Paring: HunHan,(pobocznie KaiSoo, BaekYeol i KrisHo)
Nareszcie udało mi się dokończyć drugi rozdział, który wyszedł o wiele krótszy, niż początkowo miał być.
Mimo wszystko, mam nadzieję, że się spodoba ^^
"Roses"
rozdział II
Mgła przeplatała się przez konary nagich drzew, otaczając niewielkie miasteczko ze wszystkich stron i zlewając wszystkie kolory w jedną szarą całość. Ponad nią wznosiły się dachy nielicznych domów i zabudowań. Wokół czuć było zapach odchodzącej zimy, topniejącego śniegu i dymu ulatniającego się z kominów. Ulice świeciły pustkami, sprawiając, że miasteczko wyglądało na opuszczone i pozostawione same sobie, jak widmo błąkające się nocą w ciemnościach pobliskiego lasu.
Cisza panująca na dworze przesiąknęła też do małej biblioteki, położonej w centrum miasteczka zaraz obok piekarni i opuszczonego warsztatu zegarmistrza. Już od progu witał w niej zapach książek, kawy i przyjemnej ciszy, pozwalającej choć na chwilę oderwać się od ogromu codzienności, obciążającego ludzkie barki.
Dla Do Kyungsoo biblioteka była czymś, co pozwalało mu odpocząć, gdy wiedział, że nie da już rady iść dalej. Była jego świątynią. Podczas, gdy wszystko wokół pędziło, biblioteka żyła swoim życiem, powoli i spokojnie.
- Okropna dziś pogoda - mruknął Kyungsoo, stojąc przy oknie, a jego słowa odbiły się głuchym echem od ścian pomieszczenia.
- Nie jest źle - odpowiedział mu bibliotekarz, układając na regałach kolejne tomy książek. - Przynajmniej nie pada.
Jego głos był zawsze spokojny i opanowany, nawet, kiedy się złościł. Kyungsoo dobrze znał jego głos, gdyż ten głos zawsze odpowiadał na jego pytania i doradzał mu. Bibliotekarz był jednym z nielicznych przyjaciół Do Kyungsoo i jedyną osobą, która według niego była godna zaufania.
Kim Junmyeon, bo tak na imię miał owy bibliotekarz był człowiekiem składającym się z wielu wspomnień, ukrytych na dnie serca i bólu kryjącego się pod maską pozornego uśmiechu. Mimo powszechnej popularności w miasteczku i opinii przykładnego, ułożonego bibliotekarza, Kim Junmyeon był nadzwyczaj tajemniczą osobą. Wieczorami, kiedy całe miasteczko zasypiało, gasząc światła i pogrążając się w ciemności, on zwykł siadać przy biurku i całą nocą tworzyć. Był pisarzem, kryjącym się za dnia pod maską bibliotekarza.
- Pomóc ci? - zapytał Do Kyungsoo, widząc przyjaciela, dźwigającego stos książek i układając je alfabetycznie na wysokich, drewnianych regałach.
- Nie trzeba - odparł Junmyeon, uśmiechając się, by zapewnić chłopaka, że da sobie radę. Był silny nie tylko fizycznie. Życie doświadczyło go tak, że stał się silniejszy w każdym znaczeniu tego słowa.
Ciszę panującą między dwoma przyjaciółmi przerwał dźwięk otwieranych na oścież drzwi i zimny podmuch wiatru, który w tej samej chwili wtargnął do pomieszczenia. Bibliotekarz i Kyungsoo wymienili zdziwione spojrzenia. Nikt prócz nich nigdy nie przychodził tu tak wcześniej.
- Dzień dobry. Jest tu ktoś? - głos nieznanego przybysza rozszedł się echem po bibliotece, a Kim Junmyeon w pośpiechu odłożył książki, wynurzając się spośród regałów.
Tajemniczym przybyszem okazał się być wysoki chłopak o blond włosach okalających jego szczupłą twarz i oczach ilustrujących uważnie pomieszczenie. Zarówno Junmyeon, jak i zerkający na niego zza regału Kyungsoo byli pewni, że pierwszy raz widzieli tego chłopaka na oczy.
- Dzień dobry - przywitał się Junmyeon, uśmiechając się przyjaźnie. - W czym mogę pomóc?
Chłopak bez słowa podał mu karteczkę z tytułem książki, rzucając ciche: "Chciałbym ją wypożyczyć", a następnie znów wciskając ręce do kieszeni. Bibliotekarz odczytał tytuł, marszcząc lekko brwi i znów wbił w chłopaka świdrujące spojrzenie.
- Nie jest pan stąd, prawda? - spytał, idąc wzdłuż jednego z regałów.
- Nie. Przyjechałem do krewnych. Książka jest dla mojego przyjaciela - odparł blondyn, idąc krok w krok za Junmyeonem. Cisza panująca wokół była muzyką dla jego uszu.
- Mogę poznać pana imię? - spytał ostatecznie bibliotekarz, zatrzymując się przed wysokim regałem i przebiegając wzrokiem po grzbietach ułożonych na nim książek.
- Oh Sehun - odpowiedział chłopak, obserwując jak Kim Junmyeon z pasją przegląda tytuły powieści, wyszukując wśród nich tej odpowiedniej.
- Ach, jest pan siostrzeńcem pani Jiyoon? - spytał po chwili, podając Sehunowi książkę. - Przykro mi z powodu śmierci ciotki.
- Tak - odparł tylko Sehun markotniejąc. - Dziękuję. Do widzenia - rzucił na odchodnym i zniknął za drzwiami biblioteki, czując chłód szczypiący go w policzki.
Luhan nigdy nie łudził się, że Sehun kiedykolwiek wróci do pensjonatu. Nie marzył o spotkaniu go, nie śmiał nawet twierdzić, że kiedykolwiek znów z nim porozmawia. Chciał wyrzucić go ze swojego życia i skupić się na czymś innym. Teraz jego priorytetem było prowadzenie pensjonatu i pielęgnowanie rodzinnego interesu tak, jak chciała tego jego zmarła ciotka.
Widok Sehuna sprawiał, że Lu czuł ból przechodzący bezpośrednio przez jego serce jak długa, gruba igła. Sprawiał, że chińczyk musiał bić się z myślami i pragnieniami, chcąc zapomnieć o nocy 18 lipca, choć był pewien, że ta szczególna data na zawsze zostanie zapisana głęboko w jego umyśle.
Goście pensjonatu byli zazwyczaj starszymi ludźmi, który przyjechali odpocząć, lub zrobić sobie krótkie wakacje. Pensjonat gościł wieloosobowe rodziny, wycieczki szkolne, czy nawet zwykłych samotnych ludzi, chcących odciąć się od problemów pozostawionych w domu. W pensjonacie gromadziły się historie, opowiadane przez ludzi goszczących w nim. Historie niewypowiedzianych tajemnic, niespełnionych marzeń, nierealnych snów i nieszczęśliwych miłości wsiąknęły głęboko w ściany budynku, pokryte tapetą ze słów pocieszenia, sztucznych uśmiechów i pozornego wsparcia. Ludzkie historie tworzyły ten pensjonat, a wśród nich była także niedoprowadzona jeszcze go końca historia 18 lipca.
