niedziela, 24 maja 2015

Roses rozdział IX

Tytuł: "Roses" <rozdział IX>
Paring: HunHan (pobocznie BaekYeol, KrisHo, KaiSoo)
Uwagi: brutalne opisy i nieliczne wulgaryzmy 
(tekst pisany kursywą jest wspomnieniami jednego z bohaterów i powtórzenia w nim są zastosowane specjalnie) 

Na reszcie udało mi się skończyć ten rozdział i muszę przyznać, że cały ff zaczyna się rozkręcać. 
Zdaję sobie sprawę z tego, że wyjdzie z tego jakiś gówniakowy tasiemiec, ale sama bardzo przywiązałam się tego opowiadania i mam już dokładnie rozplanowaną całą fabułę. 

Dziękuję za każdy komentarz i każde wejście na bloga. 
Mam nadzieję, że będę się stale rozwijać i zyskiwać nowych obserwatorów.
Kocham Was wszystkich


"Roses"
rozdział  IX


   Mały chłopiec obejmuje mocniej swojego pluszowego misia, szepcząc pod nosem słowa modlitwy. Z trudem tłumi szloch, słysząc jak ojciec znów krzyczy, a mamusia płacze, prosząc go, aby przestał. Z kuchni słuchać trzask pobitego szkła, a chłopiec zanosi się jeszcze większym płaczem, bojąc się o mamusię. Chciałby iść i powiedzieć ojcu by przestał, ale niewidzialne szpony strachu trzymają go w miejscu, uniemożliwiając każdy ruch. 
  - Będę dzielny. Mam już sześć lat - szepcze sam do siebie i swojego pluszowego towarzysza. 
  Krzyki zza ściany nie ustają. 
  Chłopiec boi się coraz bardziej. 
  Cichutko skrada się na palcach w stronę lekko uchylonych drzwi i przeciera załzawione oczy. Naprawdę nie chce płakać, ale wie, że nie może zrobić nic więcej. Przez szparę pomiędzy drzwiami a futryną widzi niską, wątłą postać jego mamusi skulonej i płaczącej, a obok niej masywną i jakże obrzydliwą kreaturę, którą nazywa swoim ojcem. 
  Ojciec krzyczy i uderza pięściami o stół zwalając wazę z zupą, którą chłopiec ugotował dziś z mamą. Miota się po całej kuchni wszystko niszcząc, jakby nic nie miało dla niego znaczenia. Zrywa z lodówki laurki, które chłopiec rysował, tłucze doniczki z kwiatami, które chłopiec przez cały czas podlewał. 
  Ojciec niszczy wszystko, a on może tylko na to patrzeć. 
  W końcu mężczyzna zwraca wzrok na mamę i wymierza jej siarczysty cios w policzek. Po kuchni roznosi się głośny plask, a chłopiec doskonale wie jak bardzo musi boleć takie uderzenie. 
  Mamusia zatacza się w tył, jednak brutal nadal nie przestaje. Chłopiec nie chce się temu dalej przyglądać. Chce iść i uratować mamusię. Bardzo chce uratować mamusię. Jego kochaną mamusię. 
  Drżąc na całym ciele przekracza próg swojego pokoju. Mamusia widząc go stara się płakać ciszej, a ojciec w jednej chwili milknie z dłonią gotową do następnego ciosu. 
  - Mamusiu, chodźmy spać - mówi zapłakanym głosem. 
  Mamusia kiwa powoli głową, ocierając łzy i mimo wszystko próbuje się uśmiechnąć, jednak ojciec nie wygląda na zadowolonego. 
  - Szczeniaku - mówi w stronę chłopca, podchodząc do niego z dłonią uniesioną w powietrzu. 
  Chłopiec boi się i kuli w sobie, widząc ojca kipiącego złością. Zamyka oczy, przygotowując się do uderzenia, jednak zamiast tego słyszy krzyk mamusi. 
  - Zostaw go, proszę - mówi mamusia, trzymając w swoich delikatnych dłoniach silną rękę ojca. 
  Chłopiec nie wie co zrobić. 
  - Zamknij się, szmato. Jesteś tylko głupią dziwką - mruczy w stronę mamusi, a chłopiec znów ma ochotę się rozpłakać. 
  - Idź do swojego pokoju, skarbie - mówi mu mamusia, a chłopiec kiwa głową i wraca do łóżka, gdzie nie czuje się tak bezpiecznie jak zwykle. Słyszy krzyki i huki, jednak to po chwili milknie. 
  Wszystko milknie. 
  Milknie również płacz mamusi. 
  Po paru minutach chłopiec czuje ciepło drugiego ciała pod swoją kołdrą i odwraca się, widząc twarz mamusi. Mamusia uśmiecha się smutno i obejmuje go mocno, a chłopiec znów czuje się bezpiecznie. 
  - Przepraszam, skarbie - mówi, całując go w czoło. 
  - Nie musisz - mruczy chłopiec. - To nie twoja wina. 
  - Nie bój się. Po prostu już zaśnij, dobrze? Kiedy się obudzisz wszystko będzie dobrze. Po prostu już śpij, Kyungsoo.  

  - Kyungsoo? - zza drzwi wychyliła się głowa Jongina. Wilgotne kosmyki włosów kleiły mu się do czoła, a twarz rozjaśniał delikatny uśmiech. 
  Zaspany Kyung przetarł oczy i usiadł na łóżku. Odkąd Jongin wprowadził się do jego domu poranne pobudki stały się częstsze niż zwykle. 
  - Co się stało? - spytał, leniwie wstając i naciągając na ramiona szlafrok. 
  - Skończyły ci się płatki. Jeżeli będziesz w sklepie kup mi spory zapas, okay? 
  - Dlaczego sam nie możesz iść do sklepu? - spytał Kyungsoo, wchodząc wraz z młodszym do kuchni, wypełnionej porannym słońcem. 
  - Mówiłem ci, że przez jakiś czas nie mogę pokazywać się w miasteczku - westchnął Jongin, siadając na blacie kuchennym. 
  - Zejdź z blatu - Kyungsoo zmroził go wzrokiem. - I ubierz się! Nienawidzę, kiedy chodzisz po moim domu w samych bokserkach. 
  - Czemu? - Kim uśmiechnął się figlarnie, na co starszy wywrócił oczami. 
  - Czasami jesteś zbyt zapatrzony w siebie, Kai - mruknął Kyungsoo, nie mogąc powstrzymać malujących się na policzkach rumieńców. 



