucia, jakie żywił do niego. Pragnął go chronić. Pragnął sprawiać, aby na jego twarzy gościł uśmiech. Pragnął go pocieszać.
-Chanyeol...
-Tak? -spytał od razu Park patrząc na twarz swojego hyunga, który wtulił się w jego przesiąkniętą deszczem koszulkę i z wyrazem szczęścia na twarzy zaciskał palce na jej materiale.
-Dziękuję ci... Dziękuję, że jesteś tęczą, która rozjaśnia mój świat -rzekł brunet wtulony w wyższego, a na jego twarzy pojawił się tak szeroki uśmiech jakiego Chanyeol jeszcze u niego nie widział. Karmelowe oczy Byuna przymknęły się a na policzkach pojawiły się rumieńce.
-Kocham cię... -to zdanie wypowiedzieli niemal jednocześnie. Serce Chanyeola zabiło szybciej kiedy tylko uświadomił sobie, że trzyma w ramionach osobę, którą kocha, a która kocha także i jego. Serce Baekhyuna także przyśpieszyło, kiedy zrozumiał, co tak naprawdę czuje do rudego, a tęcza, która była jednym świadkiem tej pięknej sceny, nadal ochoczo mieniła się wszystkimi swoimi kolorami, sprawiając, że deszcz zaczął ustępować pięknej pogodzie.
-Baekhyun! -z rozmyślań wyrwał chłopaka donośny głos osoby zbliżającej się do niego. Tą osobą był wyższy od niego młodzieniec o rudych lokach sterczących na wszystkie strony, które przykrył kaprutem szarej bluzy. Na jego twarzy, na której niemal codziennie gościł uśmiech spoczywał teraz ciężki wyraz zaskoczenia pomieszanego z troską.
-Co ty tu robisz? Przeziębisz się! -rzekł przejęty zdejmując z siebie bluzę i narzucając ją na niższego. Szary kaptur, który jeszcze niedawno chronił do przed siarczystym deszczem, teraz spoczywał na głowie bruneta, ten jednak nie zwrócił na to większej uwagi i nadal przyglądał się nieruchomo ulicznemu chodnikowi. Widząc, że Baekhyun nie ma zamiaru wytłumaczyć mu powodu swojego zachowania, wyższy chłopak usiadł obok niego na zimnym wilgotnym murku. Przyglądał się bladej twarzy swojego przyjaciela zastanawiając się co mógłby mu teraz powiedzieć. Baek po raz kolejny wyglądał na przygnębionego. Bardzo przygnębionego.
-Chanyeol-ah... -zaczął w końcu brunet cichym pozbawionym emocji głosem.
-Tak Baekhyun hyung? -odpowiedział niemal natychmiast rudy.
-Dlaczego świat jest taki zły? -spytał chłopak z dziecięcą ciekawością w głosie. Chanyeol spojrzał na niego. Brunet często zadawał takie pytania. Oczywiście Park nie miał nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie. Uwielbiał, kiedy Byun o coś go pytał. Uwielbiał słyszeć ton jego głosu. Uwielbiał to uczucie, kiedy mógł chociaż spróbować sprawić, aby jego hyung się uśmiechnął.
-Dlaczego ludzie się tacy źli? Dlaczego panuje tu taka nienawiść? -spytał znów Baekhyun nadal nie podnosząc wzroku, co trochę zaniepokoiło jego przyjaciela.
-Dlaczego tak uważasz? -spytał Chanyeol naciągając bluzę bardziej na ramiona bruneta, i tym samym pozwalając, aby jego własna koszulka przesiąkła kroplami deszczu. Byun zamyślił się na chwilę.
-Ludzie są źli. Kłótnie są prawie w każdej rodzinie... Prawie każdy kraj doświadczył wojny... Dlaczego? Dlaczego ludzie tacy są? -odpowiedział pytaniem brunet lekko marszcząc nos ze wzrokiem wciąż wbitym w płytki chodnikowe. Chan zaśmiał się. Rozbawiała go ta dziecięca ciekawość Baekhyuna. Objął go ramieniem. Czasami miał wrażenie, że jego przyjaciel jest jak anioł. Zadawał bardzo mądre pytania. Zawsze promieniował dobrem i miłością. Był troskliwy i bardzo, ale to bardzo wrażliwy. W pamięci Chanyeola nadal pozostał obraz dnia, kiedy Byun pomógł wstać chłopcu, który się przewrócił, a ten nazwał go "debilem". Baekhyun poczuł się wtedy bardzo urażony i po prostu się popłakał. Kiedy Park przypominał sobie łzy na tej ślicznej twarzyczce jego serce kruszyło się na drobne okruszki. Postanowił więc bronić swojego aniołka przed każdym złem, które mogłoby go doprowadzić do łez.
-Nie wszyscy tacy są -powiedział opierając głowę na ramieniu Baeka, który nadal wpatrywał się w chodnik.
-Ale... -zaczął brunet, lecz Chanyeol nie dał mu dokończyć.
-Ja chyba taki nie jestem, prawda? -spytał poprawiając kaptur na głowie niższego.
-Nie... Ty jesteś inny -rzekł brunet cicho. Park uśmiechnął się. Cieszył się, że Baekhyun tak go postrzegał.
-No widzisz Baekkie. Nie każdy jest zły. Musisz uwierzyć, że w każdym jest ta dobra strona, która z czasem się ujawni i przestanie być zakłócana przez tą złą stronę -rzekł Chanyeol troskliwie głaszcząc przyjaciela po policzku, który nawet teraz wydawał się taki przyjemnie ciepły. Byun uśmiechnął się.