Róże w ogrodzie usychały i więdły, aby w okresie wiosenno-letnim znów rozwinąć swe pąki i odrosnąć na nowo, a następnie znów cicho umrzeć. Luhan przechodził ten sam proces, lecz w odwrotnej kolejności. Jesienią i zimną, zapominał i wkręcał się w wir pracy, sprawiając, że rozum zaczynał ignorować bolesne wspomnienia i uczucia zagnieżdżone w sercu. Dopiero latem, kiedy wspomnienia na nowo odżywały, Luhan usychał i wiądł, cicho umierając wewnątrz siebie. Wiosną i latem wszystkie uczucia się potęgowały, a wszystko co minęło, wracało.
- Widziałeś Sehuna? - spytał Minseok, mijając Luhana na korytarzu. Blondyn w odpowiedzi potrząsnął głową, starając się wyminąć starszego, stojącego mu na drodze. Minseok szybko zauważył jednak, że coś jest nie tak. Luhan nie potrafił udawać.
- Co się stało? - spytał, starając się przybrać jak najłagodniejszy ton głosu. Luhan zatrzymał, lecz nadal milczał, sprawiając, że atmosfera wokół nich stała się ciężka i nieprzyjemna. W powietrzu unosił się dźwięk tykających wskazówek zegara odliczających czas, przepływający pomiędzy nimi. Jedna sekunda... Dwie... Trzy...
Minęło zdecydowanie zbyt wiele sekund, nim Luhan w końcu zdecydował się odpowiedzieć, powoli zwracając wzrok w stronę Minseoka.
- Nic się nie stało. Dlaczego uważasz, że coś musiało się stać? - jego głos nie brzmiał tak jak zawsze. Był przesadnie poważny i nienaturalny. Minseok szybko to wyłapał.
- Zachowujesz się tak od przyjazdu Sehuna - powiedział starszy, ostrożnie dobierając słowa.
Luhan zignorował go, wzruszając ramionami. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć, ani jak się zachować. Był jak zwierzę zagonione w ślepy zaułek. Jedynym wyjściem była ucieczka.
Sehun był przekleństwem Luhana. Jego największą słabością i jednocześnie osobą, której naprawdę pragnął. Był jego marzeniem i koszmarem. Sam już nie wiedział co do niego czuł, a co powinien do niego czuć, po nocy 18 lipca, kiedy zdecydowanie przekroczyli granicę normalnych, przyjacielskich relacji. Myśli te błąkały się w głowie Luhana jak zjawy majaczące się po nocach. Nawiedzały go w najmniej odpowiednich momentach, wywołując łzy i gorzkie wspomnienia, mieszające w jego sercu i umyśle.
- Wróciłem - zawołał Sehun, wchodząc do kuchni z dwoma wielkimi papierowymi torbami w rękach. Jongdae oderwał wzrok od książki kucharskiej leżącej na blacie, zabierając z jego rąk zakupy. Wtedy Sehun zauważył, że nie są w kuchni sami.
- W końcu jesteś - zaśmiał się Chen, odstawiając torby na szafkę obok olbrzymiej lodówki. - To jest Zhang Yixing, Park Chanyeol i Byun Baekhyun. Na pewno ich pamiętasz.
Sehun wlepił wzrok w szczupłego szatyna, wysokiego chłopaka o lekko rudych włosach i siedzącego na uboczu młodzieńca o włosach pofarbowanych na lekki odcień fioletu. Nie poznawał żadnego z nich.
- Sehun-ah! - zawołał jeden, wstając od stołu, przy którym dotąd siedzieli i podchodząc do Sehuna. Dopiero z tej odległości Oh był w stanie rozpoznać w nim dawnego kolegę, poznanego w trakcie któryś z rzędu wakacji. Park Chanyeol był w tamtym czasie rozbrykanym, wiecznie uśmiechniętym chłopcem, wzrostem przewyższającym wszystkich wokół. Teraz jedyne co się zmieniło to kolor jego włosów i fakt, że był jeszcze wyższy.
- Cześć, Chanyeol - przywitał się Sehun, oszołomiony spotkaniem z dawnym znajomym.
Czy wszystko musiało się tak zmienić od jego ostatniego pobytu?
Wzrok Sehuna powędrował do kolejnego chłopaka. Było on o dużo niższy, o nienaturalnym odcieniu włosów i oczach niewinnego szczeniaka. Jego Sehun poznał od razu.
- Byun Baekhyun? - zapytał, widząc jak na twarzy dawnego kolegi z piaskownicy wykwita uśmiech. Nie mógł się mylić, to był właśnie Byun Baekhyun.
Po przywitaniu się, przy stole został ostatni chłopak. Patrzył na niego bez wyrazu, jakby jego oczy wyprane były z emocji, a Sehun nie rozpoznawał w nim żadnej osoby poznanej w upalne, letnie dni.
- Nie poznajesz mnie, prawda? - wtrącił chłopak, a Sehun drgnął. Jego głos brzmiał zbyt znajomo.
- Nie bardzo - odparł zgodnie z prawdą, choć zaraz w jego głowie pojawił się obraz małego chłopca trzymającego się zwykle na uboczu. Chłopca, który śpiewał w chórze kościelnym. Chłopca, który w wieku sześciu lat grał na pianinie lepiej niż niejeden wytrawny pianista. Chłopca, który nazywał się Zhang Yixing i był najbardziej utalentowaną osobą, jaką Sehun w życiu widział na oczy.
- Zhang Yixing? - spytał, a mężczyzna, w jakiego przez te parę lat zmieniał się mały Yixing pokiwał głową.
Wspomnienia przez tyle lat uciszane w głowie Sehuna, wróciły. Czuł bliskość dawnych przyjaciół, słyszał ich śmiech i czuł się tak, jakby przeżywał wszystkie najcudowniejsze chwile na nowo. Brakowało tylko jednego.
Brakowało Luhana.
W godzinach popołudniowych goście pensjonatu zwykle zaszywali się w swoich pokojach, lub też wychodzili. Chen zwykle wykorzystywał ten czas, aby zaprosić do siebie znajomych i wypić wraz z nimi kawę. Xiumin korzystał z przerwy zaszywając się w biblioteczce i czytając, a Luhan rozmyślał.
Dlatego właśnie tak nienawidził przerw w pracy.
Kiedy pracował, jego umysł zajęty był analizowaniem tego, co jeszcze musi wykonać. Nie miał wtedy czasu wracać wspomnieniami do nocy 18 lipca, ani wyobrażać sobie jak inaczej mogła potoczyć się jego historia. Nie miał wtedy czasu na planowanie idealnych zakończeń, ani smucie nierealnych opowieści. Nie miał wtedy czasu, na myślenie o Sehunie.
Tym razem Luhan również nie miał zamiaru myśleć o Sehunie, choć było to nie lada wyzwaniem, kiedy Oh cały czas przebywał w pensjonacie. Lu postanowił więc, że będzie go unikać. To było jedyne wyjście z nieprzyjemnej sytuacji, w jakiej się aktualnie znajdował.
Jego ucieczką od wspomnień była nie tylko praca. Przez wiele lat jego wyjściem awaryjnym stał się także Kim Jongin, który pozwalał mu zapomnieć o Sehunie choćby na drobną chwilę. Tym razem Luhan również zamierzał skorzystać ze swojego wyjścia awaryjnego.