20 kwietnia. Seul. 
  Irytujący dźwięk budzika rozniósł się po całym apartamencie. Poranne słońce, wiszące nad Seulem wnikało do dużej, przestronnej sypialni przez okno, zajmujące całą ścianę, a Oh obudzony nagłym hałasem, leniwie poniósł się i wyłączył urządzenie, by chwilę później znów wrócić na swoje miejsce i ułożyć się tuż obok pogrążonego w śnie bruneta. 
  W ciszy, z delikatnym uśmiechem na twarzy obserwował idealne rysy twarzy starszego, delikatnie gładząc dłonią jego ciepły policzek, na którym chwilę później złożył czuły pocałunek. Od czasu przeprowadzki Luhana do Seulu takie czułości były na porządku dziennym, jednak chłopak był pewny, że nigdy mu się nie znudzą. 
  Otworzył oczy, dostrzegając przed sobą twarz Sehuna, rozjaśnioną delikatnym uśmiechem, który starszy w mig odwzajemnił, wtulając się bardziej w ramiona kochanka. 
  - Dzień dobry, Lu - powiedział Oh głębokim głosem, od którego na ciele Luhana pojawiła się gęsia skórka. 
  - Nie powinieneś już wstawać? - mruknął brunet, układając dłonie na policzkach mężczyzny. 
  - Wu i Tao dadzą sobie beze mnie radę, jeśli się troszkę spóźnię - uśmiechnął się niewinnie Sehun, po czym zacieśnił uścisk wokół bioder Luhana i pocałował go lubieżnie, wkładając w ten pocałunek całe swoje serce. 
  Lu odwzajemnił czułą pieszczotę, mrucząc cicho i oblatając nogami biodra młodszego. 
  - Mam wrażenie, że tego poranka sam nie będziesz chciał wypuścić mnie z łóżka - wyszeptał Sehun, kiedy ich pasjonujący pocałunek dobiegł końca. 
  - Mam wrażenie, że masz rację - uśmiechnął się starszy.
  Sehun w odpowiedzi jedynie przyciągnął go do siebie i w najnamiętniej jak tylko umiał złożył kolejny pocałunek na jego słodkich, spierzchniętych i cudownie ciepłych wargach, a Lu objął mocno jego szyję ramionami, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. 
  Każdego dnia zakochiwali się na nowo w każdej na nowo odkrywanej cząstce siebie. 
  - Cholera - syknął Sehun, niechętnie przerywając pocałunek, kiedy usłyszał wibracje swojego telefonu, leżącego na szafce nocnej. 
  - Kto dzwoni? - spytał Lu, unosząc się na łokciach. 
  Oh spojrzał na ekran telefonu i wzruszył ramionami odrzucając połączenie. 
  - Nikt ważny. 
  - Na pewno? - spytał straszy, kiedy Sehun znów przyparł go do materaca łóżka, muskając czule jego usta swoimi. 
  - Mhm - mruknął w odpowiedzi blondyn, leniwie całując wrażliwą szyję chłopaka. 
  Luhan bez reszty oddał się rozkoszy i cudownemu ciepłu, rozlewającemu się w całym jego ciele. Był uzależniony od Sehuna w każdym możliwym tego słowa znaczeniu, a wszelkie pieszczoty jakimi raczył go młodszy były dla niego cząstką nieba. 
  Kiedy obaj zajęci byli powolnym zdejmowaniem swoich piżam i składaniem leniwych pocałunków na każdym nowo odkrytym skrawku ciała, znów rozniósł się dźwięk wibracji telefonu Sehuna, na co młodszy przeklął siarczyście. 
  - Lepiej odbierz, Hunnie. To ktoś z pracy? - spytał Luhan, kładąc dłoń na policzku młodszego. 
  - Taaa... To tylko Tao - Sehun wywrócił teatralnie oczami, a następnie podniósł się ociężale i odebrał połączenie, przykładając telefon do ucha. 
  - Cholera, Oh! Masz spotkanie za dwadzieścia minut. Gdzie ty do kurwy jesteś? - spanikowany głos Tao odbił się w umyśle Sehuna. 
  - Jakie spotkanie? - spytał młodszy i uśmiechnął się lekko, czując dłonie Luhana wędrujące po jego ciele. 
  - Czy ty masz pierdoloną amnezję?! Spotkanie. Dziś. Ósma trzydzieści. Sala zebrań. Skojarz fakty!
  - Błagam, znajdź kogoś na moje zastępstwo - jęknął błagalnie blondyn, nie będąc w stanie skupić się na rozmowie z przyjacielem. Jego uwagę cały czas przyciągał Luhan, leżący wśród skotłowanej pościeli i uśmiechający się prowokująco. 
  - Myślisz, że uda mi się znaleźć kogoś na twoje zastępstwo dwadzieścia minut przed spotkaniem? 
  - Mam taką nadzieję. Inaczej będę musiał się spóźnić. 
  - Dlaczego masz się spóźnić? Robisz coś ważnego? 
  - Powiedzmy, że jestem w trakcie robienia czegoś, co nie może czekać dłużej - chłopak uśmiechnął się szerzej, puszczając oczko do Luhana.  
  Brunet wywrócił oczami, słysząc rozmowę Sehuna i Tao, po czym szturchnął kochanka w ramię, mrucząc ciche: "Masz iść do pracy!". 
  - Okay, zobaczę co da się zrobić - mruknął zrezygnowany Huang. 
  - Dzięki, Tao. Odwdzięczę się - rzucił na pożegnanie Sehun, aby po chwili rozłączyć się i powrócić do czekającego na niego kochanka. 
  - Nigdy nie pojmę tego, jak traktujesz swoją pracę - wymruczał Luhan, udając obrażonego. 
  - Spokojnie, to tylko jedno spotkanie - wyszeptał Oh, składając mokre pocałunki na obojczykach starszego. - Za to mamy cały poranek tylko dla siebie. 
  Luhan uśmiechnął się mimowolnie, wzdychając cicho, kiedy Sehun zaczął dmuchać na mokre ślady pocałunków zimnym powietrzem. 
  - Jesteś nieodpowiedzialny odwołując spotkania - zaśmiał się cicho brunet, wsuwając palce w roztrzepane włosy młodszego, który nadal pochłonięty był pieszczeniem jego najwrażliwszych miejsc. 
  - Wolałbyś, żebym poszedł teraz do pracy i cię zostawił? - spytał Sehun, odrywając się od rozpalonego chłopaka pod nim. 
  Luhan zmarszczył brwi, udając, że głęboko się nad tym zastanawia, a widząc zaniepokojony wyraz twarzy blondyna, zaśmiał się i przyciągnął go do długiego pocałunku, który skutecznie rozwiązał wszystkie wątpliwości Sehuna. 



20 kwietnia. Pensjonat. 
  Poranki pachniały kawą i zapachem kwitnących róż, tworzących razem niespotykaną mieszankę, którą Chen, siedzący teraz wraz z przyjaciółmi na werandzie mógł czuć codziennie. Poranna kawa z Xiuminem, Baekhyunem i Layem stała się niemal ich codziennym rytuałem, którym zapełniał pustkę po wyjeździe Luhana. Mimo częstych rozmów z chłopakiem i obietnicami szybkich odwiedzin wszyscy mieli wrażenie, że bez Lu pensjonat stracił jakąś cząstkę siebie. Coś było nie tak. Jakby w uzupełnionych puzzlach nagle zabrakło jednego kawałka. 
  - Myślicie, że Luhan przyjedzie na weekend? - spytał w pewnym momencie Minseok, sącząc swoją kawę z mlekiem. 
  - Mam nadzieję, że tak - rzekł Chen. - Ostatnio wszyscy nas opuszczają. Najpierw Chanyeol, potem Luhan. 
  - Chanyeol odzywał się w ogóle od czasu swojego wyjazdu? - spytał nagle Lay, porozumiewawczo spoglądając na Baekhyuna, który w tamtym momencie spiorunował go wzrokiem. 
  - Dzwonił do nas kilka razy - odparł Chen. 
  - Do mnie też dzwonił - przytaknął markotnie Byun. 
  - Pewnie za nim tęsknisz, prawda? Byliście najlepszymi przyjaciółmi od piaskownicy - wspomniał Minseok, a Baekhyun poczuł niemiły skurcz żołądka. 
  - Tak. To prawda - powiedział, sztywno prostując się na drewnianym krześle. Czuł wyrzuty sumienia, przypominając sobie, jak odrzucał każdej połączenie przychodzące od Chanyeola, cały czas mając przed oczami sytuację na dworcu, która prześladowała go na każdym kroku. 



20 kwietnia. Seul. 
  - Park, wstawaj! - Lin z rozmachem ściągnęła kołdrę ze śpiącego jeszcze współlokatora. 
  - Daj mi jeszcze pięć minut - jęknął Chanyeol, zakrywając twarz poduszką. 
  - Za pięć minut będę już w drodze na uczelnię - prychnęła brunetka, i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
  Yeol ziewną i usiadł na łóżku, wlepiając wzrok w swój telefon. Obiecał sobie, że nie będzie już więcej próbował dodzwonić się do Baekhyuna, jednak jakaś jego część nadal nie pozwalała mu zrezygnować. Chciał się dowiedzieć dlaczego jego najlepszy przyjaciel nie odbierał i zachowywał się tak, jakby chciał zerwać ich długoletnią znajomość. 
  - Zbieraj się, Park! - rzekła Lin, znów wkraczając do jego pokoju i zatrzymała się w progu, widząc rudego z telefonem w ręku. - Chyba nie zamierzasz znów do niego dzwonić? - spytała. 
  - Nie wiem - odparł szczerze Chanyeol. - Musiałem zrobić coś nie tak, skoro nie chce ze mną rozmawiać. 
  - Zrobisz coś nie tak, jeśli będziesz się przed nim płaszczył. Olej go. Jego strata - wzruszyła ramionami. 
  - Łatwo ci mówić - zaśmiał się chłopak, pustym, pozbawionym entuzjazmu śmiechem. 
  - Przechodziłam przez coś podobnego. W końcu sam do ciebie przyjdzie, a wtedy powiemy mu, że może cię teraz pocałować w dupę. 
  - Jesteś psychiczna - parsknął śmiechem Chanyeol. 
  - Miałam podobną sytuację, serio. Jeśli ktoś traktuje cię jak gówno teraz, ty traktuj go jak gówno później. To moje życiowe motto. 
  Chanyeol szczerze wątpił, czy rady Lin kiedykolwiek mu się przydadzą, jednak tym razem jej słowa nie brzmiały tak głupio. Postanowił, że zaufa jej ten jedyny raz, z ciekawości, jakie przyniesie to skutki. 
  - Oddaj mi swój telefon - rzekła dziewczyna, kiedy obaj siedzieli już w jej samochodzie. 
  - Po co? 
  - Cały dzień patrzysz się na niego i założę się, że w przerwie na lunch wyjdziesz, schowasz się i znów będziesz próbował do niego dzwonić. To żałosne, Park. Musisz się nauczyć mieć wyjebane. 
  - Spokojnie. Zbyt agresywnie do tego podchodzisz. 
  - Moje metody nie przyniosą efektu, jeżeli nadal będziesz obstawał by swoim - rzekła i nim rudy zdążył schować telefon, ta wyrwała mu go z rąk. 
  - To nie fair. 
  - Będę go miała przy sobie do końca dnia - uśmiechnęła się lekko. - Spokojnie, nic mu się nie stanie. 
  - Nie ufam ci - wycedził Chanyeol, nim samochód ruszył, a Lin klnąc pod nosem włączyła się do ruchu drogowego, ostro komentując sposób jazdy innych kierowców. 