-Z tego wynika, że większość ludzi, których znam kieruje się tylko swoją złą stroną -rzekł w zamyśleniu brunet, a delikatny uśmiech, który tak ucieszył Chanyeola znikł z jego twarzy zastąpiony znów tym samym wyrazem pustki. Park westchnął. Sam nieraz nie wiedział jak może pocieszyć swojego aniołka, który był przecież dla niego taki ważny.
-Nie przejmuj się złymi ludźmi. Oni nie wniosą nic do twojego życia. Jeżeli pomiatają tobą i mówią ci niemiłe rzeczy nie są po prostu ciebie warci, wiesz? -rzekł Chanyeol licząc, że na ślicznej bladej twarzy Baekhyuna znów pojawi się choćby ten zarys uśmiechu.
-Ale... oni zostaną źli już na zawsze? -spytał Baek niczym małe dziecko wytrwale dążąc do odpowiedzi.
-Nie Baekhyunnie... Nie zawsze -rzekł Park. -Ale mogę ci obiecać, że w twoim życiu zawsze będzie ktoś, kto będzie takim promyczkiem ratującym cię od szarości tego świata. Każdy kogoś takiego ma, wiesz? -powiedział Chan chwytając zimną dłoń bruneta i splótł ich palce razem, jednak nawet teraz wzrok Baeka choćby na chwilę nie podniósł się znad ciemnych wilgotnych przez deszcz płytek chodnikowych.
-Wiem... -odpowiedział po chwili. Chanyeol, wiedząc, że nie pocieszył jeszcze do końca swojego hyunga postanowił kontynuować swój wywód.
-Nawet jeżeli wydaje ci się teraz, że większość osób to złe osoby, kiedyś przekonasz się, że tak nie jest. Znajdziesz kogoś, kto zastąpi ci cały świat. Będziesz budził się co dzień, tylko po to, aby zobaczyć uśmiech na jej twarzy... żeby poczuć jej dotyk... -zaczął wymieniać Chan i odruchowo uśmiechnął się uświadamiając sobie, że dla niego to Baekhyun jest taką osobą. Poczuł jak drobne paluszki Baeka zaciskają się na jego dłoni, a błyszczące karmelowe oczy wpatrują się w jego twarz. Między tą dwójką zagościła cisza. Krople deszczu coraz rzadziej uderzały o murek. Chanyeol wpatrywał się w te piękne oczęta nie wiedząc, co też powinien powiedzieć. Chciał na razie po prostu sobie popatrzeć na osobę, która była dla niego tak bardzo ważna.
-Chanyeol-ah... Mów dalej -powiedział cicho Baekhyun znów wlepiając wzrok w chodnik. Rudy westchnął.
-W twoim życiu pojawi się ktoś, kto będzie dla ciebie wszystkim. Nie będziesz widział świata poza tą osobą. Ona będzie całym twoim światem... Twoją miłością -powiedział zamyślonym głosem Park. Widząc zaciekawienie na twarzy Byuna postanowił kontynuować. -Nawet kiedy świat wyda ci się strasznie szary i bezsensowny spojrzysz na tą osobę i... ona sprawi, że zaczniesz sądzić inaczej. Każdy jej ból będziesz odczuwać podwójnie. Będziesz chciał, aby miała jak najlepiej. Będziesz pragnął ją bronić przed wszystkim co złe. Ona będzie pięknem rozjaśniającym szarość... Jak tęcza po deszczu, widzisz? -spytał Chanyeol wskazując tęczę ukazującą się nad deszczowym niebem. Oczy Baekhyuna podniosły się, aby zobaczyć kolorową wstęgę rozwieszoną nad miastem. Na jego twarz wpłynął ciepły uśmiech, który sprawił, że serce Parka oblała fala ciepła.
-W moim życiu już pojawił się ktoś kto jest dla mnie jak tęcza... -powiedział nieśmiało Chan. Baek wciąż wpatrywał się w tęczowy łuk wymalowany na niebie.
-Naprawdę? -spytał dopiero po chwili patrząc na Chanyeola. Rudy pokiwał głową.
-Tak... ty jesteś moją tęczą -powiedział i przytulił swojego aniołka. Pragnął w tej chwili przez to niewinne przytulenie przekazać mu wszystkie uczucia, jakie żywił do niego. Pragnął go chronić. Pragnął sprawiać, aby na jego twarzy gościł uśmiech. Pragnął go pocieszać.
-Chanyeol...
-Tak? -spytał od razu Park patrząc na twarz swojego hyunga, który wtulił się w jego przesiąkniętą deszczem koszulkę i z wyrazem szczęścia na twarzy zaciskał palce na jej materiale.
-Dziękuję ci... Dziękuję, że jesteś tęczą, która rozjaśnia mój świat -rzekł brunet wtulony w wyższego, a na jego twarzy pojawił się tak szeroki uśmiech jakiego Chanyeol jeszcze u niego nie widział. Karmelowe oczy Byuna przymknęły się a na policzkach pojawiły się rumieńce.
-Kocham cię... -to zdanie wypowiedzieli niemal jednocześnie. Serce Chanyeola zabiło szybciej kiedy tylko uświadomił sobie, że trzyma w ramionach osobę, którą kocha, a która kocha także i jego. Serce Baekhyuna także przyśpieszyło, kiedy zrozumiał, co tak naprawdę czuje do rudego, a tęcza, która była jednym świadkiem tej pięknej sceny, nadal ochoczo mieniła się wszystkimi swoimi kolorami, sprawiając, że deszcz zaczął ustępować pięknej pogodzie.

*rzyga tęczą *q* * Jaaakie urocze ^^
OdpowiedzUsuńJekju jakie słodkie! =^.^= Kocham cię! Świetnie piszesz :3
OdpowiedzUsuń