Spotkanie z Baekhyunem, Chanyeolem i Yixingiem było dla Sehuna tak wielkim i zaskakującym przeżyciem, że chłopak niemal zapomniał o całym świecie, prowadząc z nimi zażyłe dyskusje przy filiżance kawy, przygotowanej przez Jongdae. Wspominanie letnich dni spędzonych w ogrodzie ciotki, smaku lodów śmietankowych, sprzedawanych w miasteczku i zabaw organizowanych wraz z innymi dzieciakami z okolicy, napełniło Sehuna tak pozytywną energią, że jeszcze po wyjściu gości, Oh nie mógł przestać mówić o cudownym spotkaniu, opowiadając Chenowi o tym, jak bardzo brakowało mu tej ciepłej, przyjacielskiej atmosfery, która stała się dla niego tak odległa i obca.
Oh był niemal przekonany, że nic nie zniszczy mu już tego dnia. Raczył się myślą, że już do końca będzie przepełniony szczęściem, za każdym razem, gdy przypomni sobie wspaniałe chwile dzieciństwa. Wspomnienia wróciły, tak jak chciał.
Niestety nie miał zbyt dużo czasu, by się nimi nacieszyć.
Na jego niebo znów wpłynęły czarne chmury.
- Nigdy nie podejrzewałbym, że znów ich spotkam - powiedział Sehun, trzymając na rękach jednego z kotów ciotki, mieszkających w pensjonacie.
- Oni pewnie też się tego nie spodziewali - zaśmiał się Chen, siedząc wraz z młodszym przy kominku w saloniku. Kiedy goście pensjonatu znikali z pola widzenia, Jongdae i reszta mogli trochę odpocząć i zająć się sobą.
- Baekhyun strasznie się zmienił - westchnął Oh, głaszcząc trzymanego w rękach kota za uchem. - Nigdy nie podejrzewałbym, że zdecyduje się przefarbować włosy.
- Racja, mnie również tym zdziwił - przyznał Jongdae.
Rozmowa między nimi trwała przez wiele ciepłych minut, ciągnących się powoli niczym słodkie gumy do żucia, których smak Sehun pamiętał do dzisiaj. Było w nim tyle wspomnień.
Kiedy zegar w saloniku wybił godzinę trzecią popołudniu, Jongdae zdecydował, że musi zacząć przygotowywać obiad i nim Sehun zdążył spytać czy może mu w czymkolwiek pomóc, przyjaciel zniknął za drzwiami kuchni, pozostawiając chłopaka samego z rudym kotem na kolanach.
Sehunowi podobało się w pensjonacie tak bardzo, że nie wyobrażał sobie kiedykolwiek stąd wyjeżdżać. Kochał tę atmosferę, ten zapach domowych obiadów, ciepło bijące z kominka, widok zaśnieżonych pagórków za oknem. Wszystko tutaj było lepsze, niż wszystko tam, w Seulu, z którego nagle zapragnął uciec.
Ciszę panującą w pomieszczeniu przerwał nagle dźwięk szybkich kroków na schodach. Sehun odwrócił głowę od kominka, zauważając Luhana, zbiegającego na dół i w pośpiechu łapiącego kurtkę z wieszaka. Przez chwilę pozwolił sobie podziwiać delikatne rysy jego twarzy, za którymi tak tęsknił i ciemne włosy, sprawiające wrażenie niezwykle miękkich i puszystych. Luhan był chodzącą pięknością, której Sehun nadal pragnął.
- Wychodzisz gdzieś? - spytał nagle Jongdae, wynurzając się z kuchni i patrząc na Luhana, w pośpiechu nakładającego buty.
- Tak - odparł krótko Lu, nawet nie podnosząc wzroku.
- Wrócisz na obiad? - spytał znów Chen, opierając się plecami o framugę drzwi i zakładając ręce na piersi.
Luhan wyprostował się, marszcząc lekko brwi. Sehun zauważył, że ten unikał jego wzroku.
- Nie, raczej nie. Zjem coś na mieście - odparł szybko i nim Jongdae zdążył go upomnieć, by nie wracał za późno, Luhan już zniknął za drzwiami, a do dwójki chłopaków dotarł tylko dźwięk jego kroków na drewnianej werandzie, niegdyś porośniętej różanymi krzewami.
Sehun spojrzał z zaciekawieniem na Jongdae, lecz ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami i na powrót zniknął w kuchni, oddając się gotowaniu. Atmosfera znów zrobiła się ciężka i nieprzyjemna, co szybko wyczuł kot, wylegujący się na kolanach chłopaka, podnosząc się. Sehun ułożył kociaka na sofie i podszedł do okna, lecz jedyne co zauważył to Lu wsiadający do srebrnego samochodu i błysk reflektorów odjeżdżającego pojazdu.
Blondyn poznał to auto od razu.
Samochód Jongina.
- Na co masz dzisiaj ochotę? - spytał Kim, delikatnie łapiąc Luhana za rękę.
Na ulicach miasteczka nadal było dość pusto, lecz szyldy nielicznych restauracji wyglądały zachęcająco, toteż Lu nie mógł się zdecydować, którą z nich wybrać.
- Sam nie wiem - westchnął. - Wybierz za mnie.
Szczerze mówiąc Luhan zawsze tak odpowiadał.
- Co powiesz na kawę? - zagadnął Jongin, prowadząc starszego w stronę kawiarni pachnącej wanilią i cynamonem. Luhan bez słowa dał się zaciągnąć do lokalu. Wiedział, że Kim Jongin uwielbiał podejmować decyzje za innych.
Od zewnątrz był chodzącym ideałem. Czarne włosy idealnie komponowały się z jego ciemną karnacją, sprawiając, że wyglądał wyjątkowo, pociągająco i egzotycznie jednocześnie. Głębokie, równie czarne oczy patrzyły na wszystko zza szkieł ciemnych okularów, a pełne usta układały się w delikatny uśmiech, kiedy zamawiając kawę dla siebie i Luhana próbował flirtować z kobietą stojącą za ladą.
Luhan miał czasami wrażenie, że Jongin jest niezwykle pusty, ponieważ wszystko co miał w sobie, ukazywał na zewnątrz. Zawsze mówił to, co myślał i nigdy, ale to nigdy nie zostawiał nic dla siebie. Każdą swoją myślą, czy uwagą od razu chwalił się głośno, podobnie jak dzielił się swoimi pomysłami i planami.
Jongin był pusty, bo pozwolił, aby inni widzieli o nim wszystko.
Dzielił się sobą ze zbyt dużą ilością osób.
- Już jestem - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów, kiedy wrócił do ich stolika, stawiając na nim dwie filiżanki czarnej kawy.
- Dziękuję - odparł Lu, unosząc naczynie i upijając spory łyk. Czarna kawa zawsze działała na niego jak uspakajający lek, wyłączający myślenie. Skupił się na jej smaku, rozkoszując się jej goryczą i nawet nie zauważył, że Jongin przyglądał mu się z nieukrywanym zainteresowaniem.
- O co chodzi? - spytał, odstawiając filiżankę.
- Ładnie dziś wyglądasz - zaśmiał się Jongin, zsuwając z nosa ciemne okulary. Bez nich wyglądał jak zupełnie inna osoba, lecz Lu nie ośmielił się tego powiedzieć na głos. - W zasadzie codziennie wyglądasz ładnie.