20 kwietnia. Dom Kyungsoo. 
  - Kyungsoo! Gdzie jest mleko? - zawołał z kuchni Jongin. 
  Dom Kyungsoo był dość mały, więc starszy bez problemu usłyszał go w pokoju, gdzie stojąc na wysokim krześle próbował zmieść pajęczyny z sufitu.
  - W lodówce - odpowiedział, pochłonięty swoją pracą. 
  - Nie ma! - krzyknął w odpowiedzi Kai, a Kyungsoo niebezpiecznie zachwiał się, stojąc na palcach. 
  - Nie mogę ci teraz pokazać. Jestem zajęty - rzekł w odpowiedzi, a po chwili usłyszał kroki Jongina w korytarzu. 
  - Co robisz? - spytał, podchodząc zdecydowanie zbyt blisko, przez do Kyung znów zachwiał się i niefortunnie stracił równowagę, upadając w dół. 
  Przed upadkiem uratowała go para silnych ramion, które pochwyciły jego lekkie ciało i zamknęły w swoim żelaznym uścisku. Chłopak otworzył ostrożnie oczy, dostrzegając przed sobą twarz Jongina, oddaloną od jego własnej centymetrami i od razu spłonął krwistym rumieńcem. 
  - Eh, p-puść mnie. Znajdę ci to mleko - westchnął, próbując wyswobodzić się z mocnego uścisku. 
  - Powinieneś na siebie uważać, hyung - rzekł Jongin, pozwalając mu wyplątać się z jego ramion. 
  - Wiem - prychnął Do, kierując się w stronę kuchni, lecz zatrzymał się w progu, mierząc młodszego spojrzeniem. - Czy ty właśnie nazwałeś mnie "hyung"? - spytał. 
  - Powinienem cię tak nazywać od początku. Jesteś starszy - odparł brunet. 
  Jongin nie wyglądał na kogoś, kto przykładał wagę do zwrotów grzecznościowych, jednak w tamtej chwili pozytywnie zaskoczył Kyungsoo, sprawiając tym samym, że na twarzy starszego pojawił się delikatny uśmiech. Może Kai nie był taki, jakim zdawał się być? 


20 kwietnia. Seul. 
  - Wyglądam dobrze? 
  - Wyglądasz idealnie - odpowiedział Luhan, zawiązując krawat na szyi Sehuna. 
  - Ty również, kochanie - odparł, uśmiechając się słodko, na co Luhan skrzywił się. 
  - Eh, nie nazywaj mnie tak. 
  - Jak? - Oh uniósł brwi do góry w geście zdziwienia. 
  - No wiesz... "kochanie" - rzekł Luhan, nakreślając w powietrzu cudzysłów. 
  - Dlaczego? Nie lubisz tego? 
  - To mnie onieśmiela - przyznał starszy, obserwując jak Sehun poprawia swoją białą koszulę. 
  - Naprawdę, kochanie? - zaśmiał się Oh, chcąc podroczyć się z Luhanem przed wyjściem do pracy. 
  - Przestań - odpowiedział śmiechem Lu, rzucając w młodszego poduszką. - Idź do pracy. Nienawidzę tego, że przeze mnie olewasz swoje obowiązki. 
  - Nie olewam moich obowiązków. 
  - Odwołałeś dziś spotkanie. 
  - To było tylko jedno spotkanie - uśmiechnął się słodko Sehun, przyklękując przy łóżku i kładąc dłoń na policzku leżącego jeszcze Luhana. 
  - Jak tak dalej pójdzie będziesz odwoływał wszystkie - wywrócił oczami starszy. 
  - To przez ciebie - wyszeptał Sehun, zbliżając twarz do twarzy Luhana. 
  - Nieprawda - sprzeciwił się brunet, uśmiechając niewinnie. 
  - Każdego ranka mnie zatrzymujesz. 
  - Nie robię tego świadomie, Hunnie - powiedział na swoją obronę Luhan, z rozbawieniem patrząc w oczy młodszego mężczyzny. 
  - Nie szkodzi - odparł Sehun. - Kochanie się z tobą rano jest nawet lepsze niż robienie tego wieczorem. 
  Luhan, słysząc słowa bezwstydnie wypływające z ust kochanka spłonął rumieńcem i uderzył go lekko w ramię, nie mogąc powstrzymać malującego się na ustach uśmiechu. 
  - Idź już do pracy, Hunnie. 
  - Znów cię onieśmieliłem? - zaśmiał się cicho Sehun, poprawiając garnitur i przeglądając się w lustrze, wiszącym na ścianie sypialni. 
  - Tak. Idź już - rzekł tylko Luhan, udając obrażonego i obrócił się na drugi bok, ignorując młodszego. 
  - Nie obrażaj się na mnie, Lu - zaśmiał się cicho. 
  - Idź już.
  Sehun westchnął i pochylił się nad leżącym brunetem, składając na jego policzku pożegnalny pocałunek. 
  - Okay. I tak muszę się już zbierać - powiedział, kierując się ku drzwiom, lecz Luhan zatrzymał go. 
  - Nie spóźnij się, dobrze? - rzekł i przyciągnął młodszego do czułego pocałunku, którym żegnali się każdego poranka, kiedy Sehun wychodził do pracy. 
  - Spokojnie. O tej porze nie ma dużych korków - zaśmiał się Sehun. 
  - Po południu przyniosę ci lunch - rzekł Luhan i poprawił zaczesane do tyłu włosy młodszego. 
  - Dobrze. Lubię, gdy mi gotujesz - pochwalił młodszy, dyskretnie zerkając na zegarek. 
  - Do zobaczenia później, Hunnie - pożegnał się Lu, kiedy chłopak przekraczał próg pokoju. 
  - Do zobaczenia, kochanie - odparł Sehun, ostatnie słowo wypowiadając dużo ciszej. 

  Od czasu przeprowadzki do Seulu Luhan zaczął cieszyć się drobnostkami. Każda chwila spędzona z Sehunem była dla niego na wagę złota. Każdy drobny pocałunek na "dzień dobry", czy pożegnanie słodkim "do zobaczenia później" był dla niego niezwykle ważny. Zakochiwał się w każdym szczególe Sehuna, zaczynając dostrzegać świat jego oczami. Przyjemność przynosiły mu takie drobnostki jak zrobienie młodszemu śniadania, zawiązanie mu krawatu, czy chociażby zaniesienie mu lunchu do pracy, z każdym dniem zżywając się coraz mocniej z mężczyzną swojego życia, choć w głębi serca nadal tęsknił za świeżością pąków róż pensjonatu.  
  


20 kwietnia. Pensjonat. 
  - Powinieneś do niego zadzwonić - Lay oparł się o barierkę werandy, oplecioną pnącą różą, krzyżując ramiona na piersi. 
  - To nie jest takie łatwe - odparł Baekhyun, śledząc wzrokiem kota, spacerującego leniwie po podwórku przed budynkiem. 
  - Nie tęsknisz za nim? - spytał przyjaciel, a rześki wiosenny wiatr zgrał się z jego głosem. 
  Baekhyun zamyślił się długo i głęboko, rozpamiętując wszystkie chwile przeżyte z Park Chanyeolem. Oczywiście, że za nim tęsknił, lecz przyznanie się do tego nie wchodziło w grę. 
  - Nie jestem gejem - rzekł zamiast tego Byun. 
  - Nie chodzi mi o to - Yixing wywrócił oczami. - Pytałem, czy tęsknisz? 
  Baekhyun znów się zamyślił. Nie chciał tęsknić za przyjacielem, który zdradził go, zakochując się w nim i rujnując ich wieloletnią przyjaźń. Nienawidził Parka za to, że pozostawił go w tak trudnej sytuacji. 
  - Chyba sam nie wiem - przyznał cicho Baekhyun, a szumiące wokół liście drzew nadały jego wypowiedzi dziwnego dramatyzmu. 
  Chciał się rozpłakać i wyznać jak bardzo zagubiony jest w tym wszystkim. Chciał wyznać Layowi jak bardzo zmieszało go zachowanie Yeola i opowiedzieć mu o tym, jak bardzo nie rozumie swoich uczuć, jednak niewidzialna blokada kazała mu trzymać to wszystko zamknięte głęboko na dnie skruszonego serca, którym Baekhyun nie umiał kochać starego przyjaciela tak bardzo jak kiedyś. 
  - Jeżeli będziesz za nim tęsknił po prostu zadzwoń - rzekł Yixing lekko i beztrosko. - To chyba jedyne, co mogę ci poradzić. 
  - Racja - skinął głową Baekhyun. - To jedyne, co możesz mi poradzić. 

  O tej porze roku najbardziej widoczny był czar pensjonatu. Róże rozwijały się powoli, zdobiąc ogród, a wokół unosił się świeży zapach lata i nadchodzących upałów. Dla Baekhyuna jednak ten okres nie był odpowiedni na podziwianie rozwijającej się zieleni i liczenia dni, pozostałych do rozpoczęcia wakacji. Nie, kiedy wszystko co go otaczało, kojarzyło się z Park Chanyeolem. 