- Dziękuję - odpowiedział sucho Luhan, odwracając wzrok od Jongina, przewiercającego spojrzeniem jego duszę. Czasami Kai był sam w sobie męczący.
Półtorej godziny, które spędzili upajając się zapachem wanilii i pijąc kawę ciągnęło się dla Luhana w nieskończoność. Wolał jednak to, niż spędzanie czasu w pensjonacie, gdzie Oh Sehun ciągle odwracałby jego uwagę od pracy i sprawiał, że Lu znów czułby się jak kosz wypchany niepotrzebnymi wspomnieniami.
- Odwieźć cię do domu? - spytał Jongin, kiedy Luhan zajął miejsce pasażera w jego samochodzie.
- Tak - odparł krótko.
- Może chciałbyś pojechać do mnie? - zagadnął, odpalając auto i wjeżdżając na pustą ulicę miasteczka.
- Nie. Może innym razem - westchnął blondyn, opierając głowę o zagłówek fotela i zatapiając się w widoku za oknem. Jedyną zaletą i jednocześnie wadą czasu było to, że upływał.
Nim Lu zdążył policzyć drzewa rosnące przy drodze, Jongin zaparkował przed pensjonatem, rzucając mu śmiałe spojrzenie.
- Spotkamy się jutro? - spytał, uśmiechając się w swój uwodzicielski sposób, którego Luhan nienawidził.
- Może - mruknął tylko w odpowiedzi, chcąc jak najbardziej opóźnić swój powrót do pensjonatu. Naprawdę nie chciał teraz spotkać Sehuna. Bał się spojrzeć mu w oczy i stanąć twarzą w twarz z osobą, która dniem i nocą prześladowała go w myślach.
- Jak zawsze próbujesz zgrywać niedostępnego - zaśmiał się brunet, a jego śmiech wypełnił cały samochód, mieszając się z zapachem odświeżacza powietrza.
- Nie zawsze - sprzeciwił się Luhan, czując rumieńce na policzkach.
- Jasne - parsknął śmiechem Jongin, a blondyn łatwo zauważył, że młodszy po prostu z niego kpi.
- Muszę już iść - powiedział, ratując się z niewygodnej sytuacji. - Do zobaczenia.
Nim ręka Luhana znalazła się na klamce otwierającej auto od wewnątrz, chłopak poczuł jak Jongin łapie go za nadgarstek, przyciągając zdecydowanie zbyt blisko siebie.
- Pożegnamy się tak bez całusa? - wyszeptał, śmiejąc się prosto w zarumienioną twarz starszego.
W odpowiedzi Luhan spłonął jeszcze większym rumieńcem i uwolnił rękę z uścisku Jongina, rzucając mu na pożegnanie ciche: "Do jutra, Kai".
Nie miał ochoty całować Jongina. Nie chciał mu pozwalać, by zbliżył się tak blisko niego. Dopóki trzymał młodszego na dystans, mógł się z nim spotykać bez ograniczeń i traktować go jedynie jako ucieczkę od codzienności.
Wychodząc z samochodu Luhan marzył tylko o tym, aby w drodze do swojego pokoju nie natknąć się na Sehuna, lecz kiedy tylko auto Jongina odjechało z podjazdu, Lu zobaczył na werandzie cień wysokiego chłopaka w ciemnej kurtce. Chciał wierzyć, że to jedynie jego wyobraźnia płata mu figle. Jego serce przyśpieszyło tak bardzo, że chłopakowi na chwilę pociemniało w oczach.
Na werandzie, ukryty w cieniu stał Sehun, wypuszczając z ust smugę dymu papierosowego.
Luhan zebrał w sobie myśli i postanowił wyminąć chłopaka zupełnie go ignorując, niestety kiedy tylko zbliżył się do drzwi, jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Sehuna, sprawiając, że starszy zupełnie zapomniał o swoim dotychczasowym planie, zatapiając się w barwie tęczówek chłopaka.
Czas płynął wokół, trzymając ich w chwili słodkiego zapomnienia. Oh przestał liczyć mijające sekundy, tonąc w oczach Luhana i czując jak wszystkie niechciane emocje wracają. Obaj zastygli w bezruchu, jakby nagle zapomnieli o tym, co jeszcze przed chwilą zamierzali zrobić.
Ciszę przerwało wycie psa z sąsiedniego domostwa, które przywróciło ich do życia. Pierwszy był Lu, który z zakłopotaniem spuścił wzrok, czując rumieńce na policzkach i dotkliwy ból w sercu. Sehun nie patrzył na niego tak jak tamtej nocy. Wzrok młodszego był teraz zimny i obcy, a Luhan czuł jak ostre kawałki szkła wbiją się w jego serce, kiedy powoli uświadamiał sobie, jak bardzo Oh Sehun się zmienił. Nie był już uroczym dzieciakiem, naiwnym, ufnym i zagubionym pośród pracy, miłości i woli rodziców. Teraz Sehun był mężczyzną, posiadającym własne życie. Życie, w którym za pewne nie było już miejsca dla Luhana, bo podczas, gdy młodszy ciągle się zmieniał, Lu nadal tkwił w miejscu zatopiony pod grubą warstwą wspomnień.
- Gdzie byłeś? - spytał Sehun, przerywając ciszę i zaciągając się papierosem trzymanym pomiędzy chudymi palcami. Luhan drgnął, wyrywając się z zamyślenia.
- Nigdzie - odpowiedział wymijająco, starając się zniechęcić młodszego do dalszej rozmowy. Nie chciał z nim rozmawiać. Nie chciał przebywać w jego towarzystwie. Nie chciał patrzeć w jego oczy. Nie chciał, bo przy nim jego serce rozpadało się na kawałki, ranione ostrzem jego zimnego spojrzenia.
- Nigdzie? - powtórzył Sehun, unosząc głowę w górę i wydychając dym.
- Nie muszę ci mówić, gdzie byłem - powiedział Luhan, ostrożnie wypowiadając każde słowo, a jednocześnie podziwiając profil Sehuna. Jego twarz już dawno pozbyła się dziecięcych rysów.
- Spokojnie, pytam z ciekawości - powiedział Sehun ze wzrokiem wlepionym w niebo.
Między nimi znów zapanowała kompletna cisza. Luhan stał w bezruchu, trzymając dłoń na zimnej klamce od drzwi wejściowych i rozważając czy powinien zniknąć we wnętrzu pensjonatu, czy też zostać wraz z Sehunem, umierając z każdą kolejną sekundą.
- Gwiazdy są dziś ładne, nie sądzisz? - przyciszony głos Sehuna rozerwał ciszę pomiędzy nimi. Wzrok Lu powędrował wraz ze wzrokiem młodszego w stronę rozgwieżdżonego nieboskłonu, tworzącego nieznaną nikomu mapę, składającą się z małych gwiezdnych punkcików.
- Racja, są ładne - powiedział Luhan, starając się wyglądać na niewzruszonego nagłą zmianą tematu.
Nim starszy odwrócił wzrok od gwiazd, poczuł, że Sehun mu się przygląda.
To był zły znak.
Zanim Luhan zdążył się zorientować, Oh stał już o wiele bliżej niego. Po wyrazie jego twarzy starszy zauważył, że ten próbuje coś powiedzieć, lecz nim wydusił z siebie choćby słowo, Lu zniknął za drzwiami.
Jak zwykle ratował się ucieczką.
Kolejna noc w pensjonacie minęła Sehunowi na paleniu papierosów siedząc na parapecie przy otwartym oknie. Wspominał dzisiejszy wieczór i incydent na werandzie, który tylko utwierdził go w przekonaniu, że Luhan nie był zadowolony z jego pojawienia się w tym miejscu. Nie chciał go tutaj.
Prawda bolała, lecz Sehun nie chciał się dłużej okłamywać. Lu po prostu go unikał.
Przed przyjazdem Oh łudził się, że starszy ucieszy się z tego, że powrócił. Marzył, że przeżyje równie cudowne chwile jak w wakacje dwa lata temu, kiedy obaj wraz z Luhanem przekroczyli granice przyjaźni, a było to tak cudowne, że Sehun był pewny, że nigdy o tym nie zapomni. Dalej pragnął przekraczać wraz z Lu nowe granice, pokonywać horyzonty, patrzeć w przyszłość i iść razem coraz dalej. Spełniać się. Żyć tak, jak obaj chcieli.
Nie mógł jednak tego zrobić, widząc jak z dnia na dzień Luhan unika go coraz bardziej, traktując go jak powietrze. Sehun nie chciał się czuć niewidzialny.
Nagle ciąg jego myśli przerwał cichy dźwięk dochodzący gdzieś zza ściany. Sehun spiął wszystkie mięśnie, nasłuchując. Za ścianą był pokój Luhana. Zajmował ten sam pokój co dwa lata temu.
Dźwięk ucichł, aby po chwili znów wrócić i uraczyć swoją bolesną melodią uszy młodego blondyna. Cichy szloch dochodzący zza ściany, sprawiał, że serce Sehuna pękało. Luhan płakał.
Pierwszym, co Sehun chciał zrobić było wstanie i pójdzie do pokoju starszego, aby natychmiast poznać przyczynę jego płaczu. Zamiast tego jednak blondyn nadal siedział, ocucany zimnym wiatrem, wiejącym mu prosto w twarz, zaciągając się głęboko dymem papierosowym i ignorując wszelkie odgłosy dochodzące zza ściany.
Noc 18 lipca zaczęła się tak samo.
Sehun zwabiony płaczem Luhana przyszedł pod drzwi jego pokoju. Zapukał. Kiedy starszy otworzył, Oh widział łzy na jego policzkach. Zrobiło mu się żal przyjaciela. Zaprosił go do swojego pokoju w celu wspólnego napicia się dobrej, szkockiej Whiskey.
Oh nie miał wątpliwości, że to co się wtedy stało było skutkiem wypitego alkoholu. Obaj mieli wtedy złamane serca: Sehun z powodu Jessici, Luhan z powodu choroby ciotki, a to co się stało było zupełnie spontaniczne, jednak Oh nie potrafił tego żałować.
To była najlepsza noc w jego życiu.
Noc, w której zakochał się bez pamięci.
Szloch zza ściany przycichł trochę, a Sehun rozluźnił się, rozgniatając papierosa o parapet po drugiej stronie okna i chwytając drugiego. W myślach nieustannie zastanawiał się, co mogło sprawić, że Lu płakał, a jedyna sensowna odpowiedź natychmiast mu się nasunęła. Jongin.
Młody chłopak z sąsiedztwa zawsze wydawał się Sehunowi zbyt pewny siebie i egoistyczny, by być z Luhanem. Może to zazdrość o starszego, a może zwyczajna niechęć do Kim Jongina, sprawiła, że Oh czuł się teraz zły na cały świat.
Przyjazd do pensjonatu mia odciąć go od problemów, pracy i natłoku obowiązków, a tymczasem przypomniał mu o nierozwiązanych sprawach i niezakończonych historiach, prześladujących jego umysł bladym świtem, kiedy ostatnie szlochy zza ścian milknęły, pogrążając cały budynek w przygnębiającej ciszy, przesiąkającej głęboko do jego umysłu.
Umysłu, w którym wciąż widniał obraz Luhana.
Sehun był przekleństwem Luhana. Jego największą słabością i jednocześnie osobą, której naprawdę pragnął. Był jego marzeniem i koszmarem. Sam już nie wiedział co do niego czuł, a co powinien do niego czuć, po nocy 18 lipca, kiedy zdecydowanie przekroczyli granicę normalnych, przyjacielskich relacji. Myśli te błąkały się w głowie Luhana jak zjawy majaczące się po nocach. Nawiedzały go w najmniej odpowiednich momentach, wywołując łzy i gorzkie wspomnienia, mieszające w jego sercu i umyśle.
- Wróciłem - zawołał Sehun, wchodząc do kuchni z dwoma wielkimi papierowymi torbami w rękach. Jongdae oderwał wzrok od książki kucharskiej leżącej na blacie, zabierając z jego rąk zakupy. Wtedy Sehun zauważył, że nie są w kuchni sami.
- W końcu jesteś - zaśmiał się Chen, odstawiając torby na szafkę obok olbrzymiej lodówki. - To jest Zhang Yixing, Park Chanyeol i Byun Baekhyun. Na pewno ich pamiętasz.
Sehun wlepił wzrok w szczupłego szatyna, wysokiego chłopaka o lekko rudych włosach i siedzącego na uboczu młodzieńca o włosach pofarbowanych na lekki odcień fioletu. Nie poznawał żadnego z nich.
- Sehun-ah! - zawołał jeden, wstając od stołu, przy którym dotąd siedzieli i podchodząc do Sehuna. Dopiero z tej odległości Oh był w stanie rozpoznać w nim dawnego kolegę, poznanego w trakcie któryś z rzędu wakacji. Park Chanyeol był w tamtym czasie rozbrykanym, wiecznie uśmiechniętym chłopcem, wzrostem przewyższającym wszystkich wokół. Teraz jedyne co się zmieniło to kolor jego włosów i fakt, że był jeszcze wyższy.
- Cześć, Chanyeol - przywitał się Sehun, oszołomiony spotkaniem z dawnym znajomym.
Czy wszystko musiało się tak zmienić od jego ostatniego pobytu?
Wzrok Sehuna powędrował do kolejnego chłopaka. Było on o dużo niższy, o nienaturalnym odcieniu włosów i oczach niewinnego szczeniaka. Jego Sehun poznał od razu.
- Byun Baekhyun? - zapytał, widząc jak na twarzy dawnego kolegi z piaskownicy wykwita uśmiech. Nie mógł się mylić, to był właśnie Byun Baekhyun.
Po przywitaniu się, przy stole został ostatni chłopak. Patrzył na niego bez wyrazu, jakby jego oczy wyprane były z emocji, a Sehun nie rozpoznawał w nim żadnej osoby poznanej w upalne, letnie dni.
- Nie poznajesz mnie, prawda? - wtrącił chłopak, a Sehun drgnął. Jego głos brzmiał zbyt znajomo.
- Nie bardzo - odparł zgodnie z prawdą, choć zaraz w jego głowie pojawił się obraz małego chłopca trzymającego się zwykle na uboczu. Chłopca, który śpiewał w chórze kościelnym. Chłopca, który w wieku sześciu lat grał na pianinie lepiej niż niejeden wytrawny pianista. Chłopca, który nazywał się Zhang Yixing i był najbardziej utalentowaną osobą, jaką Sehun w życiu widział na oczy.