  Z rozmachem zamknął drzwi i ruszył w kierunku oświetlonego promieniami słonecznymi salonu. 
  - Teraz albo nigdy. 
  Wyjął z kieszeni telefon i oddychając głęboko wybrał numer Chanyeola, w myślach układając sobie, jak powinien poprowadzić rozmowę. 
  - Cholera, Baekhyun. To tylko Chan. Nie stresuj się tak. 
  Wybrał zieloną słuchawkę na ekranie dotykowym i przyłożył aparat do ucha w skupieniu licząc mijające sekundy. 
  - Odbierz, Park - syknął pod nosem, kiedy czas mijał niemiłosiernie, a jego przyjaciel nadal nie odbierał połączenia. 
  - Halo? - kiedy Baekhyun zaczynał wątpić, że uda mu się przeprowadzić rozmowę, po drugiej stronie odezwał się kobiecy głos, przez który Byun poczuł się zmieszany. 
  - Dzień dobry - rzekł po dłuższej chwili ciszy. - Zastałem Chanyeola? 
  - Jest zajęty - powiedziała kobieta, wprawiając rozmówcę w osłupienie. - Przekazać mu coś?
  - Um... nie. To nie będzie konieczne. 
  - Na pewno? Mogłabym wiedzieć kto dzwoni? 
  - Byun Baek. Jestem starym przyjacielem Chanyeola, ale... nieważne - rzekł Baekhyun, desperacko próbując zakończyć połączenie. - Przepraszam, że przeszkodziłem. Do widzenia. 



20 kwietnia. Seul. 
  Luhan ścisnął w dłoniach papierową torbę i wszedł go windy, mijając po drodze współpracowników Sehuna. Musiał przyznać, że świat wysokich wieżowców i biznesu nadal go przytłaczał, jednak z dnia na dzień coraz bardziej się z nim oswajał, a podróże do biura Oh, w celu zaniesienia mu lunchu stały się jego chlebem powszednim. 
  - Dzień dobry, Luhan - uśmiechnął się Tao, również wsiadając do windy. 
  - Dzień dobry - odpowiedział Lu. 
  Z każdym dniem coraz bardziej zżywał się z Seulem i jego mieszkańcami, lecz cząstka jego serca cały czas zakleszczona była w tęsknocie za rodzinnym miasteczkiem. Mimo, iż znalazł tu miłość swojego życia, nie był pewny, czy będzie w stanie zostawić przyjaciół i bliski sercu pensjonat.  

  Zatrzymał się przed gabinetem Sehuna i cicho zapukał, by po chwili otworzyć drzwi i uśmiechnąć się szeroko, widząc młodszego zatopionego w wirze pracy.
  - Cześć - rzekł, zamykając za sobą drzwi i wchodząc do pracowni blondyna. 
  - W końcu przyszedłeś - westchnął Oh wstając i zamykając Luhana w swoich objęciach. - Tęskniłem. 
  - Ja też - odparł szeptem starszy, stawiając na biurku Sehuna torebkę z przygotowanym posiłkiem. 
  - Miałem do ciebie zadzwonić i uprzedzić, że zamierzam dziś zjeść na mieście, ale nie chciałem, by takie dobre jedzenie się zmarnowało - powiedział z ciepłym uśmiechem. 
  - Och, mogłeś zadzwonić - mruknął Lu. - Nie musiałbym iść, aby ci to zanieść. 
  - I tak to zjem - odparł ze śmiechem Sehun, zupełnie zbijając starszego z tropu. - Zamierzałem tylko zabrać cię dzisiaj do restauracji. 
  - Jakie niespodzianki jeszcze dla mnie szykujesz, panie Oh? - zaśmiał się Luhan, kiedy młodszy podniósł go z ziemi i usadził na swoim biurku. Nawet takie proste gesty potrafiły sprawić, że na policzkach starszego malowały się rumieńce.
  - Zdziwiłbyś się -uśmiechnął się przebiegle Sehun, składając kilka lekkich pocałunków na szyi Luhana. 

  - Powinieneś bardziej skupić się na pracy - rzekł Lu, kiedy jechali samochodem Sehuna prosto pod wybraną przez młodszego restaurację. 
  - Skupiam się na pracy - powiedział Oh, ze wzrokiem wlepioną za przednią szybę. 
  - Nie wydaje mi się - mruknął ze śmiechem Luhan. - Ciągle zrywasz się z biura i przekładasz spotkania. Może to się źle odbić na twojej reputacji. 
  - Kiedy ostatni raz zerwałem się z pracy? 
  - Choćby teraz - Lu wywrócił oczami. - Nie chcę, żebyś miał jakieś problemy. 
  - Nie martw się już tak - uśmiechnął się beztrosko Sehun i spojrzał na kochanka zza szkieł swoich ciemnych okularów, które zawsze zakładał jadąc samochodem. 
  - Nadal mi nie powiedziałeś gdzie jedziemy - rzekł Luhan, marszcząc lekko nos, kiedy zatrzymali się na czerwonym świetle. 
  - Na lunch - odparł Sehun, wzruszając ramionami. 
  - Tak daleko? Nie mogliśmy wybrać czegoś bliżej twojej pracy? 
  Sehun nie odpowiedział.
  Nie rozmawiali do czasu, aż mężczyzna zaparkował przed wystawną francuską restauracją, którą Luhan pierwszy raz widział na oczy. 
  - Nie musiałeś zabierać mnie na tak drogi lunch - zaśmiał się, kiedy młodszy z gracją chwycił jego dłoń i poprowadził z parkingu w stronę wejścia. 
  - Bez obaw. Mamy zarezerwowany stolik - uśmiechnął się tajemniczo Sehun, wprawiając Luhana w zakłopotanie. 
  - Kiedy go zarezerwowałeś?  
  - Cóż... - Sehun zsunął z nosa ciemne okulary, wchodząc w głąb sali wypełnionej stolikami i wypełniającymi je gośćmi. - Ktoś zrobił to za mnie. 
  Luhan postanowił nie zadawać więcej pytań i posłusznie poszedł za swoim partnerem, mijając pozostałych gości restauracji. Wokół unosił się zapach smakowitego jedzenia i wytrawnego wina, który nadal był obcy dla Lu, który stronił od wszelkich maści alkoholu. 
  - Witaj, mamo - rzekł Sehun, kiedy wraz z Luhanem zatrzymali się przy stoliku w bardziej odosobnionej części sali. 
  Przy kartach menu siedziała kobieta w średnim wieku z długimi, złotymi kolczykami w uszach i włosami opadającymi na wąskie ramiona, okryte rękawami beżowej sukienki. Uśmiechała się do nich przyjaźnie i widać było, że to właśnie po niej, Sehun odziedziczył swój czarujący uśmiech. Obok niej siedział nieco starszy mężczyzna z ciemną, siwiejącą już czupryną na głowie i prostokątnych okularach, lekko zsuwających się z nosa. Jego twarz pokrywały lekkie zmarszczki, a w marynarce, którą miał na sobie, wyglądał niczym starsza kopia młodego Oh Sehuna. 
  - W końcu jesteście - uśmiechnęła się kobieta, podchodząc do Sehuna i uśmiechając się serdecznie. 
  W ślad za nią poszedł również i ojciec młodego mężczyzny, do którego Luhan od razu poczuł respekt i szacunek. Nie wiedział, że Sehun będzie chciał zabrać go właśnie na spotkanie ze swoimi rodzicami. 
  - Chciałem wam przedstawić Luhana - rzekł Oh, a Lu słysząc swoje imię, skłonił się nisko. - Mieszkamy razem. Poznaliśmy się w pensjonacie ciotki Jiyoon i myślę, że chcemy ułożyć sobie razem przyszłość. 
  Luhan czekał na reakcję rodziców swojego kochanka, obawiając się negatywnych komentarzy i braku akceptacji z ich strony, jednak ciepły uśmiech na twarzy pani Oh i łzy wzruszenia w jej oczach pozytywnie go zaskoczyły. 
  - Jestem szczęśliwa, że w końcu znalazłeś kogoś odpowiedniego - powiedziała kobieta. 
  - Dziękuję - wydukał tylko Luhan, odwzajemniając uśmiech. 
  - Cóż - głos przejął ojciec Sehuna, którego zadania widocznie bał się nawet jego własny syn. - Nie ukrywam, że twoja decyzja bardzo mnie zaskoczyła, Sehun. 
  - Tato, jestem dorosły. To moja decyzja - rzekł odważnie blondyn, a brzmiał przy tym tak męsko i zdecydowanie, że Lu nie mógł wprost uwierzyć, że jest to ten sam Hunnie, którego poznał podczas wakacji, kiedy obaj mieli po siedem lat. 
  - Wiem - odparł oschle ojciec. - I choć twój wybór mnie... zaszokował, to muszę przyznać, że jestem z ciebie dumny. 
  Słowa mężczyzny sprawiły, że na policzkach Sehuna pojawiły się rumieńce. Nie oczekiwał takiej reakcji swoich rodziców na jego związek z Luhanem, jednak wszystkie jego obawy poszły w zapomnienie, kiedy wspólnie usiedli do stołu, jak jedna, prawdziwa rodzina. 
  - Zamierzacie się pobrać? - spytała ni stąd, ni zowąd pani Oh, kiedy wszyscy oczekiwali swoich zamówień. 
  - Cóż... - Luhan zmieszał się nieco, czując na sobie przeszywające spojrzenie przyszłej teściowej. 
  - Oczywiście, że tak - uśmiechnął się pod nosem Sehun. - Może jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno. 
  - Na twoim miejscu już kupowałabym pierścionek zaręczynowy, Hunnie - zaśmiała się promiennie matka. - Im wcześniej tym lepiej. 
  - Zawsze to powtarzasz - zaśmiał się pod nosem Sehun, ściskając pod stołem rękę Luhana. 
  - Nie śpieszcie się. To poważna decyzja - rzekł ojciec chłopaka, patrząc na parę uważnie. 
  - Wiem, ale wszystko przemyśleliśmy - uprzedził Oh. - Chcę spędzić życie z Luhanem. 
  Dla Luhana słowa te zabrzmiały niezwykle miękko i ciepło, przez co poczuł przyjemny dreszcz, przechodzący po plecach. 
  - Cóż, to wasza decyzja - uśmiechnęła się pani Oh, unosząc swój kieliszek w górę. - Wznieśmy toast. Za dołączenie Luhana do rodziny Oh. 
  Luhan chciał zaprotestować, że wznoszenie toastów na jego cześć jest przesadą, jednak nim zdążył się odezwać, każdy podniósł swój kieliszek w górę, a on mógł jedynie uśmiechnąć się nieśmiało i zerknąć na Sehuna, który wyglądał na naprawdę szczęśliwego. 