- Zhang Yixing? - spytał, a mężczyzna, w jakiego przez te parę lat zmieniał się mały Yixing pokiwał głową.
Wspomnienia przez tyle lat uciszane w głowie Sehuna, wróciły. Czuł bliskość dawnych przyjaciół, słyszał ich śmiech i czuł się tak, jakby przeżywał wszystkie najcudowniejsze chwile na nowo. Brakowało tylko jednego.
Brakowało Luhana.
W godzinach popołudniowych goście pensjonatu zwykle zaszywali się w swoich pokojach, lub też wychodzili. Chen zwykle wykorzystywał ten czas, aby zaprosić do siebie znajomych i wypić wraz z nimi kawę. Xiumin korzystał z przerwy zaszywając się w biblioteczce i czytając, a Luhan rozmyślał.
Dlatego właśnie tak nienawidził przerw w pracy.
Kiedy pracował, jego umysł zajęty był analizowaniem tego, co jeszcze musi wykonać. Nie miał wtedy czasu wracać wspomnieniami do nocy 18 lipca, ani wyobrażać sobie jak inaczej mogła potoczyć się jego historia. Nie miał wtedy czasu na planowanie idealnych zakończeń, ani smucie nierealnych opowieści. Nie miał wtedy czasu, na myślenie o Sehunie.
Tym razem Luhan również nie miał zamiaru myśleć o Sehunie, choć było to nie lada wyzwaniem, kiedy Oh cały czas przebywał w pensjonacie. Lu postanowił więc, że będzie go unikać. To było jedyne wyjście z nieprzyjemnej sytuacji, w jakiej się aktualnie znajdował.
Jego ucieczką od wspomnień była nie tylko praca. Przez wiele lat jego wyjściem awaryjnym stał się także Kim Jongin, który pozwalał mu zapomnieć o Sehunie choćby na drobną chwilę. Tym razem Luhan również zamierzał skorzystać ze swojego wyjścia awaryjnego.
Spotkanie z Baekhyunem, Chanyeolem i Yixingiem było dla Sehuna tak wielkim i zaskakującym przeżyciem, że chłopak niemal zapomniał o całym świecie, prowadząc z nimi zażyłe dyskusje przy filiżance kawy, przygotowanej przez Jongdae. Wspominanie letnich dni spędzonych w ogrodzie ciotki, smaku lodów śmietankowych, sprzedawanych w miasteczku i zabaw organizowanych wraz z innymi dzieciakami z okolicy, napełniło Sehuna tak pozytywną energią, że jeszcze po wyjściu gości, Oh nie mógł przestać mówić o cudownym spotkaniu, opowiadając Chenowi o tym, jak bardzo brakowało mu tej ciepłej, przyjacielskiej atmosfery, która stała się dla niego tak odległa i obca.
Oh był niemal przekonany, że nic nie zniszczy mu już tego dnia. Raczył się myślą, że już do końca będzie przepełniony szczęściem, za każdym razem, gdy przypomni sobie wspaniałe chwile dzieciństwa. Wspomnienia wróciły, tak jak chciał.
Niestety nie miał zbyt dużo czasu, by się nimi nacieszyć.
Na jego niebo znów wpłynęły czarne chmury.
- Nigdy nie podejrzewałbym, że znów ich spotkam - powiedział Sehun, trzymając na rękach jednego z kotów ciotki, mieszkających w pensjonacie.
- Oni pewnie też się tego nie spodziewali - zaśmiał się Chen, siedząc wraz z młodszym przy kominku w saloniku. Kiedy goście pensjonatu znikali z pola widzenia, Jongdae i reszta mogli trochę odpocząć i zająć się sobą.
- Baekhyun strasznie się zmienił - westchnął Oh, głaszcząc trzymanego w rękach kota za uchem. - Nigdy nie podejrzewałbym, że zdecyduje się przefarbować włosy.
- Racja, mnie również tym zdziwił - przyznał Jongdae.
Rozmowa między nimi trwała przez wiele ciepłych minut, ciągnących się powoli niczym słodkie gumy do żucia, których smak Sehun pamiętał do dzisiaj. Było w nim tyle wspomnień.
Kiedy zegar w saloniku wybił godzinę trzecią popołudniu, Jongdae zdecydował, że musi zacząć przygotowywać obiad i nim Sehun zdążył spytać czy może mu w czymkolwiek pomóc, przyjaciel zniknął za drzwiami kuchni, pozostawiając chłopaka samego z rudym kotem na kolanach.
Sehunowi podobało się w pensjonacie tak bardzo, że nie wyobrażał sobie kiedykolwiek stąd wyjeżdżać. Kochał tę atmosferę, ten zapach domowych obiadów, ciepło bijące z kominka, widok zaśnieżonych pagórków za oknem. Wszystko tutaj było lepsze, niż wszystko tam, w Seulu, z którego nagle zapragnął uciec.
Ciszę panującą w pomieszczeniu przerwał nagle dźwięk szybkich kroków na schodach. Sehun odwrócił głowę od kominka, zauważając Luhana, zbiegającego na dół i w pośpiechu łapiącego kurtkę z wieszaka. Przez chwilę pozwolił sobie podziwiać delikatne rysy jego twarzy, za którymi tak tęsknił i ciemne włosy, sprawiające wrażenie niezwykle miękkich i puszystych. Luhan był chodzącą pięknością, której Sehun nadal pragnął.
- Wychodzisz gdzieś? - spytał nagle Jongdae, wynurzając się z kuchni i patrząc na Luhana, w pośpiechu nakładającego buty.
- Tak - odparł krótko Lu, nawet nie podnosząc wzroku.
- Wrócisz na obiad? - spytał znów Chen, opierając się plecami o framugę drzwi i zakładając ręce na piersi.
Luhan wyprostował się, marszcząc lekko brwi. Sehun zauważył, że ten unikał jego wzroku.
- Nie, raczej nie. Zjem coś na mieście - odparł szybko i nim Jongdae zdążył go upomnieć, by nie wracał za późno, Luhan już zniknął za drzwiami, a do dwójki chłopaków dotarł tylko dźwięk jego kroków na drewnianej werandzie, niegdyś porośniętej różanymi krzewami.
Sehun spojrzał z zaciekawieniem na Jongdae, lecz ten w odpowiedzi jedynie wzruszył ramionami i na powrót zniknął w kuchni, oddając się gotowaniu. Atmosfera znów zrobiła się ciężka i nieprzyjemna, co szybko wyczuł kot, wylegujący się na kolanach chłopaka, podnosząc się. Sehun ułożył kociaka na sofie i podszedł do okna, lecz jedyne co zauważył to Lu wsiadający do srebrnego samochodu i błysk reflektorów odjeżdżającego pojazdu.
Blondyn poznał to auto od razu.
Samochód Jongina.
- Na co masz dzisiaj ochotę? - spytał Kim, delikatnie łapiąc Luhana za rękę.
Na ulicach miasteczka nadal było dość pusto, lecz szyldy nielicznych restauracji wyglądały zachęcająco, toteż Lu nie mógł się zdecydować, którą z nich wybrać.
- Sam nie wiem - westchnął. - Wybierz za mnie.
Szczerze mówiąc Luhan zawsze tak odpowiadał.
- Co powiesz na kawę? - zagadnął Jongin, prowadząc starszego w stronę kawiarni pachnącej wanilią i cynamonem. Luhan bez słowa dał się zaciągnąć do lokalu. Wiedział, że Kim Jongin uwielbiał podejmować decyzje za innych.
Od zewnątrz był chodzącym ideałem. Czarne włosy idealnie komponowały się z jego ciemną karnacją, sprawiając, że wyglądał wyjątkowo, pociągająco i egzotycznie jednocześnie. Głębokie, równie czarne oczy patrzyły na wszystko zza szkieł ciemnych okularów, a pełne usta układały się w delikatny uśmiech, kiedy zamawiając kawę dla siebie i Luhana próbował flirtować z kobietą stojącą za ladą.
Luhan miał czasami wrażenie, że Jongin jest niezwykle pusty, ponieważ wszystko co miał w sobie, ukazywał na zewnątrz. Zawsze mówił to, co myślał i nigdy, ale to nigdy nie zostawiał nic dla siebie. Każdą swoją myślą, czy uwagą od razu chwalił się głośno, podobnie jak dzielił się swoimi pomysłami i planami.
Jongin był pusty, bo pozwolił, aby inni widzieli o nim wszystko.
Dzielił się sobą ze zbyt dużą ilością osób.
- Już jestem - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów, kiedy wrócił do ich stolika, stawiając na nim dwie filiżanki czarnej kawy.
- Dziękuję - odparł Lu, unosząc naczynie i upijając spory łyk. Czarna kawa zawsze działała na niego jak uspakajający lek, wyłączający myślenie. Skupił się na jej smaku, rozkoszując się jej goryczą i nawet nie zauważył, że Jongin przyglądał mu się z nieukrywanym zainteresowaniem.
- O co chodzi? - spytał, odstawiając filiżankę.
- Ładnie dziś wyglądasz - zaśmiał się Jongin, zsuwając z nosa ciemne okulary. Bez nich wyglądał jak zupełnie inna osoba, lecz Lu nie ośmielił się tego powiedzieć na głos. - W zasadzie codziennie wyglądasz ładnie.
- Dziękuję - odpowiedział sucho Luhan, odwracając wzrok od Jongina, przewiercającego spojrzeniem jego duszę. Czasami Kai był sam w sobie męczący.
Półtorej godziny, które spędzili upajając się zapachem wanilii i pijąc kawę ciągnęło się dla Luhana w nieskończoność. Wolał jednak to, niż spędzanie czasu w pensjonacie, gdzie Oh Sehun ciągle odwracałby jego uwagę od pracy i sprawiał, że Lu znów czułby się jak kosz wypchany niepotrzebnymi wspomnieniami.
- Odwieźć cię do domu? - spytał Jongin, kiedy Luhan zajął miejsce pasażera w jego samochodzie.
- Tak - odparł krótko.
- Może chciałbyś pojechać do mnie? - zagadnął, odpalając auto i wjeżdżając na pustą ulicę miasteczka.
- Nie. Może innym razem - westchnął blondyn, opierając głowę o zagłówek fotela i zatapiając się w widoku za oknem. Jedyną zaletą i jednocześnie wadą czasu było to, że upływał.
Nim Lu zdążył policzyć drzewa rosnące przy drodze, Jongin zaparkował przed pensjonatem, rzucając mu śmiałe spojrzenie.
- Spotkamy się jutro? - spytał, uśmiechając się w swój uwodzicielski sposób, którego Luhan nienawidził.
- Może - mruknął tylko w odpowiedzi, chcąc jak najbardziej opóźnić swój powrót do pensjonatu. Naprawdę nie chciał teraz spotkać Sehuna. Bał się spojrzeć mu w oczy i stanąć twarzą w twarz z osobą, która dniem i nocą prześladowała go w myślach.
- Jak zawsze próbujesz zgrywać niedostępnego - zaśmiał się brunet, a jego śmiech wypełnił cały samochód, mieszając się z zapachem odświeżacza powietrza.
- Nie zawsze - sprzeciwił się Luhan, czując rumieńce na policzkach.
- Jasne - parsknął śmiechem Jongin, a blondyn łatwo zauważył, że młodszy po prostu z niego kpi.
- Muszę już iść - powiedział, ratując się z niewygodnej sytuacji. - Do zobaczenia.
Nim ręka Luhana znalazła się na klamce otwierającej auto od wewnątrz, chłopak poczuł jak Jongin łapie go za nadgarstek, przyciągając zdecydowanie zbyt blisko siebie.
- Pożegnamy się tak bez całusa? - wyszeptał, śmiejąc się prosto w zarumienioną twarz starszego.
W odpowiedzi Luhan spłonął jeszcze większym rumieńcem i uwolnił rękę z uścisku Jongina, rzucając mu na pożegnanie ciche: "Do jutra, Kai".
Nie miał ochoty całować Jongina. Nie chciał mu pozwalać, by zbliżył się tak blisko niego. Dopóki trzymał młodszego na dystans, mógł się z nim spotykać bez ograniczeń i traktować go jedynie jako ucieczkę od codzienności.
Wychodząc z samochodu Luhan marzył tylko o tym, aby w drodze do swojego pokoju nie natknąć się na Sehuna, lecz kiedy tylko auto Jongina odjechało z podjazdu, Lu zobaczył na werandzie cień wysokiego chłopaka w ciemnej kurtce. Chciał wierzyć, że to jedynie jego wyobraźnia płata mu figle. Jego serce przyśpieszyło tak bardzo, że chłopakowi na chwilę pociemniało w oczach.
Na werandzie, ukryty w cieniu stał Sehun, wypuszczając z ust smugę dymu papierosowego.
Luhan zebrał w sobie myśli i postanowił wyminąć chłopaka zupełnie go ignorując, niestety kiedy tylko zbliżył się do drzwi, jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Sehuna, sprawiając, że starszy zupełnie zapomniał o swoim dotychczasowym planie, zatapiając się w barwie tęczówek chłopaka.
Czas płynął wokół, trzymając ich w chwili słodkiego zapomnienia. Oh przestał liczyć mijające sekundy, tonąc w oczach Luhana i czując jak wszystkie niechciane emocje wracają. Obaj zastygli w bezruchu, jakby nagle zapomnieli o tym, co jeszcze przed chwilą zamierzali zrobić.
Ciszę przerwało wycie psa z sąsiedniego domostwa, które przywróciło ich do życia. Pierwszy był Lu, który z zakłopotaniem spuścił wzrok, czując rumieńce na policzkach i dotkliwy ból w sercu. Sehun nie patrzył na niego tak jak tamtej nocy. Wzrok młodszego był teraz zimny i obcy, a Luhan czuł jak ostre kawałki szkła wbiją się w jego serce, kiedy powoli uświadamiał sobie, jak bardzo Oh Sehun się zmienił. Nie był już uroczym dzieciakiem, naiwnym, ufnym i zagubionym pośród pracy, miłości i woli rodziców. Teraz Sehun był mężczyzną, posiadającym własne życie. Życie, w którym za pewne nie było już miejsca dla Luhana, bo podczas, gdy młodszy ciągle się zmieniał, Lu nadal tkwił w miejscu zatopiony pod grubą warstwą wspomnień.
- Gdzie byłeś? - spytał Sehun, przerywając ciszę i zaciągając się papierosem trzymanym pomiędzy chudymi palcami. Luhan drgnął, wyrywając się z zamyślenia.