21 kwietnia. Seul. 
  Chanyeol przetarł zaspane oczy, czując jak jego współlokatorka ściąga z niego kołdrę. 
  - Cholera, Lin - przeklął. - Dzisiejsze wykłady zaczynają się później, wariatko. 
  - Wstawaj - rzekła niewzruszona dziewczyna. - Mam dla ciebie newsa. 
  - Newsa? 
  - Wstawaj, albo nigdy nie odzyskasz swojego telefonu, a słodki Byun Baekhyun będzie zmuszony dzwonić do mnie - uśmiechnęła się brunetka, trzymając w dłoni czarnego Samsunga, należącego do Parka. 
  - O czym ty pierdolisz? - zaciekawił się chłopak, unosząc na łokciach. 
  - Dzwonił do mnie - uśmiechnęła się tajemniczo dziewczyna. 
  - Nie wierzę - parsknął w odpowiedzi Chanyeol, marszcząc brwi. 
  - Sprawdź historię połączeń, geniuszu - zanuciła, rzucając Parkowi telefon, który opadł bezwiednie na łóżku i odbił się od sprężystego materaca. 
  Chanyeol jedynie rzucił Lin groźne spojrzenie, kiedy ta znikała za drzwiami pokoju, a on sam zgodnie z jej słowami sprawdził historię połączeń i złapał się za głowę, widząc wczorajsze połączenie od Baekhyuna. 
  - Ty naprawdę z nim gadałaś?! - krzyknął, by siedząca w salonie dziewczyna była w stanie go usłyszeć. 
  - Tak - rzekła Lin. Miała tak donośny głos, że nie musiała krzyczeć, by Chan ją usłyszał. - Jest bardzo miły. 
  - Pierdolisz - wycedził przez zęby Park, wstając z łóżka i idąc do salonu, gdzie dziewczyna okupywała kanapę. - O czym z nim gadałaś, wiedźmo? 
  Lin uśmiechnęła się lekko. 
  - Chyba połknął info, że jestem twoją dziewczyną - zaśmiała się. - Zabawne, prawda? 
  - Zabawne? - Chanyeol przełknął ślinę. - Nigdy więcej nie dam ci telefonu. Jeszcze bardziej wszystko skomplikowałaś! 
  - Spokojnie - Lin uniosła dłonie w obronnym geście. - Nie mam zamiaru ukraść ci Byuna, jeśli tego się obawiasz. 
  - Trzymaj się od nas z daleka - wysyczał Yeol. 
  - Was? - powtórzyła dziewczyna. - Z tego co wiem, to nadal jesteście w "friendzone". 
  - Zamknij się. 
  - Nawet nie próbuj do niego dzwonić. Niech teraz on będzie zazdrosny. 
  - Mam dość twoich rad. 
  - Bo ich nie rozumiesz. 
  - Zostaw do cholery mnie i moje osobiste sprawy, okay? - wybuchł Yeol, znikając za drzwiami swojego pokoju i zostawiając oniemiałą Lin w salonie. - W weekend wyjeżdżam do domu. Wyjaśnię mu to wszystko.
  - Jejku - westchnęła dziewczyna pod nosem. - Nie miałam pojęcia, że aż tak ci na nim zależy. 



2 maja. Pensjonat.
  Odkąd Baekhyun podzielił się z Layem historią o dziewczynie, która odebrała telefon Yeola, obaj byli niemal pewni, że Chanyeol zaczął nowe życie, znajdując również partnerkę, która miała mu towarzyszyć. Lay przyjął tą wiadomość z niemałym zdumieniem, podczas, gdy serce Baekhyun z dnia na dzień wydawało się emanować coraz bardziej podejrzanym bólem. 
  - Skoro on sobie kogoś znalazł, ja również to zrobię - rzekł pewnego dnia i od tamtego czasu desperacko próbował znaleźć jakąkolwiek osobę, która byłaby nim zainteresowana. 
  Jego celem szybko stała się nieco starsza Taeyeon, którą znał z czasów szkoły, kiedy obaj chodzili na zajęcia szkolnego chóru. Była mądrą i czarującą dziewczyną, a dla Baekhyuna świetnym materiałem na partnerkę. Z początku odnowienie kontaktu było dla nich obojga trudne i trwało dość długo, lecz po tym czasie Baek od razu przeszedł do rzeczy, proponując Tae związek. Ich relacja opierała się jedynie na drobnych czułościach i spędzaniu razem czasu, lecz można było oficjalnie nazywać ich parą. 

  - Ładnie razem wyglądacie - skomentował Chen, podczas przyjacielskiego spotkania, w trakcie którego tak jak zawsze siedzieli na tarasie, pijąc herbatę i wymieniając się między sobą nowinkami i anegdotami. 
  - Dziękujemy - uśmiechnęła się promiennie Taeyeon, siedząc na kolanach Baekhyuna. 
  - A jeżeli już mówimy o ładnie wyglądających parach - zaczął Xiumin. - Luhan i Sehun przyjadą do nas niedługo. 
  - Ciekawe jak układa im się w Seulu - zamyślił się Lay. 
  - Z tego co wiem, to bardzo dobrze - uśmiechnął się Jongdae. - Niedawno państwo Oh poznali Luhana i z tego co wiem wszystko idzie zgodnie z planem. 
  Reszta przyjaciół skinęła głowami porozumiewawczo, podczas, gdy niewtajemniczona Taeyeon jedynie uśmiechnęła się lekko. 
  - Zgadnijcie kto jeszcze niedługo nas odwiedzi - rzekł Yixing, rzucając Baekhyunowi rozbawione spojrzenie. 
  - Chanyeol? - rzucił Xiumin. 
  - Tak, skąd wiesz? 
  - Jakiś czas temu uprzedzał, że przyjedzie - rzekł Chen. 
  - To dobrze. Chcę go bliżej poznać, skoro jest bliższym przyjacielem Baekhyuna - uśmiechnęła się Taeyeon, a podejrzliwy ból znów zaatakował serce wrażliwego Byuna. 
  - Tak. Powinien cię poznać. 



5 maja. Dom Kyungsoo. 
  - Jak długo to jeszcze potrwa? - spytał Kyungsoo pewnego wieczoru, kiedy wraz z Jonginem siedzieli w ogrodzie. 
  - Co? 
  Kyungsoo spojrzał na bruneta porozumiewawczo. 
  - Jak długo będziesz u mnie mieszkał? 
  - Wiesz... spodobało mi się tu - Jongin rozsiadł się wygodniej na składanym leżaku i posłał chłopakowi wdzięczny uśmiech. 
  - Mówię poważnie - rzekł Kyungsoo. 
  - Ja również. 
  Starszy westchnął i spuścił wzrok. Obecność Jongina zaczęła go nieco przytłaczać, a on sam z dnia na dzień przywiązywał się do niego coraz bardziej, czego potwornie nie chciał. Doświadczenia z dzieciństwa nie pozwalały mu komukolwiek zaufać, przez co czuł się niezręcznie przy Kaiu, który w gruncie rzeczy był dla niego obcy. 
  - Jesteś bardzo samotny, hyung - rzekł nagle brunet, delikatnie przykrywając swoją dużą dłonią, małą dłoń Kyungsoo, spoczywającą na podłokietniku leżaka. 
  - Jestem samotny z własnego wyboru - rzekł starszy, z niepokojem spoglądając na rękę bruneta. 
  - To źle - uśmiechnął się lekko Jongin. - Boisz się ufać. 
  - To nie tak - zawstydzony Kyungsoo spuścił głową. 
  - Izolujesz się. 
  - Nieprawda - Kyung nie mógł uwierzyć, jak szybko ten dzieciak przejrzał go na wylot. 
  - Wiesz co? Opowiem ci coś - rzekł. - Kiedyś cholernie zazdrościłem Oh Sehunowi. Zazdrościłem mu wszystkiego: pieniędzy, pracy, przyjaciół, znajomości. Postanowiłem więc, że coś mu odbiorę. Była jedna osoba, na której bardzo mu zależało, co widziałem w sposobie w jaki na nią patrzył. Jestem bardzo dobry w odczytywaniu mowy ciała. Umiem poznawać ludzi jedynie ich obserwując. W każdym bądź razie starałem się uwieść tą osobę, by Oh nie miał możliwości, by ją zdobyć. Wiesz co się później stało? 
  Kyungsoo pokręcił przecząco głową. 
  - Oh jest teraz z tą osobą i z tego co wiem są cholernie szczęśliwi. Wiesz czego to dowodzi? 
  Kyungsoo znów pokręcił głową. 
  - Że miłość zawsze znajdzie drogę. Nawet jeżeli się od niej izolujesz i uciekasz, ona i tak prędzej czy później cię złapie - zanucił chłopak. - Byłem cholernym egoistą, pragnąc tego, co ma Oh. Teraz wiem, że kiedyś przyjdzie też czas na mnie. Kiedyś nawet ja się zakocham i stracę rozum, tak jak stracił go Oh. Zatracił się w Luhanie bez końca - westchnął Jongin bardziej do siebie, niż do swojego towarzysza, który słuchał go z zapartym tchem. - Zastanawiam się tylko, kto pokocha mnie, wiedząc ile serc złamałem w przeszłości. 
  Jongin zamilkł, a wzruszony jego wywodem Kyungsoo,ścisnął lekko jego dłoń. 
  - Jeżeli ktoś pokocha prawdziwego ciebie, to co robiłeś straci znaczenie - powiedział. 
  - A co z tobą? 
  Kyungsoo otworzył szerzej oczy. 
  - Nie rozumiem. 
  - Jestem twoim jedynym towarzyszem. Co się stanie, gdy sobie pójdę? 
  - Nic takiego - Kyungsoo wzruszył ramionami. 
  - Obaj jesteśmy samotni - Kai spojrzał mu głęboko w oczy z jakąś nieznaną dla starszego czułością i delikatnością. - Ty boisz się pokochać, a ja boję się zostać pokochanym. 
  - To dziwne - mruknął Kyungsoo. 
  - Co jest dziwne? 
  - To, że mówisz o tym z taką lekkością - odpowiedział Do. 
  - Być może masz mnie tylko za dzieciaka - zaczął Jongin. - Cholernie głupiego dzieciaka, bawiącego się ludźmi jak ołowianymi żołnierzykami. Wiedz jednak, że chciałbym się zakochać. Chciałbym się zakochać w tobie, hyung. 
  Kyungsoo spłonął soczystym rumieńcem, kiedy Kai spojrzał na niego z powagą, zaszklonymi oczyma. 
  - We mnie? 
  - Tak. Żeby pokazać ci, że nie warto bać się kochać. Ktoś musiał cię bardzo zranić, hyung. 
  Kyungsoo spuścił głowę, by ukryć łzy wzruszenia, formujące się pod jego powiekami. Śpiew ptaków i wieczorny wiatr przycichły, pozwalając starszemu na wsłuchanie się w oddech Jongina i bicie ich serc, które z trudem próbowały wybijać ten sam rytm. 
  - Tak. Ale to było dawno - chłopak uśmiechnął się lekko. 
  - Hyung... mam prośbę i chcę, żebyś wiedział, że nie są to tylko moje głupie sztuczki - rzekł Jongin. - Chcę się w tobie zakochać, hyung. Błagam, pozwól mi się w tobie zakochać. Nie musisz tego odwzajemniać. Po prostu pozwól mi tu być i kochać. 
  Kyungsoo wyłączył swoje myślenie. 
  - Mówisz poważnie. 
  - Tak. 
  - Zgadzam się. 



8 maja. Pensjonat. 
  Słoneczne popołudnie wypełnił dźwięk kół samochodu wtaczających się na żwirowany podjazd. Ciemny samochód zaparkował przed wejściem do pensjonatu, nim drzwi od strony pasażera otworzyły się z rozmachem przed uśmiechniętym brunetem, radośnie machającym do Chena, stojącego na werandzie w towarzystwie Minseoka. 
  - Tak bardzo za wami tęskniłem - westchnął Luhan, kiedy uścisnął obu przyjaciół. 
  - My za wami również - odpowiedział Xiumin. 
  - Chodźcie. Zrobiłem obiad - powiedział Chen, wskazując otwarte drzwi budynku, z którego ulatniał się przyjemny aromat domowego jedzenia. 
  Luhan i Sehun uśmiechnęli się do siebie i ruszyli za przyjacielem, prosto do dobrze znanej kuchni, gdzie czekał na nich posiłek. 
  - Smacznego. 
  Zapach róż i stygnącego obiadu. 
  Promienie wiosennego słońca, oblewające podwórko. 
  Śmiech przyjaciół. 
  Wszystko było tak typowe dla tego miejsca.



8 maja. Dom Byun Baekhyuna. 
  - Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spytał Lay. 
  Baekhyun odłożył na chwilę tacę z kolorowymi ciasteczkami, zerkając na przyjaciela. 
  - Sobota - odpowiedział. 
  - Nie o to mi chodziło. 
  - Ósmy maja. 
  - Znowu pudło - zaśmiał się Yixing. - Chodziło mi bardziej o to, że dzisiaj przyjeżdża Chanyeol. 
  Byun drgnął nieznacznie, słysząc imię przyjaciela i potrząsnął energicznie głową, chcąc odgonić nachalne myśli. 
  - Co z tego? Nie zamierzam się z nim spotykać. 
  - Dlaczego? - zainteresował się Yixing, opierając o ladę, na której ułożone były koszyczki z bułeczkami drożdżowymi i ciastkami. 
  - Bo nie - westchnął Baekhyun. - Zapomniałeś już o tym, co zrobił przed swoim wyjazdem? 
  - Pocałował cię. 
  - Zamknij się - syknął. - Jeżeli ktokolwiek by się o tym dowiedział, zabiłbym się, rozumiesz? 
  - Dlaczego? 
  - Nie chcę tego pamiętać. Nie jestem gejem. Jestem w stu procentach normalny i nie będę pozwalać przyjacielowi, by mnie całował! - wybuchł Byun, patrząc na Yixinga z agresją. 
  - Spokojnie - uśmiechnął się kojąco Lay. - Chciałem tylko wiedzieć czy... 
  - Zamknij się już - westchnął Baek, poprawiając fartuszek z logo cukierni. - Nie będę ci więcej pomagał w soboty. Powinienem być teraz w domu i odpoczywać. 
  - Powinieneś iść do Chanyeola i wszystko wyjaśnić. 
  - Nie - Baekhyun wzruszył obojętnie ramionami. - Nie obchodzi mnie nic, co go dotyczy. On sam zapomniał już pewnie o tej sprawie. 
  - Dlaczego tak uważasz? 
  - Wyjechał, ma mieszkanie, dziewczynę, studia i z pewnością lada chwila zostanie lekarzem, podczas, gdy my będziemy kisić się w kawiarence w sercu małego wiejskiego miasteczka - odparował chłodno. 
  Yixing pokręcił głową i zostawił Baekhyuna w spokoju, wychodząc na zaplecze pachnące lukrem i cukrem pudrem. Wyjął z kieszeni telefon i wybierając listę kontaktów na ekranie dotykowym, przyłożył aparat do ucha. 
  - O której będziesz, Yeol? 

  Chanyeol wyszedł z pociągu, prostując kończyny na peronie, wypełnionym małymi ławeczkami i tablicą z rozkładem jazdy. Rozejrzał się, marząc w myślach, by zobaczyć jakąś znajomą twarz, lecz jedyną osobą, którą zobaczył był Lay, stojący przy jednej z ławek i uśmiechający się przyjaźnie. 
  - Hej - odwzajemnił uśmiech Chanyeol, witając się z przyjacielem lekkim uściskiem. 
  - Jak minęła podróż? - zapytał Lay, idąc wraz z rudym w kierunku miasteczka. 
  - Całkiem znośnie - uśmiechnął się Park, lecz w jego uśmiechu Yixing nie dostrzegał już takiej energii jak kiedyś. Jakaś cząstka Park Chanyeola wygasła. 
  - Cieszę się. 
  - Yixing... - zaczął nagle Chanyeol. - Czy on...
  Lay przerwał mu stanowczym ruchem ręki. 
  - Nie rozmawiajmy tutaj - rzekł przyciszonym głosem. 



8 maja. Pensjonat. 
  Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy czwórka przyjaciół wygrzewała się w jego blasku, siedząc w ogrodzie w otoczeniu pąków róż i beztroskiego bzyczenia owadów. W takich chwilach Luhan czuł się po prostu szczęśliwy wśród tych z pozoru prostych rzeczy. 
  - Planujecie na stałe zamieszkać w Seulu? - spytał Minseok, opierając się o oparcie wiklinowego krzesła. 
  - Sehun tam pracuje, więc raczej tak - odparł Luhan, zerkając na ukochanego. 
  - Zamieszkamy tam, gdzie będziemy chcieli - sprzeciwił mu się Sehun, uśmiechając się perwersyjnie, a Luhan wywrócił teatralnie oczami, śmiejąc się cicho.
  "Traktujesz swoją pracę zbyt lekko" - chciał powiedzieć, lecz dobrze wiedział, że Oh i tak wszystkiego by się wyparł. 
  - Wolicie mieszkanie czy dom? - spytał Chen.
  - To nie ma znaczenia - odparł Lu. 
  - Dom - rzekł w tym samym czasie Oh. 
  - Kot czy pies? 
  - Kot - rzekł Sehun
  - Pies - odpowiedział automatycznie Luhan. 
  Chen i Xiumin zaśmiali się dźwięcznie. 
  - Cóż... planujecie ślub? 
  - Poczekamy z tym. 
  - Jak najszybciej - odparł Sehun, uśmiechając się delikatnie. 