- Nigdzie - odpowiedział wymijająco, starając się zniechęcić młodszego do dalszej rozmowy. Nie chciał z nim rozmawiać. Nie chciał przebywać w jego towarzystwie. Nie chciał patrzeć w jego oczy. Nie chciał, bo przy nim jego serce rozpadało się na kawałki, ranione ostrzem jego zimnego spojrzenia.
- Nigdzie? - powtórzył Sehun, unosząc głowę w górę i wydychając dym.
- Nie muszę ci mówić, gdzie byłem - powiedział Luhan, ostrożnie wypowiadając każde słowo, a jednocześnie podziwiając profil Sehuna. Jego twarz już dawno pozbyła się dziecięcych rysów.
- Spokojnie, pytam z ciekawości - powiedział Sehun ze wzrokiem wlepionym w niebo.
Między nimi znów zapanowała kompletna cisza. Luhan stał w bezruchu, trzymając dłoń na zimnej klamce od drzwi wejściowych i rozważając czy powinien zniknąć we wnętrzu pensjonatu, czy też zostać wraz z Sehunem, umierając z każdą kolejną sekundą.
- Gwiazdy są dziś ładne, nie sądzisz? - przyciszony głos Sehuna rozerwał ciszę pomiędzy nimi. Wzrok Lu powędrował wraz ze wzrokiem młodszego w stronę rozgwieżdżonego nieboskłonu, tworzącego nieznaną nikomu mapę, składającą się z małych gwiezdnych punkcików.
- Racja, są ładne - powiedział Luhan, starając się wyglądać na niewzruszonego nagłą zmianą tematu.
Nim starszy odwrócił wzrok od gwiazd, poczuł, że Sehun mu się przygląda.
To był zły znak.
Zanim Luhan zdążył się zorientować, Oh stał już o wiele bliżej niego. Po wyrazie jego twarzy starszy zauważył, że ten próbuje coś powiedzieć, lecz nim wydusił z siebie choćby słowo, Lu zniknął za drzwiami.
Jak zwykle ratował się ucieczką.
Kolejna noc w pensjonacie minęła Sehunowi na paleniu papierosów siedząc na parapecie przy otwartym oknie. Wspominał dzisiejszy wieczór i incydent na werandzie, który tylko utwierdził go w przekonaniu, że Luhan nie był zadowolony z jego pojawienia się w tym miejscu. Nie chciał go tutaj.
Prawda bolała, lecz Sehun nie chciał się dłużej okłamywać. Lu po prostu go unikał.
Przed przyjazdem Oh łudził się, że starszy ucieszy się z tego, że powrócił. Marzył, że przeżyje równie cudowne chwile jak w wakacje dwa lata temu, kiedy obaj wraz z Luhanem przekroczyli granice przyjaźni, a było to tak cudowne, że Sehun był pewny, że nigdy o tym nie zapomni. Dalej pragnął przekraczać wraz z Lu nowe granice, pokonywać horyzonty, patrzeć w przyszłość i iść razem coraz dalej. Spełniać się. Żyć tak, jak obaj chcieli.
Nie mógł jednak tego zrobić, widząc jak z dnia na dzień Luhan unika go coraz bardziej, traktując go jak powietrze. Sehun nie chciał się czuć niewidzialny.
Nagle ciąg jego myśli przerwał cichy dźwięk dochodzący gdzieś zza ściany. Sehun spiął wszystkie mięśnie, nasłuchując. Za ścianą był pokój Luhana. Zajmował ten sam pokój co dwa lata temu.
Dźwięk ucichł, aby po chwili znów wrócić i uraczyć swoją bolesną melodią uszy młodego blondyna. Cichy szloch dochodzący zza ściany, sprawiał, że serce Sehuna pękało. Luhan płakał.
Pierwszym, co Sehun chciał zrobić było wstanie i pójdzie do pokoju starszego, aby natychmiast poznać przyczynę jego płaczu. Zamiast tego jednak blondyn nadal siedział, ocucany zimnym wiatrem, wiejącym mu prosto w twarz, zaciągając się głęboko dymem papierosowym i ignorując wszelkie odgłosy dochodzące zza ściany.
Noc 18 lipca zaczęła się tak samo.
Sehun zwabiony płaczem Luhana przyszedł pod drzwi jego pokoju. Zapukał. Kiedy starszy otworzył, Oh widział łzy na jego policzkach. Zrobiło mu się żal przyjaciela. Zaprosił go do swojego pokoju w celu wspólnego napicia się dobrej, szkockiej Whiskey.
Oh nie miał wątpliwości, że to co się wtedy stało było skutkiem wypitego alkoholu. Obaj mieli wtedy złamane serca: Sehun z powodu Jessici, Luhan z powodu choroby ciotki, a to co się stało było zupełnie spontaniczne, jednak Oh nie potrafił tego żałować.
To była najlepsza noc w jego życiu.
Noc, w której zakochał się bez pamięci.
Szloch zza ściany przycichł trochę, a Sehun rozluźnił się, rozgniatając papierosa o parapet po drugiej stronie okna i chwytając drugiego. W myślach nieustannie zastanawiał się, co mogło sprawić, że Lu płakał, a jedyna sensowna odpowiedź natychmiast mu się nasunęła. Jongin.
Młody chłopak z sąsiedztwa zawsze wydawał się Sehunowi zbyt pewny siebie i egoistyczny, by być z Luhanem. Może to zazdrość o starszego, a może zwyczajna niechęć do Kim Jongina, sprawiła, że Oh czuł się teraz zły na cały świat.
Przyjazd do pensjonatu mia odciąć go od problemów, pracy i natłoku obowiązków, a tymczasem przypomniał mu o nierozwiązanych sprawach i niezakończonych historiach, prześladujących jego umysł bladym świtem, kiedy ostatnie szlochy zza ścian milknęły, pogrążając cały budynek w przygnębiającej ciszy, przesiąkającej głęboko do jego umysłu.
Umysłu, w którym wciąż widniał obraz Luhana.

nawet nie wiesz, jak bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie. mam nadzieję, że masz dużo weny, ponieważ z niecierpliwością na kolejny rozdział. sytuacja pomiędzy Luhanem a Sehunem jest taka smutna. Lulu nie może wybaczyć Sehunowi tego, że go zostawił, choć pewnie wbrew sobie chętnie spędziłby z nim czas. natomiast Hunnie nie może zbliżyć się do Luhana, bo te postawił wokół siebie zbyt wysoki mur. poza tym, Luluś spędza czas z Kaiem. taki charakterek do niego pasuje. jakoś nie przepadam za Lukaiem, więc mam nadzieję, że szybko pojawi się Kaisoo. w ogóle cały ten pensjonat bardzo mi się podoba. chłopacy są tak zorganizowani i chętni do jakiejkolwiek pracy. świetny miałaś pomysł na opowiadanie i dobrze, że zaczęłaś go pisać, ale ja nadal pamiętam o "I am the best"! ;) mam nadzieję, że wkrótce pojawi się jakiś rozdział!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :D
Nie mam weny na komentarze, ale podobało mi się i znów miałam w głowie: "Chcę dalej, chcę dalej" xD Nie lubię LuKai, buu. ;;; Masakra jakaś. Mam nadzieję, że HunHan się rozwinie.
OdpowiedzUsuń