8 maja. Dom Laya. 
  - Więc co zrobiłem nie tak? - Chanyeol wlepił wzrok w kubek swojego kakao. 
  - Zrobiłeś coś zbyt szybko - powiedział Lay, siedząc naprzeciw chłopaka. - Albo to Byun źle odczytał twoje zamiary. 
  - Powinienem mu wszystko wyjaśnić - westchnął Yeol, bezradnie opierając twarz na dłoni. 
  - Dlaczego, aż tak ci zależy? 
  Chanyeol podniósł na przyjaciela wzrok i zaśmiał się bezdźwięcznie. 
  - Naprawdę nie wiesz? 
  - Przecież masz dziewczynę - Lay zrobił zdziwioną minę, przestając mieszać łyżeczką w swojej herbacie. 
  - Nie mam dziewczyny - brwi Chanyeola powędrowały do góry. - Skąd, do cholery, ten pomysł? 
  - Baekhyun mówił, że dzwoniń do ciebie i odebrała kobieta, podająca się za twoją dziewczynę - wyjaśnił Lay, krzywiąc się przy tym lekko, co Chan skomentował cichym westchnieniem. 
  - Kurwa, to tylko Lin. 
  - Lin? 
  - Moja współlokatorka - uściślił. - Z pewnego powodu miała mój telefon i odebrała akurat, kiedy dzwonił Baekhyun. Nic mnie z nią nie łączy. 
  - To wszystko wyjaśnia - uśmiechnął się do siebie Yixing. - I nadal zależy ci na Baekhyunie. 
  Chanyeol wstał od stołu i narzucił na swoje ramiona bluzę. 
  - Czy gdyby mi nie zależało, szedłbym teraz do niego? 
  - Naprawdę chcesz do niego iść? - Lay złapał rękaw przyjaciela, chcąc go powstrzymać, lecz nim zdążył cokolwiek powiedzieć Yeol podziękował mu za gościnę i wyszedł na ciepłe wieczorne powietrze. 

  Idąc szybkim krokiem przez ulice miasteczka, Chanyeol układał sobie w głowie co powinien powiedzieć przyjacielowi. Ciepły wiatr rozwiewał jego rude włosy, a Park delektował się tym uczuciem, wyobrażając sobie jednocześnie co Baekhyun czuł po jego wyjeździe. Czy tamten pocałunek go... zranił? 
  Zatrzymał się przy ogrodzeniu Byuna, zauważając dwie postacie zmierzające w jego kierunku. Jedną z nich zdecydowanie był Baekhyun, lecz drugiej Chan w ogóle nie rozpoznawał. 
  - Um... Park? 
  Rudy ocknął się, kiedy zobaczył przed sobą dawnego przyjaciela w towarzystwie wysokiej brunetki o słodkim uśmiechu i kocich oczach. 
  - Cześć - uśmiechnął się lekko. 
  - Przykro mi. Właśnie wychodzimy, więc jeżeli chciałeś nas odwiedzić to... 
  - Nie, nie - pokręcił głową Chanyeol, nim zauważył złączone dłonie Byuna i dziewczyny, a jego serce oblała fala paraliżującego bólu. - Chciałem cię tylko... zobaczyć. 
  - Och... - Baekhyun westchnął cicho, spuszczając wzrok. 
  - W sumie dobrze, że cię spotkaliśmy - odezwała się dziewczyna, a Park spojrzał na nią nieufnie. - Jestem Taeyeon. Wydaje mi się, że się nie znamy. 
  - Park Chanyeol. Kojarzę cię - odparł chłopak i uścisnął lekko wystawioną dłoń brunetki.  
  - To dobrze - Taeyeon uśmiechnęła się promiennie. - Chciałam cię poznać, bo podobno jesteś dobrym przyjacielem Baekhyuna. Byłby z nas dobry team, prawda Baekkie? - spytała, szczypiąc policzek Byuna. 
  - Tak, ale chodźmy już - Baekhyun pociągnął dziewczynę za rękę. - Spieszymy się - usprawiedliwił, mijając oniemiałego Chanyeola. 
  - Do zobaczenia później, Park Chanyeol - zawołała dziewczyna, machając rudemu na pożegnanie, a ten jedynie odmachał smętnie, czując nieuzasadniony ból, promieniujący gdzieś wewnątrz jego klatki piersiowej. 



10 maja. Dom Do Kyungsoo. 
  Poranek był ulubioną częścią dnia Kyungsoo. Był to czas, kiedy mógł wstać wcześniej i w ciszy i spokoju przygotować śniadanie, korzystając z czasu, kiedy Jongin jeszcze spał. Włączał wtedy cicho radio i kołysząc się do melodii przygotowywał kawę, której aromat roznosił się później w całym domu. Ten poranek również wypełniony był aromatem parzonej kawy i dźwiękiem muzyki, płynącej cicho z radia. 
  Kyungsoo ubrany w spodnie od piżamy i luźną białą koszulkę nucił pod nosem słowa piosenki, pochłonięty swoją pracą i drgnął lekko, czując czyjeś dłonie na swoich biodrach. 
  - Cześć, hyung - wymruczał leniwie Jongin, wtulając twarz w zagłębienie szyi starszego. 
  - Kai, przestraszyłeś mnie - westchnął Kyungsoo. 
  - Łatwo cię przestraszyć - odparł brunet, mrucząc wprost do ucha chłopaka. - Jesteś bardzo płochliwy. 
  - Wiem. 
  - Dlatego w nocy masz koszmary. 
  Kyungsoo drgnął, odwracając się w stronę chłopaka. 
  - Skąd o tym wiesz? - spytał, wlepiając w Kaia paraliżujące spojrzenie. 
  - O czym? 
  - Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię - Kyungsoo wywrócił oczami. - Chodzi mi o koszmary. 
  - Krzyczysz przez sen, hyung. Czasami płaczesz. Nie mogę przez to spać - wyjaśnił Jongin, marszcząc lekko brwi. 
  - Och, to normalne - odpowiedział starszy. - Mam te koszmary od dziecka. 
  - Ciągle te same? 
  - Tak. 
  Jongin zamyślił się, po czym znów przytulił starszego od tyłu. 
  - To znaczy, że złe wspomnienia prześladują cię w nocy - wyszeptał. 
  - Przestań, Kai - Kyungsoo strącił jego podbródek ze swojego ramienia. 
  - Obiecuję, że jeżeli jeszcze raz usłyszę, że masz koszmar, przyjdę do ciebie. 
  Kyungsoo spojrzał na niego krzywo. 
  - To nie będzie konieczne. 
  - Mam inne zdanie na ten temat - Jongin spojrzał na starszego z góry, a Kyungsoo wiedział, że wszelakie kłótnie z nim nie mają sensu, bo brunet zrobi wszystko, by postawić na swoim. 



10 maja. Pensjonat. 
  - Chen! Potrzebuję twojej pomocy - zawołał Sehun, wchodząc do kuchni, gdzie przyjaciel zajęty był krojeniem warzyw. 
  - O co chodzi? - spytał starszy, przerywając na chwilę swoje zajęcie. 
  - Czy mógłbym zrobić mały... piknik? - spytał. - W ogrodzie. Tylko dla mnie i dla Luhana. Tajny piknik. 
  - Tajny piknik? - powtórzył Chen, marszcząc brwi. 
  - Wiesz o co mi chodzi - Sehun wywrócił oczami. 
  - Chcesz być romantyczny? - Jongdae parsknął śmiechem. - Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zrobił "tajny piknik". Czego potrzebujesz? 
  - Świec, kwiatów i wina. Koniecznie białego - uściślił Sehun. 
  - Da się zrobić. Podejrzewam, że w piwniczce znajdziesz jakieś dobre, białe wino - uśmiechnął się przyjaciel. 
  - Dzięki, Chen - Sehun odwzajemnił uśmiech. 
  - Nie zapomnij o kwiatach, Hunnie - zatrzymał go przyjaciel. - Luhan lubi róże. Utnij kilka. 

  Żwir zaskrzypiał pod kołami samochodu Minseoka, który wraz z Luhanem wracał właśnie z zakupów w miasteczku. Słońce zachodziło już za horyzont, barwiąc niebo odcieniami różu i fioletu, który pięknie zgrywał się z złotymi przebłyskami. 
  - Zanieś to Chenowi - polecił Xiumin, wręczając brunetowi papierową torbę z zakupami, a Lu skinął głową i ruszył w stronę pachnącej ziołami kuchni. 
  - Przyniosłem ci zakupy, ChenChen - zawołał w progu, a Jongdae z uśmiechem odebrał od niego torbę. 
  - Dzięki, Lu - odparł, rozpakowując produkty. 
  - Gdzie jest Sehun? - spytał brunet, wyglądając za okno. 
  Chen uśmiechnął się pod nosem, zajęty przeglądaniem kupionych rzeczy. 
  - Czeka na ciebie w ogrodzie. 
  - W ogrodzie? - powtórzył Luhan. - Dlaczego? 
  Jongdae wzruszył ramionami, z rozbawieniem oglądając zdziwiony wyraz twarzy starszego. 
  - Idź go spytać.
  Luhan wywrócił oczami i bez słowa wyszedł z kuchni, zostawiając Chena samego. 
  Wieczorne powietrze było ciepłe i przyjemne, toteż kurtka, którą chłopak na siebie zarzucił była zbędna. Idąc przez pachnący ogród, zauważył na tle ciemniejącego nieba kilka płomyczków zapalonych świec, a poród nich Sehuna w białej koszuli i muszce, siedzącego na kocu, rozłożonym na przyjemnie ciepłej trawie w otoczeniu kwiatów. Obok niego stała zielona butelka wina i dwa kieliszki, oraz bukiecik białych róż, wiązanych wstążką. 
  Wiatr poruszał delikatnie źdźbłami trawy, a świerszcze wygrywały jedną z najpiękniejszych wieczornych melodii, kiedy Sehun wyciągnął przed siebie dłoń i ujął nią ostrożnie nadgarstek starszego, patrząc mu prosto w oczy. 
  - Usiądź ze mną, hyung. 
  Luhan nie mógł powstrzymać uśmiechu, malującego się na jego zarumienionej twarzy i zajął miejsce naprzeciw mężczyzny, oglądając w jak piękny sposób płomienie świec padają na jego pociągłą twarz. 
  - Sam to wszystko przygotowałeś? - spytał. 
  - Mhm - mruknął w odpowiedzi blondyn, zajęty napełnianiem kieliszków białym winem. - Podoba ci się? 
  - Jest pięknie - rzekł szczerze Luhan, przyjmując lampkę wina. 
  - Cieszę się - uśmiechnął się Sehun, patrząc na starszego w ten wyjątkowy sposób, który Lu uwielbiał. 
  Rozmowa rozkręciła się wraz z pierwszymi łykami wina i delikatnymi pocałunkami. Wkrótce słońce zaszło, ustępując miejsca drobnym gwiazdom, które pojawiały się wraz z czułymi wyznaniami i obietnicami, wypowiadanymi szeptem. 
  - Wiesz co, Luhan? - mruknął Sehun, składając leniwe pocałunki na odsłoniętym ramieniu starszego. - Żałuję, że zmarnowałem tyle czasu na gonienie za żmudnym szczęściem, podczas, gdy całe szczęście, którego szukałem... - urwał nie będąc pewnym swoich dalszych słów, po czym znów kontynuował, przyciszonym głosem. - ...było tutaj i czekało na mnie. 
  Luhan uśmiechnął się lekko i oparł głowę na ramieniu blondyna, śledząc wzrokiem gwiezdne konstelacje. 
  - Tym szczęściem byłem ja? 
  - Nie powinieneś nawet o to pytać, hyung - zaśmiał się cicho Sehun, nachylając się, by pocałować starszego. 
  Smak ust Sehuna był mieszanką wina i smaku papierosów, choć od ostatniego czasu Oh palił zdecydowanie rzadziej, co niezmiernie cieszyło Luhana. 
  - Jesteś niezwykle głupi, skoro pomyślałeś, że mógłbym mówić o kimś innym. 
  - Racja - zaśmiał się Lu. - Nieraz jestem potwornie głupi. 
  Sehun posłał mu jeden ze swoich czułych uśmiechów, nim zupełnie odwrócił wzrok, wpatrując się w zupełnie już czarny nieboskłon. 
  - Kocham cię takiego. 
  Luhan drgnął, słysząc wyznanie młodszego i uśmiechnął się lekko. 
  - Ja też cię kocham, Hunnie. 
  - W Nowy Rok postanowiłem sobie, że tu wrócę - zaczął cicho Sehun. - Tęsknota za wami była tak silna, że nie umiałem walczyć. Tęskniłem za tobą. Szczególnie za tobą - uśmiechnął się pod nosem i kontynuował. - Nienawidziłem siebie za to, że zostawiłem cię wtedy... w wakacje. Przysięgam, że gdybym mógł cofnąłbym czas i nigdy nie pozwoliłbym ci odejść - mówił szczerze, cichym głosem, niemal szepcząc do ucha Luhana, który słuchał każdego słowa z zapartym oddechem. - W Nowy Rok postanowiłem sobie nie tylko wrócić, ale też nie pozwolić ci więcej odejść. Nadal chcę cię przy sobie zatrzymać, bo czuję, że nie wybaczyłbym sobie, gdybym znowu cię zostawił. 
  Luhan poczuł jak ramiona Sehuna przestają go obejmować, jego słowa cichną w szumie wieczornego wiatru. Uchylił zamknięte dotąd powieki, dostrzegając przed sobą klęczącego blondyna, który powoli wysunął z kieszeni czarne, kwadratowe pudełeczko z logo jakiegoś drogiego jubilera. 
  - Luhan... - słowa Sehuna współgrały z koncertem świerszczy, kiedy powoli otwierał pudełeczko, prezentując pierścionek z brylantowym oczkiem. - Już nigdy nie zamierzam cię opuszczać i liczę, że ty również mi tego nie zrobisz. 
  Czas się zatrzymał. Gra świerszczy ucichła. Księżyc wysunął się zza chmur w całej swojej okazałości,odbijając się w brylantowym oczku pierścionka.
  - Wyjdziesz za mnie? - spytał cicho Sehun, patrząc na starszego, który ilustrował jego twarz zaszklonymi oczami zza wachlarza długich rzęs.

2 komentarze:

  1. Na serio warto było czekać na ten rozdział, bo jest strasznie długi, ale mi i tak było mało. Wiem, jestem okropna i może się wydawać, że nie doceniam Twojej pracy, lecz fabuła za bardzo wciąga i chce się tylko więcej. Zacznę od Baekyeola. Ich sytuacja jest taka dziwna i trzyma w napięciu. Gdy Baekkie zadzwonił do Chana i dowiedział się, że on niby ma dziewczynę to wydawało mi się, że był zazdrosny. Nie, jako kolega, ale chłopak. Może to fałszywe odczucia, jednak nadal mam nadzieję, że im wyjdzie, a Baekkie zrozumie, że jest gejem. W końcu to nic złego. Poza tym, jego chodzenie z Taeyeon jest takim złośliwym zagraniem. Jeśli chodzi o Jongina to ten chłopak mnie zadziwia. Upodobał sobie mieszkanie Kyungsoo i chce się z niego ruszyć. Jest to w pewien sposób zabawne, ale na pewno zmienię zdanie, gdy dowiem się, dlaczego tak się chowa. Bywa dziecinny, bo świadczy o tym zazdrość o Sehuna i uwiedzenie Luhana, i nieodpowiedzialny, ponieważ ucieka przed karą. Mam nadzieję, że znajdzie w sobie sporo taktu, żeby nie ranić Kyungsoo. Luhana skrzywdził i to porządnie. Na szczęście on miał oparcie w Sehunie, a Kyungsoo? On jest samotny i do tego miał przykrą przeszłość. Zasługuje na coś miłego w życiu. Na koniec zostawiłam sobie Hunhana. Jest pairing, za którym nie przepadam, ale w Twoim opowiadaniu lubię o nich czytać. Są słodcy i to, o dziwo, bardzo mi się podoba. Cieszę się, że Sehun zaopiekował się Luhanem, a ten mu wybaczył. I jeszcze ta urocza końcówka. Pomimo tego, że nie ma odpowiedzi Luhana to wierzę, że on opowie tak. W końcu go kocha! Brakowało mi jedynie Krisho! Ja nadal liczę na to, że się spotkają i przestaną sprawiać sobie tylko ból. Wybacz, że pisałam tak chaotycznie, lecz trudno napisać coś mądrego, gdy jest się tak zachwyconym, jak ja. I jeszcze dodam, że uwielbiam tutaj Xiuchena! Podobają mi się ich postawy. Dzielnie radzą sobie z prowadzeniem pensjonatu oraz troszczą się o Luhana. To kochane z ich strony!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na reszcie wszystko zaczyna się układać, jak czytam o życiu hunhana to moje serce po prostu się rozpływa. I jeszcze palylista tak cudownie mi się wpasowała w poszczególne scenki. Jakie te oświadczyny były romantyczne, cudownie Ci wyszły, przepiękne! Luhan na pewno się zgodzi, nie ma opcji, że nie. Jeszcze ta ich niesynchronizacja, to było urocze, awww. Baekyeol. Oni mnie bolą, a ta współlokatorka Chana, to nie wiem czy pomogła czy spaprała sprawę, wyjdzie w praniu, ale i tak jej nie lubię. Jakaś dzika jest. ;-; I w ogóle Taeyeon, czekam na moment, kiedy zostanie uświadomiona, że jest tylko zastępstwem, tanim lekarstwem na zranioną duszę, bo nie lubię jej w każdej możliwej postaci. /Niemiła Kimiko/. KaiSoo jest takie urocze, że ja nie mogę. Cofam to, że Kai to psychopata, wyraźnie, po jego przemyśleniach, stwierdzam, że był zagubiony i bardzo samotny, liczę, że dzięki niemu Soo nie będzie miewał ciągle tych koszmarów, bo one muszą być potworne, tym bardziej, że trwają tak długo.
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń